W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Maury, Milany, Tomasza , 22 września 2020

Partia mi niczego nie dała

2013-04-03

Z Pawłem Leszczyńskim, radnym i pełnomocnikiem Europy Plus w Gorzowie, rozmawia Jan Delijewski

medium_news_header_3318.jpg

- Co z pańską habilitacją, panie doktorze?

- Dziękuję, posuwamy się do przodu. Powołana została  komisja habilitacyjna. Moja praca jest właśnie w trakcie recenzowania, czyli wszystko toczy się normalnym trybem. Mam nadzieję, że jeszcze tej wiosny zapadną stosowne decyzje.

- Czym chce się pan habilitować?

- Oczywiście w oparciu o swój dorobek naukowy i dydaktyczny oraz monografię habilitacyjną, która dotyczy artykułu 25 ustęp 5 konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, a w którym mówi się o określeniu stosunków między państwem a nierzymsko-katolickimi kościołami i związkami wyznaniowymi. Ściślej rzecz biorąc, chodzi o brak stosowania czy wykonywania tego artykułu przez władze publiczne.

- PWSZ to nadal dobre miejsce dla młodego naukowca z ambicjami?

- Tak jest. To nadal dobre miejsce do zrobienia kariery naukowej. Tym bardziej, że uczelnia ciągle się rozwija, wciąż dochodzą nowe wyzwania.

- Aktywność polityczna  bardziej pomaga czy może  przeszkadza w karierze naukowej?

- Jeżeli  zachowane są właściwe proporcje, to nie pomaga, ale  i nie przeszkadza. Doskonałym przykładem osoby, która pięknie łączy karierę naukową z polityką jest profesor Longin Pastusiak. Pod tym względem jest dla mnie wzorem.

- I  co polityka panu daje?

- Możliwość robienia czegoś więcej niż tylko zajmowanie się sobą. To możliwość wpływania na większe i mniejsze sprawy, które wokół nas się dzieją. Przykładem niech będzie sprawa bus-taxi, czyli miejskiej komunikacji dla niepełnosprawnych, która zmierza do finału właśnie m.in. dzięki mojemu zaangażowaniu. I takich spraw jest więcej, choć były i takie, które uznać muszę za swoją porażkę.

- A czego pan nie dostał w SLD, skoro  porzucił pan  partię, która dała panu polityczne ostrogi i w jakiejś mierze mandat radnego?

- Partia mi niczego nie dała. Partia w ostatnim okresie spychała mnie na coraz dalsze pozycje na liście wyborczej i raczej to ona mi coś zawdzięcza, a  nie ja jej. W wyborach 2011 roku dostałem ponad 800 głosów i SLD o  włos wyprzedziło PiS. I śmiem twierdzić, że ten włos, to były właśnie głosy oddane na mnie.

Odszedłem z partii, bo nie jestem zwolennikiem systemu wodzowskiego, a od 2011 roku pod rządami Leszka Millera partia taka się stała. Nie podobał mi się również kierunek obrany przez SLD, czyli zamykanie się na lewicy, sekowanie byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i ludzi z nim związanych. Nadszedł więc czas pożegnać się z SLD i poszukać nowej formuły, która włącza a nie wyłącza.

- To dlatego zgodził się pan zostać animatorem przedsięwzięcia Europa Plus, jako delegat na Gorzów?

- Tak, gdyż widzę tą inicjatywę jako wspólnotę łączącą socjaldemokratów i liberałów wrażliwych socjalnie, otwartą na różne ugrupowanie zepchnięte dziś na margines politycznego centrum. Projekt Europa Plus jest stowarzyszeniem, co pozwala odnaleźć się w nim osobom z różnych politycznych nurtów.

- I wierzy pan, że tak się stanie? Wszystkie ruchy i partie polityczne na początku składają piękne deklaracje i obiecują cuda-niewidy, a później gdzieś to się rozmywa, rozpływa i znika.

- Na pewno będziemy chcieli być tym ugrupowaniem, które zaproponuje program i działania związane  nie tylko z wyborami do europarlamentu, ale również w Polsce, w regionach, w takich ośrodkach jak Gorzów. Mam nadzieje, że pójdą za tym zmiany w kulturze politycznej, zmienią się metody zarzadzania partiami politycznymi, pojawi się w nich więcej prawdziwej demokracji, bo jej wszędzie dzisiaj brakuje.  Chcemy pokazać, że można inaczej, że partia nie musi być zarządzana wodzowsko, żeby stać się skuteczną.

- W Gorzowie jest miejsce na takie ugrupowanie?

- Z cała pewnością. Inaczej nie zaangażowałbym się w to przedsięwzięcie. Ciągle widzę tu miejsce na lewo od PO i trochę na prawo od SLD. I są tu ludzie, którzy na to czekają. Niezbędna jest jednak pozytywistyczna praca u podstaw.

- Z kim i czym chce pan iść do ludzi?

- Z konkretnym programem i konkretnymi osobami, choć na szczegóły jeszcze za wcześnie. W każdym razie oprzemy się o ludzi, którzy mają już jakieś dokonania w swoich środowiskach, w różnych obszarach i na różny sposób.

- To gdzie sięgają pańskie ambicje polityczne?

- Trudno tu mówić o ambicjach. W tej chwili chcę przede wszystkim dobrze wykonywać swoje obowiązki jako radny. Tutaj dużym wyzwaniem jest dla mnie teraz doprowadzenie do powstania gorzowskiej rady pożytku publicznego, czyli forum organizacji pozarządowych, którego głos będzie uważnie słuchany przez władze i urzędników. Bardzo nam tego w mieście brakuje.

- Chciałby pan kiedyś zostać rektorem Akademii Gorzowskiej?

- Przede wszystkim chciałbym, żeby Akademia Gorzowska powstała. I ona powstanie. Jest to kwestia czasu i ustawy. A moje aspiracje, przynajmniej na razie, tak wysoko nie sięgają

- Nie obawia się pan jednak, że wcześniej zostanie profesorem i to zwyczajnym, czego panu życzę, niż w Gorzowie powstanie akademia?

- Spokojnie, spokojnie. Jesteśmy zdeterminowani, zmierzamy w kierunku akademii, powstają nowe kierunki, idą kolejne działania na różnych polach, ale potrzeba jeszcze czasu. Do profesora zaś droga daleka, najpierw zróbmy sobie akademię.

- Znacznie wcześniej chyba przyjdzie panu, jako radnemu, zająć się znowu miejskimi śmieciami?

- Tak, niestety. Cały czas mówię, że to największy pasztet legislacyjny, ostatniego czasu, który musza konsumować samorządy. Dlatego czekam na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który zajmuje się ta nieszczęsna ustawą. W każdym bądź razie, jako rada miasta, do śmieci będziemy jeszcze wracać nie raz, by na bieżąco korygować przyjęte wcześniej uchwały w tej sprawie, bo i sytuacja jest dynamiczna.

- Dziękuję za rozmowę.