W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

W oświacie nie ma pieniędzy

2013-09-11

Z Danutą Przybysz, nauczycielką plastyki, rozmawia Ryszard Romanowski

medium_news_header_4833.jpg

- Dlaczego wiele przedmiotów oraz zajęć pozalekcyjnych znika z programów szkolnych lub podlega poważnym ograniczeniom, m.in. plastyka?

-  Zdaniem  władz oświatowych uczę przedmiotu nie egzaminacyjnego. Przejrzałam programy tzw. przedmiotów egzaminacyjnych i okazało się, że w wiele z nich jest związanych ze sztuką. Szczególnie język polski i historia. Dlaczego w programach jest coraz mniej wiedzy o sztuce i jej historii nie jestem w stanie odpowiedzieć.

- Wiele działań w oświacie tłumaczy się nie tyle oszczędnościami co niżem demograficznym. Łatwo przewidzieć, że niebawem zacznie się wyż. Czy można z tego wnioskować, że polska oświata nie potrafi planować długofalowo i pracuje dosłownie z dnia na dzień?

- Posłużę się przykładem. W tym roku tylko w Szkole Podstawowej nr 13 przyjęto 9 klas pierwszych, a klas pierwszych gimnazjalnych jest 4. Już zdarzają się niższe klasy, w których jest ponad 30 osób, a zakłada się że nie może być więcej niż 24, a w gimnazjum 28.

Kiedyś w związku z niżem zlikwidowano zawodówki i dotychczas trudno je odbudować. Nauczyciele zrobili kolejne kursy podyplomowe i rozeszli się po rożnych szkołach ucząc zupełnie innych przedmiotów. Zniknęła cała baza, warsztaty itp. Wtedy jakoś nie przewidziano, że niebawem absolwenci takich szkół będą rozpaczliwie poszukiwani zarówno przez uczelnie, jak i pracodawców.  Były dobrze wyposażone gabinety np. chemiczne, fizyczne, geograficzne, w których nauczyciel z młodzieżą prowadził doświadczenia. Obecnie prawie nic z tego nie zostało, bo nie ma pieniędzy na wyposażenie, ani na zapewnienie bezpieczeństwa.

- Jest za to dziwny przedmiot pod nazwą edukacja dla bezpieczeństwa.

- Uczy się na nim praktycznych rzeczy np. udzielania pierwszej pomocy itp.

-  A uczy się również bezpiecznej obsługi urządzeń technicznych i źródeł energii? Potrzebna jest do tego przecież przynajmniej podstawowa wiedza techniczna, a często i doświadczenia.

- Tym zajmowano się kiedyś na zajęciach z techniki. Chociaż z tym przedmiotem też bywało różnie. Pamiętam jak niegdyś mój  uczeń najlepszy z matematyki miał z techniki jedynkę na półrocze. Zapewne wiele przerabianych tematów oderwanych było zarówno od teorii jak i technicznej praktyki.

- Z innymi nie egzaminacyjnymi przedmiotami nie było podobnie?

- Wróćmy do plastyki, bo od niej jestem specjalistką, Pamiętam z dawnych czasów, że przedmiot ten doskonale uzupełniał się szczególnie z historią i językiem polskim. Uczniowie mogli zdobyć niezłą wiedzę o wydarzeniach historycznych, literaturze, architekturze i w ogóle wszelkich sztukach każdego przerabianego okresu Do niedawna tak było do klasy 7, kiedy plastyka wchodziła w sztukę współczesną, której historia już nie interesuje.

- Oglądając pobieżnie sterty nowych kolorowych  podręczników można dojść do wniosku, że narzekać można jedynie na nadmiar wiedzy z każdej dziedziny.

- Rzeczywiście powstała masa wydawnictw. Wydaje mi się jednak, że byłoby rozsądniej, aby wydawano podręczniki w których różne przedmioty były skorelowane. W praktyce jest tak, że jeden nauczyciel wybiera podręcznik jakiegoś tam wydawnictwa, drugi zupełnie innego itd. W efekcie wychodzi totalny,, misz masz’’. Na jednym przedmiocie uczy się np. o początkach naszej ery, na drugim przerabia się coś ze współczesności.  Słyszałam od ucznia w gimnazjum, że rok 1955 był XIX wieku i trudno mu było wytłumaczyć, że jest inaczej.

- Czy nie jest to przypadkiem efektem presji wywieranej na nauczycieli, chociażby poprzez groźbę zwolnień?

-  W jakimś stopniu tak. Każdy dba wyłącznie o własny interes. Zdarzyło się, że uczeń, który w konkursie doszedł do najwyższego szczebla nie potrafił odpowiedzieć na najprostsze pytania i odpowiedziami rozbawił komisje. Pytanie jak przeszedł szczeble szkolne. Odpowiedź może być tylko jedna – oszustwem. Jego nauczycielka chciała mieć jakiś sukces.   Nauczyciele walczą o godziny w szkołach. W moim przypadku jest 11 do 12 godzin tygodniowo i trzeba szukać zatrudnienia jeszcze gdzie indziej. Niektórzy, tak jak ja, realizują również pewne projekty.

- Mówimy o projektach unijnych?

- W ubiegłym roku było dużo projektów pochodzących z miasta. Pieniądze były oczywiście z ze środków unijnych. Pracowaliśmy np. nad grafikami. Wchodzimy  również w projekty ogólnopolskie. Kiedyś było tak, że przy projekcie unijnym  opracowanym przez jakąś szkołę pracowali nauczyciele z tej szkoły. Obecnie tak nie można. W projekcie musi uczestniczyć nauczyciel z innej szkoły. Ci którzy napisali projekt występują w roli koordynatorów.  Łatwiej byłoby prowadzić projekt nauczycielowi, który zna dzieci, wie o problemach każdego z nich, a tak wchodzi obcy człowiek.  Człowiek ten pracuje a autor projektu jeszcze go kontroluje i występuje w charakterze obserwatora. Oczywiście wszystkiemu towarzyszy stos przeróżnych papierów. Żeby to chociaż były jakieś ważne dokumenty, a nie ciągłe pisanie i bezustanne  powielanie tego samego. Naprawdę szkoda lasów. To, że mamy internet wcale nie wpływa na zmniejszenie ilości papierów do wypełnienia, wręcz przeciwnie.  Warto  dodać, że projekty są zastrzykiem pieniędzy dla szkół. Kupione za nie materiały, narzędzia i inne niezbędne pomoce po zakończeniu projektu zostają w szkole.

- Słyszałem, że wielu nauczycieli pomoce szkolne kupuje także za własne pieniądze. Prawda to?

 - Oczywiście, bo miasto na wszystko brakuje pieniędzy. Potrzebne rzeczy kupuje za własne pieniądze nauczyciel bądź rodzice. Cenne są wpłaty na komitet rodzicielski, ale z racji tego, że dobrowolne, nie wszyscy płacą.

  - Mówi się sporo o szkołach zawodowych i braku kadry technicznej, nawet tej najniższej. Uniwersalnym językiem technicznym jest rysunek, czy dzieci nauczą się go w szkole? Nie chodzi mi o fachowy rysunek techniczny. Podobno również coraz więcej młodych ludzi nie potrafi korzystać z mapy.

- Godzin plastyki jest bardzo mało. Uczniowie, którzy mają jakiś tam talent rysują sobie po książkach i zeszytach np. od matematyki, co nie jest mile widziane. Tymczasem na wielu kierunkach technicznych wymagana jest umiejętność rysunku, a nie wyłącznie obsługa programów graficznych na ekranie komputera, której również trudno się w szkole nauczyć.  Dobrym przykładem może być Liceum Plastyczne, które co roku robi konkurs dla gimnazjalistów. Nauczyciele zauważyli, ze z roku na rok dzieci coraz gorzej rysują. Pytanie kiedy mają to robić? W 4, 5 i 6 klasie plastyka była nauczana wymiennie z umuzykalnieniem i na tym edukacja się zakończyła. Z innymi umiejętnościami bywa podobnie i nic nie wskazuje na to, aby sytuacja ta miała się zmienić.

- Dziękuję za rozmowę.