W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Anieli, Feliksa, Kamili, 31 maja 2020

W wielkim stylu pojechali po dziewiąte złoto

2020-05-18

Ostatnie drużynowe mistrzostwo Polski gorzowscy żużlowcy wywalczyli cztery lata temu po emocjonującym dwumeczu finałowym z Get Well Toruń.

medium_news_header_27653.jpg
Gorzowscy żużlowcy po raz dziewiąty mistrzami Polski. Tytuł w 2016 roku wywalczyli (od lewej): M. J. Jensen,  N. K. Iversen, M. Žagar, K. Kasprzak, S. Chomski (trener), I. M. Zmora (prezes klubu), P. Buszkiewicz (wiceprezes), P. Paluch (II trener), K. Orzeł (kierownik drużyny). W dolnym rzędzie stoją od lewej: B. Zmarzlik, A. Cyfer i P. Pawlicki

W 2016 roku Stal Gorzów po raz dziewiąty zasiadła na mistrzowskim tronie i uczyniła to po znakomitej jeździe praktycznie przez całe rozgrywki. W rundzie zasadniczej nasi zawodnicy odnieśli dziesięć zwycięstw, jedno spotkanie zremisowali i ponieśli tylko trzy porażki, co pozwoliło im zająć pierwsze miejsce przed fazą play off. Potem przyszły dwa fantastyczne występy półfinałowe ze Spartą Wrocław oraz ekscytujący finał z Get Well.

Zanim tysiące kibiców mogło świętować złoty medal, działacze musieli wykonać gigantyczną pracę. Po kiepskim 2015 roku w siedzibie przy ul. Kwiatowej długo zastanawiano się nad wyborem koncepcji budowy składu. Uznano, że w pierwszej kolejności należy dać szansę zrehabilitowania się za bardzo słabe występy Krzysztofowi Kasprzakowi, z drugiej wzmocnić siłę drugiej linii. Postawiono na starych znajomych, czyli Przemysława Pawlickiego, który w Stali jeździł w 2010 roku jeszcze jako juniora oraz na Michaela Jepsena Jensena startującego w Gorzowie w 2012 roku. W składzie pojawił się ponadto Oliver Berntzon, ale ani razu nie wyjechał na tor. Pewnym zaskoczeniem było… przedłużenie umowy z Bartoszem Zmarzlikiem, choć takiego scenariusza rozmów nikt nie nakreślał. Prezes Ireneusz Maciej Zmora zaprosił swojego juniora jedynie na parafowanie aneksu finansowego. Zamiast szybkiego porozumienia rozpoczęły się długie i żmudne negocjacje. Jak potem przyznał ówczesny prezes Stali, finał tych rozmów zaskoczył wszystkie strony.

- W pewnym momencie negocjacje przybrały tak nieoczekiwany obrót, że aneks mogliśmy wyrzucić do kosza, a skupiliśmy się na przygotowaniu nowego kontraktu. I ostatecznie podpisaliśmy trzyletnią umowę, co znaczyło, że ta wcześniejsza, choć dalej była ważna, w jednej chwili straciła rację bytu – przypomniał.

Przed drużyną postawiono jasny cel w postaci zdobycia medalu, nie precyzując jakiego koloru. Stal od pierwszego meczu w Lesznie błysnęła wysoką formą i wyrównanym składem.

– To będzie nasza siła – przekonywał trener Stanisław Chomski, któremu w prowadzeniu zespołu pomagała córka Julia, zajmująca się psychologią sportu.

Gorzowianie mieli rewelacyjne wejście w rozgrywki ligowe, a swoją siłę pokazywali szczególnie na wyjazdach. Najpierw pokonali mistrzów Polski, potem zremisowali z wicemistrzem z Wrocławia, który gościnnie jeździł na poznańskim torze, by na dokładkę po 15 latach wywieźć komplet punktów z Zielonej Góry. Kiedy Stal wygrała w Tarnowie i po siedmiu seriach miała komplet zwycięstw, było wiadomo, że jest głównym kandydatem do sięgnięcia po mistrzostwo.

Potem przyszedł lekki kryzys. Przydarzyła się nawet porażka na własnym torze w derbach lubuskich, ale szybko wszystko powróciło do normy. W decydujących spotkaniach żółto-niebiescy nie znaleźli pogromcy, choć finał z torunianami był ciężki i dramatyczny. Na toruńskiej Motoarenie stalowcy przegrali 41:49, u siebie wygrali natomiast 51:39.

- To był bardzo ciężki sezon dla każdego z nas i tak naprawdę nie wierzymy jeszcze w to wszystko, co się wydarzyło – mówił na gorąco po ostatnim finałowym biegu Krzysztof Kasprzak. – Dziękuję przede wszystkim kibicom, którzy szczególnie w poprzednim roku nas nie opuścili, choć jeździliśmy kiepsko. Dzisiaj im to wynagrodziliśmy – dodał.

Szczęśliwi byli wszyscy, w tym kapitan zespołu Przemysław Pawlicki, który sięgnął po drugie mistrzostwo z rzędu. – To świetna sprawa, przed rokiem cieszyłem się ze złota z Unią Leszno, teraz ze Stalą. Kiedy zaproponowano bym został kapitanem Stali, początkowo się trochę bałem odpowiedzialności, ale szybko okazało się, że daję sobie radę, a chłopacy byli ze mnie zadowoleni. Tworzyliśmy bardzo zgraną ekipę, w której każdy potrafił zastąpić każdego. I to zaowocowało wielkim wynikiem – podkreślił.

Wicemistrzem Polski zostali torunianie, natomiast po brązowy medal sięgnęli zielonogórzanie, którzy w dwumeczu pokonali wrocławian.

Robert Borowy

Fot. Bogusław Sacharczuk