W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Anety, Leokadii, Wiesława , 9 grudnia 2019

Potrzebny jest kreatywny prezydent

2012-07-04

Z Jackiem Bachalskim, prezesem stowarzyszenia „Tylko Gorzów”, rozmawia Jan Delijewski

medium_news_header_793.jpg

- Jak idą pańskie interesy?

- Mamy w Polsce kryzys, choć rząd usiłuje nam sprzedać wizję „zielonej wyspy”. W kilku przynajmniej branżach w ostatnich miesiącach obroty mocno spadły, ale jak na czasy kryzysu u mnie jest O.K. Trzeba tylko skwapliwie liczyć koszty, żeby nie dokładać.

- Daje się pogodzić rozległe przedsięwzięcia biznesowe z aktywnością polityczną?

- Tak, jeśli poświęci się temu cały swój czas. No i trzeba mieć wokół siebie dobrych współpracowników, a ja ich mam.

- Mimo wszystko, chyba jednak coś kosztem czegoś się odbywa?

- Niekoniecznie. Żeby być dobrym politykiem, trzeba być  osadzonym w rzeczywistości, w normalnym życiu, do którego zaliczam działalność gospodarczą. Polityk, który nie wie jak się żyje, jak pracuje, jak prowadzi biznes, jest mocno zubożony i nie pełnowartościowy. W moim przypadku, gdy jestem bardziej na pozycji komentatora i społecznika, jest wręcz pożądane łączenie aktywności zawodowej z działalnością polityczną. Gdybym jednak miał być politykiem na poziomie władzy wykonawczej, to oczywiście jest to nie do pogodzenia, co zresztą wyraźnie mówią przepisy prawa, które w takiej sytuacji wymuszają rezygnację z działalności gospodarczej.

- Był pan już w wielkiej polityce i po czasowym rozbracie znowu do niej wraca. Po co?

- Ja wcale nie wracam do wielkiej polityki. Ja w ogóle jestem przeciwny robieniu z polityki sposobu na życie. Polityka powinna być pasją i misją, i to najlepiej tylko przez jakiś czas. Jestem za tym, by ograniczyć ilość kadencji w strukturach władzy na jednym stanowisku, , by możliwy i konieczny był powrót do wcześniejszej aktywności zawodowej, normalnego życia, żeby przypomnieć  sobie jak ono wygląda, nabrać nowego doświadczenia i dystansu do tego, co się wcześniej robiło. A potem znowu zająć sie polityką...

- Był czas, że mocno pokochał pan Poznań, że chciał nawet zostać prezydentem tego miasta. Dlaczego?

- Ludzie ambitni, a do takich siebie zaliczam, powinni uczyć się od najlepszych. W przeciwieństwie do wielu innych mogłem sobie pozwolić na zmierzenie się z prezydentem Poznania, Ryszardem Grobelnym. I ta kampania miała być dla mnie nauką. Teraz jestem znacznie bogatszy w doświadczenia niż moi przyszli konkurenci w wyborach na prezydenta Gorzowa.

- Czyli, założył pan  stowarzyszenie tylko po to, żeby zostać prezydentem miasta?

- Założyłem stowarzyszenie i próbuje wpływać na politykę miasta, bo jestem jego  świadomym mieszkańcem. Interesuje mnie życie w tym mieście, zależy mi na jego rozwoju, na zmianach.  Nie wiem czy zostanę prezydentem, nie wiem nawet czy będę kandydował. Wiem natomiast, że mógłbym zarządzać miastem, bo jestem do tego przygotowany, mam odpowiednie wykształcenie, doświadczenie i byłbym ambitnym prezydentem. Ale to nie tak, że ja już teraz składam jakieś deklaracje, że już zaraz muszę zaraz kandydować. Wybory dopiero za ponad dwa lata …

- Ale dobrze pan przecież wie, że mogą być znacznie wcześniej … W powszechnej opinii trwa już nieformalna kampania wyborcza, w której właśnie pan bierze aktywnie udział.

- To, iż jestem aktywny nie znaczy jeszcze, że prowadzę kampanię wyborczą, że podjąłem decyzję o swoim ewentualnym kandydowaniu. Tym bardziej, ze ściskam kciuki za Tadeusza Jędrzejczaka, bo chciałbym, żeby okazał się niewinny.

- Jeszcze całkiem niedawno mocno krytykował pan prezydenta Jędrzejczaka, teraz wypowiada się pan o nim ciepło i życzliwie.  Skąd ta zmiana?

- To nie jest tak, jak pan mówi. Co innego jest krytykowanie pewnych działań czy zaniedbań, a co innego stosunek do człowieka. Nie zmieniam  więc frontu. Inna rzecz, że przewlekłość tej sprawy, jej długość trwania każe mi sądzić, że wymiar sprawiedliwości krzywdzi Tadeusza Jędrzejczaka i krzywdzi mieszkańców miasta. Większą szkodą dla miasta jest  przeciąganie tej sprawy, niż te  przestępstwa, które zarzuca się prezydentowi.

- Co nie podoba się panu w naszym mieście pod rządami prezydenta Jędrzejczaka?

- Nie podoba mi się na przykład to, jak jest skonstruowany tegoroczny budżet, jak są przepłacane niektóre inwestycje – filharmonia, amfiteatr. Nie mam nic przeciwko filharmonii, amfiteatrowi, ale nie podoba mi się ta rozrzutność z nimi związana. Nie podobają mi się także dziurawe drogi i wiele innych rzeczy. Mimo wszystko, po tych 12 latach, prezydenturę Jędrzejczaka oceniam pozytywnie. I nie zmieniają tej oceny spostrzeżenia, że w mieście nie ma klimatu zaufania, że mamy niski poziom kapitału społecznego, że mamy niskie pensje, że to inwestorzy wybierają Gorzów a nie Gorzów wybiera inwestorów.

- Jest coś, czego pan się jednak wstydzi?

- Wstyd mi za gorzowska Platformę Obywatelską.

- A bywa pan czasami zadowolony, dumny, że mieszka tutaj, że prowadzi tu swoje interesy?

- Oczywiście, że jestem zadowolony, bo tu jest fajny klimat do wypoczynku, rekreacji, jest sporo zielonych miejsc. Z działalnością gospodarcza jest gorzej, gdyż mamy płytki rynek pracy, biednych mieszkańców. Nie jest to dobre miejsce dla biznesu, ale można i należy to zmienić, bo jest potencjał.

- To jakim miastem jest Gorzów?

- Ciągle jest miastem drugiej kategorii. Trzeba wrzucić wyższy bieg i gonić innych. Nie ma u nas uniwersytetu, nawet akademii nie ma. Brakuje instytucji, firm i branż gospodarczych, które napędzają rozwój,  wyróżniają nas na tle innych. Nasze elity są wątłe i mamy coraz mniej sportu, o którym w Polsce się mówi…

- Jednym zdaniem, Gorzów to grajdoł?

- No nie, bez przesady, aż tak źle nie jest. Mamy filharmonię, teatr, Słowiankę, piękne parki… Jest sporo rzeczy, którymi możemy się chwalić, ale to wszystko jeszcze mało. Zwłaszcza mieszkańcy mają za mało pieniędzy w kieszeniach.. To trzeba zmienić i do tego potrzebny jest kreatywny i pracowity prezydent.

- Dziękuję za rozmowę.