W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

Konieczna jest zmiana tego stanu rzeczy

2013-07-17

Z senator Heleną Hatką rozmawia Jan Delijewski

medium_news_header_4337.jpg

- Nie  uważa pani, że senator to ma jednak klawe życie?

- Nie uważam… Ale co pan ma myśli?

- Chociażby to, że praca senatora może być mniej absorbująca i stresująca niż bycie wojewodą.

- Wojewoda ma jednak łatwiej. Dlatego, że ma do wykonania ściśle określone zadania. Są procedury, przepisy i obowiązki, ale i są do tego dopasowane struktury i ludzie. Do tego dochodzi jasno określona strategia rządu. A jak się chce być silnym wojewodą, to jeszcze określa się swoje własne priorytety, które są pochodną problemów występujących w regionie. Natomiast senator, jeżeli chce coś zrobić i być skuteczny, to musi włożyć w to wiele pracy i osobistego wysiłku. Oprócz tego, że na co dzień zajmuje się poprawianiem prawa, to jednocześnie musi być bardzo aktywny, żeby wynikały z tego jakieś pozytywne skutki.

- Ale nie każdy chyba chce być aktywnym? Niektórym wystarcza, że są.

- Tak jest w każdej pracy. To zależy od podejścia, od traktowania swoich obowiązków. Ja wiem, że jako senator mam coś do zrobienia i to właśnie robię, choć nie zawsze jest to zauważane. Szczególnie w mediach, bo w mediach na ogół zauważa się tylko fajerwerki lub potknięcia.

- A senat jest w ogóle potrzebny?

- Myślę, że tak. To tutaj trafiają ustawy przygotowane przez sejm, które często jednak wymagają poprawienia, żeby były lepsze. A to wymaga od senatorów wiedzy, cierpliwości i żmudnej pracy. To senat również zajmuje poprawianiem prawa, do którego zastrzeżenia zgłasza Trybunał Konstytucyjny, o czym nie wszyscy chcą wiedzieć i pamiętać. Dzięki senatowi więc prawo w Polsce jest lepsze, aczkolwiek nie zawsze spełnia oczekiwania.

- A senat jest właściwym miejscem do zajmowania się świętymi czy błogosławionymi?

- Senat jest właściwym miejscem do zajmowania się tradycją, historią i kulturą, bo to one składają się na państwo i naród. Dlatego wszystko to, co się wpisuje tradycje czy historię ma w senacie racje bytu. Także oddawanie hołdu postaciom ważnym w historii Polski, często niedocenianym czy niesłusznie zapomnianym. Państwo nie może funkcjonować bez tej pamięci, bo nie ma wychowania młodzieży bez wskazywania wzorców osobowych i autorytetów. Poza tym senat jest dobrym miejscem na refleksję i zadumę, której siłą rzeczy nie ma w sejmie.

- Dlaczego już nie tylko w sondażach, ale także w różnych wyborach PO tak wyraźnie przegrywa z Prawem i Sprawiedliwość?

- Niewątpliwie jest to poważny sygnał, że trzeba większej skuteczności w działaniu, we wprowadzaniu zapowiedzianych i oczekiwanych zmian. Weźmy chociażby ochronę zdrowia, która jest mi bardzo bliska. PO obiecywała decentralizację Narodowego Funduszu Zdrowia, by efektywniej wykorzystać trafiające tam z naszych składek pieniądze. Obiecywała to w programie na tą kadencję, co osobiście uważam za sprawę niezmiernie ważna i pilną. Tymczasem wciąż trwają prace nad decentralizacją, która ma być wprowadzona w 2015 roku. Za mało mówimy także o uwarunkowaniach, ale również o tym, co zrobiliśmy i osiągnęliśmy.

- To co zrobiła i osiągnęła PO, a o czym za mało się chwalicie?

- Ot, chociażby drogi i autostrady. Przecież wyraźnie widać, ze w ostatnich latach Polska się pod tym względem mocno zmieniła i zmienia nadal. A samo się to nie zrobiło…

- Ale Polacy widzą w tym bardziej zasługę pieniędzy unijnych niż rządów PO.

- Zasługą PO jest dobre wykorzystanie tych pieniędzy. Także w  województwie lubuskim, gdzie za naszych rządów wybudowano autostradę A2, buduje się drogę S3 i zmodernizowano wiele dróg powiatowych oraz gminnych.

- Jest pani przekonana, że gdyby nie rządy PO to tych kilometrów dróg nie byłoby?

- Tak. Na pewno nie byłoby autostrady A2. Uczestniczyłam w tym jeszcze  jako wojewoda i wiem ile wymagało determinacji, uporu i starań, żeby powstała.

- A samorząd województwa, marszałek Elżbieta Polak dobrze reprezentuje PO sprawując władzę w regionie?

- W pewnych kwestiach nie zgadzam się z panią marszałek Polak. Boli mnie na przykład, że drogi na północy województwa, szczególnie w powiecie gorzowskim, wyglądają tak jak wyglądają. Mam pretensje, że zbyt mało pieniędzy przeznacza się na remonty tych dróg.

- Czyli potwierdza pani, że polityka zrównoważonego rozwoju, równoprawne traktowanie Gorzowa i Zielonej Góry to  są tylko hasła?

- Niejednokrotnie miałam do tego zastrzeżenia i dawałam temu wyraz. Nie ma równowagi i konieczna jest zmiana tego stanu rzeczy. Pierwszy krok w tym kierunku został zrobiony przy tworzeniu strategii rozwoju województwa i układaniu listy priorytetowych inwestycji, ale to wymaga jeszcze właściwej realizacji. Trzeba o to walczyć, zabiegać. I mam zamiar tego pilnować. Cieszy mnie, że w strategii zapisana jest m.in. radiologia w gorzowskim szpitalu, most w Kostrzynie, ale trzeba tego dopilnować. Na spokojnie, bez hałasu, ale konsekwentnie. I będę konsekwentnie pilnowała

- W odniesieniu do gorzowskiego szpitala władze województwa wszystko robią co trzeba i należy?

- Ten szpital walczy o życie i trzeba mieć tego świadomość. Przekształcenie jest w tej sytuacji koniecznością, ale nie wszystkie działania, które temu towarzyszą podobają mi się. Nie podoba mi się, że niecały szpitalny majątek ma być przekazany spółce. Ponieważ jedynym właścicielem tego szpitala i spółki będzie samorząd województwa, który powinien zadbać o to, by spółka na starcie miała jak najlepsze warunki. Nie podoba mi się to, co się dzieje od dłuższego czasu wokół szpitala. Za dużo jest tych niedobrych sygnałów, których w tym momencie nie powinno być.

- To jaka będzie przyszłość tego szpitala, który jako spółka ma rozpocząć działalność bez majątku, który można byłoby sprzedać lub dać pod zastaw kredytu i ponad 100 milionami długu, z czego ponad 80 trzeba będzie przez 15 lat w ratach oddawać do kasy samorządu?

- Niewątpliwie to zmniejsza jego szanse na rozwój. Dlatego dobrze byłoby rozważyć czy cały ten dług wobec samorządu powinien być spłacony. Dobrze, że szpital ma oddawać te pieniądze właścicielowi, a nie komornikowi, ale właściciel nie powinien zarabiać na spółce, która powinna realizować funkcje leczniczą, czyli pełnić bardzo ważna rolę społeczną. Właściwe więc byłoby, żeby w przyszłości samorząd umorzył to zadłużenie

- Z drugiej strony mamy lotnisko w Babimoście, które kosztuje nas wcale niemałe pieniądze  i za 20-30 lat może wygenerować dług na poziomie dzisiejszego zadłużenia gorzowskiego szpitala. Znajduje pani w tym głębszy, szczególnie ekonomiczny sens?

- Już wiele razy mówiłam i nadal uważam, że dofinansowanie lotniska w Babimoście powinno się zmniejszać aż całkowitego zaniechania. To lotnisko powinno żyć, ale nie takim kosztem i nie w ten sposób utrzymywane. Tu potrzebne są inne pomysły i rozwiązania.

- Dziękuję za rozmowę.