W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Leśnym tropem »
Fabioli, Miły, Sebastiana , 20 stycznia 2020

Jak ASF, to po ratunek do myśliwych

2019-12-16

Rozmowa z Wojciechem Pawliszakiem, łowczym okręgowym Polskiego Związku Łowieckiego w Gorzowie

medium_news_header_26545.jpg

- Panie łowczy, ASF u bram?

- Nie u bram, ale już jest. Afrykański Pomór Świń dotarł do Polski w 2014 roku. Spodziewaliśmy się, że dotrze do nas, ale nie że w listopadzie tego roku.

- Co to znaczy dla województwa?

- Przede wszystkim w części południowej naszego województwa, czyli okolice Sławy (powiat wschowski) została wyznaczona strefa czerwona skażona, w której obowiązuje całkowity zakaz wstępu do lasu. Oznacza to, że nie wolno nie tylko iść w tym terenie na grzyby, ale ograniczone są też prace leśne związane z wycinką drzew i wywozem drewna. Do tego dochodzi także całkowity zakaz polowań na tym terenie. I nie ma w tym nic nadzwyczajnego, po prostu wygrodzono „strefę ciszy” po to, aby chore dziki, które miały kontakt z wirusem, spokojnie dokonały swego żywota. Potem trzeba będzie zebrać tam zwłoki padłych dzików, pobrać próbki do badań na obecność wirusa, a następnie je zutylizować.

- A w okolicach Gorzowa jak to wygląda?

- Aktualnie cały obszar byłego województwa gorzowskiego objęty jest strefą WAMTA, czyli obszarem działań średnioterminowych związanych ze zwalczaniem ASF. Należy mieć jednak na uwadze, że oddalona od Gorzowa Wlkp. o niespełna 20 km gmina Międzyrzecz objęta jest już strefą ochronną (żółtą). Jest to na tyle blisko, że można się spodziewać w każdej chwili rozszerzenia stref objętych restrykcjami. Jest to uwarunkowane głównie wystąpieniem kolejnych przypadków afrykańskiego pomoru świń potwierdzonych laboratoryjnym badaniem na obecność wirusa ASF. Obecnie, pomimo tego, że dzika chcemy mieć w łowisku, bo on jest pożyteczny, jesteśmy zmuszeni strzelać do praktycznie każdego, który pod lufę podejdzie. Jeśli nie strzelimy, to mamy świadomość, że za jakiś czas trzeba będzie zebrać w lesie zwłoki padłego zwierzęcia i przekazać do utylizacji.

- To strasznie brzmi. Straszna historia.

- Historia, która już w Europie jest znana, właściwie to już na całym świecie. Afrykański Pomór Świń, jak sama nazwa wskazuje, zaczął się od Afryki. Do wschodnich obszarów naszego kontynentu przywędrował na statku ze zlewkami. I tak to się rozwija. Idzie od ściany wschodniej do nas. W Polsce ASF nie jest rzeczą nową. Od lipca 2014 roku zmagamy się z tą chorobą. Hiszpanie zmagali się 15 lat. I niestety, była konieczność wybicia wszystkich stad świń i redukcji pogłowia dzików. Potem wprowadzono okres karencji. Dopiero po kilku latach uruchomiono od nowa hodowlę i świń, i dzików.

- Myśli pan, że u nas ten scenariusz też się może wydarzyć?

- Ciężko prorokować. Natomiast patrząc na to, co się dzieje, choćby na ostatni przeskok ogniska choroby o 350 km, to nie wygląda to zbyt ciekawie. Nie do końca zrozumiałe jest to, że dzik zarażony wirusem ASF przemieścił się na tak duży dystans, a potem się przewrócił przy drodze. Taki przypadek ewidentnie wskazuje, że wektorem przemieszczania się wirusa był człowiek i jego nieodpowiedzialne działanie. Jest jeszcze jedna ewentualność, że wirus ASF już od pewnego czasu u nas występuje, ale nie zaobserwowano masowych upadków dzików, co znając przebieg choroby jest raczej mało prawdopodobne.

- Czyli teraz wszyscy myśliwi mają obowiązek strzelania do dzików?

- Nas nie trzeba zmuszać do polowań na dziki. Mamy świadomość zagrożeń wynikających z pojawienia się ASF na terenie naszego kraju, więc realizujemy planowe odstrzały i odstrzały sanitarne. Ale czy tak naprawdę jesteśmy w stanie wystrzelać wszystkie dziki? Moim zdaniem nie. Czynników wpływających na fakt, że dzików jest coraz więcej nie należy szukać po stronie kół łowieckich, ale spojrzeć na sprawę ze strony biologii gatunku. Coraz lepsza dostępność żeru w postaci ogromnych areałów kukurydzy stanowiących nie tylko źródło wysokobiałkowego pożywienia, ale również miejsc całorocznego pobytu i poczucie bezpieczeństwa, brak mroźnych i śnieżnych zim, które były zawsze regulatorem pogłowia dzika zwłaszcza warchlaków, ale również zwiększona płodność dzików – dwa mioty w roku i wczesne dojrzewanie płciowe samic. To jeszcze nie koniec, są jeszcze miejsca gdzie polować nie można, czyli tereny wyłączone z obwodów łowieckich. Tam się nie poluje, a dzik się tam rozmnaża. Co jednak możemy zrobić w strefach czerwonych, gdzie obowiązuje zakaz polowań? Tam nie ma czasowo żadnych polowań, a zwierzyna, która tam bytuje wyrządza szkody. Bo przecież są jeszcze jelenie i sarny, które też powodują szkody na polach. Rolnicy już się martwią, kto im to zrekompensuje. Zgodnie z ustawą za szkody wyrządzone przez zwierzęta łowne płaci dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego, więc na wiosnę z pewnością zrodzi to konflikty. Ostatnio wiele słychać w mediach o ASF i protestujących rolnikach wykorzystujących hasła „myśliwi nie radzą sobie z ASF!”. A przecież ASF to nie jest problem tylko myśliwych, a problem wszystkich Polaków, a nawet mieszkańców całej Unii Europejskiej. Bez myśliwych  nie da się skutecznie walczyć z ASF i nie można przypisywać samych złych rzeczy myśliwym.

- Na przykład?

- Popatrzmy co się stało z ustawą – prawo łowieckie, która została znowelizowana właśnie pod dyktando „ekoaktywistów”. Wprowadzono zakaz uczestnictwa dzieci w polowaniach, zakaz prowadzenia konkursów i prób z psami, zwiększono odległości polowania od budynków. A teraz myśliwi są potrzebni, wręcz nieodzowni. Inny przykład, to choćby to, co się ostatnio wydarzyło w mieście. Mam na myśli odstrzał dzików przy ul. Błotnej. Otóż od ponad roku trwa wzmożony odstrzał dzików w mieście. Bo to jest problem. Dzik w mieście stwarza zagrożenie dla ruchu komunikacyjnego, ale również niszczy mienie mieszkańców. Był przypadek, kiedy „elka” na Bierzarina uderzyła w lochę, a niedawno nieopodal tego miejsca co wcześniej mazda najechała na potężnego odyńca. Do kasacji poszły oba pojazdy, na szczęście kierowcą nic się nie stało. Było już w mieście kilka stłuczek, kiedy sarny czy dziki wpadały na samochody. Zwierzęta powodują szkody na ogródkach działkowych, w przydomowych sadach i na trawnikach. Wystarczy się przejść tuż obok Słowianki. Całe trawniki są pobuchtowane. No i pojawia się pytanie – co z tym dzikiem zrobić. Były zarządzone odłowy. Miasto wydało mnóstwo pieniędzy. Dziki odłowiono, wypuszczono gdzieś w lesie, ale one natychmiast wróciły. Zresztą odławianie jest sprawą trudną. Te odłownie pozostawiają dużo do życzenia. Inna kwestia, że ludzie, którzy spacerują, albo zamykali puste odłownie, albo odwrotnie, je otwierali, aby złapane dziki uwolnić, bo trzeba zwrócić wolność biednym zwierzątkom. No i mamy właściwie dwa lata bezskutecznej walki z dzikimi zwierzętami w mieście. Dlatego też prezydent wydał decyzję o odstrzale tych zwierząt. I aktualnie odstrzeliwuje się około 100 sztuk w skali roku.

- Kto to robi?

- Firma Azyl, czyli Pogotowie Dzikich Zwierząt. Właścicielami są osoby, które mają uprawnienia podstawowe do wykonywania polowania. Natomiast my się nie zgodziliśmy, aby te zadania wykonywały koła łowieckie. W statucie Polskiego Związku Łowieckiego nie ma takich zadań, które pozwalają kołom łowieckim na wyręczanie gminy w takich zadaniach. Skoro nie będą tego robić myśliwi, to musi to robić specjalnie do tego powołany podmiot. No i właśnie Azyl ma w zadaniach odstrzeliwanie i odławianie zwierzyny dziko żyjącej, ale też sprzątanie padłych zwierząt na terenie miasta. I to właśnie ta firma została wezwana do dzików przy ul. Błotnej. W tym konkretnym przypadku na interwencję policji, powiadomionej przez kobietę zaatakowaną przez dziki, wezwano Azyl. Przyjechali ludzie, i po zabezpieczeniu terenu odstrzelili pięć dzików. I w tym momencie zaczęła się awantura. Okoliczni mieszkańcy słysząc strzały zbiegli się i zaczęli blokować samochód Azylu. Pracownicy firmy nie mogli wyjechać więc przyjechała policja. Sprawdziła dokumenty, wypuściła samochód. Ale na Facebooku zaczęła się wielka dyskusja i wypisywanie różnych głupot pod adresem tych ludzi, którzy wykonalitylko swój obowiązek. Problem się mocno wyostrzy, kiedy do Gorzowa dotrze ASF. Przecież ktoś te padłe dziki będzie musiał zbierać. Jak zawsze będzie się patrzeć na myśliwych, którzy wcześniej byli postrzegani jako ci, którzy niepotrzebnie chodzą i te zwierzątka mordują. Tak teraz od 15 listopada myśliwi codziennie w strefach czerwonej i żółtej patrolują lasy i padłe dziki zbierają. Wspiera ich wojsko i Ochotnicza Straż Pożarna. Inna rzecz, że myśliwi wiedzą, gdzie te dziki są. Powiem tylko, że w trakcie pierwszych dwóch dni aż 20 sztuk zostało znalezionych. Zmierzam do tego, że teraz nagle myśliwi stali się potrzebni. A jak normalną gospodarkę prowadzimy, to jesteśmy postrzegani jak najgorzej.

- Panie łowczy, w tym momencie pojawia nam się jeszcze jedna kwestia. Mam na myśli możliwość wyłączenia prywatnych terenów z polowań.

- Może nie z polowań. Wyłączenie z polowań oznacza krótką procedurę. Wystarczy w obecności starosty podpisać oświadczenie o niewyrażeniu zgody na prowadzenie polowań na swoim gruncie. I to wystarczy, aby uwolnić się od polowania na własnym gruncie. Takie pisemko otrzymuje koło łowieckie i myśliwi wiedzą, że tam akurat nie ma polowania. Ale oznacza to też, że taki właściciel jest wyeliminowany z otrzymywania rekompensaty za szkody poczynione przez zwierzęta łowne. I dlatego gazety, portale internetowe namawiają, aby na etapie podziału województwa na obwody łowieckie, co właśnie się będzie działo, zakwestionować uchwałę sejmiku województwa i po sprawie. Każdy właściciel nieruchomości może na etapie konsultacji zgłosić, że nie życzy sobie aby jego nieruchomość znalazła się w obwodzie łowieckim. I tym samym problem przechodzi na Skarb Państwa. Bo to będą tereny wyłączone z obwodu łowieckiego. I taki właściciel nie utraci możliwości ubiegania się o odszkodowanie za szkody spowodowane przez zwierzynę łowną. Ale nadal tam nie będzie można polować. I wówczas to państwo będzie pokrywało ewentualne szkody. A problem, że ta zwierzyna i tak tam będzie przebywać, pozostanie. Muszę przyznać, że ze zdziwieniem odebrałem informację, iż włodarze Sopotu zawnioskowali o wyłączenie w całości miasta z obwodu łowieckiego. Marszałkowie województw tak naprawdę chcieliby, aby wszystkie tereny miejskie były włączone do obwodów łowieckich. Co za tym przemawia, a choćby to, że w sytuacji, kiedy mamy ASF, mamy możliwość przeprowadzenia odstrzałów sanitarnych dzików. Jak stanie się inaczej, to będzie kłopot i to duży.

- I znów będzie, że myśliwi „nie radzą sobie z ASF”.

- A będzie się działo. Co zrobić.

- Dziękuję bardzo.

Renata Ochwat