W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Emmy, Flory, Romana , 24 listopada 2017

Możemy konkurować jedynie z Kubą

2014-01-08

Z Andrzejem Szyjkowskim, dilerem samochodowym, rajdowym mistrzem Polski i instruktorem doskonalenia jazdy PZM, rozmawia Ryszard Romanowski

medium_news_header_6097.jpg

- Trzeba było spektakularnego wypadku z ofiarami śmiertelnymi, aby znowu powrócił temat bezpieczeństwa na drodze. Tymczasem od lat zdawałeś sobie sprawę ze słabości systemu i zupełnie za darmo  doskonaliłeś umiejętności kierowców podczas imprez automobilklubu. Jak to oceniasz z perspektywy czasu?

- SDTJ, czyli szkoły doskonalenia techniki jazdy były bardzo rozsądną inicjatywą, która narodziła się chyba w połowie lat 80. Później zaczęła obumierać. Nie bardzo rozumiem dlaczego. Teraz pojawiły się podobne prywatne przedsięwzięcia. Szkoły jazdy również organizują importerzy samochodów kilku marek, m.in. jest szkoła Opla.

- Niestety, obecnie za takie szkolenie trzeba dosyć słono zapłacić, ale są przecież szkoły przygotowujące do egzaminu na prawo jazdy. Jak oceniasz nasz system szkolenia?

- Nasz system szkolenia kierowców to jest jedno wielkie nieszczęście.  Kolejne pomysły polityków prowadzą do coraz większej kompromitacji. Jeszcze niedawno  egzamin polegał na tym, że instruktor wychodził z miarką i mierzył czy samochód stanął 2 cm od pachołka czy może 5. Tylko kompletny bęcwał mógł coś takiego wymyśleć. Nie zdarzyło mi się widzieć, aby ktokolwiek w ramach szkolenia był zmuszony do tak podstawowego manewru jak awaryjne hamowanie. Nic mi nie wiadomo o zajęciach w deszczu polegających na wyczuwaniu przyczepności przy rozwijaniu większych prędkości. Chodzi np. o naukę manewru wyprzedzania ciężarówki w trudnych warunkach, gdy obok niskiej przyczepności dostajemy szprycę wody z pod kół prosto w przednią szybę. U nas panuje polska paranoja towarzysząca nam od wieków. Polega ona na tym, aby zrobić coś jak najtaniej i co za tym idzie jak najgorzej. Jesteśmy mistrzami świata w bylejakości i właśnie dlatego mamy pierwsze miejsce w ilości trupów na drogach. Instruktorzy jazdy oszczędzają na paliwie. Samochody do szkoleń to technicznie pożal się boże, a do tego są to powszechne zakały. Kto nie wierzy niech uda się w określonej godzinie na rondo Santockie. Ogarnie go groza, gdy zobaczy  pięć czy osiem aut z literą L skutecznie blokujących rondo. Warto popatrzyć na kursantów, którzy mają takie wyrazy twarzy, jak by za chwilę mieli umrzeć. Czy to jest szkolenie czy jakaś kpina.

- Twoje córki również przeszły szkolenie na prawo jazdy i dostały stosowny dokument. Podejrzewam, że zanim zasiadły za kierownicą przeszły kolejne szkolenie.

 - Oczywiście. Córki wyszkoliłem bardzo prosto. Dostały jedno przykazanie, gdy zadawały na prawo jazdy. Miały przed instruktorem zapomnieć o swoim nazwisku, nie dyskutować i przynieść papier. Wtedy zaczęło się szkolenie. Każda przejechała ze mną sezon, brały udział w rajdach popularnych jako kierowcy. Ja byłem pilotem i za każdym razem jechały innym samochodem. Jako diler dysponowałem różnymi modelami aut. Przed rajdem żadna nie wiedziała czy pojedzie małym czy dużym autem, czy z silnikiem benzynowym czy dieslem. O tym ja decydowałem. Jestem pewny, ze takie trzy lub cztery imprezy trwające maksymalnie po dwie godziny dały więcej niż 30 godzin szkolenia na prawo jazdy.

W tej chwili mam prawie pełne zaufanie do swoich dziewczyn.

- Jesteś mistrzem rajdowym, mechanikiem i od 20 lat dilerem samochodowym. Jak oceniasz dzisiejszy stan polskiej motoryzacji?

- Nigdy nie przypuszczałem, inwestując ileś milinów w oficjalny punkt dilerski jednego z największych koncernów świata, że moim największym wrogiem okaże się bezdenna głupota polityków wszystkich kolejnych rządów.  Mieliśmy być Hongkongiem lub Singapurem na samochodowej mapie. Mieliśmy szansę być największym producentem samochodów w tej części Europy i co. Wystarczył jeden podatek. Podatek akcyzowy wprowadzony w 2000 roku. Spowodował on, że cały rynek został spacyfikowany. Nigdy nie przypuszczałem, że moja branża będzie od tego czasu w głębokiej zapaści na skutek głupoty kolejnych ministrów finansów. Cały czas w ekipach rządowych panuje  duch homo sovieticus, zgodnie z którym samochód jest luksusem. Mamy najbardziej zepsuty, oszukany rynek samochodowy w Europie. Jeśli chodzi o stan techniczny tego co jeździ po drogach, to możemy konkurować jedynie z Kubą. W Europie jesteśmy poza jakąkolwiek konkurencją. Najgorsze, że nie zanosi się aby cokolwiek w mentalności polityków miało się zmienić. Złodziejstwo na podatku VAT i akcyza, która w teorii ma być dla używek takich jak tytoń i alkohol. Od kiedy samochód stał się używką wiedzą tylko nasi politycy.  Wszystkie europejskie rządy propagują samochody ekologiczne a co robi się u nas?  

- Czy ma to wpływ na bezpieczeństwo na drogach?

- U nas dzięki głupocie polityków kupuje się samochody, które dawno w każdym cywilizowanym kraju przestały być samochodami a stały się złomem. W ostatnim głośnym wypadku brała udział beemka, czyli bryka młodzieży wiejskiej.

- Skąd się wziął ten synonim?

-To proste, bo sam często widzę modele z wczesnych lat dziewięćdziesiątych na łysych gumach, bez hamulców, robione gdzieś tam w stodole. Zięć ze szwagrem sami reanimują auto, które dawno powinno skończyć na złomowisku. To jest nieszczęście. Polacy przywieźli 7 mln sztuk samochodów dzięki miłościwie panującemu Leszkowi Milerowi, który spełnił obietnicę tow. Gierka, że każdego Polaka będzie stać na samochód. Faktycznie, samochód można kupić już za 500 zł. Za komuny były wyroby czekoladopodobne, teraz Polacy używają tworów samochodopodobnych. 7 mln samochodów przywieziono na oszukanych papierach, fakturach o zaniżonej wartości celnej do tego nie nadających się do bezpiecznego używania w ruchu drogowym.

- Czy przyczyn wypadków upatrujesz głownie w złym stanie technicznym samochodów?

- Co poniedziałek w internecie czytam o tym ile osób zginęło w wypadkach. Mówi się, że kierowcy źle jeżdżą. Tymczasem to jest jak trójca święta, przyczyny są trzy: kierowca, samochód i droga. Na pierwszym miejscu stawiam samochód. Jeżeli nawet głupi kierowca będzie jechał  dobrym samochodem, to początkowe idiotyczne manewry samochód przetrzyma. Uratuje życie durniowi i dureń w tym momencie otrzeźwieje. Jak się jedzie ,,bryką młodzieży wiejskiej’’ na potrójnym gazie czyli po alkoholu, narkotykach i z mocno wciśniętym pedałem gazu to nie ma żadnych szans.

- Od kilku dni wszystkie serwisy pełne są pomysłów polityków na zaostrzenie przepisów. Może rzeczywiście warto to zrobić?

- Licytacja polityków o zaostrzeniu prawa jest dla mnie szczytem głupoty. Po co zaostrzać prawo, które i tak nie będzie egzekwowane. U nas nie jest problemem prawo, tylko jego egzekwowanie. Mój pomysł na poprawę bezpieczeństwa jest bardzo prosty. Każdy poseł zatrzymany po pijaku natychmiast powinien stracić immunitet, mandat i pójść na pół roku, lub co najmniej kwartał do paki. Przecież oni mają dawać narodowi przykład. Każdy kierowca złapany po pijaku powinien na 30 dni wylądować w pace, tak jak to robi się w USA. Obojętne czy będzie to prezes banku, poseł czy senator. Tymczasem do niedawna mieliśmy najwięcej w Europie posadzonych pijanych rowerzystów.

Nie dawno w Warszawie na rondzie pani sportową wersją Mercedesa zaparkowała na wjeździe do metra. Następnie dyskutuje z sędzią, że odebranie paszportu koliduje z jej planami życiowymi…

Byłem przekonany, że takiej głupoty w Polsce być nie może. Okazało się, że może. Jak w  rozmowie pesymisty z optymistą. Ten pierwszy twierdził, że jest tak źle, iż już gorzej być nie może, na to drugi odpowiada: może, może. Cały czas jesteśmy świadkami czegoś takiego.

Prawo trzeba egzekwować. Wypuścili rowerzystów, są miejsca w ciupie. Czekają na pijanych. Niech każdy pijany kierowca na miesiąc idzie do paki, a potem należy obciążyć go fakturę za ten miesiąc. Dlaczego społeczeństwo ma utrzymywać pijaków. Niech parlamentarzyści zaczną od siebie.

- Który z ostatnich pomysłów szczególnie byś wyróżnił?

- Jednym z bardziej kretyńskich pomysłów jest zabieranie samochodów. Mam 14 aut, które wypożyczyłem moim klientom. Niech taki klient pojedzie po pijanemu, to mi zabiorą samochód. Z  jakiej racji. Większość firm korzysta z samochodów leasingowych. Pomysłodawca chce wprowadzić odpowiedzialność zbiorową?  Paranoja.  Był jeszcze pomysł montażu alkomatów w samochodach. Kończyłem Politechnikę Poznańską w specjalności metrologia i zaręczam, że takie urządzenie kosztowało by co najmniej połowę ceny samochodu. Chyba, że mówimy o półce cenowej Volvo, które coś takiego wprowadzało.

- Jak oceniasz pracę policji w tym zakresie?

- Codziennie przed 6 rano jeżdżę na basen. Z radością obserwuję pracę policji. Kilka już razy po drodze dmuchałem w alkomat. Akcja trzeźwy poranek, które odbywają się błyskawicznie jest bardzo dobrym rozwiązaniem w naszych warunkach. Chylę czoła przed pomysłodawcami.