W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Beatrycze, Małgorzaty, Piotra , 18 stycznia 2020

Tu chodzi o szpital, nie o mnie

2013-02-27

Z poseł Elżbietą Rafalską z PiS, rozmawia Jan Delijewski

medium_news_header_2980.jpg

- Decyzja w sprawie przekształcenia gorzowskiego szpitala już zapadła, a pani nadal kontestuje wolę sejmiku. Ma to jeszcze jakiś sens?

- To nie jest żadne kontestowanie. Od początku byłam przeciwnikiem tego przekształcenia. Dzisiaj jednak toczy się bój o to, jak ma wyglądać przyszła spółka. Chodzi o wysokość dotacji na oddłużenie, jakimi zobowiązaniami będzie obciążona, w jaki kapitał zostanie wyposażona. To w tej chwili jest najważniejsze, skoro podjęto już decyzje o przekształceniu.

- W sytuacji olbrzymiego zadłużenia tego szpitala, przy obowiązującym prawie w tym zakresie, była inna droga?

- To prawda, że innej ustawowej drogi nie ma. Cały czas jednak powtarzam, że to są błędne rozwiązania systemowe, przyjęte przez koalicyjny rząd. Rozwiązania, które niszczą publiczne szpitale w Polsce i prowadzą do demontażu publicznej służby zdrowia. Być może kiedyś doprowadzą do tego, że w Polsce będą same szpitale skomercjalizowane, nawet sprywatyzowane.

- Czyli losu gorzowskiego szpitala nic już nie odwróci?

- Tak naprawdę nie wiemy jaki ten los będzie. To jest właśnie głównym przedmiotem mojej troski. Dzisiaj wszystkim się wydaje, że samo przekształcenie uzdrowi sytuacje szpitala. Jeżeli jednak dalej będzie źle zarządzany, jeżeli będzie miał zbyt niski kontrakt, utrzymywał będzie deficytowe oddziały, to znowu mogą pojawić się długi. Szpitalne spółki także się zadłużają i mamy tego liczne przykłady. Co będzie jak nasza spółka popadnie w długi? Może dojść do jej upadłości, co nie jest możliwe w przypadku szpitala publicznego. To jest ta podstawowa różnica.

- W tym co pani mówi i robi nie ma chęci zbicia politycznego kapitału, jak twierdzą niektórzy pani oponenci?

- To są bezczelne insynuacje. Ja szpitalem zajmuję się od lat, od 1998 roku, kiedy jako dyrektor wydziału spraw społecznych urzędu wojewódzkiego zajmowałam się reformą systemu ochrony zdrowia. Jego sprawy są mi wiec bardzo bliskie, leży mi na sercu dobro tego szpitala, a zwłaszcza jego pacjentów. Ciekawe, co powiedzieliby ci, którzy mnie krytykują, gdybym nie zaangażowała się w te sprawy? A kosztują mnie one wiele pracy, czasu i zdrowia. Tu chodzi o szpital, nie o mnie.

- A na śmieciach można zbić jakiś kapitał?

- Finansowy z całą pewnością.

-To kto zarobi na nowej ustawie śmieciowej, która ma cywilizować, żeby nie powiedzieć, że europeizować nasze zachowania w tej dziedzinie?

- Zarobią firmy, które będą się nimi zajmować. Na pewno nie mieszkańcy, którzy za to zapłacą.

- Dlaczego jednak będziemy musieli płacić więcej, skoro miało być mniej? I nie chodzi wcale tylko o Gorzów, wszędzie ma być drożej.

- Pamiętam, że na początku twierdzono, iż skoro płacić będą wreszcie wszyscy, to będziemy płacić mniej. Ponieważ jednak samorządy nie wiedzą ile naprawdę będzie kosztować zbieranie i wywóz śmieci a nie mogą do tego dokładać, to na wszelki wypadek robią kalkulację z górką, na wyrost. Nikt tego wcześniej nie ćwiczył, nie praktykował i wychodzi, to co wychodzi.

- Czyli mamy to co zwykle: intencje były dobre, ale wyszło nie najlepiej?

- Jeszcze zobaczymy jak to wyjdzie, bo rozrzut cenowy stawek miedzy samorządami jest ogromny i wskazuje, że wiele wyliczeń może być branych z sufitu.

- Pani również miała dobre intencje kiedy pytała ministra sprawiedliwości o sprawę sądową Roberta Surowca?

- Oczywiście. Osoby publiczne, które mają postępowania sądowe zawsze musza liczyć się z tym, że w ich sprawie pojawi się pytanie czy czasami przewlekłość postepowania nie zmierza do jej umorzenia. Nie ma w tym nic osobistego, ani personalnego. Takie zapytanie skierowałam pierwszy raz i robienie z tego afery jest zwyczajnym nieporozumieniem.

- A wyszło, że PiS w swoim stylu chce znowu politycznie i administracyjnie wpływać na organa ścigania, wymiar sprawiedliwości.

- Pytanie o to, czy sprawa sądowa może być objęta umorzeniem jest wywieraniem nacisku? Ja uważam, że nie. Jak słaby musiałby być wymiar sprawiedliwości, gdyby takie pytanie można było uznać za wywieranie presji, nacisku. Zwłaszcza pytanie od posła opozycji. A swoją drogą, nie było zapytań i pytań w sprawie Tadeusza Jędrzejczaka? Kto wówczas pytał? Na pewno nie ja.

- Właśnie. Odwleka się rozstrzygnięcie w przed sadem apelacyjnym w sprawie tzw. gorzowskiej afery budowlanej. Jest pani tym poirytowana?

- Zdążyłam się z tym oswoić. Kiedy wszyscy byli w blokach startowych, bo im się wydawało, ze przedterminowe wybory prezydenckie będą lada chwila, ja byłam daleka od takich oczekiwań. Miałam głębokie przekonanie, że to jeszcze potrwa, że do wyborów daleko, może nawet do końca kadencji. I wychodzi na moje.

- Ale pozostaje pani najpoważniejszym kandydatem PiS w wyborach na prezydenta miasta. Przeciąganie się rozstrzygnięcia w tej sprawie ma dla pani jakieś znaczenie?

- Ma znaczenie dla miasta. To poczucie niepewności, ten upływający czas nie wpływają z korzystnie na rozwój miasta. Jednakże w chwili obecnej te pół roku czy rok oczekiwania nie mają już większego znaczenia. Przynajmniej dla mnie.

- Tadeusz Jędrzejczak na stanowisku prezydenta szkodzi miastu, jak twierdzą pani partyjni koledzy?

- Od pewnego czasu Tadeusz Jędrzejczak nie jest gwarancją rozwoju dla Gorzowa. To nie jest dobra jego kadencja. Z pewnością sądowa sprawa, nieprawomocny wyrok ciążą na stylu sprawowania władzy.

- W takim razie co można było zrobić lepiej, z większym pożytkiem dla Gorzowa i jego mieszkańców?

- To kwestia całego obszaru zarządzania miastem. To są decyzje związane z inwestycjami, z finansami i wiele innych. To w konsekwencji niemal całokształt działań.

- A w konfrontacji z Zieloną Górą nasze miasto przegrywa czy może wychodzi na remis?

- Wbrew pozorom bardzo trudno jest porównywać te miasta, bo są to jednak dwa różne miasta. Każde ma swoja drogę i dynamikę rozwoju. Był czas, kiedy Gorzów szybciej, dynamiczniej się rozwijał i Zielona Góra nam pod tym względem ustępowała. Teraz jest odwrotnie – Zielona Góra przyspieszyła, Gorzów został z tyłu. Tam więcej się dzieje, więcej się inwestuje. Zielonej Górze jest o tyle łatwiej, żo znajduje wsparcie ze strony samorządu województwa, bo tam jest ta polityczna większość, która daje pewną przychylność.

- Dziękuję za rozmowę.