W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Franciszka, Malwiny, Władysława , 2 kwietnia 2020

Historia żużlowej maszyny rodem z Gorzowa

2020-03-19

W minionych latach sporo mówiło się o nowych żużlowych silnikach, które pojawiły się pod nazwą GTR.

medium_news_header_27236.jpg Fragment towarzyskiego meczu Stali Gorzów ze Ślęzą Wrocław w 1956 roku

Konstrukcja szwajcarskiego mechanika Marcela Gerharda rewolucji nie zrobiła, ale to na niej m.in. Fredrik Lindgren wygrał jedną z rund Grand Prix i próbowało swych sił wielu innych czołowych żużlowców świata.

Niewykluczone, że za jakiś czas pojawi się znowu coś nowego, co podbije żużlowy świat, który swego czasu należał do Jawy,  później Weslake, Goddena czy znanego powszechnie GM-a. I pomyśleć, że jeszcze wcześniej na polskich torach jeździły polskie FiS-y produkowane w Rzeszowie, a i w Gorzowie zbudowano żużlowy motocykl, który zaistniał jako ZMG… A po raz pierwszy został odpalony 19 marca 1955 roku. Właśnie mija 65 rocznica tego znaczącego dla gorzowskiego żużla wydarzenia

Przypominamy tu historię powstania gorzowskiego motocykla, która opisana została w książce „Żużel nad Wartą 1945-1989”.

Klub Sportowy Stal Gorzów Wlkp. powstał w 1947 roku z inicjatywy pracowników Państwowych Zakładów Inżynieryjnych – 3, jako klub zakładowy noszący początkowo nazwę Związkowy Klub Sportowy Metalowców PZInż.. Istniały w nim sekcje bokserska, gimnastyczna, lekkoatletyczna, koszykówki, siatkówki, tenisa stołowego i piłki nożnej. Później przybyło jeszcze pływanie i motocross. Działalność tak licznych sekcji była możliwa dzięki zainteresowaniom, pasji i zaangażowaniu pracowników zakładu, którzy byli jednocześnie zawodnikami, trenerami i działaczami. Członkowie wspierali swój klub organizacyjnie, ale i finansowo.

Nic zatem dziwnego, że przy tak szerokich zainteresowaniach, w 1950 roku znalazło się w nim miejsce dla żużla i żużlowców, którzy z czasem zdominują klub do reszty. Aż przyjdzie czas, że będą w nim tylko żużlowcy...

Wkrótce po inauguracyjnych zawodach, które odbyły się 21 maja 1950 roku, drużyna Stali rozpoczęła starty w poznańskiej lidze okręgowej. W tym czasie okręg poznański jako jedyny prowadził rozgrywki dla zespołów używających motocykli przystosowanych tylko do wyścigów żużlowych. Stalowcy w swym pierwszym ligowym sezonie sukcesów nie odnieśli, ale nauka nie poszła w las.

W następnym sezonie już nie tylko okręg poznański, ale także katowicki prowadziły rozgrywki o mistrzostwo ligi terytorialnej. Tyle bowiem klubów zainteresowanych było udziałem. W lidze poznańskiej oprócz zespołów z szeroko rozumianej Wielkopolski startowały ekipy z okręgu szczecińskiego i bydgoskiego, podzielone na kilka grup. Stal czuła się na tyle mocna i bogata, że do rozgrywek zgłosiła dwie drużyny. Pierwsza, mocniejsza, występowała w składzie z Wiśniewskim, Stercelem, Gomolińskim, Szyplińskim i M. Kaiserem. Druga jeździła m.in. z Okupniakiem i Pernalskim.

Stalowcy z pierwszego zespołu za rywali w grupie mieli żużlowców Włókniarza Piła, Startu Gniezno, Stali Toruń, Unii Poznań, Stali Zielona Góra, Stali Ostrów, Astry Krotoszyn oraz Gwardii Gorzów. Po twardej i zaciętej walce, pełnej przygód, defektów i karamboli, Stal zakwalifikowała się do finałowego trójmeczu, w którym zwyciężyła pokonując Astrę Krotoszyn i Stal Ostrów. Drugi zespół nie odniósł większych sukcesów, ale nikt niczego tu nie żałował, bo liczył się głównie udział w sportowej rywalizacji.

W 1951 roku odbyły się także w Gorzowie pierwsze oficjalne indywidualne mistrzostwa okręgu zielonogórskiego. Zakończyły się wielkim sukcesem zawodników Stali, którzy zajęli trzy pierwsze miejsca – zwyciężył Stercel przed Wiśniewskim i M. Kaiserem. Ponadto stalowcy skutecznie ścigali się w zawodach towarzyskich i turniejach organizowanych na torach Torunia, Piły i Zielonej Góry.

Jedną z ostatnich imprez żużlowych zorganizowanych na stadionie przy ul. Myśliborskiej był kolejny turniej o Złoty Puchar Ziemi Lubuskiej, który odbył się wiosną 1951 roku. A puchar zdobył doskonale już znany Marian Kaiser. Od lipca 1951 roku Stal jeździła już na własnym stadionie, z prawdziwym żużlowym torem, przy ul. Śląskiej. Stadion powstał w miejscu starego wysypiska śmieci. Inicjatorem budowy był klubowy mechanik Cieślicki, który bez trudu zaraził pomysłem działaczy i pracowników zakładu opiekuńczego. Bez wielkiej namowy i agitacji pracownicy Ursusa masowo zabrali się z zapałem do pracy, którą kierował Konstanty Sapkowski. Budowano w czynie społecznym, a pracowały całe rodziny ludzi związanych z Ursusem i żużlem. W późniejszych latach stadion i tor był wielokrotnie przebudowywany, m.in. za sprawą Aleksandra Dzilnego, który przez szereg lat stał na czele społecznego komitetu rozbudowy stadionu.

W 1952 roku gorzowska Stal ponownie brała udział w rozgrywkach ligi poznańskiej, nie ubiegając się jednak o awans do ligi centralnej, gdyż nie mając profesjonalnego sprzętu, nie miała szans na skuteczną rywalizację z zespołami dysponującymi maszynami z silnikami JAP. Gorzowskie motocykle BSA, NSU, AJS czy Rudge, z typowej seryjnej produkcji i to sprzed lat a po przeróbkach przystosowane jedynie do żużla, odbiegały daleko od motocykli uznawanych za wyczynowe.

Powoli przestawały wystarczać dobre chęci, zapał, entuzjazm i radosna improwizacja. Do zabawy w żużel coraz bardziej potrzebne stawały się pieniądze, dobry sprzęt... W Stali nie było pieniędzy, nie było też drogich maszyn. Było coraz trudniej, narastało zniechęcenie. Rozgoryczeni zawodnicy nie mieli już tej ochoty i zapału do ścigania, co kiedyś. Zawody odbywały się coraz rzadziej, wręcz sporadycznie.

Kres gorzowskiego żużla wydawał się bliski. Na dodatek latem 1953 roku, decyzją administracyjną, w sporcie wyczynowym nastąpiły zmiany organizacyjne, które doprowadziły do utworzenia centralnych sekcji reprezentujących poszczególne zrzeszenia sportowe. Powoływani do nich byli wyróżniający się zawodnicy z poszczególnych klubów. I tak centralna sekcja żużlowa zrzeszenia Stal znalazła się w Świętochłowicach. Z Gorzowa powołani do niej zostali Wiśniewski, Stercel i Rurarz. Natomiast M. Kaiser otrzymał powołanie do odbycia służby wojskowej w CWKS Legia Warszawa.

W gorzowskiej Stali, już nie w klubie, a w kole sportowym mającym za zadanie jedynie upowszechniać masową kulturę fizyczną, żużel, jak na ironię losu, trwał nadal. Skoncentrowano się jednak na szkoleniu młodzieży, do czego stare wysłużone motocykle znakomicie się nadawały. A kandydatów na mistrzów czarnego sportu nie brakowało. Żużel i żużlowcy wciąż cieszyli się zainteresowaniem i sympatią mieszkańców miasta, szczególnie tych młodych. Widomym znakiem, że żużel nad Wartą całkiem nie zginął były odbywające się przy Śląskiej zawody, w których udział brali – wcale często – czołowi polscy żużlowcy. Turnieje z ich udziałem były swoistą formą rekompensaty za utratę najlepszych zawodników.

Jesienią 1954 roku polski sport przeżył kolejną reorganizację, a dokładnie decentralizację. Z centralnych sekcji do macierzystych klubów mogli wrócić sportowcy, którzy tego chcieli. Do Gorzowa wrócił więc Wiśniewski i Stercel. Rurarz pozostał na Śląsku, a M. Kaiser dalej bronił barw Legii Warszawa, skąd kilka lat później wraz z całą sekcją przeniesie się do Gdańska.

Powrót Wiśniewskiego i Stercela sprawił, że żużel w Stali ożył jakby na nowo. Przynajmniej w klubowych dyskusjach, bo brak wartościowego sprzętu i pieniędzy nie sprzyjał zmianom na lepsze. Owszem, odbywały się turnieje i mecze, ale nie przynosiły one sukcesów, a tym samym satysfakcji i radości. I kiepskim pocieszeniem był fakt, że podobne problemy miało wiele innych polskich klubów, których zwyczajnie nie stać było na kupno angielskich JAP-ów, które zresztą sprowadzane były w niewielkich ilościach. Tu i ówdzie przebąkiwano nawet o potrzebie wyprodukowania własnego motocykla żużlowego. Jako pierwsi postanowili się za to zabrać rzeszowianie. Po kilku latach starań i tworzenia w warsztatach miejscowej Stali, działającej przy Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego, powstała całkiem udana konstrukcja o nazwie FIS (od nazwisk inżynierów i klubu – Fedko – Iżewski – Stal). W dużej mierze wzorowany był na JAP-ie, ale mimo wszystko konstrukcja była oryginalna. Początkowo metodą chałupniczą produkowano je na własne potrzeby, ale od 1959 roku była to już małoseryjna produkcja na użytek innych klubów. I wielka szkoda, co po latach podkreślali zgodnie wszyscy znawcy przedmiotu, że jej nie rozwijano, lecz po kilku sezonach wręcz zaniechano.

Gorzowianie także podjęli się budowy własnego motocykla. Tak opisuje to wydarzenie Roman Siuda w książce „25 lat Klubu Sportowego KS Stal Gorzów Wlkp. 1947-1972”:

 „Jesienią 1954 roku ze Świętochłowic powrócili do Gorzowa Stercel i Wiśniewski, przywożąc drewniany model cylindra. Na miejscu obaj zawodnicy zarazili entuzjazmem kolegów z zakładu, odlewników specjalizujących się w żeliwie modyfikowanym. Po wielu bezowocnych próbach odlano kilka cylindrów. Jak wyszedł cylinder – pomyśleli – to może uda się zrobić karter, głowicę? A dlaczego nie mamy zrobić całego silnika? Wiadomo – na upór nie ma lekarstwa. 19 marca 1955 roku tuż przed północą silnik zapalił.”

- Nad tym silnikiem pracował praktycznie cały zakład – wspominał później K. Wiśniewski – Najwięcej jednak napracowali się przy nim ludzie z wydziału głównego mechanika. Pomysł był mój, ale realizacja to przede wszystkim zasługa Cześka Rymszy i innych mechaników, którzy mieli do tego smykałkę.

„Później były problemy – pisze dalej R. Siuda – z wyprodukowaniem ram, szprych, nie zdawały egzaminu felgi. Widząc co się święci Marian Kaiser – wówczas już zawodnik CWKS Warszawa – dowoził do Gorzowa niektóre części: gaźniki, sprzęgła. Później poradzono sobie i z tymi problemami. W 1956 roku wszystkie części produkowano już w zakładzie. Pozostała jeszcze sprawa nadania nazwy. W tym względzie panowała jednomyślność. Oto najpierw na miejscowym, a później na innych torach pojawiły się motocykle ze skromnym znaczkiem ZMG.’’

Z projektu skorzystał zakład opiekuńczy, Zakłady Mechaniczne „Gorzów”, które po różnych zmianach nosiły wówczas taką nazwę. Dzięki motocyklowi zyskały na lata nowy znak firmowy. Współautorem tego znaku był zaś K. Wiśniewski.

Mimo ciągłych kłopotów ze sprzętem, żużel w Polsce nadal się rozwijał. W 1955 roku konieczne się stało ponowne utworzenie drugiej ligi państwowej (istniała już w 1948 r.), gdyż pojawiło się wiele nowych zespołów, które chciały uczestniczyć w rozgrywkach na szczeblu centralnym. Główna Komisja Żużlowa PZM przystała na to, zorganizowała drugą ligę, ale postawiła warunek, że mogą w niej występować jedynie zespoły mające własne motocykle i części zamienne.

Początkowo do drugiej ligi zakwalifikowano sześć drużyn: Stal Świętochłowice, Górnika Rybnik, Ogniwo Łódź, Włókniarza Częstochowa, Stal Rzeszów i Kolejarza Ostrów. Gorzowianie jeszcze się zastanawiali, jeszcze ważyli argumenty za i przeciw... W końcu zwyciężyło przekonanie, że tylko biorąc udział w takich rozgrywkach można się rozwijać i czegoś dokonać. Pozostało tylko – bagatela – przekonać władze sportu żużlowego, by wyraziły zgodę na przystąpienie stalowców do rozgrywek drugiej ligi.

Do Warszawy udała się mocna delegacja klubu w składzie: Stanisław Guzek, Zdzisław Kołosiewicz i Kazimierz Wiśniewski. „I wtedy zaczęła się kołomyjka – pisze w swej książce R. Siuda. – Na wysłanników z dalekiego Gorzowa patrzono jak na intruzów. Chcecie bawić się w sport, proszę bardzo – argumentowano. – Natomiast jeśli myślicie o wyczynie, musicie dysponować sprzętem, zapleczem, działać w oparciu o zakład mogący we własnym zakresie rozwiązać trudne problemy. Słowo po słowie emisariusze wyłuszczyli swoje racje, z których wynikało niezbicie, że działalności sekcji żużlowej Stali nie będzie improwizacją. Niemały argument stanowiły wyprodukowane już ZMG-emy. Szalę przeważyło przychylne stanowisko przewodniczącego GKŻ, płk Rościsława Słowieckiego, który zdecydowanie poparł stanowisko gorzowskiej delegacji. I tak oto Stal jako siódmy zespół włączono do II-ligowych rozgrywek.”

Tak też rozpoczął się nowy rozdział w historii nadwarciańskiego żużla, który zapisze się cennymi osiągnięciami i stworzy solidne podstawy pod wielkie sukcesy, jakie z czasem się pojawią... Nie byłyby one możliwe, gdyby nie trud i zaangażowanie dziesiątków, bezimiennych często działaczy, którzy organizowali gorzowski żużel. (…)

Jan Delijewski

Fot. archiwum