W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

Nie krzykacze mają pierwszeństwo, ale ci najbardziej potrzebujący

2017-03-21

Z dr Sybillą Brzozowską-Mańkowską, kierownikiem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego gorzowskiego szpitala, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_17883.jpg

- Od pięciu miesięcy w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym funkcjonuje system triage. Mówiąc najprostszym językiem jest to segregacja pacjentów trafiających na oddział. Czy mogłaby pani krótko wyjaśnić ,,kolorystykę’’ tego podziału?

- Nasz system kwalifikacyjny oparliśmy o trzy grupy. Pierwsza została oznaczona kolorem zielonym i tu czas oczekiwania jest do sześciu godzin pod warunkiem, że nie wystąpi coś nagłego w postaci masowej katastrofy ekologicznej, drogowej lub innej, gdzie wszystkie nasze siły muszą być skierowane do akcji mogącej trwać bardzo długo. Grupa żółta są to pacjenci tak zwani pilni. W ich przypadku czas oczekiwania nie przekracza jednej godziny. Są to osoby nie znajdujące się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. To, że ktoś ma nagłe zapalenie wyrostka robaczkowego nie oznacza, że musi zostać przyjęty w trybie natychmiastowym. Bywa, że trzeba chwilę poczekać, bo ważniejsze jest ratowanie pacjentów z grupy czerwonej. To samo dotyczy na przykład pacjentów z bólami w klatce piersiowej, o ile wykonane wstępne badanie nie wskazuje, że doszło do zawału mięśnia sercowego. Są to też pacjenci z długotrwałymi i uporczywymi bólami głowy, z nie ustępującymi wymiotami czy z zaburzeniami świadomości, itd. Wszyscy oni są jednak na bieżąco monitorowani. I trzecia grupa, o której wspomniałam, to pacjenci ,,czerwoni’’. Są to osoby wymagające natychmiastowej pomocy ratującej życie.

- Czy dzięki tym działaniom udało się skrócić czas oczekiwania, bo jak słyszymy, że niektórzy muszą czekać do sześciu godzin, to w ich oczach może pojawić się strach?

- Do sześciu godzin nie oznacza sześciu godzin. Średni czas skrócił się o blisko dwie godziny w porównaniu do tego co mieliśmy jeszcze niedawno. Ten czas wyraźnie obniżyli pacjenci, którzy przechodząc przez system triage szybko zostają zbadani. Bywają sytuacje, że po sprawdzeniu podstawowych czynności życiowych pacjent uspokaja się i nie czeka dalej lecz wraca do domu.

- Około 10 procent osób trafiających na SOR znajduje się w stanie nietrzeźwym. Większość z nich kwalifikowanych jest do grupy czerwonej. Wielu ludzi ma za złe, że mają oni pierwszeństwo.

- Dla nas lekarzy nieważne jest kim jest pacjent i z jakiego powodu do nas trafił. Nie liczy się, skąd pochodzi, jaki jest jego statut społeczny, materialny, zawodowy i jakie są przyczyny znalezienia się w szpitalu. Naszym zadaniem nie jest zabawa w Boga. Jeżeli stężenie etanolu we krwi jest tak wysokie, że należy ich traktować jako pacjentów z najwyższej grupy ryzyka, to trafiają oni do grupy czerwonej. I musimy ich natychmiast ratować.

- Czy ich stan wiąże się z konkretnymi urazami czy bardziej dotyczy upojenia alkoholowego?

- W dużej mierze dotyczy to samego stężenia. Niemniej należy pamiętać, że jak ktoś pije do nieprzytomności jest podatny na poważne urazy. Kłopot w tym, że wielu z nich to stali klienci naszego oddziału. Bywało osoby trafiające do nas po kilkadziesiąt razy w ciągu roku. Jest to problem społeczny, ale nie my lekarze jesteśmy od jego rozwiązywania.

- SOR rocznie przyjmuje 25 tysięcy pacjentów. Oznacza to, że częściej padamy ofiarami nagłych zdarzeń zdrowotnych czy może SOR traktowany jest jako miejsce na szybsze dostanie się do specjalisty?

- Oba spostrzeżenia są właściwe. Faktem jest, że mieszkańcy naszego województwa szybko się starzeją. Naturalnym w takiej sytuacji jest, że ilość różnego rodzaju schorzeń u osób starszych lawino rośnie. Zapewne trend ten nie zmieni się długo, bo ludzie żyją dłużej. Do tego dochodzi grupa nieco młodszych pacjentów, którzy w dawnych latach poddała się modzie palenia papierosów i dzisiaj wychodzą u nich różnego rodzaju schorzenia. Kolejna grupa to pacjenci trafiający do nas z coraz dalszych zakątków województwa lubuskiego, ale i też z terenów sąsiadujących z nami województw zachodniopomorskiego i wielkopolskiego. Wybierają nas, ponieważ zbudowaliśmy sobie opinię placówki leczącej na wysokim poziomie. Dla nas to satysfakcja, ale jesteśmy przez to oblężeni, stąd zdarzają się sytuacje, że na pomoc trzeba poczekać dłużej. Świadomie używam słowa ,,oblężeni’’, bo bywają dni, że nawet Warszawa nie ma tylu pacjentów na dobę co nasz SOR.

- Jak dużo pacjentów poprzez wizyty na SOR-ze stara się skrócić sobie kolejkę do specjalisty?

- Rzeczywiście, bywają pacjenci trafiający do nas z problemami rehabilitacyjnymi. Przychodzą również ci, którzy od wielu miesięcy mają bóle głowy, kręgosłupa, drętwienie w nogach. Niedawno miałam dwóch pacjentów, którzy chcieli usłyszeć moje zdanie na temat ich choroby, pomimo tego, że mieli opinie specjalistów. Jest mi miło, że ktoś docenia moje zdanie, ale ja nie jestem od tego. Skoro specjaliści wystawiają swoją opinię, to pomoc SOR-u w takiej sytuacji jest zbędna. Nie jesteśmy przychodnią rejonową, a zespołem zajmującymi się pacjentami znajdującymi się w stanie zagrożenia życia, Jeżeli pacjent ma astmę oskrzelową i nagle łapie go duszność to oczywiście naszym zadaniem jest mu natychmiast pomóc. Ale jak ktoś boryka się z przewlekłymi bólami kręgosłupa  nie należy do naszej grupy, lecz podstawowej opieki zdrowotnej. Jeżeli społeczeństwo to zrozumie, to czas oczekiwania w naszym oddziale bardziej się skróci a pomoc otrzymają naprawdę potrzebujący.

- Co w takim razie należy poczynić, żeby nie doprowadzić do całkowitego sparaliżowania oddziału?

- Jeszcze przed tym jak zostałam kierownikiem SOR-u zarząd szpitala zadbał, żeby pozyskać w ramach konkursu środki na rozbudowę oddziału. W tej chwili dopinamy ostatnie szczegóły dotyczące przebudowy w części ,,żółtej’’. Pozwoli nam to zwiększyć w ciągu dwóch lat oddział o kilka tysięcy metrów kwadratowych. Cały czas doposażamy się sprzętowo i sięgamy po najnowocześniejsze urządzenia. Po to, żeby ratować ludziom życie w sposób skuteczny i jednocześnie optymalizować naszą pracę. Nie zawsze sprawę da się rozwiązać poprzez zatrudnienie kolejnej osoby. Chodzi o to, żeby praca była sprawna pod kątem udzielenie pomocy jak największej grupie ludzi w jak najkrótszym możliwym czasie. To nie wszystko, gdyż wystąpiliśmy z kolejnym projektem, procedowanie którego właśnie trwa w ministerstwie zdrowia.

- Jeżeli nastąpi rozbudowa i oddział zostanie wyposażony w najlepszy sprzęt, to jak dużo będzie można rocznie przyjąć pacjentów?

- W przypadku lekarzy zajmujących się ratowaniem życia i zdrowia liczby nie wchodzą w rachubę. Jako kierownik oddziału oczywiście gdzieś tam z tyłu głowy mam takie dane i przypuszczam, że będziemy w stanie podwoić obecną liczbę pacjentów. Obawiam się jednak, że przyjęcie 50 tysięcy osób rocznie spowodowałoby paraliż nie naszego oddziału ratunkowego, ale szpitala.  Już w tej chwili zdarzają się dni, że wiele naszych oddziałów jest do tego stopnia zapchanych, że nie jesteśmy w stanie umiejscowić wszystkich pacjentów nawet na korytarzach. Czasami musimy prosić o pomoc inne szpitale, głównie powiatowe, i tam odwozimy ludzi. Oczywiście po uprzednim zdiagnozowaniu.

- Rośnie liczba pacjentów a średni czas oczekiwania na przyjęcie wyraźnie się skrócił. Jak to możliwe?

- Do niedawna lekarze starali się wysupłać z kolejki osoby najbardziej chore, ale było to działanie na wyczucie. Ponadto, jak wszędzie, tak i u nas pojawiają się ludzie o wysokiej kulturze oraz agresywni. Ci drudzy wychodzą z założenia, że im głośniej będą krzyczeć, tym szybciej załatwią sprawę. I najczęściej byli oni przyjmowali w pierwszej kolejności, żeby chronić pozostałych oczekujących. Nie miało to nic wspólnego z naszymi obawami, ale każdorazowo chcieliśmy unikać tego rodzaju zachowań. To znacząco wydłużało czas obsługi. Z drugiej strony bywali pacjenci naprawdę w stanie zagrożenia zdrowia i życia, lecz siedzieli bardzo cicho, bo najczęściej nie mieli już sił. System triage rozwiązał te problemy i dzisiaj nie krzykacze mają pierwszeństwo, ale ci najbardziej potrzebujący.

- Czasami słyszymy, że pacjenci potrafią wyładować złość na lekarzach, ratownikach czy obsłudze karetek. Czy na waszym oddziale również dochodzi do nerwowych sytuacji?

- Niestety, ale tak. Jest to naprawdę niezrozumiałe. Gdybyśmy mieli kierować, zgodnie z prawem, wszystkie postępowania na policję, to potem byśmy nie wychodzili z sądów. Nie czynimy tego, ponieważ naszym zadaniem jest ratowanie życia ludzkiego i tym dalej będziemy się zajmować.

- Co należałoby jeszcze zmienić w oddziale, żeby mógł on działać sprawniej?

- Sporo jest takich rzeczy. Bardzo byśmy chcieli poprawić informację dla pacjenta, żeby wiedział on co w danej chwili dzieje się jego sprawie. Nie jest to proste, ale będziemy dążyć do coraz lepszej poprawy obsługi. Inną sprawą jest, że pewnych rzeczy nie przeskoczymy, choćby budowlanych. Kolejna sprawa to dążenie do podniesienie jakości pracy. Dlatego od kwietnia wprowadzamy w oddziale  tzw. weryfikację umiejętności i wiedzy personelu. Każdy pracownik będzie corocznie zdawał egzaminy z kilku dziedzin. W tym z zakresu zaawansowanych zabiegów ratujących życie u dzieci i dorosłych oraz z postępowania z pacjentem urazowym. Do tego będą sprawdzane umiejętności z zachowań się w sytuacjach wypadów masowych i katastrof. Wzbogacanie wiedzy i podnoszenie umiejętności jest niezwykle dla nas istotne. Ważna jest poza tym umiejętność właściwej komunikacji wewnątrz załogi, bo to prowadzi do sprawnego działania. Nad tym również pracujemy.

- Dziękuję za rozmowę.