W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Leśnym tropem »
Emila, Laury, Rogera , 14 listopada 2018

Msza hubertowska w dniu patrona myśliwych

2018-11-02

Tradycja nakazuje, aby 3 listopada myśliwi, leśnicy oraz jeźdźcy szczególnie ten dzień uczcili. To święto patrona ludzi związanych z lasem – św. Huberta.

medium_news_header_23191.jpg

- My w tym roku obchodzimy święto patrona Mszą Hubertowską w kościele pw. Pięciu Braci Męczenników w Gorzowie. To nasza tradycja – mówi łowczy okręgowy Wojciech Pawliszak. I dodaje, że takie msze, w oprawie łowieckiej, w obecności ważnych dla myśliwych sztandarów odbywają się co roku. W tym roku myśliwska brać spotyka się ma na Mszy Hubertowskiej 4 listopada.

Patron z ciekawą historią

- Nasze święto nierozerwalnie związane jest z osobą św. Huberta, patrona myśliwych, leśników oraz jeźdźców – zaznacza Wojciech Pawliszak i dodaje, że sama postać ma bardzo ciekawą historię.

Jak chcą źródła – legendowe, ale i historyczne, Hubert żył naprawdę. Rzecz cała działa się około 1300 lat temu na terenie dzisiejszej Belgii. Wywodził się z potężnego i możnego królewskiego rodu Merowingów i był kimś bardzo znacznym na dworze króla Thierry III. Jego żoną była córka Pepina z Heristal. Para wiodła uporządkowane życie, ale po sześciu latach małżeństwa coś się zmieniło. Żona Huberta musiała pojechać do chorej matki, a on został sam. No i stało się, zmienił swoje życie. Zasmakował w biesiadach i polowaniach bez umiaru. Nie przestrzegał nawet zasady, by dzień święty święcić.

Aż przyszedł ten szczególny dzień. Różne źródła podają, że to Boże Narodzenie mogło być lub Wielki Piątek. Hubert ruszył na polowanie w lasy Gór Ardeńskich. Szczególne miało być – konno na jelenie. I nagle oczom myśliwych ukazał się olbrzymi biały jeleń – dziesiątak. Huber ruszył w pogoń za zwierzęciem. Nagle jeleń zatrzymał się na polanie. Także koń Huberta stanął. Po króciutkiej chwili Hubert zauważył, że pośrodku wieńca jeleniego żarzy się świetlisty krzyż. Jeleń zapytał księcia, czemu niepokoi zwierzęta, a nie dba o zbawienie duszy. Wówczas Hubert padł na kolana i zapytał, co ma robić. Jeleń odrzekł - Jedź do Maastricht, do mego sługi Lamberta, on powie ci, co masz uczynić. Książę tak uczynił. Został najpierw księdzem, a po śmierci Lamberta, biskupem diecezji Maastricht i Liege. Hubert zmarł około roku 727. Krótko po śmierci został kanonizowany i jako święty, ustanowiony został przez Kościół patronem myśliwych. Ciało Huberta było wielokrotnie ekshumowane. Ostateczna przeprowadzka szczątków Huberta do bazyliki w miasteczku dziś noszącym nazwę Saint Hubert miała miejsce prawdopodobnie 3 listopada. Inne źródła podają, że 3 listopada to dzień śmierci Huberta. W każdym razie to właśnie ten dzień jest świętem podopiecznych Huberta – myśliwych. Cudowna stuła biskupa do dziś przechowywana jest w Saint Hubert, zaś grób dawnego myśliwego to współcześnie cel pielgrzymek braci łowieckiej z całej Europy.

Inni święci też są

Mało kto wie jednak, że św. Hubert to nie jedyny patron myśliwych. Mają oni jeszcze dwóch, znacznie słabiej znanych, ale jednak. Drugim w kolejności patronem jest św. Eustachy. W jego przypadku nie ma potwierdzonych źródeł, są tylko legendy. I one mówią, że zanim się nawrócił na chrześcijaństwo, był on generałem cesarza Trajana o imieniu Placidus – Placyt. Podczas polowania na jelenia pomiędzy Tibur a Praeneste zobaczył w rogach jelenia krzyż. Po tym zdarzeniu nawrócił się i ochrzcił razem ze swoją rodziną, wtedy też przyjął imię Eustachy. Spotkała go seria nieszczęść sprawdzających jego wiarę: stracił majątek, jego służący poumierali na zarazę, podczas podróży morskiej została porwana jego żona, a gdy przechodził przez rzekę z dwoma synami, jego dzieci zostały porwane przez wilka i lwa. Eustachy jednak nowej wiary nie stracił. Odzyskał swoją rodzinę i wcześniejszą pozycję. Ponieważ odmówił złożenia pogańskiej ofiary, został razem z żoną i synami skazany, przez cesarza Hadriana, na śmierć. Najpierw został rzucony lwom na pożarcie, ale ponieważ one nie wyrządziły mu szkody, został upieczony w rozżarzonym byku (lub wole) z brązu.

A trzecim z kolei patronem jest Św. Bavon. Też postać bardziej z legendy. Był on wielkim pasjonatem łowów z ptakami łowczymi. Pewnego dnia oskarżono go o kradzież niezwykle cennego sokoła - białozora. Kara mogła być jedna – śmierć. Bavon stał już pod szubienicą, gdy nagle wprost z chmur spłynął na ziemię rzekomo ukradziony ptak. Sokół usiadł mu na ramieniu. Był to oczywisty znak niewinności. Bavon, pod wpływem wydarzenia nawrócił się i został zakonnikiem. Kanonizowano go szybko po śmierci. Incydent z rzekomo skradzionym białozorem i późniejsza przemiana duchowa sprawiły, że Kościół ogłosił go patronem sokolników.

Kapliczki hubertowskie w okolicy

- W samym Gorzowie nie mamy żadnej kapliczki hubertowskiej, ale w okolicy trochę się znajdzie – mówi Wojciech Pawliszak.

Najbliższa jest w Mosinie. Kolejną można znaleźć w Świecku, tuż przy granicy. No i jeszcze jedna, najbardziej chyba popularna jest przy leśniczówce Okno, przy kąpielisku nad jeziorem Okunino oraz przy wlocie na Szlak Dębów. We wszystkich tych kapliczkach umieszczono postać najbardziej znanego patrona – św. Huberta.

Myśliwi mają też swój kościół, mieści się on w Lubiewie. – Tam cały wystrój jest w stylu myśliwskim. Ma nawet Drogę Krzyżową wyrzeźbioną w łopatach daniela – opowiada łowczy okręgowy. Poza tym świątynię zdobią żyrandole z poroża jeleni. Zresztą taki wystrój dominuje w całym kościele.

roch