W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Pod koszem AZS AJP »
Amandy, Jana, Juliana , 27 maja 2019

Walką zdobyły serca kibiców i uznanie fachowców

2019-04-30

Gorzowskie koszykarki InvestInTheWest ENEA, po dziewięciu latach, ponownie wywalczyły wicemistrzostwo Polski. Po raz trzeci w historii klubu i miasta.

medium_news_header_24665.jpg

- Każdy medal ma swój smak – mówi Katarzyna Dźwigalska, jedyna gorzowska koszykarka, która wywalczyła z naszym zespołem w sumie pięć medali na przestrzeni ostatnich jedenastu lat. Poprzednio nasze dziewczęta, nazywane kiedyś ,,sreberkami’’, po wicemistrzowskie tytuły sięgały w latach 2009-10. To był najlepszy okres w historii kobiecego basketu w Gorzowie, gdyż w 2008 roku mieliśmy brązowy medal, podobnie jak w 2011 roku. Przez cztery lata podopieczne trenera Dariusza Maciejewskiego nie schodziły więc z podium. Teraz na nie powróciły, ale zanim to nastąpiło przyszły trudniejsze chwile. Były sezony, w których nasz zespół grał na przetrwanie. Na szczęście od ubiegłego roku coś drgnęło. Już przed dwunastoma miesiącami aspiracje zespołu oraz szefostwa klubu nieśmiało ocierały się o awans do strefy medalowej, ale ówczesne występy w rundzie zasadniczej pokazały, że było to marzenie nierealne jeszcze do spełnienia. I rzeczywiście, po zajęciu siódmej pozycji gorzowianki trafiły na Wisłę Can Pack Kraków, z którą nie zdołały wygrać żadnego meczu. Po dwóch gładkich porażkach pod Wawelem, w naszej hali akademiczki podjęły walkę, lecz przegrały jednym punktem 84:85.

W tym sezonie było już zdecydowanie lepiej. - Ten miniony rok był dla nas bardzo trudny, nie wszystko wyszło tak jakbyśmy tego chciały – kontynuuje swoją ocenę kapitan zespołu InvestInTheWest ENEI Katarzyna Dźwigalska. – W decydujących fragmentach sezonu pokazałyśmy jednak charakter, każda z nas pokazała, że potrafi grać i wchodząc na parkiet walczyła do końca. Dla mnie osobiście był to wspaniały powrót po przerwie macierzyńskiej, a fakt, że odebrałam w imieniu zespołu puchar było niesamowitym przeżyciem, które długo zapamiętam. Zwłaszcza, że uczyniłam to w naszej hali, przy obecności fantastycznych kibiców – podsumowała.

Zanim jednak doszło do pięknej dekoracji i znakomitej atmosfery zbudowanej przez kibiców wszyscy musieli wykonać ciężką pracę. W przerwie letniej działacze głębiej sięgnęli do kieszeni, głównie sponsorów i zatrudnili aż siedem nowych koszykarek. Do Gorzowa przyszły Ariel Atkins, Maria Papowa, Kyara Linskens, Laura Juskaite, Katarzyna Fikiel, a także powróciły po przerwie Sharnee Zoll-Norman i wspomniana Katarzyna Dźwigalska. Ze starego składu pozostały jedynie Julia Rytsikawa, Annamaria Prezelj oraz Daria Stelmach, nie licząc młodzieży. Już pierwsze gry, nawet te towarzyskie, pokazały spory potencjał u większości nowych koszykarek. I choć w lidze nie zawsze układało się najlepiej, to nawet w wielu przegranych meczach drużyna pokazał spory potencjał. Nieźle spisywała się także w europejskich pucharach, dlatego przed fazą play off u wielu kibiców pojawiły się nadzieje na osiągnięcie dobrego wyniku. Pomimo, że zespół, podobnie jak przed rokiem, przystąpił do walki o medal z odległej siódmej pozycji.

- Rzeczywiście, rundę zasadniczą mieliśmy przeciętną, dlatego cieszę się, że dziewczyny uwierzyły w sens dalszej pracy, bo tylko takim działaniem mogliśmy powalczyć o coś więcej niż tylko honorowe zakończenie sezonu – mówi trener akademiczek Dariusz Maciejewski. – Chyba jeszcze nikomu nie zdarzyło się, żeby sięgnąć po srebrny medal z siódmego miejsca po fazie zasadniczej. Jest to wielki sukces całego gorzowskiego środowiska koszykarskiego. Nie tylko sztabu trenerskiego, dziewcząt, działaczy, ale wszystkich, bo to co potrafią dać od siebie choćby kibice jest niepowtarzalne – uważa.

W pamięci wszystkich interesujących się kobiecym basketem w pamięci zapewne pozostanie faza zasadnicza. To co wydarzyło się najpierw ćwierćfinałowej rundzie, potem półfinałowej, przejdzie do historii gorzowskiej koszykówki. Akademiczki zaczęły od spotkań z drugą po rundzie zasadniczej Energą Toruń i ruszyły rewelacyjnie, bo od dwóch zwycięstw w Grodzie Kopernika. Potem przytrafiła się porażka w Gorzowie, ale w czwartym meczu nasze ponownie wykazały swoją wyższość i w sumie pewnie awansowały do półfinału, choć już w tym momencie pojawiły się pierwsze kontuzje. Z gry wypadły Daria Stelmach oraz Julia Rytsikawa. Jak czas pokazał, ta pierwsza musiała przedwcześnie zakończyć sezon, druga z czasem powróciła do rywalizacji.

W walce o wielki finał nasze spotkały się ze Ślęzą Wrocław i ponownie dwukrotnie wygrały na wyjeździe. I to w bardzo trudnej chwili, kiedy pojawiły się kolejne urazy. W stolicy Dolnego Śląska pecha miały Annamaria Prezelj i Ariel Atkins. Mocno osłabione gorzowianki potrafiły jednak się zmobilizować i nie wypuściły już z rąk wielkiej szansy. Awans do finału to był ogromny sukces, jak spojrzymy na okoliczności, w jakich został odniesiony.

Oczywiście, apetyt zawsze rośnie w miarę jedzenia i skoro osiągnęło się tak dużo, jak finał mistrzostw Polski, to zawsze chciałoby się ten finał wygrać. Niestety, nie tym razem. Gorzowianki musiały uznać wyższość obrończyń mistrzowskiego tytułu z Polkowic. Ekipa CCC była zdecydowanie najlepsza na przestrzeni całego sezonu. Przegrała tylko dwa mecze w rundzie zasadniczej, ani jednego zaś w play off.

- Kiedy odbierałem z zespołem srebrny medal długo nie mogłem pozbierać myśli, ponieważ to co się działo w ostatnich tygodniach zapamiętam chyba do końca życia – mówi Krzysztof Kielec, prezes głównego sponsora klubu, czyli Kostrzyńsko-Słubickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej oraz prezes klubu. – Kiedy w rundzie rewanżowej fazy zasadniczej nie szło nam najlepiej musieliśmy skoncentrować się na play off, a tutaj najważniejsze było ominięcie we wcześniejszej fazie ekipy z Polkowic. To nam wyszło, spotkaliśmy się z nią dopiero w finale. To była zdecydowanie najlepsza drużyna w lidze i przegrać z nią nie było wstyd. Uważam, że wywalczenie wicemistrzostwa Polski, jak i wcześniejszy dobry występ w europejskich pucharach, każe mi wysoko ocenić miniony już sezon – dodał.

Krzysztof Kielec, jak i inni działacze nie kryją satysfakcji, że po dziewięciu latach udało się ponownie wprowadzić gorzowską koszykówkę kobiet na salony. To nie było łatwe, wszyscy pamiętamy, jak nasz zespół grał o przetrwanie, jak przed trzema laty drużyna nie zakwalifikowała się nawet do play off.

- Pamiętam, jak na początku kadencji borykaliśmy się z zaszłościami, ale zapewne nic byśmy nie zrobili bez pomocy całego gorzowskiego środowiska koszykarskiego. My przejęliśmy tylko pałeczkę, ponownie przeprowadziliśmy drużynę przez wyboisty odcinek drogi i dzisiaj wszyscy wspólnie cieszymy się z dużego sukcesu. To jest również sygnał dla wszystkich, którzy czekali na powrót dobrych wyników, że warto przyjść do nas, bo razem będzie łatwiej dalej budować, jeżeli chcemy pozostać w ścisłej czołówce na kolejne lata – kończy.

Dodajmy jeszcze, że po srebrne medale, z niewymienionych wcześniej zawodniczek, sięgnęły jeszcze Wiktoria Keller, Paula Duchnowska, Olga Trzeciak i Karolina Matkowska. Trenerowi Dariuszowi Maciejewskiemu pomagali Robert Pieczyrak i Janusz Kopaczewski. W sztabie medycznym najważniejsze rolę pełnili lekarz Sławomir Dziobiak czy fizjoterapeuta Radosław Kownacki, a kiedy trzeba było pomocy udziełał też Konrad Wieczorek. Warto wspomnieć o wiceprezesach klubu. Jest ich czterech, każdy zajmuje się swoją ,,działką''. Są to Roman SondejMichał Kugler, Mirosław Rawa i Robert Pieczyrak. Jest też Hubert Harasimowicz, członek zarządu. Rola wszystkich w osiągnięciu sukcesu również jest godna podkreślenia. Oczywiście ludzi, którzy wnieśli swoje cegiełki w sukces koszykarek jest dużo więcej, dlatego wszystkim należą się gromkie brawa i wielkie gratulacje. Osobne słowa podziękowania trzeba skierować w stronę fantastycznych kibiców, którzy od kilkunastu lat stanowią jeden z najważniejszych fundamentów funkcjonowania wspaniałej drużyny. Bez kibiców o kobiecym baskecie w Gorzowie zapewne już tylko czytalibyśmy w archiwalnych wydaniach gazet.

Robert Borowy

Fot. Bogusław Sacharczuk