W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Prosto z Polski »
Emila, Laury, Rogera , 14 listopada 2018

Chętnych na obligacje GetBacku było wielu

2018-10-27

Zarząd GetBacku działał jak zorganizowana grupa przestępcza – mówią Money.pl, proszące o zachowanie anonimowości osoby znające kulisy operacji Konrada K., który od czerwca z prokuratorskimi zarzutami przebywa w areszcie. Były prezes windykacyjnej spółki stworzył skuteczną, bezwzględną i skorumpowaną siatkę naciągaczy. Z premedytacją przez wiele miesięcy karmił rynek kłamliwymi zapewnieniami o doskonałej sytuacji finansowej spółki.

Jest koniec lipca 2017 roku. Inwestorzy wciąż mogą mieć w pamięci huk korków od szampana, którym świętowano debiut GetBacku na warszawskiej giełdzie. Coś jednak jest nie tak. Wiceprezes do spraw finansowych, CFO spółki Bożena S. w wysłanym tuż przed północą mailu do prezesa Konrada K., nie owija w bawełnę i alarmuje o fatalnej sytuacji finansowej spółki.

Wiceprezes do spraw finansowych firmy nie ma wątpliwości: struktura rachunku wyników wygląda źle. Jedynym ratunkiem wydaje się radykalne cięcie kosztów i szukanie źródeł taniego finansowania. Takie są też rekomendacje Bożeny S. Na jej nocnego maila niemal natychmiast odpisuje prezes GetBacku.

A więc spółka ma dalej wychodzić na rynek, szukać źródeł finansowania i pozyskiwać nowe portfele wierzytelności. Bożena S. jest wyraźnie zaniepokojona. Kilka minut później odpisuje.

Kurtuazji faktycznie nie ma. Jest – jak stwierdza pani wiceprezes w materiałach do których dotarł money.pl - „napier...ka o przetrwanie". Kiedy Bożena S. na twardych liczbach pokazuje, jak głęboko GetBack jest pod wodą, Konrad K. przekazuje inwestorom nieprawdziwe informacje. Materiały na posiedzenie Rady Nadzorczej w tym samym lipcu 2017 roku pełne są zapewnień o doskonałej kondycji firmy, o generowaniu ponadrynkowych zysków i ponadprzeciętnej efektywności ekonomicznej.

Prezentując rezultaty, zarząd zapewnia o zdrowym wzroście biznesu, bez księgowych sztuczek i blefów. O wynikach osiąganych ciężką pracą.

W podobnym tonie tworzone są prezentacje przedstawiane inwestorom we wrześniu 2017 roku. Rynek nie ma podstaw, by wątpić w prawdziwość historycznych danych. 112 mln złotych zysku po półroczu na papierze wygląda fantastycznie.

Ale nie tylko giełdowi inwestorzy brali te zapewnienia za dobrą monetę. Strategia Konrada K. zakładała, że udane emisje obligacji i pozyskiwanie finansowania z rynku pozwoli spółce trwać. Że piramida jakimś cudem się nie rozsypie. Czar opowieści działa. Obietnice bajecznych stóp zwrotów przyciągają kolejnych chętnych na obligacje GetBacku. Od lipca 2017 roku, a więc momentu, w którym zarząd spółki wiedział o pogłębiających się stratach, do kwietnia 2018 roku i wejścia do gry prokuratury, GetBack sprzedał Polakom obligacje za blisko miliard trzysta milionów złotych.