W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Biznes po gorzowsku »
Mascelego, Walerii, Włodzimierza , 16 stycznia 2019

Pomocy trzeba uczyć od najwcześniejszych lat

2019-01-03

Charakterystyczna postać w czerwonym kombinezonie z napisem ratownictwo medyczne jest na bardzo wielu imprezach sportowych i kulturalnych. Bez niej nie da się przeprowadzić wielu imprez. To Robert Sołtys, ratownik medyczny.

medium_news_header_23667.jpg

- Obecnie jest tak, że zabezpieczam od strony pomocy medycznej liczne imprezy sportowe i kulturalne. Jeszcze do niedawana robiły to karetki pogotowia, ale zmieniły się przepisy i teraz ten obowiązek spoczywa na barkach ratowników – mówi Robert Sołtys, właściciel firmy Ratownictwo Medyczne i jednocześnie laureat wyróżnienia w konkursie Nawigator Biznesu w bardzo prestiżowej konkurencji Biznes Świadomy Społecznie.

Biegi, koszykówka i nawał pracy

W pracy Roberta Sołtysa zdarzają się takie weekendy, jak te przedświąteczne, kiedy z ligowymi imprezami – jak choćby meczami koszykówki zderzają się okolicznościowe biegi. Wówczas ratownik pracuje na okrągło. – Nie ma wyjścia, jak trzeba, to trzeba – mówi Robert Sołtys. Od lat bowiem już dziesięciu, zajmuje się właśnie zabezpieczaniem takich imprez. Oznacza to, że musi być obecny na takiej imprezie, bo jak się coś wydarzy, to właśnie on jest na pierwszej linii ognia. – Zabezpieczam całą koszykówkę, różnego rodzaju biegi, które dzieją się przez cały rok, wszystkie imprezy kolarskie, no pracy jest dość – opowiada Robert Sołtys.

Poza tym od lat jest obecny na takich dużych wydarzeniach kulturalnych, jak Dni Gorzowa, Święto Pieczonego Kurczaka w Deszcznie, Dni Lubniewic i inne podobne w regionie. – To nie wszystko, bo jeszcze na stałe współpracuję z Arctic Paper z Kostrzyna, a to dzięki Stowarzyszeniu Elektryków Polskich. Tam szkolę ludzi – mówi ratownik.

Szkolenia, szkolenia, szkolenia

Jednym z najważniejszych działań, jakie Robert Sołtys podejmuje zawodowo są szkolenia dzieci w przedszkolach czy pierwszych klasach szkół podstawowych. – Jak się dzieci nauczy pierwszych zasad, to w chwili kryzysu zawsze ruszą z pomocą. Dorosły to się będzie zastanawiał, bo jak coś nie tak pójdzie, to może i prokurator się nim zajmie. A dziecko nie ma takich obaw. Jak trzeba, to pomaga i już – opowiada Robert Sołtys. I dlatego od lat właśnie szkoli najmłodszych. – Bywa, że dzieci dostają kolejne dyplomy za umiejętności i to jest świetna sprawa – mówi i opowiada, że w jednym z gorzowskich przedszkoli spotkał takie dziecko, które bez zająknięcia potrafiło wyrecytować numery alarmowe pomocy. – Mało tego, że ten dzieciak znał takie standardowe telefony, jak pogotowie, policja, straż pożarna. On znał takie telefony jak GOPR czy też zagraniczne. Zwyczajnie mu się podobały. I od takich rzeczy zaczyna się pomaganie. Najpierw telefony, potem umiejętności – mówi.

Poza tym szkolenia z pierwszej pomocy prowadzi w różnych szkołach jazdy, bo właśnie ten aspekt wszedł tam jako zajęcia obowiązkowe. – No i za chwilkę dojdą obowiązkowe szkolenia dla personelu niepedagogicznego zatrudnionego w szkołach. Do 1 marca 2019 roku wszyscy muszą takie szkolenie przejść – tłumaczy.

Jego zdaniem właśnie takie kształcenie jest niezbędne, ponieważ zajęcia z pomocy zniknęły z regularnego kształcenia w szkołach. Nie ma specjalnych zajęć, od lat nie ma lekcji przysposobienia obronnego, na których właśnie elementów pierwszej pomocy uczono.

Działania pro bono są najważniejsze

Jednak tym, co sprawiło, że Robert Sołtys dostał wyróżnienie w dziedzinie Biznes świadomy społecznie to jego działania na rzecz różnych fundacji i stowarzyszeń, jak choćby dla Startu Gorzów. – To jest coś niezwykłego, kiedy się jedzie na zawody Startu, pada deszcz, jest okropnie, a ci ludzie startują. Przecież zwodnicy w innych klubach zwyczajnie by odmówili, bo pogoda, bo coś tam. A ci ze Startu mierzą się ze sobą i okolicznościami – mówi. I dodaje, że właśnie takie usługi pro bono świadczy dla różnych fundacji i stowarzyszeń, kiedy widzi sens działania. – W dzisiejszych czasach jakoś niemal wszyscy są nastawieni na pieniądze. Są jednak tacy, którzy robią fantastyczne rzeczy nie dla pieniędzy. I ja ich wówczas wspieram. Bo to wie, co nam się za chwilką wydarzy. Może sami będziemy potrzebować pomocy – mówi.

Od elektryka do ratownika

Robert Sołtys ratownikiem został w trochę nieprosty sposób. Z pierwszego zawodu jest elektrykiem. Jeszcze w szkole chodził na piesze pielgrzymki i tam robił różne rzeczy. Pracował przy zabezpieczeniu, ale jak trzeba było komu pomóc – poradzić sobie z pęcherzami, bo te to nieodłączna część pielgrzymkowego życia, ale i rozmasować przykurcze, to zawsze to robił. Potem zaczął brać udział w pracach Polskiego Forum Ratownictwa oraz zaczął się szkolić w Polskim Czerwonym Krzyżu. Aż w końcu przyszedł czas, aby zdobyć formalne wykształcenie ratownika medycznego a potem czas na założenie firmy, która działa już dziesięć lat i jest rozpoznawalna na rynku. Ma swoją markę, jest polecana.

- Nie mam biura jako takiego, ale w dzisiejszych czasach to nie problem. Informację o mnie i moich działaniach można znaleźć w Internecie. Moje działania podobają się wielu organizacjom oraz organizatorom imprez. Efekt? To wyróżnienie, które odbieram jako swego rodzaju zaszczyt i docenienie tego, co robię – mówi Robert Sołtys.

Renata Ochwat