W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Pod koszem AZS AJP »
Alfreny, Rufina, Wincentego , 19 lipca 2018

W lidze nie było zawodu, choć mogło być lepiej

2018-06-22

Tegoroczny sezon koszykarski, dla sponsorowanego przez Kostrzyńsko-Słubicką Specjalną Strefę Ekonomiczną, AZS AJP Gorzów można zaliczyć jako jeden z lepszych w ostatnich latach, choć postawa seniorek w rozgrywkach Basket Ligi Kobiet nie wszystkich mogła w pełni zadowolić.

medium_news_header_22112.jpg

- Oceniając wynik sportowy, liczyliśmy na niespodziankę, lecz skończyło się na siódmej pozycji, co jest wynikiem adekwatnym do tego, co pokazały nasze zawodniczki w trakcie rozgrywek – mówi Krzysztof Kielec, prezes klubu i szef firmy głównego sponsora. – W walce o awans do strefy medalowej nasz zespół rywalizował z utytułowaną Wisłą Can Pack Kraków i nie wygrał żadnego pojedynku. Sportowo odbiegaliśmy od krakowianek, choć była szansa na zwycięstwo w Gorzowie. Gdyby nie pewne kontrowersje sędziowskie Wisła musiałaby pomęczyć się z nami bardziej – przypomina.

Jeżeli chodzi o grę w sezonie zasadniczym, to tym razem drużynie zabrakło większej determinacji. Można było także po niektórych koszykarkach spodziewać się lepszej gry, a już szczególnie bardziej stabilnej. Jak zwraca uwagę prezes Krzysztof Kielec, gorzowianki potrafiły w najmniej oczekiwanych chwilach rozegrać naprawdę dobre spotkanie i powalczyć z dużo wyżej notowanym rywalem, by dosłownie kilka dni później przegrać ze słabszym przeciwnikiem. Taka typowa sportowa przeplatanka.

- Nie zawsze można idealnie trafić z transferami – zwraca uwagę nasz rozmówca. – Przed rokiem mieliśmy wyśmienite dwie Australijki, Stephanie Talbot i Nicole Seekamp oraz Amerykankę Courtney Hurt. Pod ich wodzą byliśmy o krok od medalu. Jestem przekonany, że mając te zawodniczki w tym roku walczylibyśmy nie tylko o czwórkę, ale i w europejskich pucharach wyszlibyśmy z grupy. Ich zaletą było to, że potrafiły zagrać indywidualnie i w decydujących chwilach wziąć na siebie odpowiedzialność za wynik drużyny. Natomiast w minionym sezonie niemal wszystkie zagraniczne koszykarki swoją postawą trochę nas rozczarowały – twierdzi i jednocześnie zwraca uwagę, że zespół zatracił swój największy atut, czyli szybki atak, jak i kontratak. Spory wpływ na to miała kontuzja… Aleksandry Bunton.

- Przypomnę, że drużynę mieliśmy budować wokół tej znakomitej środkowej z Australii, lecz w ostatniej chwili wypadła ona ze względu na kontuzję i przez to zaczęliśmy szybko szukać alternatywnego rozwiązania – przypomina. – Najlepszym wyborem w tym czasie była Carolyn Swords. Amerykanka nie do końca dopasowała się do gry preferowanej przez nasz zespół. Ponadto nowe rozgrywające potrzebowały więcej czasu na adaptację, więc przyszła do nas doświadczona Natalie Hurst w styczniu. To wszystko spowodowało, że nie zdołaliśmy zbudować drużyny mającej swój specyficzny styl gry. Nie był to jednak stracony rok, ponieważ po wielu latach powróciliśmy do europejskich pucharów – uważa.

Prezes Krzysztof Kielec, podobnie jak trener gorzowskich koszykarek Dariusz Maciejewski tłumaczą, że w obecnych realiach występy na europejskich parkietach stają się koniecznością. Praktycznie wszystkie zagraniczne zawodniczki w pierwszej kolejności zwracają uwagę na to, czy dana drużyna zgłosiła się do międzynarodowej rywalizacji. Jeżeli nie, to ich wymagania finansowane nagle mocno wzrastają.

- Jeżeli chcemy mieć ambitne koszykarki musimy im coś zaoferować – kontynuuje prezes. – Gra na europejskich parkietach daje szanse koszykarkom na wypromowanie samych siebie oraz klubu, sponsorów (w tym KSSSE S.A.) i miasta. To jest również pewna nobilitacja. Gorzów słynie z żużla, lecz też z koszykówki i jesienią warto pooglądać nie tylko ligę, która oczywiście ma dla nas priorytet, ale i mecze pucharowe. Zwłaszcza, że z budżetu miasta na ten cel przeznacza się zaledwie kilka procent tego, co wydaje się na żużlowe Grand Prix – zwraca uwagę.

Obecnie w klubie trwają prace nad zbudowaniem składu na następny sezon. Nie jest to zadanie proste do realizacji, zwłaszcza że sporo zawodniczek opuściło klub. Najbardziej żal odejścia Pauliny Misiek, która przez ostatnie dwa sezony bardzo się u nas rozwinęła. Jak przyznaje Krzysztof Kielec, kiedy w klubie dowiedziano się, jaką ofertę dla kapitan InvestInTheWest AZS AJP złożył Basket 90 Gdynia, to stało się jasne, iż nasz klub nie ma szans konkurować z gdyniankami.

- Nie zniechęca nas to jednak do pracy i mam nadzieję, że do połowy lipca będziemy znali już trzon ekipy. Na razie nie chciałbym tu więcej cokolwiek mówić, ponieważ konkurencja nie śpi. Swoją drogą wiem, że inne drużyny także się zbroją, co zapowiada, że nadchodzące rozgrywki mogą stać na jeszcze wyższym poziomie – podkreśla.

Nie tylko występami seniorek żyją gorzowscy kibice. Miniony sezon dostarczył sporych emocji, jeżeli chodzi o występy juniorek (do 18 lat) i kadetek (do 16 lat). W finałach rozegranych w Gorzowie w obu tych kategoriach nasza młodzież sięgnęła po mistrzostwo Polski. Od wielu lat szkolenie w Gorzowie należy do jednych z lepiej zorganizowanych w kraju, a od kilku lat AZS AJP wygrywa w krajowej rywalizacji na najlepiej szkolący klub.

- To jest nasz największy skarb – mówi wprost nasz rozmówca. - Można powiedzieć, że zbudowaliśmy organizację, gdzie jest zachowany cały cykl szkolenia, od najmłodszych dziewczynek do seniorek. W klubie jest kilkaset zawodniczek, wspaniale ogląda się ich zabawę, treningi czy turnieje podczas różnych pikników, które organizujemy. To jest bardzo budujące także z punktu widzenia sponsora. Naszym celem nie jest tylko wspomaganie pierwszej drużyny, lecz działania społeczne w regionie i to szkolenie fantastycznie się wpisuje w ten obraz – tłumaczy.

Prezes Krzysztof Kielec oczywiście bardzo by chciał, żeby to szkolenie przeniosło się też na częstsze występy naszych wychowanek w lidze, co niestety nie jest takie proste. Przeskok z juniorek do seniorek można porównać do życia każdego z nas. Nie jest łatwo nagle z młodzieńca stać się osobą dorosłą.

- U wielu tych dziewcząt potencjał jest i jako klub robimy naprawdę dużo, żeby najbardziej zdolne zawodniczki były wprowadzane umiejętnie do seniorskiej drużyny. Mogę zapewnić, że mają one pierwszeństwo, bo wiemy, że wychowane u nas zawodniczki zawsze oddadzą kibicom i klubowi na sportowej arenie więcej serca niż przyjezdne – kończy.

Robert Borowy

Fot. Kamil Lewera