W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Anieli, Feliksa, Kamili, 31 maja 2020

Cierpliwość została wynagrodzona

2020-05-06

Po zdobyciu siódmego tytułu drużynowego mistrzostwa Polski w 1983 roku na następny złoty medal musieliśmy wszyscy czekać 31 lat.

medium_news_header_27578.jpg

To było długie 31 lat. W tym czasie gorzowscy żużlowcy siedem razy stanęli na podium (czterokrotnie na jego drugim stopniu i trzykrotnie na trzecim), byli nawet blisko wywalczenia przynajmniej jednego tytułu, ale udało się to dopiero w 2014 roku, choć nikt przed sezonem nie obiecywał gruszek na wierzbie. Podskórnie liczono jednak na dobry wynik.

- Statek dopłynął, kapitan melduje wykonanie zadania – takie słowa dumnie wypowiedział Krzysztof Kasprzak 5 października 2014 roku po zakończeniu drugiego finałowego meczu z Unią Leszno. Stal po 31 latach cierpień, upokorzeń, klęsk wreszcie powróciła na należne jej miejsce. Po raz ósmy została drużynowym mistrzem Polski.

- To wspaniałe uczucie wywalczyć ze Stalą coś, czego nie udało się wielu pokoleniom żużlowym – dodał z kolei junior Bartosz Zmarzlik.

Droga po wymarzony przez tysiące kibiców medal nie była usłana różami. Co prawda w fazie zasadniczej żużlowcy Stali prowadzeni przez trenera Piotra Palucha jeździli pewnie, procentowało u nich wieloletnie doświadczenie. Pomimo corocznych zmian trzon drużyny był stały i z każdym rokiem prawidłowo się docierał. A powrót przed sezonem do drużyny Mateja Žagara tylko wzmocnił czwarty filar, bo te trzy były zajęte przez Krzysztofa Kasprzaka, Nielsa Kristiana Iversena i Bartosza Zmarzlika. Owszem, pod koniec rundy zasadniczej gorzowianom przytrafiła się wpadka na własnym torze, ale przegraną z tarnowskimi Jaskółkami 42:48 odebrano jako dobrą wróżbę. Nie brakowało opinii, że taki zimny prysznic był potrzebny zespołowi, który zaczął przyzwyczajać się do ciągłych zwycięstw. Szczególnie przed własną publicznością.

Przed rozpoczęciem fazy pucharowej, Stal nie była kandydatem do złota. I to nie tylko dlatego, że wyżej stały notowania Unii z Tarnowa, pomimo że w końcówce rundy zasadniczej przytrafiły im się kontuzje, podobnie jak leszczyńskim Bykom. Żużlowcy z Wielkopolski jakoś się pozbierali. Gorzej mieli tarnowianie i gorzowianie. Problemem okazał się 14 wyścig Grand Prix w Gorzowie. Sama impreza była bardzo udana. Wygrał ją Zmarzlik przed Žagarem i Kasprzakiem. Kiedy trzech zawodników Stali cieszyło się na podium, w szpitalu leżeli Greg Hancock i Niels Kristian Iversen. Ten pierwszy się pozbierał, choć pojechał dopiero w meczach o brązowy medal. ,,Puk’’ musiał za to przedwcześnie zakończyć sezon i Stal została pozbawiona jednego z filarów. Mogła na szczęście zastosować za Duńczyka zastępstwo zawodnika. Do tego w najważniejszych meczach w sezonie kapitalną dyspozycją popisał się Zmarzlik, a w finale dodatkowo Linus Sundströem i po pokonaniu najpierw w dwumeczu Falubazu Zielona Górę, potem Unii Leszno mistrzostwo stało się faktem. Na podium, obok wymienionych już zawodników, stanęli też Tomasz Gapiński, Krzysztof Świderski oraz drugi z naszych juniorów Adrian Cyfer. Brązowy medal trafił natomiast do Unii Tarnów.

Znakomity sezon miał szczególnie Krzysztof Kasprzak, który pomimo kontuzji i absencji w jednym z turniejów Grand Prix wywalczył srebrny medal. Podobnie w drużynowych mistrzostwach świata wzbogacił się o srebrny medal. Został indywidualnym mistrzem Polski. I to na zielonogórskim torze, a razem ze Zmarzlikiem i Cyferem wywalczył złoto w parach. Tym samym trzeci raz w historii klubu Stal zakończyła sezon z kompletem złotych medali w seniorskich mistrzostwach kraju. Oczywiście to nie wszystko, bo po kolejne laury sięgnęli juniorzy. Zarówno na krajowych jak i międzynarodowych torach. Było tego naprawdę dużo.

Cieszył się cały Gorzów i region. Cieszyli się działacze oraz pracownicy i współpracownicy klubu. Dla nich ten sukces to była taka dodatkowa nagroda za ciężką, wieloletnią pracę. Cieszyli się sponsorzy, ale największą radość mieli kibice. Dla wielu z nich złoto Stali przed sześcioma laty było pierwszym, z którego mogli się cieszyć naocznie.

Robert Borowy

Fot. Bogusław Sacharczuk