W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Beatrycze, Małgorzaty, Piotra , 18 stycznia 2020

Jestem już kobieta spełnioną

2013-03-06

Z Grażyną Wojciechowską, radna niezależną, rozmawia Jan Delijewski

medium_news_header_3060.jpg

- W polityce jest miejsce dla kobiet?

- W ogóle tak, ale nie w naszym mieście. Tutaj kobiety służą tylko jako kwiatek przy męskim kożuchu. Jeśli się namawia kobiety do udziału w polityce, to należy je szanować. Tymczasem najczęściej sprowadza się je do roli statystek.

- Zaraz, zaraz. A posłanki Elżbieta Rafalska i Krystyna Sibińska, a panie na stanowiskach wiceprezydentów, to także statystki?

- Ale ile tych kobiet mamy na stanowiskach?! Gorzów zawsze był miastem kobiet, zawsze kobiet było tu więcej, a na eksponowanych stanowiskach jest ich bardzo niewiele. Pozornie więc tylko kobiety coś tu znaczą, mają do powiedzenia. Jeżeli do czegoś dochodzą, to jedynie dzięki swojej pracowitości i determinacji.

- Może kobiety nie garna się do polityki, bo polityka jakby z natury jest brzydka, pełna fałszu i nie zawsze dobra?

- To także ma swój wpływ, ale nie jest najważniejsze. Przed wszystkim kobiet nie dopuszcza się do odgrywania znaczącej roli. W Gorzowie polityka jest domena mężczyzn i tyle.

- Czyli kobietom w gorzowskiej polityce jest trudniej?

- Naturalnie, a to dlatego, że są bardziej wyczulone na fałsz, na krzywdę ludzką, na biedę. Są bardziej prorodzinne i wierne głoszonym zasadom i poglądom.

- Polityka to gra zespołowa, pani postanowiła zostać solistką, która na dodatek nie ogląda się na nic i na nikogo, za co zbiera pani cięgi z lewa i prawa. Pasuje to pani?

- Tak, bo jestem wierna sobie i swoim ideałom. Nie chcę, żeby rodzina, przyjaciele czy ludzie na ulicy zarzucali mi obłudę, zakłamanie i niedotrzymywanie obietnic.

- Nie przesadza pani czasami z ta swoją bezkompromisowością, która przez wielu nazywana jest zwyczajną bezczelnością?

- Czy bezczelnością jest mówienie prawdy prosto w twarz? Czy lepsze, uczciwsze jest obmawianie kogoś po kątach, jak robią to inni? Przepraszam, ale to nie ja. Mnie przeraża ta podwójna moralność polityków, radnych i różnej maści decydentów, którzy co innego myślą, co innego mówią i jeszcze co innego robią.

- Ale jako solistka niewiele pani może zdziałać, najwyżej może pokrzyczeć sobie z mównicy, bez żadnego efektu. O to pani chodzi?

- Przepraszam, ale pan się myli. Ja jeśli już biorę się za jakąś sprawę, to staram się ją doprowadzić do końca. I jest ich całe mnóstwo. Owszem, nie mam wpływu na decyzje większości rady, ale mam wpływ na rozwiązywanie konkretnych problemów konkretnych ludzi.

- Można odnieść wrażenie, że ze wszystkimi w radzie jest pani skonfliktowana, skłócona. Czuje się pani ignorowana, izolowana na tym forum?

- Skądże znowu. To ja dobieram sobie przyjaciół i ludzi, z którymi chcę rozmawiać i współpracować. To są moje wybory, a nie wybory innych.

- Dlaczego jednak tak często krytykuje, nawet obraża pani innych i sama również się obraża, kiedy coś nie dzieje się po jej myśli?

- A na co tu się obrażać?! Na prawdę, którą mówię? Prawda nie może być obrazą. Jeśli ja mówię głośno to, co inni mówią po cichu, to nie ma żadnego powodu do obrażania.

- Nie może pani jednak przeboleć utraty stanowiska wiceprzewodniczącej rady?

- Tu już nie chodzi o stanowisko, ale o formę w jakiej to zrobiono. Było to perfidne i żałosne, bo zabrakło komuś odwagi, by powiedzieć mi prawdę w oczy.

 - To klub panią rekomendował i klub miał prawo wycofać rekomendację. Co w tym perfidnego i żałosnego?

- To klub mnie zawiódł, a nie ja zawiodłam klub. Kiedy prezydent zaprosił mnie do swojego komitetu wyborczego, z którego zostałam wybrana, to doskonale wiedział jaka jestem. Czy ja się zmieniłam? Nie. Zmieniły się oczekiwania wobec mnie i stałam się niewygodna. Bo nigdy na przykład nie zagłosuję za likwidacją szkoły, przedszkola czy innej placówki oświatowej, o czym głośno i wyraźnie mówiłam w klubie. Nie jestem niczyją marionetką czy papugą.

- Często pani mówi i głosuje inaczej niż większość radnych. Co chce pani przez to osiągnąć?

- Robię tylko to, czego oczekują ode mnie wyborcy. Ja reprezentuje mieszkańców, bo to oni mnie wybrali, a nie jakieś partie czy komitety, dla których często interes mieszkańców wcale nie jest najważniejszy. Jestem przeciwniczką partyjnego uprawiania polityki, w samorządach nie powinno być dla niej miejsca.

- Do prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka, z którego komitetu pani startowała w wyborach, także ma pani żale i pretensje?

- Po raz kolejny zawiodłam się na nim. Dałam się nabrać i tego sobie nie mogę wybaczyć.

- Na co dała się pani nabrać?

- Chociażby na to, że pan prezydent obiecał realizować swój program wyborczy, a tego nie robi.

- Pogodziła się pani z tym, że to może być jej ostatnia kadencja w radzie?

- Ja jestem już kobieta spełnioną i niczego już nie muszę. Poza tym nic nie jest pewnego, nic nie jest przesądzone. To mieszkańcy wybierają i decydują o tym, kto będzie radnym lub też nie.

- W wyborach potrzebne jest jednak zaplecze w postaci partii czy jakiegoś komitetu. Pani ma takie zaplecze?

- Właśnie. Kto powiedział, że nie mam żadnego zaplecza? Są w tym mieście ludzie, którzy chętnie mi pomogą, jeśli zajdzie taka potrzeba.

- Za wszelką cenę chce pani być sama sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Można tak w nieskończoność?

- Byłam, jestem i taka już pozostanę, choćby nie wiem co. Tym bardziej, że jak już wcześniej mówiłam, spełniłam się w życiu, zrealizowałam swoje plany i to w zgodzie z własnymi poglądami i sumieniem. Nie będąc nigdy w żadnej partii.

- I do pani politycznej mety wcale nie jest tak blisko, jak się niektórym wydaje?

- Przede wszystkim nie jestem politykiem. Jestem społecznikiem, jestem osobą, która angażuje się w problemy miasta i innych ludzi. Polityka jest jednak partyjna, a ja z natury i wyboru jestem niepartyjna.

- Dziękuję za rozmowę.