W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

Warto porównać Gorzów i Wałbrzych

2013-09-18

Z Januszem Ceterą, byłym prezesem gorzowskiej Agromy, managerem i wodniakiem rozmawia Ryszard Romanowski

medium_news_header_4898.jpg

- Przez wiele lat działał pan gospodarczo na Dolnym Śląsku, głównie w branży samochodowej. Jak przy tamtejszych realiach rynkowych wygląda Gorzów?

- Dolny Śląsk w pewnym okresie był gigantem, jeżeli chodzi np. o sprzedaż nowych samochodów. Były i są tam duże firmy działające na zasadach dealerskich. Szczególnie w samym Wrocławiu, który jest bardzo dużym miastem. Ja zajmowałem się sprzedażą głównie Hyundaia i Suzuki. Miałem przyjemność kierować Hyundaiem, gdy ten obchodził 10 lecie swojej obecności na naszym rynku motoryzacyjnym. Był to rok 1999 lub 2000. Wielu Wrocławskich dealerów było liderami sprzedaży w skali kraju. Natomiast Gorzów ma zupełnie inną specyfikę. Leży zaledwie czterdzieści kilka kilometrów od granicy niemieckiej i na sprzedaż nowych aut wpływa ta mała odległość, która powoduje szczególną łatwość importu i przywozu samochodów używanych. Inne regiony kraju mają gorzej ze względu chociażby na koszty transportu. Wpływ na sprzedaż ma również potencjał finansowy kupujących. Nie oszukujmy się i nie porównujmy, bo Wrocław, jeżeli chodzi chociażby tylko o skupienie różnych firm jest potężnym ośrodkiem. Na pewno trzecim obok Warszawy i Poznania. Gorzów to miasto wojewódzkie o ilości mieszkańców około 120 tysięcy, które można porównać raczej do Wałbrzycha, który jest podobnej wielkości.

- Czy bliskość granicy nie daje również pewnych korzyści?

- Myślę, że dealerzy samochodowi skorzystali na niemieckich przepisach, które premiowały złomowanie starych samochodów. Niemcy przyjeżdżali do nas i za te pieniądze kupowali nowe samochody.

- Na początku tego stulecia Agroma robiła dosyć przykre wrażenie. Wprowadzone przez pana zmiany i inwestycje postawiły firmę na nogi i zmieniły jej oblicze. Sprzedaż ciągników, maszyn rolniczych, samochodów dostawczych, centrum motoryzacyjne w efektownym budynku przyciągnęło wielu zmotoryzowanych.

- Cieszę się, że tak to Pan ocenia, ale nie przesadzajmy z tym postawieniem na nogi. Byłem kontynuatorem pracy wieloletniego szefa gorzowskiej Agromy pana Pawłowskiego. Rozpoczął on pewne zmiany jeżeli chodzi o wizerunek firmy. Ja przychodząc kończyłem to dzieło. Polegało to chociażby na tym, że wybudowano nowoczesny obiekt serwisowy ze stacją kontroli pojazdów, sklepem z częściami i akcesoriami, serwisem samochodowym i oczywiście serwisem maszyn rolniczych. Gdyby umożliwiono kontynuowanie rozwoju, czyli np. sprzedaż samochodów osobowych może moja wizja firmy zrealizowałaby się. Byliśmy na dobrej drodze, nawet serwis uzyskał świadectwo TUV.  W każdym razie sprzedaż firmy ciągle rosła do momentu, gdy firma weszła w proces prywatyzacji. Obok serwisu, stacji kontroli pojazdów, sklepu i salonu sprzedaży samochodów planowaliśmy otwarcie siedziby rzeczoznawców samochodowych, przedstawicieli firm ubezpieczeniowych, budowę blacharni i lakierni.  Teraz Agroma jest w rękach prywatnych i myślę, że nadal się rozwija.  Dalej działa w branży rolniczej.  Cieszę się, że nie została zmieniona nazwa firmy, bo Agroma to bardzo znana i ceniona marka.

- Zmieńmy temat. Czy pasja żeglarska przyjechała z panem z Dolnego Śląska?

- Bardziej motorowodna i nie z Dolnego Śląska, bo jestem rodowitym gdańszczaninem. Urodziłem się w Gdańsku i zapach portu rybackiego ciągnie się za mną przez cały czas. Co do wody, to bardzo lubię spędzać czas zarówno na wodzie jak i jej okolicach. Cała moja droga wiodła poprzez mniejsze i większe bajorka, jeziora kończąc na morzu.

- Gorzów czymś szczególnym zafascynował motorowodniaka?

- Gorzów ma wiele miejsc, które wyróżnia to miasto wśród innych. Trudno nie zauważyć zmian, które nastąpiły w okresie moich związków z Gorzowem.  Pierwsze co powinno się pokazywać to bulwar. Super miejsce do spędzania czasu i chodzi mi nie tylko o kilka restauracji, ale również świetny pomysł urządzenia plaż i możliwość cumowania łódek.  Szkoda, że o bulwarze brakuje jakiejkolwiek wzmianki przy obwodnicy miasta, którą jedzie nad morze niemal całe południe Polski a przede wszystkim Dolny i Górny Śląsk. Prawdopodobnie wielu przyjezdnych chętnie spędziłoby chociaż kilka chwil odpoczywając na bulwarze, ale o nim nie wie.  Jestem członkiem Stowarzyszenia Wodniaków „Przystań Gorzów”, do którego należy kilkadziesiąt osób. Większość ma jakieś łódki i stara się nimi pływać po Warcie, Noteci i Odrze. Wszyscy mają w planach popłynąć Odrą na Zalew Szczeciński a nawet jeszcze dalej. Stowarzyszenie żyje ze składek i szuka pieniążków, gdzie się da i nie jest w stanie zbudować mariny, a szkoda. Ładna marina pozwoliła by cumować przepływającym jednostkom i ożywić turystykę.  Mamy piękny, urokliwy choć zaniedbany port, o którym nie wie nawet wielu gorzowian, a jest to cudowne miejsce na spacery. Często pytają mnie znajomi gdzie trzymam łódkę, gdy odpowiadam, że w starym porcie, pytają gdzie to jest.

- Czy dużo jednostek omija Gorzów z braku mariny?

- Przez Gorzów przepływa duża ilość ładnych łódek i jachtów z Niemiec, z Francji, ale także np. z Wrocławia i z Górnego Śląska, z którym jesteśmy połączeni przez Kanał Gliwicki. Do naszego portu przybywają również zapaleńcy, aby zwodować łódki. Nie wiozą ich do Szczecina. Z Gorzowa Wartą i Odrą płyną na Bałtyk. Gdyby była marina ten ruch byłby bardziej widoczny w mieście. Konkurenci nie śpią. Nowe mariny powstają zarówno na Warcie jak i Noteci. We wrześniu kolejna otwiera się w Nowym Mieście nad Wartą, piękny obiekt jest w Czarnkowie nad Notecią. Przy wysokim stanie wody nie da się przy bulwarze cumować. Jest zalany a nie ma pomostów pływających, pozostaje wtedy port.

- Jest pan gorzowianinem od kilku lat, czy wcześniej miał pan jakieś związki z miastem?

 - Gorzów poznałem bardzo wiele lat temu, gdy jeździłem w interesach do Szczecina.  Miasto bardzo mi się podobało ze względu na specyficzne położenie. Woda i pagórki, te ostatnie to co prawda tylko moreny, ale bardzo ładne. Ja przez całe życie mieszkałem tam, gdzie są jakieś góry i mam do nich duży sentyment.  Mieszkam w Gorzowie ponad osiem lat. Związany jestem z tym miejscem rodzinnie i uczuciowo, ale cały czas mogę też porównać co się przez te lata działo w Gorzowie a co np. na Dolnym Śląsku. Dziwię się wielu miejscowym krytykom. Nie mówmy, że nad Wartą nic się nie działo. Powstała bardzo imponująca obwodnica będąca częścią drogi S 3. Bulwar, o którym mówiłem i zmiany w układzie komunikacyjnym. Widać, że coś się dzieje.  Doceniam nawet tak kontrowersyjną dla wielu mieszkańców inwestycję jak filharmonia. Warto zadać sobie pytanie co ona nam dała? Na ilu koncertach byliśmy i czego mogliśmy posłuchać. Nie mówię tu o sprawach finansowych tylko o tym co ponadto daje filharmonia miastu.  Warto porównać Gorzów i Wałbrzych. Obydwa miasta były robotnicze. Jedno miasto miało Stilon, Silwanę i Ursus a drugie kopalnie. W jednym i drugim powstały Specjalne Strefy Ekonomiczne.  W Gorzowie widać zmiany, dużo się dzieje. Może mieszkańcy nie widzą tego co ja. Swego czasu kierowałem firmą, która budowała domy i bloki wielorodzinne na terenie Szczawna Zdroju i Wałbrzycha. Moim zdaniem w Gorzowie cały czas trwa boom budowlany. Firmy gorzowskie i nie tylko cały czas budują bloki i osiedla domków jednorodzinnych. W Wałbrzychu oddaje się rocznie dosłownie 1 budynek.  W Gorzowie widać bez porównania więcej inwestycji. Czasem zastanawiam się skąd ludzie mają pieniądze? Myślę, że min. z pracy za granicą. To wszystko świadczy o potencjale miasta, który zapewne będzie rósł. Jeżeli jeszcze poprawi się komunikacja kolejowa to będzie coraz lepiej.

- Co jeszcze wyróżnia gród nad Wartą?

- Patrząc z perspektywy Dolnego Śląska zawsze Gorzów postrzegano jako sportową potęgę, nie ukrywając zazdrości. W każdym razie tak było w tych latach, gdy tam mieszkałem. Żużel, koszykówka, piłka ręczna, wioślarstwo, piłka nożna itp. - było czym się pochwalić.  Zmieniły się czasy i mecenasi sportu. Są nimi głównie sponsorzy prywatni i miasto. Szkoda, że nie jest już tak jak dawniej, ale nadal jest się czym pochwalić.  Chodzę głównie na żużel bo to męski, widowiskowy sport i koszykówkę do której mam osobisty sentyment - to moje ulubione dyscypliny.

-Dziękuję za rozmowę.