W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

Reakcja musi być szybka

2013-08-21

Z Julią Chomską, psychologiem sportowym i terapeutą, właścicielką gabinetu Psycho Komfort,  rozmawia Ryszard Romanowski

medium_news_header_4638.jpg

- Pani nazwisko doskonale znane jest gorzowskim miłośnikom żużla. Czy ojciec, znany trener, wpłynął na pani wybór zawodu?

 - Zawsze związana byłam ze sportem. Od małego dziecka rodzice zapisywali mnie do różnych sekcji, abym uprawiała przeróżne formy aktywności sportowej. W szkole głównie grałam w tenisa. Często  obserwowałam również tatę w pracy i widziałam  jakimi formami sportu on się zajmuje. Zainteresowało mnie to szczególnie. Początkowo bacznie obserwowałam Hansa Nielsena, później Toniego Ricardsona i doszłam do wniosku, że praca z takimi ludźmi to coś dla mnie. Decyzja była prosta. Wybrałam studia w tym właśnie kierunku.

- Jeszcze stosunkowo niedawno psycholog w sportach motorowych był rzadkim zjawiskiem.

- W Polsce tak. Gdy zaczęłam pracować spotykałam starszych sportowców, którzy może nigdy nie korzystali z pomocy psychologa, ale zawsze gdzieś obok nich był jakiś mentor lub osoba która potrafiła nimi pokierować. Osoby te nie zawsze miały przygotowanie psychologiczne. Zauważyłam również, że mistrz świata w jakiejkolwiek dziedzinie nawet jak nigdy nie spotkał psychologa, to i tak stosuje elementy treningu mentalnego. Ja używam  ich mając podstawy teoretyczne, a on to robi intuicyjnie.

- Czy to może być kluczem do mistrzostwa świata?

- Na pewno tak. Gdzieś tam w sobie trzeba mieć coś, co ja muszę wyciągnąć. Jednakże bywa, że inna osoba robi to samo  intuicyjnie, nawet z tego nie zdając sobie sprawy i osiąga podobny efekt.

- Niektórzy zaś pozostają do końca na średnim poziomie…

- Sportowcy mają tendencje do porównywania się. Jedni w górę inni w dół i robią wszystko aby dorównać wybranym konkurentom. Wpływa to na frustrację, bo nie każdy od razu może być mistrzem, ani nie będzie wygrywał z mistrzem. Jednakże łatwiej jest wtedy wytworzyć motywację wewnętrzną. Ci, którzy porównują się z tymi gorszymi często zostają na tym niższym poziomie. Jeżeli im z tym jest dobrze, to wszystko w porządku. Zasadą jest jednak ciągłe dążenie w górę.

- Czy podobne zasady nie rządzą ludźmi nie uprawiającymi sportu, których marzeniem jest np. zdanie egzaminu lub awans zawodowy?

- Jestem terapeutką i staram się połączyć pracę ze sportowcami z pracą w gabinecie. Są takie czasy jakie są i ludzie coraz częściej potrzebują pomocy psychologicznej i wsparcia.  Praca ze sportowcami jest zupełnie inna, znacznie bardziej dynamiczna. To są dwa różne światy możliwe jednak do połączenia.

- Niektórzy zakładają np. że nigdy nie zdadzą egzaminu na prawo jazdy lub nie wyjdą zwycięsko z rozmowy kwalifikacyjnej w wymarzonej firmie. Czy nie ma tu analogii ze sportem?

- Jest podobnie jak w sporcie. Zawodnik wmawia sobie, że nigdy nie pokona któregoś z konkurentów. Trzeba od słowa do słowa tłumaczyć, że jednak jest to możliwe. Tego co brakuje wielu ludziom ze sportowcami włącznie to cierpliwość i upór w dążeniu do celu. Obojętnie czy celem będzie nauczenie się jakiejś teorii z matematyki czy zdobycie iluś punktów w meczu lub mistrzostwa w zawodach. Problem ten prześladuje zarówno osoby przychodzące do gabinetu, jak i sportowców nawet tych z tzw. najwyższej półki. Zresztą, cierpliwość nie jest w naszych czasach mocną stroną chyba nikogo. Zdarza się, że gdy osiągniemy jakiś cel np. wymarzoną pracę trudno nam sprostać jej realiom. Tak jakoś jest, że wiele osób nastawia się głównie na to aby ,,gonić króliczka’’. Jak już go złapie to nie bardzo wie co z nim  zrobić. Bardzo podobnie bywa w sporcie. Gdy się osiągnie wymarzony cel często spoczywa się na laurach. Powstaje problem z motywacją i mobilizacją. Uznajemy, że wcale nie jest  to to czego naprawdę chcieliśmy. Trzeba obrać sobie nowy cel, wyżej podnieść poprzeczkę czyli dążyć do samorealizacji i rozwoju. Jest to coś nad czym każdy człowiek powinien pracować w sporcie, pracy, biznesie czy życiu prywatnym.

- Wróćmy do sportu. Żużel to jakby godzenie ognia z wodą. Z jednej strony sport indywidualny a z drugiej zespołowy.

- Tak, żużel to bardzo skomplikowana sprawa. Jest to jedyny sport na świecie, który pozornie jest drużynowy a tak naprawdę bardzo indywidualny. Zawodnicy w niedzielę ścigają się w jednej drużynie a już we wtorek stają naprzeciw siebie w zupełnie innych zespołach. Później dochodzi jeszcze jakaś liga, następnie kilka zawodów indywidualnych, Grand Prix itd. Nikt nie zamknie gazu, bo z boku ma kolegę ze swojej drużyny. Jak się ubiera kask czegoś takiego po prostu nie ma. Jest bardzo trudno zbudować drużynę podobną charakterologicznie a przede wszystkim  trudno o menagera lub trenera, który takie sprawy potrafi zawodnikom wpoić. W żużlu najważniejsi to kapitan drużyny, który współpracować ma bardzo dobrze czy to z trenerem czy menagerem. Muszą być te dwa połączone ogniwa, aby reszta zawodników  widziała ten autorytet i chciała się mu podporządkować. Drużyna gwiazd w żużlu, ale również w innych dyscyplinach nigdy nie odniesie sukcesu. Nie może być dwóch liderów. Do tego jak jeszcze dojdzie trener i prezes, z których każdy chciałby dominować, to już prawdziwe nieszczęście.

- Stosuje pani Biofeedback, metodę opracowaną przez NASA. Na czym ona polega?

- Z góry postawiłam na nowoczesną psychologię i jako psycholog sportu, i jako terapeuta. Jest to nowoczesny trening mózgu, dzięki któremu możemy wpływać na fale mózgowe.  Jest to ważne, bo każda z 6 fal  jest odpowiedzialna za coś innego.   Poprzez tryb życia np. stresy, pracę, dzieci itd. te fale się zaburzają. Nawet zwykły wypadek lub tylko gwałtowne hamowanie powodujące, że głowa przemieszcza się do przodu sprawiają, że fale zmieniają swój rozkład. Podobnie stres zaczyna blokować nam sen i nie możemy się wysypiać, dochodzą bóle głowy i problemy z koncentracją. Przykładów jest bardzo dużo. Dlatego nawet osoba nie uprawiająca sportu  wyjdzie z takiej terapii w znacznie lepszym stanie. W wypadku sportowców można w ten sposób pracować nad refleksem, koncentracją , tzw. adrenaliną czy gotowością startową .

- Czy Biofeedbeck stosowany jest również w innych dyscyplinach sportu?

- Metoda ta od bardzo dawna stosowana jest w sportach motorowych a szczególnie w Formule 1. NASA początkowo prowadziła testy właśnie na zawodnikach F1. Musieli mieć materiały porównawcze z samego szczytu sportów motorowych. Zawodnicy bardzo sobie to chwalą. Oczywiście nie można wymienić nazwisk, bo jest to bardzo utajnione. 

- Czy stosując tę metodę długo trzeba czekać na efekty?

 - Każdy chce zobaczyć efekty od razu. Na początku widzi tylko wykresy. Później refleks. Jeżeli widzi, że czas reakcji mu się polepszył, to już jest szczęśliwy. Gdy widzi powtarzalność na zawodach, to dla niego nic już więcej się nie liczy. To już nie jest tak, że idzie się do psychologa, kładzie na kozetce i rozmawia o problemach, chociaż czasem trzeba zastosować i taki sposób. Na ogół jednak rozwiązujemy jak najszybciej problemy z refleksem i koncentracją. Jest to szybkie podejście, bo w tym wypadku naprawdę nie ma czasu, szczególnie gdy trwa sezon. Kontuzja czy odstawienie od składu to dla zawodnika strata czasu i pieniędzy. Spada w rankingach i ma problem, aby się wybić w kolejnym sezonie. Reakcja musi być bardzo szybka.

- Dziękuję za rozmowę.