W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

Wiedzą czego mogą się po mnie spodziewać

2013-09-03

Z Piotrem Dębickim, dyrektorem gorzowskiego szpitala, rozmawia Jan Delijewski

medium_news_header_4766.jpg

- Pan bardzo chciał zostać dyrektorem gorzowskiego szpitala i prezesem przyszłej szpitalnej spółki, czy to pana bardzo tam chcieli?

- Trudno odpowiedzieć na takie pytanie. Miałem dobrą pracę, z której byłem zadowolony, a przeszedłem tutaj, bo otrzymałem taka propozycję. Gorzów to moje miasto, tu się urodziłem i tutaj mieszkam. A gorzowski szpital to spore wyzwanie i cieszę się, że mogę nim pokierować. Ten szpital ma wielki potencjał, trzeba go wykorzystać. I postaram się to zrobić.

- Jest pan przede wszystkim lekarzem i oczywista byłaby funkcja zastępcy ds. medycznych, ale prezesowanie w spółce… Tu chyba jednak bardziej potrzebne są kwalifikacje menadżerskie?

- Ale moje kwalifikacje menadżerskie nie są najgorsze. Mam dyplom MBA w zakresie zarządzania i to nie tylko w ochronie zdrowia, ale w ogóle. Mam również praktykę w zarządzaniu szpitalami i to nawet już sporą.

- Ile jest prawdy w tym, że na stanowisko swego zastępcy chce pan ściągnąć swojego byłego już  szefa ze szpitala w Drezdenku?

- Jak przyjdzie, to będzie wiadomo. Na pewno dobrze byłoby z nim współpracować, ponieważ jest doświadczonym menadżerem – był wcześniej szefem spółki komunalnej, był także likwidatorem, syndykiem.

- Na ile doświadczenia ze szpitala w Drezdenku, który wcześniej został przekształcony w spółkę przydadzą się w naszej szpitalnej spółce?

- Oczywiście, że bardzo się przydadzą. Co prawda szpital w Drezdenku jest zdecydowanie mniejszy, ale jak każdy szpital musi spełniać wszelkie wymogi formalne z tym związane. W Gorzowie trzeba to tylko pomnożyć razy dziesięć.

- Jednakże w Gorzowie  skala działania, a tym samym potrzeby i wymagania są znacznie, znacznie większe. Wystarczy proste pomnożenie?

- Tak, upraszczając nieco, bo i możliwości w Gorzowie są o wiele, wiele większe.

- Zaskoczyło coś pana po powrocie do gorzowskiego szpitala?

- Nawet bardzo, ale pozytywnie i negatywnie. Pozytywnie byłem zaskoczony tym, że cały proces przekształcenia był o wiele lepiej przygotowany niż przedstawiono to w mediach. Wydaje mi się, że zarówno w szpitalu jak i urzędzie marszałkowskim wykonano bardzo dużo ciężkiej pracy. I tu nie widzę większych zagrożeń. Natomiast negatywnie zaskoczyło mnie, że w szpitalu jest duży problem ze stosunkami międzyludzkimi, że także z tego powodu są braki kadrowe, co nie jest łatwe do zmiany, bo w naszym regionie nie ma zbyt wielu lekarzy specjalistów.

- To jak przyjęli pana lekarze, pielęgniarki i inni pracownicy?

- Mam wrażenie, że ciepło i z pewną nadzieją. Znają mnie przecież, pracowałem tu kilkanaście lat i wiedzą czego mogą się po mnie spodziewać, i czego nie muszą się obawiać. Ta współpraca już zaczyna się układać, choć jest parę problemów, które spędzają mi sen z powiek. Jestem jednak przekonany, że wszyscy rozumieją, iż przed szpitalem pojawiła się szansa, z której musimy skorzystać.

 - Ze związkami zawodowymi też się panu uda ułożyć  współpracę?

- Oczywiście. Jest to grupa ludzi, która zachowuje się bardzo odpowiedzialnie, co zresztą widać po jej działaniach.

- W przeszłości jednak różnie z tą współpracą ze związkami bywało…

- W przeszłości w ogóle różnie bywało, ale nie zamierzam wracać do przeszłości, bo teraz gra idzie o przyszłość.

- W czym upatruje pan szanse szpitalnej spółki, której ma pan zostać prezesem? Jakie będą jej atuty?

- Atutów jest całe mnóstwo. Szpital jest monopolistą, jeżeli chodzi o świadczone specjalistyczne usługi. W promieniu 100 kilometrów nie ma drugiego takiego szpitala, który ma taki szeroki wachlarz usług, dysponuje taką kadrą i takim sprzętem. Stan szpitala także nie jest zły, bo wykonano wiele remontów i modernizacji. W ostatnich latach pojawiło się też sporo dobrego sprzętu. Jednakże jego największym atutem jest kadra, zarówno lekarska jak i pielęgniarska. Również pracownicy administracji i obsługi są na wysokim poziomie. No i w końcu jest także popyt na te usługi i pod tym względem  nie ma problemu z wykonywaniem kontraktu, gdyż są pacjenci. A nie we wszystkich szpitalach tak się dzieje.

- Jakie widzi pan największe zagrożenia?

- Najpoważniejszym zagrożeniem, przynajmniej w tej chwili, są braki kadrowe, brakuje bowiem specjalistów. Myślę, że uda nam się to zmienić i damy radę.

- Właśnie, w ostatnich latach sporo lekarzy stąd odeszło. Przewiduje pan jakieś powroty?

- Mam nadzieję, że takie nastąpią, gdyż uważam, że ludzie, którzy byli związani z tym szpitalem i sporo w nim przeszli, powinni być w nim również wtedy, kiedy będzie się w nim lepiej działo. Wierzę, że tak się stanie.

- A transfery nowych specjalistów z innych szpitali? Bo sam pan mówi, że w wielu specjalnościach odczuwalne są kadrowe braki.

- Będziemy o nich zabiegać, bo wbrew temu co niektórzy tutaj wieszczą, ten szpital ma się rozwijać a nie zwijać. Jest sporo dziedzin medycyny, które powinny być w gorzowskim szpitalu reprezentowane i się w nim rozwijać, czy to w formie poradni czy oddziału. Także te, których jeszcze tu nie ma.

- Dużo obaw związanych jest z niedochodowymi procedurami i oddziałami. Chodzi o to czy nie będą prędzej lub później likwidowane.  Jak z nimi będzie?

-  W każdej branży są przedsięwzięcia dochodowe i mniej dochodowe. Rzecz w tym, że porządna i szanująca się firma prowadzi wszechstronną działalność, bo patrząc szerzej i dalej jej się to opłaca. Usługi muszą się uzupełniać i stanowić kompleksowa ofertę. Nie widzę więc w tym zakresie zagrożeń, że trzeba będzie likwidować jakieś procedury czy oddziały, bo one są szpitalowi zwyczajnie potrzebne.

- Problem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, gdzie jak w soczewce skupiają się wszystkie szpitalne bolączki i braki w zarządzaniu, organizacji i kadrach też pan jakoś rozwiąże?

- Dzisiaj to najbardziej palący problem do rozwiązania. Już podjęte zostały działania, żeby ściągnąć lekarzy specjalistów. W pierwszej kolejności tych, którzy kiedyś tu pracowali, ale też pilnie szukamy innych. Delegowanie na siłę lekarzy, szczególnie rezydentów, do pracy na SOR nie powinno mieć miejsca. Lekarze rezydenci są w szpitalu po to, żeby się uczyć, a nie łatać dziury i to na pierwszej linii szpitalnego frontu. Wzmocnienia także wymaga tam zespół pielęgniarek, bo jest ich za mało.

- A tegoroczny kontrakt z NFZ, który w jakiejś mierze będzie stanowił podstawę przyszłorocznego, zostanie zrealizowany?

- Z posiadanych w tej chwili informacji wynika, że kontrakt jest realizowany i nie ma obaw o jego wykonanie. Spodziewamy się, że w wielu miejscach zostanie raczej przekroczony.

- Zdaje się, że ma pan solidne wsparcie ze strony zarządu województwa, czyli reprezentantów organu właścicielskiego, ale interes właściciela nie zawsze idzie w parze z interesem szpitala, rozumianego przede wszystkim jako dobro pacjenta, czego zdaje się doświadczył Marek Twardowski. Nie obawia się pan tego?

- Działań i postawy Marka Twardowskiego nie zamierzam w żaden sposób komentować. To już historia i tyle. Natomiast zarząd województwa  jako organ władzy publicznej ma za zadanie zapewnić mieszkańcom regionu dostęp do usług medycznych. W związku z tym nie widzę możliwości, żeby pojawiły się tu jakieś sprzeczności czy nieporozumienia. Oczywiście zarząd ma prawo oczekiwać, że szpital jako firma będzie dobrze zarządzany i będzie się bilansował.

- Z Markiem Twardowskim spotkał się pan, rozmawiał z nim?

- Odbyłem z nim dłuższą rozmowę na początku jego dyrektorowania…

- Pytam raczej o rozmowę po zakończeniu jego urzędowania w gorzowskim szpitalu.

- Nie rozmawiałem i nie widzę takiej potrzeby. Moja opinia na temat pana Marka Twardowskiego nie uległa zmianie od tamtego czasu.

- To jaka to opinia?

- Pozostawię ją dla siebie. Powiem tylko, że jest podobna do tej prezentowanej przez większość gorzowian.

- Dziękuję za rozmowę.