W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Leśnym tropem »
Arety, Marty, Marcina , 24 października 2019

Każda pora roku jest tutaj wyzwaniem

2019-07-18

Lato to dostarczanie wody zwierzynie oraz trzymanie jej z dala od pól. Zima to uzupełnianie soli w lizawkach i udostępnianie naturalnego żeru zwierzynie w okresach śnieżnych zim.

medium_news_header_25310.jpg

- Zawsze jest co robić w obwodzie. My przede wszystkim dbamy o zwierzęta żyjące w naszych łowiskach – mówi Wojciech Pawliszak, łowczy okręgowy. Jak się tak przyjrzeć zajęciom myśliwych, to okazuje się, że pracy mają w lasach na cały rok.

Susza rolnicza dotyka też zwierzynę leśną

Ostanie suche lata powodują, że wody brakuje także w lasach. Cierpi na tym zwierzyna i to bardzo dotkliwe w takich kompleksach, gdzie brak naturalnych źródeł wody. – Widzimy to zwłaszcza na terenie Puszczy Noteckiej czy w okolicach Lubniewic. Tam brak jest naturalnych cieków wodnych i istnieje potrzeba budowania wodopojów – tłumaczy Wojciech Pawliszak. No i takie wodopoje budują myśliwi, którzy dzierżawią słabe obwody, cierpiące na niedobory wody. Na czym polega budowa wodopojów dla spragnionej zwierzyny? Myśliwi wykopują w terenach leśnych zbiorniki, w których zbiera się deszczówka lub woda dowożona beczkowozem. A co w przypadku, kiedy trwa długotrwała susza lub przychodzą takie upały, kiedy temperatura sięga około 40 stopni? – Niestety, wówczas także i my jesteśmy bezradni. Wtedy woda wysycha nawet w tych sztucznie wybudowanych przez myśliwych wodopojach. My nie mamy innej możliwości dostarczania wody do lasu – mówi Wojciech Pawliszak.

Zwierzyna szuka wody

Podczas tak upalnych dni, podczas suszy zwierzyna szuka ochłody oraz wody do picia w bagnach, na podmokłych terenach, których zresztą też zaczyna brakować.

Jak tłumaczy łowczy okręgowy, winna w dużym stopniu takiej sytuacji jest nieumiejętne gospodarowanie wodą na terenach rolniczych. – Gospodarka rolna - wielkoobszarowa spowodowała to, że zniknęły z krajobrazu rolniczego oczka wodne oraz naturalne remizy śródpolne, czyli takie zakrzaczenia, zadrzewienia, które dawały cień i też zatrzymywały wodę – mówi Wojciech Pawliszak. Likwidację tych naturalnych źródeł wody prowadzono niejednokrotnie bez zastanowienia, a konsekwencje dla środowiska naturalnego są nieodwracalne. Takie działania zwiększają wprawdzie powierzchnie upraw i pomagają w ich obrabianiu, ale spowodowały pustynnienie obszarów rolnych, bo bez zakrzaczeń i zadrzewień ziemia łatwo ulega erozji wietrznej– mówi Wojciech Pawliszak. I dodaje, że ma to wpływ na poziom wód gruntowych, także w lesie.

Bóbr jako ratunek…

W tej coraz poważniejszej sytuacji z pomocą przychodzi populacja bobrów. – Na szczęście go mamy – mówi Wojciech Pawliszak. I tłumaczy, że bobry robią bardzo dobrą robotę w zakresie małej retencji, czyli tworzenia małych, naturalnych zbiorników zatrzymujących wodę. – To, czego człowiek nie robi jeśli chodzi o wodę w środowisku naturalnym, robią za niego bobry – mówi łowczy. Ale i na jednym oddechu dodaje, że z drugiej strony bobry robią też niesamowite szkody w środowisku tam, gdzie jest ich zwyczajnie za dużo.

Okazuje się, że z bobrami jest tak, jak z każdym gatunkiem zwierząt  tam, gdzie jest ich za dużo, trzeba liczyć się z konsekwencjami ich obecności, a tam, gdzie są przydatne, trzeba o nie dbać. I tak jest w parkach narodowych, w obszarach chronionych. – Właśnie na tym polega gospodarka łowiecka, aby dbać o równowagę w przyrodzie, w środowisku, w ekosystemach – leśnym, rolnym i wodnym – zaznacza Wojciech Pawliszak.

Zimą też jest to robić

Myśliwi nie odpoczywają także zimą. – Nie dokarmiamy już zwierzyny tak intensywnie jak kiedyś, bo nie ma u nas takiej potrzeby. Natomiast stale uzupełniamy sól w lizawkach – tłumaczy Wojciech Pawliszak. I dodaje, że jeśli wystąpiłby zimy jak dawniej, z mrozami i masywnymi opadami śniegu, to wówczas myśliwi będą odsłaniać naturalne pokłady karmy w lesie, ale ostatnio to nie ma miejsca. – Ilość karmy, jaką się wywozi do lasu, systematycznie maleje. Czynniki takie jak Afrykański Pomór Świń spowodują, że dojdziemy do takiej sytuacji, że zupełnie zaprzestaniemy dokarmiać zwierzynę w lasach– mówi Wojciech Pawliszak.

Póki co myśliwi muszą nęcić dziki na specjalnie do tego celu przygotowanych pasach, które mają zadanie odciągnąć te zwierzęta od pól, gdzie wyrządzając szkodę w uprawach i płodach rolnych, czym stwarzają konflikty na linii przyroda-człowiek.

Tak więc, jak widać myśliwy ma co robić przez okrągły rok.

roch