W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
Jesteś tutaj » Home » Tanio ze smakiem »
Bernarda, Sabiny, Samuela , 20 sierpnia 2019

Takich barów i takiego jedzenia prawie już nie ma

2016-06-09

Bryzol, kotlet mielony, ale pierogi z serem czy naleśniki można zjeść w Jadłodajni pod Łabędziem.

medium_news_header_15076.jpg

Dla niektórych będzie to dodatkowo wyprawa do świata, którego już dawno nie ma.

Jadłodajnia pod Łabędziem mieści się od zawsze na rogu ul. Sikorskiego i Orląt Lwowskich. Wchodzi się do niej po kilku schodkach i kto pierwszy raz tam będzie, zobaczy scenerię z minionej epoki. Bo ściany pokrywa boazeria, stare lampy pamiętają chyba epokę Edwarda Gierka. No wrażenie jednak jest spore.

Jak w starym barze gastronomicznym

Zaskoczeniem też jest karta – menu, bo wypisana na stałe na papierowej tablicy. No i w menu stałe potrawy, jak naleśniki z serem za 4 zł, zupa kapuśniak za 3,80 zł. Poza tym są gotowe zestawy obiadowe, w większość z nich poniżej 10 zł. I tak można zjeść zrazy, do tego ziemniaki i jakąś surówkę. Poniżej 10 zł kosztuje też bryzol z pieczarkami, ziemniakami i buraczkami.  Prawie 10 zł trzeba zapłacić za pulpety, stek wieprzowy, filet z miruny czy kotlet mielony. Powyżej 10 zł, bo 10,80 kosztuje kotlet w typie szwajcarskim oraz kotlet schabowy, za ten trzeba zapłacić 10,90 zł. Zawsze do obiadu można sobie zamówić kompot za 1,60 zł.

I choć bar z poprzedniej, a może jeszcze i poprzedniej epoki, to ruch tam spory. Bo przychodzą ludzie na obiad abonamentowy, zaglądają studenci z AWF, bywają licealiści. I z ich zachowania można wnosić, że są stałymi bywalcami. Bo bez patrzenia na kartę zamawiają wybrane dania.

Na moje oko w lokalu jednorazowo zmieścić się może około 50 osób. I co prawda, choć kompletu nie ma, to jednak cały czas część stolików jest zajętych.

W typie szwajcarskim

Ja się decyduję na kotlet w typie szwajcarskim, czyli z jajkiem na wierzchu. Do tego dostaję ziemniaki z koperkiem i półtora porcji surówki. Czyli trochę buraków i trochę mizerii. No i obowiązkowo kompot z jabłek. Za wszystko płacę 13,30 zł. No i czekam kilkanaście minut na jedzenie, bo kotlet jest smażony na bieżąco.

Jedzenie jest smaczne, choć jak dla mnie kotlet mógłby być mniej słony. Ale wszystko inne jest w porządku. Lubię zielsko, więc ziemniaki z koperkiem zdecydowanie mi odpowiadają, surówkom też nic nie można zarzucić. A kompot jest taki, jaki robiła moja babcia, jabłka i cynamon. No i ważne jest też to, że nie jest słodki.

Domowe jedzenie w starym stylu i w dekoracjach jak z filmów Stanisława Barei. Zaskoczenie było przyjemne.

Renata Ochwat