W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Ady, Aleksandra, Dagmary , 12 grudnia 2019

Nie jestem politycznym harcownikiem

2012-06-17

Z Mirosławem  Rawą, wiceprzewodniczącym Rady Miasta, rozmawia Jan Delijewski

medium_news_header_546.jpg

- Nie chciałby pan zostać prezydentem Gorzowa ?

- Może i chciałbym, ale nie widzę takiej możliwości. W polityce trzeba stawiać na realne scenariusze.

- Pytam tak, gdyż jak mówi Jerzy Wierchowicz niedźwiedź chodzi jeszcze po lesie, a w mieście próbują już dzielić na nim skórę. Pan też uważa te przedwyborcze harce niektórych polityków i części ugrupowań za dzielenie skóry na wciąż żywym  jeszcze niedźwiedziu ?

- Prezydent jest w trudnej sytuacji i miasta znalazło się w trudnej sytuacji. Prezydent zapewnia, ze jest niewinny. Odmiennego zdania jest prokurator i to jego zdanie podzielił sąd pierwszej instancji. Jasne przywództwo i zdolność tego naszego najważniejszego obywatela do kreowania pozytywnych scenariuszy zostały podważone. Ale poczekajmy, to jeszcze parę dni.

- Co  zrobi klub radnych PIS, jeśli sprawa tzw. afery budowlanej wróci do ponownego rozpatrzenia ?

- Jeśli tak się stanie, to będzie bardzo źle dla miasta. Od dłuższego czasu jest źle, co widać po mieście. Ja w ogóle jestem zdania, że osoba publiczna, wobec której pojawiły się poważne oskarżenia, powinna rezygnować ze stanowiska. Dla mnie wartością nadrzędną jest dobro miasta i jego mieszkańców, a nie interes danej osoby.

- Zaproponujecie referendum w sprawie odwołania prezydenta ?

- Myślę, że więcej środowisk politycznych  będzie tego chciało. Dalsze przeciąganie tej sytuacji jest naprawdę niedobre dla miasta. Prezydent co miał zrobić dobrego, to już dawno zrobił, a teraz raczej szkodzi. Jego misja w roli prezydenta już się skończyła.

- Kto będzie waszym  ewentualnym kandydatem, jeśli dojdzie do przedterminowych wyborów prezydenckich?

- Naszą naturalną kandydatką będzie poseł Elżbieta Rafalska, która nie mówi już nie, pytana o to. Jest związana z miastem, była i jest w opozycji do prezydenta Jędrzejczaka i ma szerokie poparcie społeczne. Jest przy tym osobą umiarkowaną, aktywną i ma ciekawe pomysły.

- Jako radny czuje się pan odpowiedzialny za to, co się dzieje w mieście ?

- Tak. Tym bardziej, że jestem wiceprzewodniczącym rady miasta i nie jestem politycznym harcownikiem.

-  A ma pan pełną wiedzę o tym co się dzieje, jakie są podejmowane decyzje i dlaczego ?

- Jeżeli chodzi o działania prezydenta i urzędu, to nie do końca. Wykazujemy tutaj maksimum dobrej woli, ale nie zawsze z wzajemnością. Chodzimy, pytamy, ale i tak wszystkiego nie wiemy. Tak jest ustrój samorządu, że głównym decydującym jest prezydent i to on odpowiada za decyzje podejmowane przez siebie i urząd.

- To z czym się pan zgadza, z czym nie zgadza, jeżeli chodzi o ostatnie pomysły, działania prezydenta ?

- Zgadzam się z koncepcją przyłączenia ościennych gmin i stworzenie aglomeracji gorzowskiej, bo to jest właściwy kierunek. Nie zgadzam się natomiast na zabieranie niektórym grupom ulg na przejazdy MZK, na szybkie przekształcanie naszego miejskiego przewoźnika w spółkę, bez wcześniejszego przygotowania programu naprawy, koncepcji jego dalszego funkcjonowania.

- A ile rocznie kosztuje utrzymanie i funkcjonowanie filharmonii ?

- Około 6 - 7 milionów złotych.

- To dużo czy mało? Pytam, gdyż koszty funkcjonowania naszej filharmonii wzbudzają, nie tylko wśród polityków, wiele emocji,  wręcz kontrowersji …

- Zdaję sobie sprawę z tych kontrowersji. Docierają przecież do mnie sygnały, że dosyć rozrzutnie tam się gospodaruje pieniędzmi. Już sama ilość dyrektorów budzi wątpliwości. A jednocześnie słychać narzekania, że brakuje pieniędzy. Sukcesy artystyczne są możliwe przy mniejszym budżecie.

- Jakie skutki przyniesie dla gorzowskiej kultury i szerzej dla miasta Filharmonia Gorzowska ?

- Myślę, że pozytywne. Daje prestiż, niesie z sobą duże wartości. Rzecz w tym, że jako instytucja o charakterze regionalnym powinna mieć regionalne finansowanie. Skoro marszałek dołożył się do jej budowy, bo uznał, że jest ważna dla regionu, to powinien także dołożyć się do jej utrzymania, z tych samych powodów. Wówczas jej funkcjonowanie nie musi się odbić negatywnie na innych placówkach i instytucjach kultury w mieście.

- Kto jest winien zapaści w gorzowskim sporcie ?

- To konsekwencja radykalnych posunięć pana prezydenta, który drastycznie zmniejszał w budżecie wydatki na sport, ale i komunikację miejską. To musi się skończyć. Nie wystarczy powołać mistrza olimpijskiego na dyrektora wydziału, żeby sport się rozwijał. Muszą być też środki. Inna sprawa, że sport, że wyniki osiągane przez drużyny ligowe nie mogą być celem samym w sobie, ale powinny służyć także  do promowania sportowego sposobu na życie, promocji zdrowia, kultury fizycznej, aktywności, sposobem na wychowanie dzieci i młodzieży. Do tego jednak potrzebny jest system, którego nie ma. Oczekujemy więc od prezydenta racjonalnych działań, a nie fajerwerków.

- A radni nie mieli, nie mają tu nic do powiedzenia ?

- W dużym stopniu wina leży po stronie rady, bo uchwalając budżet mogła nie zgodzić się na takie cięcia. Radni ulegają jednak prezydentowi, co jest skutkiem pewnych  kalkulacji politycznych różnych środowisk, które widzą, ze prezydent mimo takiej a nie innej swojej sytuacji, ma dosyć mocne poparcie społeczne i nie chcą narazić się i  jemu, i jego elektoratowi.

- Nie jest winą prezydenta i radnych, że mamy dziurawe chodniki i drogi, ale kryzysu finansowego, którego nikt przecież nie planował, jak twierdzi radny Wierchowicz ?

- To jednak jest wina prezydenta i radnych, bo te wielkie inwestycje są ważne,  dają poczucie rozwoju, ale niezbędne jest zrównoważenie tego rozwoju właśnie przez naprawy i remonty tych dróg i chodników, gdyż dotyczy to jakości naszego codziennego życia. Mamy jednak lidera, który jest taki nierównoważony, szuka inwestycji dających poklask, niosących prestiż i z premedytacją je realizuje, świadomie zaniedbując przy tym inne dziedziny czy działania.

- Nie ma racji Augustyn Wiernicki, kiedy pisze na naszym portalu, że Gorzów znalazł się na peryferiach  gospodarki, na skutek takiej a nie innej polityki władz miasta ?

- Augustyn Wiernicki zbyt mocno epatuje opinię publiczną gorzowskim ubóstwem i biedą, a to nie jest prawdziwy obraz miasta. Prawdą jest natomiast, że hołubi się w Gorzowie wszelki kapitał zewnętrzny, natomiast absolutnie nie ceni lokalnych przedsiębiorców, lokalnego biznesu. A przecież dla rozwoju miasta jest on bardzo istotny, bo tworzy stabilne miejsca pracy, zasila kasę miasta.

- Co Gorzów ma  do zaproponowania ludziom młodym?

- Niewiele. Młodzi raczej stąd uciekają niż tutaj wracają. Najpierw nie ma tutaj ciekawej uczelni, później nie ma ciekawych miejsc pracy, bo albo przy taśmie, albo w handlu. Jeżeli jednak przez 10 lat mówi się i  powtarza, że PWSZ to PIS-owska uczelnia i nie warto ją wspierać, to jak ma się rozwijać ? Jeżeli dla obcego kapitału są ulgi, kolacje i zachęty, a dla swojego kapitału nie ma żadnych preferencji, to jak ma być lepiej ?

 Dlaczego od lat się to nie zmienia, ale raczej  utrwala trochę taki kolonialny obraz naszego miasta, w którym tworzy się tanie miejsca do pracy, tanie miejsca do  zakupów, rozrywki  i spania?

- Taka jest polityka prezydenta. Kiedyś byliśmy w Herfordzie i tam od burmistrza usłyszeliśmy, ze u nich nie każdy kapitał, nie każdy rodzaj działalności jest tak samo traktowany. Tam świadomie dokonuje się wyborów, by miasto mogło się jak najlepiej rozwijać i to w tych obszarach, na których im zależy. U nas nie dokonuje się takich wyborów.

 To jak to zmienić ?

- Na początek potrzebna jest szczera, otwarta dyskusja publiczna, określenie priorytetów i zmiana polityki władz miasta.

- I znajdą się większe pieniądze na wsparcie działań zmierzających do utworzenia Akademii Gorzowskiej ?

- Wcale nie są potrzebne tu wielkie pieniądze. Muszą jednak być planowane i w odpowiedniej wysokości sukcesywnie przekazywane do uczelni, by mogła szybciej niż później stać się akademią. Inwestycja w uczelnię zwróci się miastu z olbrzymią nawiązką. Przemysłowy charakter miasta, rodzaj firm, które tu funkcjonują, sprawia, ze więcej pieniędzy stąd ucieka niż przychodzi. W przeciwieństwie chociażby do Zielonej Góry, gdzie czerpie się pełnymi garściami z budżetu centralnego na uczelnie i inne instytucje budżetowe. Pieniądze na naszą uczelnię, na akademię muszą się więc znaleźć, i co do tego w radzie miasta jest już chyba pełna zgoda.

- Dziękuję za rozmowę.