W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Akademia im. Jakuba z Paradyża »
Benedykta, Kariny, Olgi , 11 lipca 2020

Czy można tęsknić za zimą?

2020-03-19

Oczywiście, wszyscy miłośnicy sportów zimowych kochają zimę! Odpowiada dr Anna Bezulska, wykładowca Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie, tegoroczna brązowa medalistka Mistrzostw Świata Masters w Biegach Narciarskich.

medium_news_header_27234.jpg

- W Gorzowie mamy już wiosenną aurę, ale są tacy, którzy tęsknią za śniegiem. To między innymi studenci Wydziału Turystyki i Nauk o Zdrowiu Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie, którzy powoli pakują walizki i szykują narty na szkolenie pod okiem naszej Mistrzyni. Pani Aniu, czy możemy o Pani mówić „gorzowska góralka”?

- I „gorzowska”, bo z tym miastem jestem związana już od dawna i „góralka”, bo moje rodzinne miasteczko, o bardzo silnych tradycja narciarskich, położone jest u podnóża Gór Sowich. Tu odbywa się najstarszy bieg narciarski w Polsce, Bieg Gwarków, tu mieszka cała moja rodzina, to moje ulubione miejsce, do którego wracam w każdej wolnej chwili.

- Ale z górami jest Pani także związana zawodowo, oprócz wykładów na Uczelni prowadzi Pani zajęcia z turystki narciarskiej, czyli łączy Pani pracę ze swoja pasją?

- Tak, oczywiście, zawód nauczyciela jest zawodem pasjonatów, nie wyobrażam sobie uczyć czegoś, nie kochając tego i nieważne, czy jest to matematyka, historia lub sport. Moje pierwsze zajęcia, jeszcze wtedy w Zakładzie Turystyki i Rekreacji PWSZ w Gorzowie Wielkopolskim, były to właśnie zajęcia na stokach w Szklarskiej Porębie z turystyki narciarskiej i tak zostało do dzisiaj. Kiedy zaczynałam swoją pracę byłam bardzo zaskoczona, że zdecydowana większość nie potrafi jeździć na nartach i właściwie, to nie lubi tej pory roku, którą ja uwielbiam. Wtedy pomyślałam sobie, że czeka mnie, oprócz pracy, pewna misja – rozkochać gorzowskich studentów w narciarstwie, a wtedy byłam, i nadal jestem, przekonana, że z utęsknieniem będą oczekiwać śnieżnej zimy. I jak po latach spotykam ich na stokach, wielu już ze swoimi rodzinami, to wiem, że się udało i bardzo mnie to cieszy.

- Czyli, czuje się Pani spełniona zawodowo, ale i tegoroczny medal na Zimowych Mistrzostwach Świata Masters w Insbrucku (Winter World Masters Games) pokazuje, że również chyba jako sportowiec?

- Tak, sam udział w tej imprezie, która odbywa się co pięć lat, był dla mnie  wielkim wyzwaniem, do którego podeszłam bardzo nieśmiało. Przygotowywałam się do niej od dwóch lat, wszystko szło zgodnie z planem, chociaż medalu w planach nie było, chciałam tylko pobiec najlepiej jak potrafię, reprezentując polskie barwy.

- Została Pani Mistrzynią Polski Amatorów PZN w Biegach na Nartorolkach w sezonie 2018, Mistrzynią Polski Amatorów  oraz zwyciężczynią Pucharu Polski PZN w Biegach Narciarskich w 2019 roku i teraz w styczniu 2020 roku, obok Rosjanki i Amerykanki, staje Pani na podium Mistrzostw Świata Mastersów, co dalej?

- Dalej będę zarażała swoją pasją studentów, a oni, bo w końcu studiują taki kierunek, swoich przyszłych klientów, więc to trochę taka reakcja łańcuchowa. A sportowo? To zobaczymy, przede mną ostatnie w tym sezonie wyzwanie, czyli starty w Biegu Piastów, który już niebawem. Po zakończonym sezonie przyjdzie czas na podsumowanie, analizę i planowanie kolejnego. Lubię nowe wyzwania, może czas wrócić do startów w narciarstwie zjazdowym, które jest moją macierzystą dyscypliną. Nieśmiało marzy mi się start w kolejnych mistrzostwach, gdzie mogłabym reprezentować Polskę w tych dwóch dyscyplinach, jest to całkiem możliwe i mam na to 5 lat.

- Możliwe, ale chyba niełatwe, mieszkając obecnie z daleka od gór i śnieżnych zim?

- Zdecydowanie ta odległość oraz mało śnieżne, w ostatnim czasie, zimy są główną przeszkodą do przygotowania się, które w tej dyscyplinie jest bardzo złożone. Wiele osób, gdy słyszy skąd przyjechałam, jest bardzo zdziwiona i pyta: Gorzów? Przecież tam nie ma ani gór, ani śniegu! A ja, żeby zrobić trening na śniegu, muszę jechać 300 km, nie wspominając o startach w zawodach, które głównie są planowane w rejonie Zakopanego, Wisły czy Istebnej, oddalonych o 600-700 km od Gorzowa. Dlatego w tygodniu trenuję w Gorzowie (nartorolki, biegi imitacyjne po gorzowskich pagórkach, rower, siłownia), a w weekend szlifuję technikę w Jakuszycach lub startuję na różnych dystansach, testując smarowanie nart oraz poziom przygotowania.

- A gdy kończy się sezon zimowy?

- Najtrudniejsze są pierwsze dwa miesiące, kiedy wszyscy cieszą się z nadchodzącej wiosny, a ja wiem, że do zimy bardzo daleko, ale potem już tylko odliczanie do października. W maju zaczyna się sezon na turystykę wodną na naszej Uczelni i mamy wiele zajęć, gdzie pojawiają się nowe wyzwania. Prowadzę zajęcia ze studentami ucząc ich przewodnictwa kajakowego, organizacji spływów kajakowych oraz innych sportów wodnych. W programie studiów jest również windsurfing, który jest moim letnim konikiem, ale także żeglarstwo i im poświęcamy szczególną uwagę, wydaje mi się, że bardzo istotną dla rozwoju turystyki aktywnej w regionie. Studenci, oprócz zajęć praktycznych, uczestniczą w wielu projektach, które mają na celu uatrakcyjnić oraz wykorzystać potencjał województwa lubuskiego. Są wielokrotnie współtwórcami powstających ścieżek rowerowych, szklaków pieszych i kajakowych. Bardzo mnie cieszy, że również praktykują w roli instruktorów oraz opiekunów na letnich, ale i zimowych wypoczynkach. Zarażają innych swoją pasją.

- Podsumowując, żeby pokochać zimę, należy zaprzyjaźnić się z nartami?

- Tak, to doskonały patent na to, by nie narzekać, a cieszyć się z tego, że w naszym klimacie mamy taką możliwość. Nie wiadomo jeszcze jak długo, bo zimy są w Polsce bardzo kapryśne i obcowanie ze śniegiem może stać się dla wielu całkiem egzotycznym doznaniem. I nie jest ważne, czy to są narty zjazdowe, biegowe, skiturowe czy snowboard, wszystkie one motywują nas do tego, by w jesiennej szarudze ruszyć się z fotela, iść na spacer, pobiegać, odwiedzić siłownię, bo przecież do wyjazdu trzeba się przygotować. Każdy świadomy miłośnik szusowania po stokach wie, że pełną przyjemność z tych zimowych sportów czerpiemy, gdy jesteśmy do nich motorycznie przygotowani. A te powinniśmy zacząć jak najwcześniej, a tak naprawdę, to po zakończonym sezonie wiosenno-letnim, gdzie chętnie jeździmy na rowerze, biegamy, nie wskakujmy w zimowe kapcie z kubkiem gorącej czekolady. Te i owszem, ale po udanym treningu, spacerku, z poczuciem spełnienia i uśmiechem na twarzy.

- Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Ewelina Wikońska