W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Biznes po gorzowsku »
Alfreny, Rufina, Wincentego , 19 lipca 2018

Restauracja w pudełku to interesujący biznes

2018-06-27

Zaczynali od siebie, byli swoimi pierwszymi klientami. Dziś zatrudniają ponad 30 osób i obsługują pół województwa. Smaczna Dieta, wedle zamysłu, ma  karmić i odchudzać.

medium_news_header_22154.jpg

Proste biuro w parterowym budynku. Gołębie ściany, dwa biurka z komputerami szefów firmy. Przestrzennie i elegancko. Zamiast ściany chwały, bo trochę trofeów już mają, jest parapet chwały. Tam stoi statuetka, jaką ostatnio dostali w konkursie na najlepszą firmę w Lubuskiem. Tam też ustawili szereg innych dyplomów i nagród. To centrum logistyczne firmy Smaczna Dieta, czyli restauracji w pudełku. Po drugiej stronie podwórka, w drugim budynku, mieści się kuchnia i biuro szefa kuchni.

Krzysztof Korsak i Andrzej Stefanowicz zbudowali swoją firmę od podstaw. Zaczynali sześć lat temu, od ponad dwóch lat ich biuro mieści się na terenie Starego Bazaru. O tym, że tu ma siedzibę Smaczna Dieta, dość niebanalna restauracja, świadczy szyld na parterowym budynku.

Trzeba wiedzieć, skąd ten pomidor pochodzi

Smaczna Dieta to nietypowa restauracja. Nie ma tu wykwintnie nakrytych stolików z szeregiem srebrnych sztućców i kryształowymi kieliszkami w kilku rozmiarach. Nie ma kelnerek, ani karty dań do wyboru. Są za to pudełka, pięć dokładnie dla każdego klienta, który zdecyduje się na korzystanie z kuchni tej restauracji. Pudełka to pięć posiłków na cały dzień. – Nasi klienci nie robią zakupów, nie gotują, tylko jedzą – mówi Krzysztof Korsak.

Obaj szefowie dbają, aby jedzenie serwowane przez ich restaurację było smaczne, dobrze wyglądało i aby było robione z miejscowych produktów. – My przykładamy wagę do tego, aby wiedzieć, skąd poszczególne produkty pochodzą. To bardzo ważne, aby znać producenta, bo to gwarantuje najwyższą jakość produktu. Lubimy znać miejsce, skąd pochodzi pomidor, który serwujemy naszym klientom – mówi Andrzej Stefanowicz.

Jeśli spojrzeć na opisy dań, a codziennie można przeczytać na stronie restauracji prowadzonej na najpopularniejszym portalu Facebook, co klienci dostaną w pudełkach na dany dzień, to rzeczywiście widać, że dbałość o jakość, o zdrowe pochodzenie składników jest na pierwszym miejscu.

Niezwykłe dania serwowane przez Smaczną Dietę to efekt znajomości rzeczy szefa kuchni, Bartosza Ludniewskiego. Ale też i wypadkowa zainteresowań zdrowym jedzeniem i smakiem tegoż Krzysztofa Korsaka, który w ciągu tylko dwóch lat zdążył odwiedzić i przetestować karty dań blisko 300 restauracji w Polsce i nie tylko. – Zawsze mnie to interesowało – przyznaje jeden z szefów Smacznej Diety.

Dość dodać, że dziś już sami producenci żywności sami się do firmy zgłaszają ze swoimi produktami. – Oczywiście ważną rzeczą są nasze kontakty, także naszego szefa kuchni, który jest jednym z lepszych w regionie. To procentuje, bo zależy nam naprawdę na produktach dobrych, bardzo dobrych – mówi Andrzej.

Posiłki Smacznej Diety mają pomóc i pomagają w utracie wagi, w poprawieniu kondycji zdrowotnej, ale też i w wyrobieniu wyrafinowanego smaku, jak i estetyki tego, co jest na talerzu, w tym przypadku w pudełku. O tym, że tak jest, można się przekonać, kiedy posłuchać opinii tych, którzy z pudełkowej diety korzystają. I raczej nie ma tam głosów negatywnych.

Od pasji i zainteresowań do całkiem sporej firmy

Początek Smacznej Diety to efekt zainteresowań obu szefów. – Zaczęło się od tego, że Andrzej prowadził ze swoją mamą restaurację w Watralu. Nazywała się Fitness Cafe. Andrzej miał wiedzę, ja pasję i wolny czas. Zaczęliśmy więc nasz biznes. Żartowaliśmy, że jak będziemy mieć 20 klientów, to już będzie duża firma– opowiada Krzysztof Korsak. Z wykształcenia historyk, z pasji fan zdrowych diet, pisarz, były dziennikarz od zawsze interesował się zdrowym i smacznym jedzeniem. Wśród anegdot opowiadanych dziś różnym klientom, jest też i taka, kiedy Krzysztof jeszcze jako dziennikarz, pojechał na bardzo ważną odprawę do głównej siedziby redakcji, w której wówczas pracował. Nawet to ważne spotkanie nie odwiodło go od tego, aby o określonej porze zjeść posiłek przywieziony naturalnie w pudełku. Choć o Smacznej Diecie jeszcze chyba nie myślał.

Andrzej, dziś drugi właściciel Smacznej Diety, z wykształcenia i zamiłowania dietetyk, zajmował się i nadal zajmuje tą stroną biznesu. – Kiedy klientów zaczęło nam przybywać, obaj stwierdziliśmy, że dalej tak na pół gwizdka się nie da. Albo bierzemy się do rzeczy na poważnie, albo dajemy sobie spokój. No i podjęliśmy decyzję – robimy biznes – opowiada Krzysztof Korsak.

Andrzej zostawił rodzinną restaurację mamie, zresztą do dziś działa w Watralu, ale zmieniła nazwę, Krzysztof zawiesił na kołku pasję dziennikarza i pisarza. Zostali właścicielami restauracji w pudełku na pełen etat.

Pracujący szefowie, czyli biznes już na poważnie

Obaj szefowie w naturalny sposób podzielili się obowiązkami. Andrzej zajmuje się dietetyką. – Oznacza to, że jak szef kuchni opracuje jakieś nowe danie, to ja muszę je ubrać w stan finalny. Muszę opracować odpowiednią gramaturę, wyliczyć wartości poszczególnych składników, dopasować do wymagań poszczególnych odbiorców. Mamy bowiem klientów, którzy jadają mięso, ale są i wegetarianie. Bywają też bezglutenowcy. O tym wszystkim trzeba w takich chwilach pamiętać – opowiada. Natomiast Krzysztof zajmuje się promocją, kreacją, ale i finansami w firmie. – Jak trzeba wyliczyć, ile kosztują nowe rzeczy, które chcemy wprowadzić, to jest zadanie Krzysztofa – tłumaczy Andrzej. Zdaniem Krzysztofa jest także testowanie tego, co inni mają w karcie, co można byłoby wprowadzić w firmie, po to są te kulinarno-zawodowe podróże po różnych restauracjach. – My chcemy jadać smacznie, jadać sezonowo, być blisko klientów – dodaje Andrzej. Bo w dalszym ciągu są też klientami swojej własnej restauracji i ich podniebienia też testują nowe dania.

Dziś w ich firmie wiele zadań, które wykonywali na początku, robią zatrudnieni przez nich pracownicy, czyli praca w firmie jest delegowana. – Kiedyś na początku działania firmy jedzenie dla naszych klientów dowoziliśmy my sami. Dziś robią to nasi kierowcy. Podobnie jest z innymi rzeczami – jak choćby kontakty z klientami, przyjmowanie opłat. Na obecnym etapie sami zwyczajnie nie dalibyśmy rady, zresztą byłoby to niecelowe – mówi Andrzej.

I choć obaj zgodnie deklarują, że pracują jak w innych firmach, czyli osiem godzin na dobę, to jednak tak naprawdę praca w ich wydaniu to 24 godziny na dobę. – Trudno inaczej, kiedy jest się pracującym szefem. Firma tego wymaga. My zwyczajnie gasimy pożary, które potrafią wybuchnąć w najmniej oczekiwanym momencie – mówi Krzysztof.

Zwykły dzień w ich wydaniu wygląda tak, że spotykają się rano. Jest chwila na przegadanie tego, co się wydarzyło od poprzedniego dnia, bywa, że są to sprawy niekoniecznie bezpośrednio związane z firmą, ale jednak dla nich ważne. Potem jest chwila na motywację, a następnie to już rzeczywistość wynikająca z tego, co niesie dzień. – Nam nie zależy, żeby na już stworzyć wielki koncern. Zależy nam na zrównoważonym, stabilnym rozwoju. Praca ma być też przyjemnością – mówi Krzysztof.

Z Gorzowa w różnych kierunkach

Pierwsi klienci byli tylko z Gorzowa. Z chwilą, kiedy firma zaczęła nabierać rozmachu, zaczęli się pojawiać klienci spoza miasta. Dziś Smaczna Dieta dostarcza całodzienne posiłki do Myśliborza, Barlinka, Strzelec Krajeńskich, Drezdenka, Skwierzyny, Międzyrzecza, Świebodzina, Rzepina, Ośna Lubuskiego, Sulęcina, Słońska, Słubic, Kostrzyna nad Odrą i Dębna. – Jak popatrzeć, to do Słubic, 90 km od Gorzowa, jest tylko godzina samochodem. To się da ogarnąć. Nie dałoby się ogarnąć na większe odległości, ale nas tak naprawdę nie interesuje aż taka perspektywa – mówi Krzysztof i dodaje, że podobnie nie interesuje ich przenoszenie się do jakiegoś większego miasta.

Interesuje ich natomiast, aby być obecnym na ważnych wydarzeniach, brać udział w liczących się okolicznościach. Firma stawia też na niebanalną reklamę wykorzystującą zarówno tradycyjne nośniki, jak i działania wykraczające poza, jak choćby ciekawe konkursy, gdzie nagrodą jest właśnie jedzenie z ich restauracji. – Lubię różne wyzwania, lubię kreatywność. Taka jest nasza kuchnia, kreatywna, smaczna, niebanalna, ale takie są też nasze działania marketingowe – mówi Krzysztof Korsak.

Renata Ochwat