W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Leśnym tropem »
Mai, Marcelego, Wadima , 9 kwietnia 2020

Przywrócić dropia w regionie lubuskim

2020-03-25

Myśliwym coraz częściej udaje się przywracać do życia różne gatunki fauny, o których niektórzy myślą, że już dawno wyginęły.

medium_news_header_27278.jpg Fot. Wolne zasoby wiki  

Do tego wachlarza wraca drop – największy rodzimy gatunek ptaka.

- Nie ukrywam, że bardzo mi zależy, aby właśnie dropia przywrócić w Lubuskiem – mówi Wojciech Pawliszak, łowczy okręgowy. I tłumaczy, że byłoby to dobre dla wszystkich zainteresowanych stron. Bo i dla przyrodników, ale i dla myśliwych.

Taki rodzimy mały struś

Drop to gatunek, który praktycznie przestał występować w stanie wolnym w Polsce. Ciężko, go jednak pomylić z jakimkolwiek innym ptakiem. Drop zwyczajny jest piękny, majestatyczny i dumny. A przede wszystkim – ogromny. Wygląda trochę jak struś, ma do 105-110 cm długości i nawet 85 cm wysokości. Potrafi ważyć do 16-17 kg, a rozpiętość jego skrzydeł sięga, bagatelka, 220-230 centymetrów. Bardziej obrazowo – to więcej, niż szerokość przeciętnego samochodu osobowego.

I choć go praktycznie w Polsce nie ma, to jednak pojedyncze osobniki dają się co jakiś czas zauważyć. Tak było w 2013 roku, kiedy dropia widziano na terenie Parku Narodowego Ujście Warty. Przyrodnicy nie wiedzą, skąd się tu drop wziął.

Co jakiś czas, rzadko, ale jednak pojawiaj się on na południu kraju. I tu już przyrodnicy wiedzą, skąd. Otóż drop w stanie naturalnym występuje jeszcze na Słowacji i Węgrzech, gdzie jest gatunkiem ściśle chronionym. I właśnie w okolice Krakowa i Wieliczki mógł przylecieć właśnie od południowych sąsiadów.

Od 1986 przestał być odnotowywany i widywany w Polsce, choć na przełomie XIX i XX wieku były go tysiące. Są źródła, które wskazują, że przed II wojną światową na terenie ówczesnej Polski było ich aż 18 tysięcy.

Drop bardzo trudno się rozmnaża – wymaga odkrytych terenów, z niską roślinnością z dala od lasu. W zagłębieniu terenu składa tylko dwa jaja, z których wylęgają się młode. Zarówno jajka, jak i pisklęta stanowią łatwy łup dla wszystkich drapieżników.

Myśliwi chronią dropia

- Trzeba dbać o gatunki rodzime. Trzeba, aby wracały, co nie znaczy, że jest to łatwe – mówią myśliwi, którzy chcieliby, aby ten majestatyczny ptak wrócił na nasze łęgi. Rzecz nie jest prosta, ale nie niemożliwa. Aby tak stało, potrzebne są tereny o charakterze stepowym i półstepowym. Niezbędny jest program reintrodukcji oraz… współpraca z rozsądnymi myśliwymi, którzy na początku staliby na straży gatunku. A tych nie brakuje.

Komu zatem drop przeszkadza?

Przede wszystkim rolnikom. Dropie są zapomniane, więc posłużmy się przykładami innego gatunku – na szczęście wciąż widywanego w Polsce. Przelatujące wiosną stado (200-300 sztuk) któregoś z gatunków dzikich gęsi w kilka godzin jest w stanie kompletnie zniszczyć nawet kilkuhektarowy zasiew. Ptaki siadają, wydziobują ziarna. I niszczą uprawę – takie pole można już tylko zaorać.

Ale jak zapewniają myśliwi, w Lubuskiem są tereny, gdzie spokojnie ten niezwykły gatunek można byłoby zaimplementować.

roch