W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Leśnym tropem »
Biny, Damazego, Waldemara , 11 grudnia 2018

Opowieść o wilku, którego częściej można spotkać w lesie

2018-11-16

Żyje w watahach, przemieszcza się po województwie i coraz częściej daje znaki, że jest. Wilk.

medium_news_header_23305.jpg

Drapieżnik, którego należy się bać i który zaczyna być utrapieniem dla leśników i myśliwych.

- Myśliwi do wilków nie strzelają i raczej nie przypuszczam, że tak się stanie – mówi Wojciech Pawliszak, łowczy wojewódzki. Tłumaczy, że wilki w lesie są bardzo pożytecznym gatunkiem, ale potrzeba jest mądrej gospodarki dotyczącej tej populacji, bo za chwilę, czyli w perspektywie najbliższych lat, wilki mogą stać się poważnym problemem. – Już powoli robi się tak, że wilka można spotkać za każdym wyjściem do lasu, a sarny nie. I boję się, że za jakieś 10 lat może być tak, że właśnie sarnę oglądać będziemy na obrazku, jak dziś zająca – dodaje Wojciech Pawliszak.

Grup rodzinnych mamy ze 30

- Wilki w województwie są, można je spotkać na całym terenie. Z naszych wyliczeń wynika, że jest to około 30 grup rodzinnych – mówi Tomasz Kozłowski, specjalista ds. szacowania szkód powodowanych przez zwierzęta objęte ochroną z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gorzowie. I natychmiast zastrzega, że raczej nie powinno się przeliczać w matematyczny sposób liczby tych drapieżników, ponieważ każda rodzina, każda wataha jest różnie liczna. Poza tym na terenie województwa pojawiają się też wilki, które migrują spoza lubuskiego i dzieje się to na wszystkich wojewódzkich granicach. Jedynie duże rzeki mogą być przeszkodą dla tych zwierząt. Tomasz Kozłowski żartuje, że gdyby wilki były zmuszone do przepłynięcia rzeki, to może by to zrobiły, ale jak mają do wyboru przekroczenie rzeki po moście, to raczej wybiorą tę suchą drogę.

Bać się czy nie bać tego drapieżnika?

- Człowiek powinien wilków się bać. To jest duży drapieżnik i nigdy nie wiadomo, jak się zachowa. Fakt jest taki, że wszystkie dzikie zwierzęta boją się człowieka, z jednym zastrzeżeniem, nigdy nie wiemy, czy rzeczywiście ten wilk jest dziki, czy nie miał kontaktów z człowiekiem, bo wówczas zupełnie nie wiadomo, jak zareaguje – opowiada Tomasz Kozłowski.

Okazuje się, że dzikie zwierzęta, które nie miały jakichkolwiek kontaktów z człowiekiem, uciekają przed nim. Bywa, że wilki uciekną, zanim człowiek je zobaczy. Odstępstwem od tej normy jest wcześniejszy kontakt z człowiekiem.

Kontakt z człowiekiem wilk może mieć na kilka sposobów. – Może się zdarzyć, że szczeniaki wilka były w jakiś sposób chowane właśnie przez ludzi, a potem wyrzucone do lasu. Wilki mogą mieć kontakty z człowiekiem przez ich dokarmianie. Nieświadome to wyrzucanie resztek pożywienia do lasu. Świadome, to urządzanie specjalnych nęcisk z jedzeniem, tak aby zrobić znakomite zdjęcia. Smutne jest to, że właśnie takie nęciska powstają między innymi po to, aby sprowadzać zagranicznych turystów zainteresowanych dobrymi zdjęciami drapieżników – wylicza Tomasz Kozłowski. Do listy zwierząt, które mogą się nie bać człowieka zalicza także przypadki zwierząt chorych, odrzuconych przez rodzinę, które szukają swojego miejsca w lesie.

On ucieknie, czy ja ucieknę?

Tomasz Kozłowski tłumaczy, że można poznać, czy dany drapieżnik miał kontakt z człowiekiem i raczej się go nie boi. – Proszę sobie wyobrazić sytuację taką, że człowiek spotyka wilka w lesie. Widzą się na około 200 metrów. I co? Człowiek robi krok w stronę drapieżnika albo wykonuje jakiś gest odstraszający ręką, a on ucieka. Wówczas mamy pewność, że to taki, który nie miał kontaktu z człowiekiem. Sytuacja się komplikuje, kiedy wilk zachowa się inaczej, czyli zacznie się zbliżać. Wówczas mamy jasność, że to taki, który człowieka się nie boi – mówi Tomasz Kozłowski.

Jak się zachować w tej drugiej sytuacji? Specjalista tłumaczy, że to z kolei zależy, czy spotyka się z drapieżnikiem grupa, czy też pojedynczy turysta lub grzybiarz. – Grupa działa tak, że ktoś się organizuje do obrony, ktoś dzwoni po pomoc, a ktoś wpada w panikę i zaczyna krzyczeć. I to w zasadzie powinno wystarczyć, wilk powinien się wycofać. Natomiast w przypadku, kiedy to jest pojedynczy człowiek, to trzeba spokojnie, bardzo spokojnie zacząć się wycofywać. Nie należy uciekać, bo w pojedynku wilk kontra człowiek, człowiek zwyczajnie nie ma szansy – mówi Tomasz Kozłowski.

A jednak zdarzył się atak

Choć wilki generalnie jednak jeszcze unikają kontaktu z człowiekiem, to kilka miesięcy temu doszło do nieszczęścia pod Drezdenkiem. Wilk zaatakował kobietę i dotkliwie ją pogryzł. – To właśnie przypadek, kiedy człowiek dokarmiał wilka. Otóż ten drapieżnik żywił się resztkami wyrzucanymi przez człowieka stale w jedno miejsce. No i ten wilk traktował to miejsce jako swoją stałą miskę. Zdarzyło się, że w tym swoim miejscu spotkał człowieka, którego potraktował jako rywala – mówi Tomasz Kozłowski.

Szczęściem, ofiara ataku przeżyła, choć czeka ją długie i skomplikowane leczenie. – Natomiast z przeprowadzonej sekcji zwłok drapieżnika wynikło, że był karmiony przez człowieka. Po pierwsze, był otyły, co się u drapieżników zwyczajnie nie zdarza. Po drugie miał kamień nazębny, co jest kolejnym dowodem na to, że żywił się resztkami – wylicza Tomasz Kozłowski. I dodaje, że w tym konkretnym przypadku całej tragedii winny jest jednak człowiek.

Okazuje się, że w chwili obecnej trzeba myśleć o takich rzeczach, na które się do tej pory nie zwracało uwagi. – Mamy w lasach coraz więcej parkingów leśnych, na których są ustawione kosze na śmieci. Zwykle są to proste obręcze z workami foliowym. No i jaka to jest przeszkoda dla drapieżnika, który zwęszy resztki jedzenia? Żadna. Co tam mówić o wilkach. Przecież w lasach żyją też inne drapieżniki, jak lisy, kuny, borsuki, nawet ptaki potrafią szperać w takich śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia. Zdaniem specjalistów w lasach powinny być śmietniki skrzynkowe z klapami zamykającymi. I uczciwie trzeba przyznać, że takie też się spotyka, ale rzadko – tłumaczy Tomasz Kozłowski.

Las to wilcze środowisko

- Gdzie ma być wilk, jak nie w lesie? To my ludzie wchodzimy do jego naturalnego miejsca, do jego domu. I dlatego też znów można postawić pytanie, czy się wilka bać – mówi Tomasz Kozłowski. Podobnie mówią także myśliwi, którzy podkreślają, że obecność wilków w lesie jest bardzo ważna. – Przecież wilki eliminują pogłowie zwierzyny w lesie – dodaje Wojciech Pawliszak.

Ale są też problemy z dużym pogłowiem wilka w lasach. – Obserwujemy, że zwierzyna w lesie przesunęła się w stronę pól i terenów podmiejskich. Stąd obecność jeleni choćby za gorzowskim Tesco czy pobuchtowane przez dziki trawniki w okolicach Słowianki. Zwierzyna szuka zwyczajnie spokojniejszego miejsca – opowiada łowczy wojewódzki.

Mimo tego jednak nie ma szans, aby wilk znalazł się na liście gatunków, do których się strzela. - Myśliwi do wilków nie strzelają i raczej nic nie wskazuje, aby to się miało zmienić – podkreśla Wojciech Pawliszak. – Zdaniem Polskiego Związku Łowieckiego wilki to bardzo cenny gatunek. Ale pojawia się naturalne pytanie o możliwości wykarmienia wilków oraz o to, jak tą populacją zarządzać – mówi łowczy.

Las się kurczy, łąk przybywa, polityka potrzebna

Problemem jest to, że nie przybywa terenów leśnych. Z łąk i pól giną naturalne zakrzaczenia, tak zwane remizy, gdzie mogą się schować mniejsze zwierzęta. – Monkultury są coraz większe, dlatego mała płowa zwierzyna zaczyna szukać swego miejsca w okolicach miast. I kiedy gminy zaczynają nas prosić o odstrzał dzików, to ja pytam, co gminy zrobiły choćby z tym, żeby dzikiej zwierzyny nie dokarmiać – mówi Wojciech Pawliszak.

Łowczy dodaje, że na już jest potrzebna mądra polityka wobec populacji wilków. – Na razie nikt nie myśli, co będzie, jak wilk już zje zwierzynę w lesie, to pójdzie po zwierzęta gospodarskie. I co wówczas? Nie wiem, czy myśliwi zdecydują się strzelać do wilków. Nie przypuszczam. My nie jesteśmy od strzelania prewencyjnego, a od zachowania gatunków i hodowli zwierząt. Dlatego też myśliwi nie strzelają do wilków – mówi Wojciech Pawliszak.

I dodaje, że organizacji i służb, które powinny zająć się populacją wilków, jej kontrolą, utrzymaniem na właściwym poziomie, czyli takim, który nie zagraża zarówno zwierzynie płowej, jak i zwierzętom gospodarskim jest całe mnóstwo. A że sprawa zaczyna się robić paląca, to myśliwi już o tym wiedzą.

Renata Ochwat

Fot. Tomasz Kozłowski