W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2019

Potrzeba bycia lojalnym wobec prezydenta

2012-06-06

Z Jerzym Wierchowiczem rozmawia Jan Delijewski

medium_news_header_474.jpg

- Nie tęskni  pan za wielką polityką, za czasami kiedy był pan szefem klubu parlamentarnego Unii Wolności, czyli partii rządzącej krajem ?

- Tęsknię za tamtymi czasami, kiedy w kraju dokonywały się wielkie zmiany, kiedy poziom jakości polityki był jednak znacznie wyższy, bo i format ludzi, którzy uprawiali politykę był większy. Jak widzę co dzisiaj się dzieje w polityce i z politykami, to wcale nie mam ochoty do niej wracać.

- Nikt panu nie mówi, że sławę klasowego polityka rozmienia pan w tej chwili na drobne?

- Nie sądzę, żebym rozmieniał się na drobne. Zajmuję się sprawami miejskimi, jako radny,  bo chcę być aktywny nie tyle politycznie, co społecznie. Jednocześnie pracuję zawodowo jako adwokat i jest mi z tym dobrze. A zajmowanie się lokalnymi problemami nie jest czymś gorszym od tzw. wielkiej polityki. Kiedyś byłem posłem, szefem klubu parlamentarnego, teraz jestem miejskim radnym i nie ma w tym nic ujmującego. Normalna kolej rzeczy.

- Sam pan mówi, że pogorszyła się jakość polityki w naszym kraju, z drugiej strony zaś zajmuje się pan często sprawami błahymi, miałkimi, bo taka jest m. innymi rola radnego …I nigdy nie zadaje pan sobie pytania : co ja tutaj robię?

- Nie. Dlaczego? Kandydując do rady miasta wiedziałem co to za praca i wiedziałem co chcę zrobić. Nie spodziewałem się jednak, że tak ciężko  czasami się przebić z najprostszymi sprawami. Wydawało mi się, że będąc w klubie pana prezydenta będą mógł więcej zdziałać, będzie mi łatwiej. Tak jednak nie jest, bo takie a nie inne  są możliwości małego klubu, bo dotykają nas ograniczenia natury finansowej. A potrzeba bycia lojalnym wobec prezydenta także jest czymś ograniczającym.

- To co pana wciąga w te miejskie gry i zabawy polityczne, które często merytorycznie niczego nie wnoszą, nie służą miastu?

- Nie nazwałbym tego grą i zabawą. Przynajmniej ja tak tego nie traktuję i nie biorę udziału w żadnych grach czy zabawach. Dla mnie to normalna praca społeczna na rzecz miasta i jego mieszkańców. Staram być rzeczowy i konkretny, załatwiać czy rozwiązywać konkretne problemy. Czasami się to udaje, czasami nie i bywa też tak, że niektóre wymagają kontynuacji, jak chociażby sprawa przebudowy ulicy Kostrzyńskiej, której stan wszyscy znamy.

- Jest pan członkiem klubu radnych Nadzieja dla Gorzowa, czyli ugrupowania prezydenckiego. Nie uwiera to pana ? Tym bardziej, że sam pan mówi, iż ta lojalność pana ogranicza.

- Wiedziałem w jakiej sytuacji jest pan prezydent, kiedy zgodziłem się kandydować do rady z jego komitetu. Byłem jednak przekonany o racjach prezydenta. Miałem nadzieję i mam ją nadal, że prezydent jest bez winy, a ten niesłuszny – w moim przekonaniu – wyrok zostanie zmieniony. Oczywiści ta sprawa ciąży nam wszystkim.

- Już nie tylko opozycja, ale także politycy życzliwi do nie dawna prezydentowi, zarzucają mu marazm, zastój i złe rządzenie. Mówią, że ta trzecia kadencja Tadeusza Jędrzejczaka, to czas zmarnowany dla miasta. Pan tak nie uważa?

- Ja tak nie uważam. Przyszedł trudny czas, mamy kryzys finansowy i wiele planów trzeba odłożyć na później, poczekać na lepsze czasy. Te inwestycje, które miały być zrealizowane, zostały skończone i trzeba ponosić teraz konsekwencje ich podjęcia. Konsekwencje, które są dużym obciążeniem dla budżetu miasta. Przepraszam, ale miały one społeczną akceptację, choćby w postaci takich a nie innych wyników wyborów, do których prezydent przystępował z określonym programem.

- Postawiono jednak na inwestycje, które nie dosyć, że mają charakter konsumpcyjny i były kosztowne, to jeszcze teraz generują duże koszty utrzymania i funkcjonowania, które są trudne do udźwignięcia w czasach kryzysu, co odbija się już na innych dziedzinach naszego miejskiego życia.

- Zgoda, ale podejmując takie decyzje, nie tylko prezydent, ale także  poprzednie rady miasta powinny się z tym liczyć, a nie obciążać teraz wszystkim prezydenta. Nie czynię jednak nikomu zarzutu, bo według mnie były to decyzje słuszne. Miasto musi się rozwijać, musi inwestować również w mieszkańców i taką inwestycją jest właśnie filharmonia, o której tak głośno się mówi, a która podnosi walory, wartość i atrakcyjność naszego miasta. Miasto to nie tylko ulice, chodniki, tramwaje …

- Ale te chodniki, ulice i tramwaje są w coraz gorszym stanie a korzystamy z nich każdego dnia i coraz bardziej nam to przeszkadza, dokucza.

- Dokucza, bo czas jest trudny a nie dlatego, że ktoś nie  chce tego  naprawiać, poprawiać czy modernizować. Potrzeby ducha są równie ważne jak potrzeby fizyczne. Podnoszenie poziomu kulturalnego miasta jest więc równie ważne, jak  drogi i ulice. To inwestycja w naszą przyszłość. Dlatego będę bronił filharmonii.

- Jakie rozstrzygnięcia spodziewa się pan w apelacji w sprawie tzw. afery budowlanej?

- Nie chcę tu prorokować, każdy wyrok jest możliwy. Nie znam dokładnie sytuacji procesowej czy dowodowej pana prezydenta, bo nie jestem jego obrońcą, ale wiem, że jest kilka możliwych rozstrzygnięć : zmiana wyroku i uniewinnienie, zmiana wyroku i częściowe uniewinnienie, uchylenie w całości do ponownego rozpatrzenia lub też uchylenie częściowe.

- Wielu gorzowskich polityków nie czekając na wyrok już zgłasza swoje aspiracje do stanowiska prezydenta, choć oficjalnie nikt się do tego nie przyznaje. Dostrzega pan to?

- Dla mnie to dzielenie skóry na niedźwiedziu, który jeszcze chodzi po lesie. Takie zachowanie jest zwyczajnie nie na miejscu. Jest prezydent i pozwólmy mu pracować.

- To na czym powinien skupić się prezydent, jakie powinny być priorytety, według pana?

- Rzeczywiście pilną sprawą jest poprawa stanu ulic miasta. Musimy znaleźć pieniądze, źródła finansowania,  by zapewnić przetrwanie,  rozwój filharmonii i to w takim kształcie, jakim jest. Propozycje likwidacji orkiestry czy ograniczenia działalności do  prowadzania sali koncertowej uważam za niepoważne. Bardzo ważne jest również zakończenie tej wojny gorzowsko-zielonogórskiej. Dla mnie jest ona absolutnie niezrozumiała i szkodliwa. Tylko współpraca może sprzyjać harmonijnemu rozwojowi, także Gorzowa. Można i należy współpracować, nawet rywalizować, ale nie wojować.

- Przepraszam, ale w ostatnich miesiącach to popierany przez pana prezydent Tadeusz Jędrzejczak dolewał przysłowiowej oliwy do tego wojennego ognia.

- Zgoda, tak istotnie  było, ale już się wycofał z tej wojennej retoryki. I myślę, że już tego błędu, bo to był błąd, nie będzie popełniał.

- A żale i pretensje, ze władze samorządowe województwa krzywdzą, dyskryminują Gorzów są niesłuszne?

- Owszem, dostrzegam te różne dysproporcje w dzieleniu pieniędzy, widzę niesprawiedliwość, ale trzeba o tym rozmawiać, dyskutować, uzasadniać swoje racje, a nie się obrażać i wywoływać wojny. Dlatego apeluję do gorzowskich polityków, szczególnie tych z prawej strony, aby nie podgrzewali atmosfery, lecz starali się  działać racjonalnie zabiegając i dbając o interes Gorzowa.

- I już na koniec naszej rozmowy trochę z innej beczki. Mało pan zarabia, jak na wziętego adwokata, tak przynajmniej wynika z pańskiego świadczenia majątkowego złożonego w radzie miasta. Dlaczego?

- Byłem przekonany, że zarabiam dobrze… Dwie średnie krajowe, to nie jest chyba znowu tak mało ? Ale w wolnych zawodach już tak jest, ze jednego roku zarabia się mniej, drugiego więcej. Mam nadzieję, że ten rok będzie lepszy. Ja też uważam, że powinienem zarabiać więcej.

- Dziękuję za rozmowę.