W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Pod koszem AZS AJP »
Eustachego, Faustyny, Renaty , 20 września 2019

Rozbite przez kontuzje dalej wygrywają. Medal w zasięgu ręki!

2019-04-14

Tego zapewne nie spodziewał się nikt. Pozbawione czterech zawodniczek nasze koszykarki po raz drugi wygrały we Wrocławiu.

medium_news_header_24545.jpg

Gorzowianki przystąpiły do kolejnego meczu play off bez wcześniej już kontuzjowanych Julii Rytsikawy i Darii Stelmach. Jakby tego było mało, dzisiaj nie mogła zagrać też Annamaria Prezelj, która wyśmienicie spisała się w sobotę. Już w trakcie niedzielnego spotkania do szpitala odwieziona została Ariel Atkins, nasza najskuteczniejsza koszykarka w całym sezonie. Przy takiej liczbie kontuzji żaden zespół nie miałby prawa podjąć walki na poziomie rywalizacji o awans do wielkiego finału mistrzostw Polski. Gorzowianki, mając w rezerwie tak naprawdę tylko dwie zawodniczki, tę walkę podjęły. I uczyniły to skutecznie, wygrywając po raz drugi.

Niedzielne spotkanie miało inny przebieg niż pierwsze. W sobotę obie drużyny zaimponowały niezłą skutecznością w pierwszej kwarcie, tym razem bardziej skupiły się na grze defensywnej. Wynik otworzyła Sharnee Zoll-Norman, z osobistych wyrównała Elina Dikeoulakou i taka wyrównana gra trwała przez całe dziesięć minut. Najwyższe prowadzenie osiągnęły gorzowianki, a było to w ósmej minucie, kiedy na tablicy wyników pojawił się rezultat 17:13. Nasz zespół już do końca tej odsłony nie potrafił jednak powiększyć dorobku punktowego, a miejscowe popisały się dwoma celnymi rzutami i mieliśmy remis 17:17.

Zaskakujący przebieg miała druga kwarta. Jej początek to dominacja wrocławianek. Po dwóch trafieniach Kariny Szybały i jednym Cierry Burdick gospodynie prowadziły już 24:19. W tym okresie nasze zupełnie nie radziły sobie, przede wszystkim zatraciły skuteczność i w 14 minucie, po kolejnych punktach Marissy Kastanek, zrobiło się 26:19 dla Ślęzy. Dopiero rzut zza linii 6,75 m Marii Papowej pozwolił na nowo uwierzyć gorzowiankom, że kosze nie zostały jednak zaczarowane. Co prawdę chwilę później podobnym trafieniem popisała się Dikeoulakou i mieliśmy 29:22 dla gospodyń, ale od tego momentu na parkiecie widzieliśmy tak naprawdę tylko jeden zespół. Przez kolejnych blisko pięć minut nasze zdobyły 17 punktów, a miejscowe tylko… jeden! To był cios wyprowadzony z dużą dynamiką i gdyby nie przerwa zapewne kolejne minuty dalej przebiegałyby pod dyktando gorzowianek.

Po zmianie stron miejscowe natychmiast starały się jak najszybciej odrobić straty, ale na każdy ich celny rzut podopieczne trenera Dariusza Maciejewskiego natychmiast odpowiadały. Wyrównana gra była na korzyść akademiczek, które cały czas starały się kontrolować wydarzenia na parkiecie. Nie było to łatwo, gdyż wrocławianki czyniły wszystko co w ich mocy, żeby zniwelować straty. W ich szeregach skuteczne były Kastanek i Burdick, u nas świetnie jednak radziły sobie Zoll-Norman i Papowa. Obie nie opuszczały parkietu nawet na sekundę i w obliczu braku Atkins wzięły na swoje barki ciężar gry. W całym meczu zdobyły 48 punktów (!)

W 27 minucie mieliśmy już 13 punktów przewagi (54:41), ale za sprawą Dikeoulakou, która w krótkim odstępie czasu zdobyła kolejnych pięć punktów zrobiło się już tylko 54:46. Trener Maciejewski natychmiast wziął czas na żądanie. Pod koniec trzeciej kwarty Ślęza podgoniła trochę i przed ostatnim fragmentem meczu każde rozstrzygnięcie było możliwe.

Ostatnie dziesięć minut to była już walka o wszystko. W 35 minucie mieliśmy 64:59 dla akademiczek i temperatura we wrocławskiej hali rosła z sekundy na sekundę. Minutę później było 68:61, po czym pojawiła się seria niecelnych rzutów z naszej strony, co natychmiast starały się wykorzystać gospodynie. Zbliżyły się na dystans pięciu punktów (68:63), ale kolejne akcje były już po naszej myśli. Zaś w końcówce mocno podenerwowane gospodynie pudłowały nawet w najbardziej dogodnych sytuacjach.

W środę, 17 kwietnia w Gorzowie odbędzie się trzecie spotkanie z udziałem obu drużyn. Do tego momentu najważniejsze jest, żeby przynajmniej część zawodniczek powróciła do zdrowia, bo trudno będzie dalej grać tak okrojonym składem.

Robert Borowy

Ślęza Wrocław - InvestInTheWest Enea Gorzów 65:72 (17:17, 13:22, 23:20, 12:13)

InvestInTheWest Enea:  Zoll-Norman 25, Papova 23, Linskens 10, Atkins 4, Dźwigalska oraz Juskaite 10, Fikiel.

Ślęza: Burdick 18, Kastanek 13, Udodenko 7, Palenikowa 4, Colson 2 oraz Dikeoulakou 14, Szybała 5, Miletlic 2.