W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Biznes po gorzowsku »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Kupiec Gorzowski jest już marką

2017-08-27

Kilkadziesiąt sklepów, przestronne korytarze, kilka punktów gastronomicznych i zawsze klienci. Kupiec Gorzowski już dziesięć lat przyciąga kolejnych klientów.

medium_news_header_19400.jpg

- U nas każdy sklep, każdy punkt to osobny podmiot. My to nazywamy sklepami autorskimi – mówi prezes Kupca Zbigniew Kaczałko. I dodaje, że w Kupcu handlują ludzie, którzy z tym biznesem związani się od lat, bywa że najpierw handlował dziadek, potem ojciec a dziś dzieci i wnuki. - Każdy ma ten biznes we krwi – mówi Zbigniew Kaczałko.

Trzeba było coś wymyślić

Początek Kupca Gorzowskiego to rok 2004, kiedy prezydent Tadeusz Jędrzejczak podjął decyzję o likwidacji bazaru nad Wartą i budowie tam bulwaru. - Trzeba było coś wymyślić. Mogliśmy oczywiście stworzyć inny bazar, ale chodziło o stworzenie cywilizowanych warunków handlu. To był bardzo dobry moment, aby właśnie to uczynić – opowiada prezes Zbigniew Kaczałko.

To wtedy zapadła decyzja o powołaniu spółki i budowie właśnie takiego miejsca, jakie działa od dziesięciu lat przy ul. Witosa. - Inaczej handluje się ze szczęk czy na bazarach, a inaczej, kiedy wszystko jest pod dachem, kiedy jest ciepło. Ludzie mogą tu przyjść na zakupy, mogą sobie posiedzieć w cywilizowanych warunkach. Mogą coś zjeść. Tak się powinno teraz pracować tłumaczy prezes Kupca. Poza tym atutem miejsca jest rozległy parking, czyli rzecz niezbędna w dzisiejszych czasach.

Otwarci na różne imprezy

Kupiec Gorzowski to nie tylko swego rodzaju market z wieloma sklepami, ale też spółka, która podejmuje się organizacji i współorganizacji różnych imprez. - Od samego początku tak było, że angażowaliśmy się i angażujemy w różne imprezy. Od lat współpracujemy z policją, Strażą Miejską. Współorganizujemy finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy czy inne imprezy. To się też przekłada na markę – mówi Zbigniew Kaczałko.

I dodaje, że takie zaangażowanie społeczne powoduje, że klienci inaczej postrzegają takie instytucje. - Klient widzi, że coś się dzieje, może tego samego dnia nie przyjdzie na zakupy, ale po jakimś czasie na pewno – mówi Zbigniew Kaczałko.

Dobrze się robi zakupy

Kupiec ma stałych klientów i to nie tylko z okolic ul. Witosa. - Mnie się tu dobrze robi zakupy, bo jest przestronnie, jasno, jak się zmęczę, to można przysiąść na ławce albo pójść na pierogi – mówi Janina Zielińska, która do Kupca przyjeżdża z centrum. Dodaje, że może nie bywa tu codziennie, ale w miarę regularnie. - Zawsze to jakaś wycieczka z centrum na Manhattan – żartuje i dodaje, że w centrum praktycznie już nie ma gdzie zrobić zakupów, a galerii handlowych zwyczajnie nie lubi, bo i tak tam nie ma takich sklepów, jakie ją interesują. I jednym tchem wymienia: zdrowa żywność, duży wybór jarskiego jedzenia, ale też różnego rodzaju sprzętu domowe czy drobne rzeczy na prezenty.

Podobnego zdania są także i ci, którzy na co dzień robią zakupy w Kupcu. - Czysto, przestronnie, ciepło w zimie, co chcieć więcej. No i jeszcze bardzo ważna rzecz – umiarkowane ceny w poszczególnych sklepach – mówią klienci.

A prezes Zbigniew Kaczałko dodaje, że właśnie taką misję spółka zakładała od samego początku.

Renata Ochwat