W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Pod koszem AZS AJP »
Cypriana, Justyny, Łucji , 26 września 2020

Chcemy grać o wysokie cele w lidze i w pucharach

2018-10-12

Przed rozpoczęciem sezonu rozmawiamy z trenerem InvestInTheWest Enea Gorzów Dariuszem Maciejewskim

medium_news_header_23004.jpg

- W pana zespole przed rozpoczęciem nowych rozgrywek doszło do sporych zmian kadrowych. Na co stać więc nasze koszykarki w tym sezonie?

- Dopiero się zgrywamy i najważniejsze w tym momencie jest to, by wygrywać, czasami mniejszą organizacją gry, ale większą determinacją. Nasze zawodniczki mają dość spore umiejętności indywidualne oraz spore doświadczenie na kluczowych pozycjach. Ta liga będzie bardzo trudna i wyrównana. Osiem, dziewięć zespołów będzie walczyło o pierwszą czwórkę i wynik przed play-off będzie bardzo istotny. My chcemy grać o wysokie cele, po to popracowaliśmy mocno nad zwiększeniem budżetu i to pozwoliło nam zatrudnić bardzo dobre zawodniczki. Wiadomo jednak, że to jest gra zespołowa i z pewnością będzie potrzeba czasu. Musimy zrobić wszystko, aby od początku grać zespołowo i bardzo ambitnie.

- Mówi pan, że chcecie grać zespołowo, ale nie zagraliście żadnego meczu przed startem ligi w pełnym składzie?

- Zgadza się, nie zagraliśmy żadnego spotkania w pełnym składzie, tak to jest w zawodowym sporcie. Były takie czasy w mojej karierze trenerskiej, gdy zbieraliśmy się w pełnym składzie na ponad miesiąc przed rozgrywkami, lecz wtedy nie mieliśmy takich indywidualności w drużynie. Teraz jest zupełnie inaczej, ale nie mam powodów do paniki. Kto ma wysokie umiejętności indywidualne i grał już na wysokim poziomie, to wtedy łatwiej daje się wkomponować w zespół. Jednak na pewno tydzień czasu w pełnym składzie to jest za mało i przydałoby się kilka gier. Nie mieliśmy jednak na to wpływu, gdyż toczyły się mistrzostwa świata.

- Wspominał pan, że osobiście spotykał się z koszykarkami i namawiał do gry w Gorzowie. To ma faktycznie kluczowy wpływ na decyzję zawodniczek o podpisaniu kontraktu?

- Myślę, że takie osobiste spotkania i rozmowy mają decydujący wpływ na podpisanie umowy. Z Ariel Atkins spotkałem się w czerwcu w Waszyngtonie, oprócz wizyt na jej meczach i treningach, rozmawialiśmy sporo. Miała ona dużo pytań, gdyż to jej pierwszy pobyt Europie. W czerwcu liga zawodowa dopiero startowała i nie była ona jeszcze tak znana, ale już wtedy wiedziałem, że chciałbym ją mieć w zespole. Decydujący był także głos jej menadżera, z którym długo już współpracujemy. Zależało mu, aby jako pierwszoroczniak Ariel trafiła do klub stabilnego, gdzie nie ma nerwowych ruchów. My akurat spełniamy te wymagania. Będąc w Stanach spotkałem się także z Sharnee Zoll- Norman, która także miała parę pytań i próśb, które nie były jakoś szczególnie wygórowane. Szybko także doszliśmy do porozumienia w sprawach finansowych. Amerykanka, co często podkreślała, ma wielki sentyment do Gorzowa, gdyż kilka lat temu tuż po ciężkiej kontuzji, daliśmy jej szansę gry. W Mińsku natomiast spotkałem się z zawodniczkami z Białorusi.

- Wspomniana Amerykanka Ariel Atkins będzie ważnym ogniwem w pana zespole. Widział pan ją na żywo w Stanach, a jak wygląda na treningu?

- Już w Stanach  jej gra  bardzo mi się podobała. Ona gra bardzo agresywnie, atakuje deskę, ma dynamiczne wjazdy pod kosz. Ma spore umiejętności, ale oprócz tego myślę, że kibicom będzie się podobać jej agresja i zaangażowanie oraz zdecydowanie w grze. Daliśmy jej dłuższą przerwę, aby porządnie wypoczęła przed startem ligi. Ariel ma ogromny potencjał, pokazuje to także na treningach i bardzo na nią liczę.

- Słowenka Annamaria Prezelj, którą widziałem na treningu, wygląda jakby wyraźnie zgubiła kilka kilogramów?

- Miała długą kontuzję pod koniec sezonu, ale wykonała ciężką pracę w okresie wolnym od gry, jest stale monitorowana. Zainwestowała w siebie, w dietetyka i widać efekty, gdyż jej waga przez ostatnie cztery miesiące zmniejszyła się wyraźnie. Zresztą wcześniej powiedzieliśmy jej stanowczo, iż musi zmienić nawyki żywieniowe. To bardzo otwarta dziewczyna, która przecież w młodym wieku opuściła swój kraj.

- Sharne Zoll-Norman przypomniała sobie już wszystkie taktyczne zagrania z przeszłości w gorzowskim klubie?

- Część na pewno, znamy się bardzo dobrze, wiemy, co Sharnee lubi grać i będziemy mieć z niej sporo pociechy. To prawdziwy zawodowiec z szerokim wachlarzem zagrań.

- W tym sezonie ponownie weźmiecie udział w europejskich pucharach, bogatsi o doświadczenia z ubiegłego roku. Jaki cel przed pana drużyną w tych rozgrywkach?

- W tamtym roku to było przetarcie, gdyż kilka lat nas nie było w europejskich pucharach. Było to zaznajomienie się ponowne z logistyką oraz kwestiami finansowymi udziału w takich rozgrywkach. Dodać należy, iż udział w pucharach jest bardzo ważny dla nas, jako klubu oraz dla zawodniczek. To jest ważny argument przy rozmowach o zatrudnieniu koszykarek, które chcą się w takich rozgrywkach pokazać. Co do drużyn, to faworytem naszej grupy jest Bydgoszcz, my natomiast chcemy wyjść z grupy do następnej rundy.

- W ubiegłym roku otrzymaliście od miasta wsparcie finansowe na udział w rozgrywkach europejskich. Czy w tym roku będzie podobnie?

- Wnioskowaliśmy do miasta o większą kwotę niż w ubiegłym roku i na razie czekamy na decyzję. Nie ma, co ukrywać, jesteśmy jedynym eksportowym zespołem w Gorzowie, który gra na poziomie międzynarodowym. Tym bardziej, że nie ma już przecież żużlowego Grand Prix.

- Sporo jest zawodniczek zagranicznych w pana zespole, mamy Amerykanki, Białorusinki, Litwinkę, Belgijkę, Słowenkę. Jaki więc język obowiązuje na treningach czy odprawach?

- Dominuje oczywiście język angielski, a z zawodniczkami z Białorusi czy Litwy, gdy dotyczy to ich indywidualnej gry oraz wskazówek, to rozmawiam po rosyjsku, gdyż studiowałem w Moskwie i znam bardzo dobrze ten język. Cały jednak trening odbywa się w języku angielskim.

- Jaka będzie rola Darii Stelmach w nowym sezonie. Czy faktycznie otrzyma więcej szans pokazania się?

- To jest fajna osoba z mocnym charakterem. Nie ma u niej strachu, często podejmuje ryzyko nie obawia się rzucać i myślę, że w tym roku będzie dużo grała. Życzę jej, aby się zrealizowała, tym bardziej, że to rodowita gorzowianka i jest od dawna w naszym systemie szkolenia.

- Do gry po urlopie macierzyńskim wraca Katarzyna Dźwigalska. Jak pan ocenia jej formę po dłuższej przerwie?

- To jest największy wojownik, jakiego spotkałem w swojej karierze w żeńskiej koszykówce. Niesamowicie ambitna, waleczna, wiele nadrabia tymi właśnie cechami. Nie jest jej łatwo po powrocie i to widać, ale nie ma takich sytuacji, że mówi trenerze chcę chwilkę odpocząć. Ona ma to we krwi, że wchodząc na parkiet walczy. Dużo zawodniczek się przewinęło przez nasz klub i gdyby ktoś grał z takim zaangażowaniem i ambicją oraz tak ciężko trenował jak Kasia, to byłby dużo dalej niż jest obecnie. O jej formę jestem spokojny.

- Panuje przekonanie w światku koszykarskim, iż zespół z Polkowice jest zdecydowanym faworytem nowego sezonu. A jak pan uważa?

- Myślę, że w pojedynczym meczu będzie można ich pokonać. Najgorzej będzie w trzech potyczkach już po rundzie zasadniczej. Polkowice mają wiele zawodniczek z ligi zawodowej oraz dobrego trenera. Nasza liga jest bardzo mocna i tak jak mówiłem jest kilka zespołów, które będą się liczyć w walce o medale.

- Zaangażował się pan w sprawę powstania nowoczesnej hali, której budowa się jednak oddala w czasie. Nie traci pan nadziei na jej powstanie?

- Cierpliwie czekamy. Nigdy na tak poważnym etapie nie było sprawy hali w Gorzowie. Nie jest to koncepcja, co trzeba wyraźnie powiedzieć, jest już ukończony projekt. Jest miejsce i to nie wirtualne, tylko przygotowane ze wszystkimi pozwoleniami. Kawał ciężkiej pracy wykonali ludzie, którzy tym się zajmowali. Hala, jeśli powstanie, będzie się podobać, będzie bardzo widowiskowa, będzie scena, jest wiele elementów bardzo dobrze przemyślanych, oraz fajne miejsce przy Słowiance.

- Dziękuję za rozmowę

Przemysław Dygas

Fot. Bogusław Sacharczuk