W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
Jesteś tutaj » Home » Sport - żużel »
Augusta, Saturnina, Urbana, 31 października 2020

To nie będzie spacerek, a twarda walka o awans

2020-10-03

W niedzielę, 4 października powinniśmy wreszcie poznać drugiego tegorocznego finalistę drużynowych mistrzostw Polski na żużlu. Pierwszym jest bowiem Fogo Unia Leszno.

medium_news_header_28637.jpg

Pierwotnie mecz miał się odbyć 27 września, potem został przesunięty o jeden dzień, ale ze względu na wcześniejsze kilkudniowe opady nie udało się przygotować toru. W kolejnych dniach zawodnicy obu klubów mieli starty w Szwecji, Danii oraz w Toruniu, gdzie odbyły się ostatnie dwie rundy Grand Prix i nie można było przez to wygospodarować wcześniejszego terminu na powtórkę. Nie zmnienia to faktu, że faworytem rewanżowego spotkania pozostają gorzowianie, którzy na swoim torze w ostatnich siedmiu tygodniach odprawili z kwitkiem sześć drużyn, prezentując przy tym każdorazowo naprawdę dobrą dyspozycję. Widać, że zawodnicy Stali bardzo dobrze czują tor na ,,Jancarzu’’ i nawet perturbacje pogodowe nie powinny na tyle zmienić charakterystyczni nawierzchni, żeby podopieczni trenera Stanisława Chomskiego mieli się pogubić z ustawieniami sprzętu. Pokazał to choćby derbowy pojedynek z RM Solarem Falubazem Zielona Góra, rozegrany przy padającym od czwartego wyścigu deszczu, a i przed meczem deszcz nie oszczędził wtedy żużlowców i nawierzchnia tego dnia była bardzo ciężka.

Oczywiście nikt w Gorzowie nie lekceważy wrocławian, którzy przed sezonem byli typowani nawet do finału rozgrywek. W meczu rundy zasadniczej Sparta nie poradziła sobie na gorzowskim torze, przegrywając 35:55, ale tamto starcie jest już historią.

- Bardzo byśmy chcieli awansować do finału, bo wtedy podtrzymalibyśmy tradycję, że od 2012 roku w każdym roku parzystym walczymy o złoty medal – mówi prezes Marek Grzyb. – Pamiętamy jednak, że to jest sport, nic nie jest przesądzone i póki nie odbędzie się mecz rewanżowy wszyscy musimy cierpliwie czekać na ostateczne rozstrzygnięcie. Mamy szacunek dla wszystkich rywali, sporo do tego mamy w sobie pokory, bo wiemy, w jakich bólach rodził się awans do play off – dodał.

W podobnym tonie wypowiadają się byli żużlowcy Stali, legendy gorzowskiego klubu. - W tym wyjątkowym sezonie mieliśmy już tyle zaskakujących sytuacji, tyle nieprzewidzianych rozwiązań, że póki nie odbędą się decydujące wyścigi w rewanżowych spotkaniach w półfinałach PGE Ekstraligi, póty należy wstrzymać się z jakimkolwiek typowanie – mówi Marek Towalski i zaraz dodaje, że nie chodzi mu nawet o historię i o to, że przed trzema laty Stal przegrała ze Spartą wejście do finału w ostatnich czterech biegach.

- Chodzi o tegoroczną niestabilność w jeździe zawodników, którzy jednego dnia przywożą zero punktów, a następnego mogą zakręcić się koło kompletu. To efekt braku systematycznych startów na różnych torach. Same treningi na własnym torze niewiele tutaj dają – tłumaczy.

Były indywidualny mistrz świata z 1977 roku Bogusław Nowak jest pełen optymizmu co do wyniku rewanżowego spotkania ze Spartą i mówi, że gdyby Stal awansowała do finału byłaby to piękna historia po fatalnie rozpoczętym sezonie.

- Bardzo liczę na awans. Wierzę, że szybko odrobimy dwa punkty straty. Ważne będzie, żeby wszyscy zawodnicy dobrze przygotowali się do zawodów i żeby nie powtórzyła się słaba dyspozycja Nielsa Kristiana Iversena, który we Wrocławiu nie zdobył żadnego punktu. Jego nawet w słabszej dyspozycji stać na 6-8 punktów. Uważam, że jak pojedziemy w finale nie będziemy bez szans na wywalczenie tam złotego medalu – wybiega już w przyszłość.

Dodajmy, że w składach obu ekip zapewne zajdą zmiany. W Stali w miejsce prawdopodobnie Krzysztofa Kasprzaka pojedzie Jack Holder, a pod nr 16 powinien znaleźć się Kamil Pytlewski. Natomiast w Sparcie ujrzymy Chrisa Holdera, który powinien zostać wpisany w miejsce Bartosza Curzytka, aczkolwiek niewykluczone jest też, że zostanie przesunięty pod numer 3 w miejsce Przemysława Liszki. Na rezerwie znajdzie się Brytyjczyk Daniel Bewley i on będzie zastępował Curzytka lub Liszki (w zależności, kto się pojawi). Istnieje jeszcze jedna możliwość. W Gorzowie, choć jest to mało prawdopodobne, może pojechać Maksym Drabik, który ostatnio miał osobiste kłopoty, ale przecież dalej jest zawodnikiem Sparty, nie jest kontuzjowany i może startować. Wszystko okaże się już na miejscu, kiedy wrocławianie przyjadą do Gorzowa.

Robert Borowy

Fot. Bogusław Sacharczuk

MOJE BERMUDY STAL GORZÓW – BETARD SPARTA WROCŁAW

Niedziela, godz. 19:15; transmisja nSport+

MOJE BERMUDY STAL: 9. Szymon Woźniak, 10. Bartosz Zmarzlik, 11. Niels Kristian Iversen, 12. Anders Thomsen, 13. Krzysztof Kasprzak, 14. Wiktor Jasiński, 15. Rafał Karczmarz.

BETARD SPARTA: 1. Maciej Janowski, 2. Bartosz Curzytek, 3. Przemysław Liszka, 4. Max Fricke, 5. Tai Woffinden, 6. Gleb Czugunow, 7. Michał Curzytek, 8. Daniel Bewley.