W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Biznes po gorzowsku »
Biny, Damazego, Waldemara , 11 grudnia 2018

Przysmaki ze Wschodu przyniosły nagrodę

2018-11-26

Kwaszone pomidory, taki arbuz, który absolutnie nie jest słodki, sało, słodycze, alkohole – to wszystko od ponad roku można kupić w Ukrainoczce.

medium_news_header_23380.jpg

Bywają tam regularnie Ukraińcy mieszkający w Gorzowie, ale i całkiem sporo tych, którzy byli za wschodnią granicą i zasmakowali w tamtejszych przysmakach.

- Dla mnie to wyróżnienie ta nagroda. Nagroda, która potwierdza sens otwarcia delikatesów. Choć teraz czekam na to, żeby remonty w mieście w końcu się skończyły – mówi Irina Primieczajewa, szefowa Delikatesów Ukrainoczka. Jej firma została dostrzeżona w konkursie Nawigator Biznesu w kategorii Debiut. Irina sama odebrała dyplom raz szklaną statuetkę potwierdzającą sukces.

W tej kategorii oceniano firmy, które rozpoczęły działalność w ostatnich dwóch latach na terenie Miejskiego Obszaru Funkcjonalnego i działają nieprzerwanie do dziś. To firmy, które stworzyły i wprowadziły z sukcesem na rynek lokalny, regionalny, krajowy czy zagraniczny nowy produkt lub usługę. Irina Primieczajewa wprowadziła markę Delikatesy Ukrainoczka.

Tylko tu można znaleźć coś, co nie jest z marketu

Niezbyt wielki sklep w centrum miasta wypełniony jest przysmakami zza wschodniej granicy. Od chwili otwarcia półek i towarów na nich znacznie przybyło. Właścicielka Irina Primieczajewa sukcesywnie powiększa asortyment. Sklep, a właściwie małe, ciekawe delikatesy niemal od początku polubili zarówno sami Ukraińcy, którzy mieszkają i pracują w Gorzowie oraz w okolicach, ale i też mieszkańcy. Takie podejście do biznesu doceniła także Kapituła nagrody Nawigator Biznesu. – No i bardzo dobrze, bo szalenie trudno jest w tej branży się utrzymać. W Gorzowie co i rusz się coś otwiera, ale też i szybko zamyka. A Ukrainoczka nie dość, że się nie zamknęła, to jeszcze stale poszerza ofertę – mówi Jacek Jankowski, który przyszedł po marynowane pomidory. I dodaje, że choć na Ukrainie był tylko raz, to w Ukrainoczce bywa, bo pasuje mu to, że może znaleźć coś, co zapamiętał z tamtej wizyty, ale też i coś, czego tam nie mógł posmakować, a tu jest mu dane.

Stali bywalcy mówią jednym głosem – Tu można dostać naprawdę świetne rzeczy, takie, jakich w regularnych sklepach sieciowych czy też innych zwyczajnie nie ma. – Smaczne, ciekawe, trzeba wszystkiego popróbować. Ale jeśli chodzi o słodycze, to nie ma lepszego miejsca, żeby kupić coś niebywale smakowitego – mówią klienci Ukrainoczki. – Zawsze z Ukrainy przywoziłam konfietki, czyli cukierki. Teraz już mam spokój, wystarczy, że przyjdę na Sikorskiego i zawsze są. I to w tak wielkim wyborze, że zwykle kupuję więcej, niż planuję – mówi Teresa Wilejska, jak sama się określa – stała klientka.

Przez remont centrum ruch mniejszy

Irina Primieczajewa, choć dumna z sukcesu, to jednak jest pełna obaw. – Remont centrum sprawił, że mamy obecnie o 50 procent mniejszy ruch, niż przed zamknięciem Sikorskiego – mówi. I dodaje, że w tym krótkim czasie od otwarcia delikatesów w centrum Gorzowa udało się otworzyć podobne delikatesy w Szczecinie. I to się dokłada do utrzymania Ukrainoczki w Gorzowie. – Teraz celujemy w Poznań. Jak to wypali, to Ukrainoczka w Gorzowie będzie działała, choćbyśmy mieli dokładać do biznesu – deklaruje.

Na spadek klientów w centrum narzekają wszyscy właściciele sklepów w centrum. Ale Irina Primieczajewa ma nadzieję, że jak już remonty się skończą, powstanie wygodny szlak komunikacyjny, to będzie już tylko lepiej. Ale i tak Ukrainoczka, mimo utrudnień, cały czas ściąga klientów. Choć rzeczywiście trudno tam dotrzeć, bo samochodem się nie da, to jednak ludzie tam bywają. – Fakt, trzeba dołożyć starań, ale jak się szuka rzeczywiście czegoś oryginalnego, to się idzie do Ukrainoczki. Choćby po kogutka na patyku dla dziecka, które bardzo lubi te lizaki – mówią bywalcy.

I raczej nikomu w głowie się nie mieści, że Ukrainoczki mogłoby w Gorzowie nie być. – Oczywiście zrobię wszystko, żeby sklep w Gorzowie został – deklaruje Irina Primieczajewa.

Początek trochę trudny był

- Kiedy zaczęłam myśleć o otwarciu sklepu, mąż przekonywał mnie, że lepiej będzie w Szczecinie, bo to większe miasto. Ale pomyślałam, że przecież tu mieszkam, tu do przedszkola chodzą moje dzieci, chcę, żeby miasto się rozwijało, więc jednak otworzyłam sklep tutaj – mówiła Irina Primieczajewa, właścicielka Ukrainoczki, czyli Ukraineczki, sklepu z jedzeniem ze wschodu równo rok temu, kiedy właśnie otworzyła znakomicie od pierwszej chwili przyjęte delikatesy.

Irina mieszka w Gorzowie od siedmiu lat. O otwarciu sklepu, takiego właśnie, zaczęła myśleć od pierwszych swoich chwil w Gorzowie. – Chciałam mężowi ugotować barszcz. Ale nie wiedziałam, jak po polsku zrobić odpowiednie zakupy, kupić koncentrat. Nie umiałam zapytać. No i mąż ostatecznie został bez barszczu, ale pokazał, jak koncentrat wygląda. Już wtedy zaczynałam myśleć o takim sklepie – mówi Irina.

Pomysł udało się wcielić w życie, kiedy młodsza córka została trochę odchowana i mama mogła się zająć biznesem.

Okazuje się, że sprowadzanie jedzenia do małego sklepu aż z Ukrainy czy Rosji może być problemem. – Wszystko, co wjeżdża na teren Unii Europejskiej, musi mieć specjalne certyfikaty. No i mnie na potrzeby mego sklepu zwyczajnie nie opłaca się ściągać pięciu słoików musztardy z Winnicy, bo nikt za nią nie zapłaci 10 czy 15 zł. Dlatego musiałam poszukać dostawców w Niemczech – mówi właścicielka Ukrainoczki. No i teraz te wszystkie smaczne wschodnie przysmaki trafiają najpierw do Hamburga, a stamtąd jadą do Gorzowa.

I dla Polaków, i dla Ukraińców

Już od samego początku działania Ukrainoczki, delikatesów Iriny, wszystko pokazywało, że to dobry ruch. Jeszcze w Gorzowie oraz w okolicznych miejscowościach pracuje sporo ludzi zza wschodniej granicy. Najpierw oni sobie przekazywali informacje o sklepie, gdzie można dostać znane jedzenie stamtąd. Polacy dołączyli sekundę później. - Trzeba zauważyć, że przyrost pozwoleń na pracę od dwóch lat rośnie u nas w geometrycznym tempie – mówi Roman Rutkowski, wicedyrektor Powiatowego Urzędu Pracy. Z ostrożnych szacunkowych danych wynika, że jedynie w powiecie gorzowskim oficjalnie pracuje około 20 tys. Ukraińców. Są zatrudniani m.in. w budownictwie, drogownictwie, usługach, gastronomii, hotelarstwie. Wszędzie tam, gdzie polscy pracodawcy mają problemy ze znalezieniem chętnych z Polski.

I ci ludzie szukają swoich smaków, Ukrainoczka im te smaki zapewnia. Ale też zapewnia smaki Polakom, którzy pojechali na Ukrainę. Wrócili i szukają choćby chałwy ciemnej czy mocnej kijowskiej wódki. Iriny Primieczajewej delikatesy te specjały zapewniają. Cieszą się zarówno Ukraińcy, ale i Polacy, którzy zasmakowali w ciekawych smakach zza wschodniej granicy.

Renata Ochwat