W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Biznes po gorzowsku »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Przy tym chlebie pracuje cała rodzina

2017-12-08

Kiedy w Gorzowie ktoś mówi – kupiłem smaczny chleb, niemal natychmiast ktoś inny dopowiada – U Szypiórkowskiego?

medium_news_header_20370.jpg

Najstarsza gorzowska piekarnia dostarcza pieczywo od 1945 roku.

- Firmę założył teściu w 1945 roku, kiedy przyjechał z Inowrocławia. Ja się tu fachu nauczyłem, jak i moje dzieci – mówi senior rodu Erhard Szypiórkowski. I choć faktycznie jest na emeryturze, to jednak bez piekarni żyć nie może, podobnie jak i żona Marianna. – Tata cały czas kwasy robi, mama też wspomaga firmę – mówi Marek Szypiórkowski, który jest współprowadzącym firmę.

Ogonek stoi od początku

Firma znajduje się w tym samym miejscu, w którym założył ją Wacław Perka, ów teściu pana Erharda i dziadek Marka. Od początku gorzowianie poznali się na dobrym pieczywie, bo jak tylko piekarnia ruszyła, od razu ustawił się ogonek po smaczny chleb. Minęło wiele czasu, doszły kolejne piekarnie, powstały markety czynne całą dobę, które sprzedają pieczywo na okrągło, ale w sklepie w narożnej kamienicy przy ul. Kosynierów Gdyńskich gorzowianie jak stali pół wieku temu po pieczywo, tak stoją nadal. – Nie ma nigdzie lepszego chleba. Nie ma. Ten ma smak, zapach, no chce się go zwyczajnie jeść. Nawet nic do niego nie trzeba – zachwala Maria Opalska, która od lat w pieczywo właśnie tu się zaopatruje. A pan Antoni dodaje, że nie tylko chleb u Szypiórkowskich kupuje, ale i ciasta. – A jak już tłusty czwartek przyjdzie, to moje wnuki same mnie tu po pączki ciągną – mówi. Inni klienci dodają, że firma nie zatrzymała się na wyrabianiu prostego pieczywa, ale idzie z duchem czasu, bo i chleb orkiszowy można tu dostać, ale i pieczywo z różnymi ziarnami. – Idą z duchem czasu – mówią klienci, którzy karnie w ogonku odstają i kilkanaście minut, aby dobre pieczywo dostać.

Sukces – ekipa i szkolenie

- Podstawą jest dobra receptura i dobre podejście do tego, co się robi. Ja tu zaglądam cały czas – mówi Erhard Szypiórkowski i przyznaje, że choć po siedemdziesiątce, to jakoś bez firmy mu trudno. Marek Szypiórkowski wspomina, że zawodu uczył się właściwie od dziecka. Potem przyszło mu skończyć szkołę piekarską i po wojsku wrócił do rodzinnej firmy. – Fakt, ważne są stare receptury, ale ważne jest też, żeby reagować na nowinki. Stąd pojawiły się chleby orkiszowe, stąd pieczywa z ziarnami. Nie można stać na miejscu, trzeba się uczyć i wzbogacać asortyment. No i my to robimy – mówi.

Dodaje, że równie istotne jest też wykształcić sobie dobrą kadrę. – Teraz od kilku lat już nie ma naboru do szkoły gastronomicznej na zawód piekarza. A tego trzeba się nauczyć. No i u nas w zakładzie pracują ludzie, których sami wyszkoliliśmy. Część odeszła, ale pozostała spora ekipa – mówi Marek Szypiórkowski i dodaje, że cała rodzina jest wyszkolona, że w każdej chwili może stanąć do pracy w dowolnym miejscu.

Klucz to rodzina

Zarówno senior Erhard jak i Marek Szypiórkowscy mówią, że kluczem do sukcesu, od tylu lat jest rodzina. – Dziadek prowadził firmę w tych najgorszych dla prywatnej inicjatywy czasach, kiedy rzemieślnik to była druga lub trzecia kategoria człowieka. Wtedy można było kupić tylko gorszą mąkę. Władza rzucała kłody pod nogi na każdym kroku. Przeszliśmy to i teraz jest w miarę dobrze – mówi Marek Szypiórkowski. I wylicza, że w firmie oprócz Erharda, pracuje jeszcze jego mama Marianna, też już w wieku lat 70, ale trudno się tego domyślić. Poza tym sprawami rachunkowymi zajmuje się brat Maciej, siostra Elżbieta i jego żona Małgorzata pracują w sklepie firmowym, szwagier Marek Adamiak też pracuje w firmie i też zajmuje się papierami. Z tradycji pracy w rodzinnej firmie choć nie z profesji piekarniczej wyłamał się syn Marka i Małgorzaty – Mateusz. – Pracuje w firmie, która zajmuje się dostarczaniem różnych akcesoriów i dodatków piekarniczych, więc jakoś tam tradycję kontynuuje – mówi Marek Szypiórkowski.

I dodaje, że dla nich, dla całej rodziny pozytywne słowa o produkcie finalnym, czyli pieczywie to sens pracy, czasami po kilkanaście godzin na dobę. A klienci, którzy ustawiają się każdego dnia w karnym ogonku po chleby i bułki mówią, że zwyczajnie dnia bez pieczywa od Szypiórkowskich sobie nie wyobrażają.

roch