W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Biznes po gorzowsku »
Bogusława, Bronisława, Ilony , 18 sierpnia 2017

Do zegarków trzeba cierpliwości i dobrej pamięci

2017-07-22

Od ponad 30 lat Dariusz Siuciak naprawia zegary i zegarki. I choć do mody wracają stare typy zegarów, to zegarmistrzostwo staje się jednym z tych rzemiosł, które powoli odchodzi do lamusa.

medium_news_header_19082.jpg

Malutki zakład zegarmistrzowski przy ul. Sikorskiego. Po jednej stronie stoją zegary kominkowe, ozdobne, z wahadełkami jak kręcące się śrubki. Po drugiej stronie wiszą zegary, jakie kiedyś można było spotkać w domach dziadków – szafkowe z typowymi wahadłami i wybijające godziny. Każdy inny, każdy ładny. Ot małe dziełka sztuki użytkowej. A w kącie ukrywa się cymes prawdziwy – stojący zegar szafkowy. Teraz to prawdziwa rzadkość, kiedyś znacznik zamożnego mieszczańskiego domu. Tak wygląda królestwo Dariusza Siuciaka, zegarmistrza, który czasomierze naprawia już 34 lata. Ale mistrz od naprawy czasomierzy od razu dodaje, że te wszystkie zegary, to są czasomierze klientów.

Czasem się nie wie, co człowiek potrafi

Pan Dariusz zegarmistrzem został trochę z przypadku. Kiedy po zasadniczej szkole szukał pomysłu na zawód, trafił do zakładu zegarmistrzowskiego prowadzonego przez znajomego. – No i zostałem zegarmistrzem – mówi. Ale wcale tak po prostu zegarmistrzem się nie zostaje. Najpierw musiał odbyć trzy lata terminu pod okiem mistrza, a po zdobyciu uprawnień oraz nabyciu koniecznej wiedzy, zaczął prowadzić własny zakład. – Bo czasami tak jest, że człowiek nie ma pojęcia, co umie, albo czego się nauczy i będzie mu to sprawiało przyjemność – mówi gorzowski zegarmistrz, który na co dzień mieszka w Witnicy.

Tłumaczy, że obecnie przyszła moda na zegarki. – Coraz więcej ludzi uświadamia sobie, że zegarek jest zwyczajnie potrzebny, z zegarkiem łatwiej się żyje – mówi i opowiada, że młodzi też ulegają tej modzie. Wracają więc czasomierze nakręcane, wzorowana na starych modelach. – Coraz częściej ludzie zdają sobie sprawę z tego, że lepiej kupić coś dobrego, porządnego, aniżeli chińskie badziewie za 20 zł, którego nie zdąży się donieść do domu, bo się zwyczajnie popsuje – mówi i dodaje, że takie taniutkie chińskie zegarki to tylko śmieci zanieczyszczające środowisko. Wykonane z tanich materiałów muszą jakoś trafić do Europy, potem do sklepów czy na bazary, aby ostatecznie i tak w niedługim czasie wylądować na śmietniku.

Nie ma dwóch takich samych zegarków

Choć teraz trudno się spodziewać, że ludzie będą nosić robione ręcznie zegarki, to nawet wśród tych, które są produkowane w sposób mechaniczny, nie znajdzie się dwóch identycznych. Zawsze się czymś różnią. I dlatego zegarmistrz musi mieć dobrą pamięć, bo pozornie taka sama usterka w każdym zegarku będzie wymagała czegoś innego, innej ingerencji. – Bywa tak, że zanim znajdę rozwiązanie, muszę taki zegarek rozebrać i złożyć nawet trzy razy. A to oprócz dobrej pamięci wymaga też i cierpliwości oraz spostrzegawczości – mówi zegarmistrz.

Inną zaletą pracy z czasomierzami jest też i to, że kształtuje ona dobry gust i smak. – Przecież zegarki to małe dzieła sztuki, zwłaszcza te stare – mówi i pokazuje werk zegarka, który ma ponad 100 lat. A tam śrubki, zębatki, kamienie i jeszcze inne mechanizmy, których laik nie potrafi nazwać. A jak do tego dołożyć zdobienia, które się znajdują na poszczególnych, zwykle niewidocznych, częściach, można zrozumieć fascynację zawodem.

Następców jednak brak

Zawód, choć interesujący, jednak jest w fazie zanikowej, podobnie jak i inne rzemiosła. – Nie ma już kuśnierzy, ze świecą w ręku trzeba szukać zdunów. A jak się już znajdzie, to raczej młodzi ludzie to nie są. Młodzi zwyczajnie nie garną się do rzemiosła – mówi Dariusz Siuciak.

On też nie ma następcy, nie ma ucznia. Na pytanie, czy można wyżyć z pracy w zakładzie zegarmistrzowskim, odpowiada, że można, ale trzeba się napracować. Rzemieślników bowiem zjadają bardzo wysokie opłaty, jak choćby składki na ZUS, o innych nie mówiąc. I choć klienci są, zegarki stają się coraz bardziej modne, wszystko wskazuje na to, że niedługo zegarmistrzów trzeba będzie szukać ze świeca.

Gorzowski zegarmistrz Dariusz Siuciak nie ma zamiaru jednak rezygnować z pracy. Chce pracować do emerytury, a co będzie potem, to się zobaczy.

Renata Ochwat