W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Biznes po gorzowsku »
Sławy, Sławosza, Żelisławy , 23 lipca 2017

Meble na wymiar w zabytkowej hali

2017-05-12

Wielu jego znajomych pukało się w czoło, kiedy przed ośmioma laty gorzowski przedsiębiorca Andrzej Klimczak postanowił kupić, a następnie wyremontować zabytkową halę po dawnej Silwanie na Zawarciu i przeznaczyć ją na sklep meblowy. Konkurencja zacierała ręce z uciechy i grzmiała: szybko się wykończy!

medium_news_header_18364.jpg

– Może dlatego niewielu mi dobrze życzyło, że w Gorzowie jest stanowczo za dużo sklepów meblowych – opowiada pan Andrzej, właściciel firmy AK Meble. – Decydując się na własny biznes wiedziałem jednak, że mam szansę utrzymać się na rynku. Oczywiście zaraz zapewne padnie pytanie, na jakiej podstawie tak twierdziłem? W mojej ocenie gorzowianie znają się na meblach i trzeba ich traktować jak partnerów, a nie naiwnych klientów, którzy mają przyjść do sklepu tylko po to, żeby wcisnąć im bubel – podkreśla.

W historycznym miejscu

Pierwszym plusem nowego sklepu miał być jego... industrialny wygląd. Nowy właściciel postanowił zachować historyczny klimat obiektu, który ze względu na swoją stuletnią historię jest zabytkiem. Wyeksponował więc drewniane stropy, zachował żeliwne filary oraz charakterystyczne dla dawnego przemysłu urządzenia wentylacyjne. A już hitem obiektu jest jego ceglana ściana o powierzchni blisko 40 metrów kwadratowych.

– Jestem dumny z tego, co udało mi się zrobić, choć jeszcze nie wszystko jest skończone. Sam remont trwał kilka miesięcy. Nie kryję, że sporo mnie to wszystko kosztowało, ale wszystkim odwiedzającym sklep bardzo się tu podoba. Zarówno kontrahentom, jak i klientom – dodaje i przyznaje, że ma sentyment do tej hali, w której kiedyś pracował przez kilka lat jako mistrz tkacki w szwalni, zanim na stałe trafił do branży meblarskiej.

Pan Andrzej w branży meblarskiej działa ponad 30 lat. Zaczynał od zamiatania magazynów i skręcania jeszcze PRL-owskich mebli. Może dlatego podejmując trudną, acz odważną decyzję o przejściu na ,,własny garnuszek’’ od pierwszego dnia otwarcia sklepu wiedział, czym chce przyciągnąć klientów. Postawił na nowoczesną ofertę, taką żeby mieć pełną gamę propozycji skierowaną przede wszystkim do klientów doceniających wysoką jakość. Potrafiących docenić naturalne drewno, dobre materiały i architekturę. Wielu przychodzi do niego z projektantami wnętrz, co pokazuje jak ważny jest dla nich wybór. Uznał również, że trzeba iść z duchem czasu, jeżeli chodzi o sam handel.

- Towar znajdujący się w sklepie jest skierowany dla tych, którzy do mnie przychodzą – mówi. – Ja jednak bardzo dużo sprzedaję mebli nie widząc nawet klientów, ponieważ są oni rozsiani w całej Polsce. Dzisiaj sprzedaż w sporej części przeniosła się do Internetu. Klienci wchodzą na odpowiednią stronę, wybierają meble, potem drogą meilową ustalamy cenę i warunki sprzedaży. Kiedy wszystko jest uzgodnione, dzwonię do producenta i od niego jest wysyłany towar. Bywa, że sprzedaję meble mieszkańcom wschodniej Polski, którzy zgłaszają się do mnie, choć oczywiście największą grupę stanowią ci w promieniu około 150 kilometrów od Gorzowa – wyjaśnia.

Meblowa potęga

Zainteresowani bezpośrednim zakupem na miejscu korzystają z katalogów. Jeżeli danego zestawu nie ma na miejscu nie stanowi to żadnego problemu. Wybrany przez klienta towar szybko znajduje się w jego w domu. I dalej opowiada, że z meblami jest jak z samochodami. Możesz kupić tanio i bardzo szybko tego żałować albo stawiasz na trochę droższy model, ale o wysokiej jakości.

– Porządny mebel ma nie tylko cieszyć własne czy znajomych oko, lecz przede wszystkim być solidnie wykonany, przez co trwały i odporny na wszelkie zaskakujące sytuacje, choćby rozlaną kawę czy przypadkowe uderzenie. Ja zawsze polecam moim klientom, by kupowali sklejane meble z drewna lub w okleinie naturalnej, a wszelkie kanapy, wersalki czy łóżka powinny być z pianki elastycznej. Te najtańsze meble to nic innego tylko zmielony papier, szumnie nazywany płytą, do tego obłożoną okleiną przypominającą tapetę. Nie można się potem dziwić, że takie meble starczają na 2-3 lata – zauważa i cieszy się, że wielokrotnie klienci wracają do niego po kolejne meble lub zachęcają znajomych, żeby odwiedzali jego sklep.

Bardzo chwali też polskich producentów. Uważa, że nasze rodzime firmy produkują towar najwyższej jakości. Mają bardzo szeroki wybór, a przede wszystkim bogatą kolorystykę. I podaje przykład, że w jednej podstawowej barwie może być nawet do 20 odcieni, na co klienci zwracają uwagę. W jego ocenie nasz kraj jest trzecią ,,meblową’’ potęgą świata po Chinach i Włoszech. – Nasze meble są chętnie kupowane na przykład przez Arabię Saudyjską, nie mówiąc już o klientach europejskich, zwłaszcza Niemców i z krajów Beneluksu. Dlatego ja też postawiłem na polskich producentów. Mam ich około 20. Tylko kilka procent towaru u mnie pochodzi zza granicy – twierdzi.

Dynamiczny rynek

Zdaniem naszego rozmówcy, w dzisiejszych trudnych czasach walki na gorzowskim rynku w branży meblarskiej szanse osiągnięcia sukcesu mają właściciele sklepów, którzy są specjalistami w tej dziedzinie. Meble to nie sprzedaż bułek czy pączków. Trzeba wiedzieć, po jaki towar sięgać, trzeba potrafić rozmawiać z wymagającymi klientami, trzeba wreszcie być wobec nich uczciwym i elastycznym.

– Jeżeli ktoś potrzebuje krótszego wypoczynku, bo akurat ten w oryginalnych wymiarach nie wejdzie mu do pokoju, to nie wolno powiedzieć ,,nie mam’’, tylko trzeba zrobić mu mebel na określony wymiar. Jeżeli inny klient chce, by do łóżka wstawić sprężyny lub gąbkę, nie wolno odwracać się do niego plecami. Oczywiście wszystko w miarę możliwości technicznych. – dodaje. 

Andrzej Klimczak pozytywnie ocenia prowadzenie firmy w gorzowskich warunkach. Przyznaje, że choć jego sklep jest sporych rozmiarów, to do jego prowadzenia wystarczają dwie osoby. – Do przewozu mebli wynajmuję firmę transportową, księgowość prowadzi mi także zewnętrzne biuro. Bez sensu jest trzymanie własnego kierowcy czy księgową, skoro na rynku mamy specjalistyczne firmy – tłumaczy.

Nie ukrywa jednak, że prowadzenie takiego biznesu jest bardzo trudne z innego powodu. Rynek jest dynamiczny, trzeba mieć rękę cały czas na pulsie. Konkurencja w branży meblarskiej jest duża, należy ciągle obserwować zachowania innych handlowców. – Dla klientów jest to dobre, bo mają szerszy wybór i konkurencyjne ceny. Z mojego punktu widzenia jest to o tyle istotne, że cały czas trzeba potrafić wyprzedzać ruchy konkurentów. Nie ukrywam, że obserwuję największych sprzedawców, jeżdżę nawet po Polsce i przyglądam się ich strategii. Ważne są też wizyty na branżowych targach – kończy.

Robert Borowy