W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Pod koszem AZS AJP »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2018

Każdego rywala trzeba traktować z najwyższym szacunkiem

2018-08-23

Trzy pytania do Katarzyny Dźwigalskiej, koszykarki InvestInTheWest Enea Gorzów

medium_news_header_22561.jpg

- Witamy panią ponownie na koszykarskim parkiecie. To już drugi powrót po okresie macierzyńskim. Takie powroty są trudne?

- Na pewno nie jest łatwo, ponieważ nie dosyć, że trzeba odbudować formę sportową, to jeszcze lecą lata i z każdym sezonem jest ciężej dotrzymać kroku młodszym. Po pierwszym porodzie zdecydowałam się powrócić do gry jak najszybciej, ale okazało się, że organizm nie był jeszcze optymalnie na to przygotowany i grało mi się naprawdę ciężko. Dlatego po urodzeniu drugiego dziecka postanowiłam, że przerwa będzie dłuższa i odpuściłam poprzedni sezon. Teraz rozpoczęłam właśnie przygotowania i zobaczymy, jak one przebiegną. Najważniejsza jest praca nad własnym ciałem, przygotowanie go do dużego wysiłku fizycznego. Zresztą pierwszy, indywidualny etap takich przygotowań jest już za mną, a pomógł mi w tym trener Jerzy Chmielnicki. Teraz pracuję już z zespołem. Jeszcze niekompletnym, bo brakuje zagranicznych zawodniczek, ale to nie jest istotne. Najważniejsze jest dobre przepracowanie najbliższego okresu. Potem przyjdzie czas pracy nad zachowaniem się na boisku. Co prawda jestem doświadczoną zawodniczką, ale powroty zawsze charakteryzują się niepewnością. To nie jest tak, że grając kilkanaście lat nic już mnie nie rusza, nie zaskakuje. Każdy powrót to nowe emocje, które mi towarzyszą. Wierzę jednak, że będzie dobrze i szybko uda mi się powrócić do dobrej dyspozycji, aczkolwiek nie obiecuję, że od razu znajdę się w najwyższej formie. Obiecuję jednak dać w każdym meczu z siebie wszystko, gdyż chcę pomóc drużynie.

- Czy pani powrót wiąże się jedynie z miłością do koszykówki?

- Na pewno coś w tym jest, bardzo cieszę się z powrotu, ale także chciałabym się sprawdzić, czy stać mnie jeszcze na grę z najlepszymi. Decyzja jest mocno przemyślana, bo proszę zwrócić uwagę, że mam dwoje małych dzieci, które wymagają codziennej opieki. Gra zaś na ekstraklasowym poziomie oraz w europejskich pucharach to ogromne wyzwanie. To nie tylko treningi i mecze, to również długie wyjazdy. W moją karierę musiałam zaangażować całą rodzinę. Bez jej pomocy nie byłabym w stanie wrócić do sportu. Dlatego bardzo wszystkim dziękuję za tę pomoc.

- W ostatnich sezonach liga bardzo się wyrównała. Kiedyś mieliśmy 2-3 dominujące zespoły, teraz o medale walczy przynajmniej osiem. Oznacza to, że niemal w każdym spotkaniu trzeba wznieść się na wyżyny umiejętności. Starczy pani energii?

- Ja się bardzo z tego cieszę, bo to jest czynnik motywujący do ciężkiej pracy. Mało tego, rosnący poziom powoduje, że przez cały sezon trzeba się koncentrować, każdego rywala traktować z najwyższym szacunkiem. Dawniej rzeczywiście bywały mecze, które wygrywało się bez nadmiernego wysiłku. Teraz nikt nie dopisze do tabeli punktów za leżenie na parkiecie. Mam nadzieję, że energii mi wystarczy, jak i pozostałym koleżankom, bo mamy jasno postawiony cel walki o pierwszą czwórkę. Łatwo nie będzie, gdyż zagramy ponownie w europejskich pucharach a gra na dwóch frontach jest naprawdę trudna. O tym, jak sobie poradzimy, zadecyduje właśnie obecny okres przygotowań. Ważne będzie również zgranie. Mamy naprawdę sporo zawodniczek uznanych, ale z doświadczenia wiem, że na papierze nieraz wszystko wygląda fajnie, ale życie sportowe potrafi przynieść różne niespodzianki. Ja jednak jestem optymistką. Najważniejsze to szybkie zbudowanie dobrej atmosfery w szatni, które potem łatwiej będzie przenieść na parkiet.

RB