W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

To jest katastrofa dla polskiego żużla

2013-08-28

Z Ireneuszem Maciejem Zmorą, prezesem Stali Gorzów, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_4698.jpg FOT. ROBERT BOROWY

 

- Sezon ligowy dla Stali już się zakończył. Zajęcie piątej pozycji jest sukcesem dla obrońców wicemistrzowskiego tytułu, czy jednak sportową porażką?

- Przed sezonem postawiliśmy drużynie cel w postaci awansu do pierwszej czwórki i oceniając wynik pod tym kątem nie możemy być zadowoleni. Z drugiej strony zabrakło naprawdę niewiele. Prawdopodobnie tylko jednego małego punktu w Lesznie. Zapewne byśmy go zdobyli, gdyby nie pechowa kontuzja obojczyka Tomka Gapińskiego. Pojechałby on w pięciu wyścigach, a nie tylko w dwóch. Dodatkowo trener Piotr Paluch miałby możliwość innego wykorzystania Bartka Zmarzlika. Zabrakło sportowego szczęścia.

- Zgoda, ale leszczynianie pojechali bez Przemka Pawlickiego, nie wspominając o wcześniej już kontuzjowanym Tobiaszu Musielaku. Może szansę na medal straciliśmy nieco wcześniej? Nie chcę już wracać do początku sezonu i porażek u siebie z PGE Marmą Rzeszów czy z Unią Leszno. Przypomnę jednak, że za łatwo oddaliśmy bonusy w meczach z Falubazem Zielona Góra i Unibaksem Toruń.

- Nas też dopadały w trakcie rozgrywek kontuzje. Taki właśnie był ten sezon. Remisy w Gnieźnie czy Rzeszowie my wyrwaliśmy gościom z gardła. Dlatego te wszystkie dziwne sytuacje na sam koniec sezonu na pewno gdzieś się zrównoważyły, dlatego przed wyjazdem do Leszna nie zastanawialiśmy się nad tym co było. Chcieliśmy na popularnym ,,Smoku’’ wygrać pięcioma punktami i nie udało się. Trudno, to już wszystko jest jednak historią.

- Szukając w tym wszystkim pozytywów cieszmy się więc, że Stal utrzymała się w ekstralidze, bo do 17 kolejki nie było to takie pewne...

- Kiedy zimą budowaliśmy zespół wśród fachowców i kibiców pojawiły się wątpliwości, czy ta drużyna jest w stanie utrzymać się w gronie najlepszych. Zarząd klubu twierdził wręcz coś przeciwnego. My naprawdę wierzyliśmy w awans do strefy medalowej. I dzisiaj chyba wszyscy niedowiarkowie powinni przyznać, że Stal w przemeblowanym składzie miała potencjał, ale ze względu na zmiany regulaminowe i spadek do niższej ligi aż trzech drużyn, przez większą część sezonu balansowaliśmy pomiędzy strefą spadkową a grupą zespołów walczących o awans do play off. Ja będę upierał się, że bliżej nam było do tych najlepszych niż do spadkowiczów.

- Przyznam, że przed meczem w Lesznie z przerażeniem słuchałem pańskich słów, że z finansowego punktu widzenia Stali nie opłaca się awansować do strefy medalowej. Ba! Podobne zdanie wypowiedział prezes Unii Leszno Jerzy Dworakowski. Czegoś w tej sytuacji zaczynam nie rozumieć. Czyżby liga żużlowa była wtedy opłacalna, gdyby w ogóle nie jeżdżono?

- Może te słowa szokują kibiców, ale są prezesi, którzy mówią otwarcie o lawinowo rosnących z roku na rok kosztach. Wpływy z meczów, nawet w play off, nie są w stanie pokryć wydatków związanych z tymi spotkaniami. Oczywiście, taki pojedynek jak z Falubazem pozwoliłby nam sfinansować mecz u siebie, ale pozostaje jeszcze wyjazd. Powiem jaśniej, nam żeby zbilansował się budżet klubu potrzebny jest jeden strategiczny sponsor, który przelałby na konto około miliona złotych. To, że jeszcze staramy się walczyć na poziomie ekstraligi, to zasługa kibiców, którzy przychodzą na stadion w dosyć dużej liczbie oraz lokalnych sponsorów. Chciałbym im bardzo podziękować, bo większość z nich wcale nie musi nam pomagać. Ale oni kochają żużel, kochają Stal.

- Słowem, polski żużel, gdyż wspomniane problemy nie dotyczą tylko Stali, nadal żyje ponad stan?

- W tym przypadku powiedzenie ,, zastaw się, a postaw się’’ jest jak najbardziej trafne. Z drugiej strony klubowi działacze doskonale wiedzą, że szansą na utrzymanie się na powierzchni jest bycie w najwyższej klasie rozgrywek. Spadek to naprawdę katastrofa. Dlatego uważam, że kłopot tak naprawdę tkwi w działaniach Polskiego Związku Motorowego. Cały czas kierujemy do tego organu propozycje, żeby wreszcie uregulować rynek, a wzorem niech będą inne ligi, głównie angielska i szwedzka.

- To proszę podać 2-3 rozwiązania, które miałby wprowadzić PZMot. celem ratowania finansów polskich klubów żużlowych.

- Najważniejsze jest utrzymanie Kalkulowanej Średniej Meczowej, dlatego, że tylko tą metodą można ,,pozbyć się’’ kilku czołowych zawodników z polskiej ligi. Jeżeli zabraknie miejsca dla pięciu zawodników z czołowej ,,czterdziestki’’ od razu spadną stawki za kontrakty.

- KSM jest od kilku lat i dlaczego do tej pory nie udało się wyregulować rynku?

- Dlatego, że nadal nie potrafimy znaleźć optymalnej średniej, takiej dzięki której podaż będzie niższa od popytu. Najgorsze jednak jest, że już zbliżamy się do tej granicy, a PZMot. funduje nam zniesienie średniej. To jest katastrofa dla polskiego speedwaya.

- Co poza KSM-em władze naszego żużla miałyby wprowadzić, żeby ratować finanse klubów?

- Regulamin finansowy. Zdaję sobie sprawę, że tenże regulamin przez niektórych działaczy byłby nagminne omijany, ale brak regulaminu zupełnie rozkłada finanse większości klubów. Dobrze skonstruowany regulamin spowodowałby, że to zawodnicy musieliby kombinować, a nie kluby. Jestem przekonany, że pokonywanie różnych labiryntów dotyczyłoby niewielkiej grupy żużlowców i klubów.

- A czy normalne jest, że sezon ligowy dla wielu klubów trwa zaledwie cztery miesiące?

- Oczywiście, że nie. Zmiany, które zostały wprowadzone przez prezesa PZMot. Andrzeja Witkowskiego poprowadzą żużel w odwrotnym kierunku niż powinny. Żeby polska liga była atrakcyjna, musi wykreować ciekawy produkt rynkowy. On będzie ciekawy tylko wtedy, kiedy będzie łatwo dostępny dla szerokiego grona odbiorców. A kiedy będzie dostępny? Wtedy, kiedy będzie w dużej ilości miast. Czyli ekstraliga powinna składać się z dziesięciu, a nawet dwunastu zespołów. Dostępny będzie wtedy, kiedy walka będzie toczyła się przez sześć, a nie cztery miesiące. Dostępny będzie również wówczas, kiedy ceny biletów zostaną skalkulowane na poziomie możliwości finansowych przeciętnego kibica. Żeby obniżyć jednak te ceny, trzeba obniżyć wydatki klubowe. Słowem, muszą ulec redukcji płace dla zawodników, bo w tej chwili są one bardzo wysokie.

- O ile trzeba byłoby obniżyć wydatki klubów, żeby żużel wreszcie stał się sportową zabawą, a nie walką o przetrwanie?

- Minimum 30 procent. Realne budżety, jakie większość polskich klubów ekstraligowych jest w stanie zebrać, to poziom 5-6 milionów złotych. To i tak jest znacząco więcej niż w klubach angielskich czy szwedzkich, nie wspominając o wyjątkowo biednych klubach duńskich. A od razu zaznaczę, że wpływy z biletów na przykład w Szwecji mogą być wielokrotnie wyższe, bo tam średnio bilet kosztuje trzy razy tyle co u nas.

- Niedawno usłyszałem pańskie słowa o czarnych chmurach nad Stalą. Jak je odczytywać?

- Dosłownie. Te czarne chmury nad naszym klubem wiszą od zeszłego roku i pomimo ogromnych starań sytuacja finansowa klubu nadal jest skomplikowana. Jako zarząd staramy się nie pogłębiać problemów, ale nie jest to takie proste.

- Czyli rozumiem, że zbyt bogato klub żył przed trzema, dwoma laty?

- Nie, kłopot wziął się z kryzysu gospodarczego. Notujemy zdecydowanie niższe wpływy od sponsorów. Innym problemem jest brak odpowiednio wysokich wpływów ze sprzedaży biletów na Grand Prix czy na poszczególne mecze ligowe. Przy czym od razu zdementuję plotki, że dokładamy do Grand Prix. Nie jest to prawdą. Zarabiamy na tej imprezie, ale zdecydowanie mniej niż planowaliśmy.

- Jeżeli zapytam, jaki obecnie dług posiada Stal Gorzów, to usłyszę wiarygodną odpowiedź?

- Niestety, nie mogę tego powiedzieć, ale myślę, że dla kibiców nie jest to istotne. Jako spółka musimy sami sobie z tym poradzić i robimy wszystko, żeby wyprowadzić klub na prostą.

- Może kibiców to rzeczywiście nie interesuje. Oni żyją tym, co czeka ich w przyszłym sezonie. Co ich więc czeka?

- Doskonale o tym wiem. Na razie mamy trzy miesiące na wyjście z wszystkich problemów oraz przymierzenie się do zbudowania drużyny na nowy sezon. Mamy o tyle ułatwioną sytuację, że posiadamy ważne kontrakty z naszymi młodzieżowcami oraz z Linusem Sundstroemem i Krzysztofem Kasprzakiem. Do zbudowania podstawowego zespołu brakuje nam przynajmniej trzech zawodników. Ale nie jest to pięciu czy sześciu.

- Żeby jednak zagwarantować kontrakt na przykład Kasprzaka też są potrzebne bardzo duże pieniądze. Skąd je wziąć w sytuacji kryzysu?

- Czeka nas karkołomna praca. Przy czym, jeżeli chodzi o posiadane kontrakty, to ich realizacja dotyczy przyszłego roku. Nie mają one wpływu na obecne trudności, dlatego na razie tym problemem się nie zajmujemy.

- Kibice liczą jednak na wzmocnienia, zwłaszcza że w przyszłym roku do walki w ekstralidze przystąpi tylko osiem zespołów.

- Powiem krótko: o podziale medali decydować będą budżety klubów. Kto będzie miał więcej pieniędzy, ten będzie miał szansę zająć wyższą pozycję.

- Czy Matej Zagar powróci do Gorzowa?

- Słoweniec wyraził chęć startów w naszym zespole, my również jesteśmy tym zainteresowani. Do rozwiązania pozostaje kwestia wysokości kontraktu.

- Kto jeszcze mógłby przyjść do Stali?

- Mógłbym powiedzieć, że wszyscy zawodnicy z drużyn, które opuściły ekstraligę mogą być w kręgu naszego zainteresowania, ale oczywiście żadnego nazwiska tak naprawdę potwierdzić nie mogę. Dlaczego? Bo choć szanse na utrzymanie KSM są niewielkie, to ciągle łudzimy się, że władze polskiego speedwaya pójdą po rozum do głowy i jednak nie puszczą wszystkiego na żywioł. Jeżeli nie będzie KSM-u, wtedy o budowie składu zadecydują tylko realne możliwości finansowe klubu.

- Władysław Komarnicki, honorowy prezes Stali, z chwilą wejścia do Rady Nadzorczej Ekstraligi Żużlowej musiał mocno ograniczyć swoją aktywność medialną. Przez to trochę zniknął z pola widzenia. Jestem ciekawy, czy jednak nadal jest blisko klubu?

- Życzyłbym każdemu ośrodkowi w Polsce, żeby były prezes tak aktywnie działał i nadal pomagał klubowi, z którego odszedł. I gwarantuję tu, że pan Komarnicki nie steruje klubem z tylnego siedzenia, jak to niektórzy chcieliby widzieć. Jego pomoc jest bardzo wymierna, pomaga nam w poszukiwaniu sponsorów i nie ma w zwyczaju wtrącania się w politykę klubową. Decyzje, które zapadają w Stali, są efektem samodzielnej działalności aktualnego zarządu.

- Przed nami walka o medale. Będziemy ją obserwować z pozycji kibiców. Kto pana zdaniem sięgnie po mistrzostwo Polski?

- Chciałbym, żeby złoty medal był na Ziemi Lubuskiej, ale coś czuję, że w finale pojadą ekipy z Tarnowa i Częstochowy. Jeżeli tak się stanie, mistrzostwo Polski trafi pod Jasną Górę.

- Stal nadal ma szansę sięgnąć w tym sezonie po złoty medal mistrzostw Polski. Co prawda już nie w rywalizacji drużynowej, ale parowej. W najbliższy piątek (30 sierpnia) o godzinie 18.00 w Gorzowie po raz czwarty w historii odbędzie się finał MPPK. Kto pojedzie w naszych barwach i jakie nadzieje wiąże pan z tym startem?

- To jest sport, dlatego powiem ostrożnie, że cieszyłbym się ze zdobycia medalu. Na pewno pojedzie Krzysztof Kasprzak. Ma mu towarzyszyć Bartek Zmarzlik. W rezerwie pojawi się prawdopodobnie Adrian Cyfer lub Paweł Hlib. Oczywiście zapraszam kibiców na to wydarzenie, ceny biletów skalkulowaliśmy na poziomie 20 i 15 złotych. Posiadacze karnetów mają wstęp wolny. Do dyspozycji widzów będzie dolna trybuna. Mistrzostwa par w tej chwili nie mają może tak wysokiego prestiżu jak kiedyś, ale jestem przekonany, że gorzowski finał będzie stał na wysokim poziomie i dostarczy mnóstwo emocji. Liczymy też na naszą młodzież, która 4 września pojedzie w Częstochowie w finale młodzieżowych drużynowych mistrzostw Polski. Po zdobyciu srebrnego medalu w Lidze Juniorów bez Bartosza Zmarzlika nasze aspiracje urosły do tego, żeby sięgnąć po medal w MDMP. Zwłaszcza, że w finale Bartek ma już pojechać. Są to może drobne rzeczy, ale kibiców każdy medal mistrzostw kraju powinien cieszyć.

- Dziękuję za rozmowę.