W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

Na Kwadracie magistrat planuje wycięcie kilkudziesięciu drzew

2017-03-28

Z Grzegorzem Witkowskim, animatorem działań społecznych, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_17965.jpg

- Grzegorz, teraz jak tylko włączam komputer, to widzę ciebie. Obrona alejek – Grzegorz, projekty społeczne – Grzegorz, klub MagnetoOffOn – Grzegorz. Co ty tak naprawdę robisz?

- No, działam (śmiech). Jestem animatorem, więc jestem wszędzie, gdzie coś się dzieje, gdzie są ludzie, którym się chce coś robić. Nie podpisuję się sam pod tym, to raczej ludzie mnie podpisują pod tym. A tak naprawdę, gdyby nie ci ludzie, którzy są wokół i ci, którzy rzeczywiście coś budują, coś robią, to by niczego nie było.

- Wobec tego rozłóżmy to na czynniki pierwsze. Zacznijmy od obrony drzew w ulicy Kostrzyńskiej. Wielu ludzi w mieście uważa, że to jest bez sensu. Bo zatrzymujecie bardzo ważną inwestycję, na którą Gorzów czeka już bardzo długo.

- Wiesz, właściwie to nie my ją wstrzymujemy. To prezydent ją wstrzymuje. My nie mamy takiej władzy, żeby cokolwiek wstrzymywać.

- Ale ciągle protestujecie i ludzie zaczynają was postrzegać, właśnie jako głównych wstrzymujących.

- Fakt, protestujemy. Ale protestujemy przeciwko głupocie przede wszystkim.

- Co rozumiesz pod pojęciem głupota?

- Głupotą jest zamysł wycięcia tej alei na Kostrzyńskiej. To jest pomysł całkowicie nieuzasadniony z tak wielu przyczyn, że sam pomysł jest już kuriozalny. Dlatego cały czas walczymy o to, żeby jednak magistrat pochylił się nad tym projektem jeszcze raz, przeanalizował i zrobił remont tej drogi tak, aby nie wycinać tych drzew. W tej chwili jeszcze można tę sprawę załatwić. Natomiast, no niestety, ze strony magistratu zamiast odrobiny wysiłku i odrobiny pracy jest tylko zaparcie się i powtarzanie, że się nie da.

- Przekonaj mnie, że nie warto tych drzew wycinać.

- Przecież wiesz, że tam jest zielono. Jeszcze chce się tamtędy chodzić. Te drzewa dają ochronę ludziom, którzy tam mieszkają. Chronią od hałasu, od pyłów, które są nawiewane od strony Warty. Jest tam mikroklimat, który jest bogactwem. Sto lat musiało upłynąć, nim coś takiego powstało. Jest to jednak pewna wartość. I dlaczego, dla jakiego celu to niszczyć, jeśli można inaczej. Jeżeli wielu ludzi twierdzi, że można to rozbić inaczej, to nie powinno być wielkim problemem pomyśleć i zastanowić się, jak. Oczywiście oszołomami nie jesteśmy i rozumiemy, że kilka drzew trzeba wyciąć, bo są chore i nikt nad tym łez wylewał nie będzie.

- Nie przywiążecie się do nich?

- No nie. Poza tym kilka drzew trzeba wyciąć, bo trzeba, taka jest konieczność. Ale gros drzew można uratować. Bo mówimy o około 20 drzewach, które muszą zostać wycięta, ale przy 150, które tam rosną, to będzie niewielki ubytek. A co więcej, trzeba się zastanowić nad dodatkowymi nasadzeniami. I nie oszukujmy się, nawet jak nie będzie tych trzech metrów, to nie przyjedzie zaraz armia z Warszawy i nie będzie zamykała wszystkich do więzienia dlatego, że ktoś posadził drzewo 10 czy 20 cm za blisko. Ja zwyczajnie nie rozumiem tego pójścia w zaparte i zasłaniania się prawem, które mimo wszystko jest w jakiś sposób dyskusyjne.

- A nie boisz się, że wy – protestujący, bo nie tylko ty jeden – będzie postrzegani jako oszołomy?

- Nie wiem, raczej się nie zastanawiam nad tym. Czekamy już teraz na decyzję organów wyższych. My zrobiliśmy wszystko, jeśli chodzi o informację w takiej skali, w jakiej mogliśmy. My nie mamy mediów, nie mamy radia, telewizji czy prasy. Świetnie, że gorzowskie media o tym problemie tak dużo mówiły. Dziennikarze starali się stawiać sprawę obiektywnie. Zwyczajnie nie chodzi o poparcie jednej czy drugiej strony. Ludzie dzięki mediom zrozumieli, że nie chodzi o żadne oszołomstwo. Ja nie walczę o miejsce w Radzie Miasta, tylko o to, żeby tego miasta nie niszczyć. Zwłaszcza, że ta wycinka Kostrzyńskiej jest taką kwestią newralgiczną, bo jeśli uda się przekonać prezydenta, żeby jednak odstąpił od tego, wówczas może uda się zapobiec dalszym wycinkom, które też się szykują. A następne inwestycje będą robione już z głową. No i jeszcze jedna rzecz – kwestia rozmów z ludźmi. Nie można gdzieś tam raz jeden ogłosić, że ktoś się spotka z mieszkańcami, bo o nie wystarczy. Przed konsultacjami powinien się odbyć proces animacyjny. Powinni do mieszkańców pójść ludzie, którzy zrobią ankiety, wywiady, zajawki spotkań, przedstawią kilka koncepcji…

- A tego nie było?

- Może i było, ale za mało. Nawiązuję teraz do Kwadratu, gdzie nowa koncepcja zagospodarowania tego miejsca jest zwyczajnie przerażająca. A ludzie się dopiero teraz o niej dowiedzieli. Tak naprawdę ona gdzieś powstała, została zawieszona gdzieś tam, na jakiejś podstronie Urzędu Miasta i sobie tak wisi. I nagle ktoś dostrzegł, że na Kwadracie magistrat planuje wycięcie kilkudziesięciu drzew. Zlikwiduje wszystkie cygańskie ławki. Magistrat zrobi jakiś totalny rozpierdziel i powstanie taki potworny industrializm, jaki jest na Bulwarze Wschodnim. Przecież tam ani się dziecko nie może pobawić, ani tam usiąść, ani spokojnie się gdzieś kawy napić. To jest jakiś absurd totalny.

- No dobrze, to wróćmy do innej alejki i innych ludzi, których zmobilizowałeś do obron. Mam na myśli ul. Marcinkowskiego. No i co tam się teraz dzieje?

- Nic się nie dzieje. Nowy architekt miejski obiecał, że zostanie na to miejsce ogłoszony konkurs i w końcu sprawa ruszy, ale mijają kolejne miesiące i nic, bo wszystko jest skoncentrowane na „Przemysłówce” i na hali sportowej, która ma powstać gdzieś tam, też zresztą w parku, gdzie trzeba będzie wyciąć kilkadziesiąt, jak nie więcej drzew. Hala jest wbijana w miejsce, które kompletnie do tego nie jest przeznaczone. Wiesz, jest bardzo dużo różnych rzeczy, które się dzieją i jest to w  wielu przypadkach przerażające.

- Przerażające mówisz. To ty teraz działasz przeciwko tym przerażającym rzeczom jako przedstawiciel Ludzi dla Miasta…

- Ja jestem pirat. Zawsze byłem piratem. Współpracowałem  i współpracuję z Ludźmi dla Miasta (jestem tam członkiem zarządu), podobnie jak z wieloma innymi środowiskami. I to zarówno ze zorganizowanymi, jak i nieformalnymi. To jest mnóstwo ludzi. W tej chwili np. powstaje Stowarzyszenie Zielone Miasto Gorzów. Protest przeciw wycięciu alei przy Kostrzyńskiej zgromadził ponad 20 osób gotowych się zorganizować i mieć podstawę prawną, stać się organizacją, która już nie będzie tak zbywana, jak do tej pory byli zbywani zwykli ludzie. Bo osoba fizyczna, nawet jeśli ma za sobą innych ludzi, to cały czas jest osobą fizyczną, Miasto uważa, że może ją zlekceważyć. Organizacja pozarządowa, która ma osobowość prawną, musi zostać wysłuchana. Tak to działa.

- No dobrze, ale zwróć uwagę, że w tym kraju wszystkie organizacje proekologiczne i w skali makro, i w skali mikro są postrzegane właśnie lekceważąco. Ludzie się pukają w głowę i mówią, że nie chcą, aby im się żyło gorzej przez kilka jakichś marnych drzewek.

- No nie wiem, czy się będzie gorzej żyło, gdy podczas procesu rewitalizacyjnego, o którym się jeszcze nic nie mówi, bo to też tajemnica, a już fama idzie, że właśnie podczas tego procesu w centrum pójdą pod topór wszystkie drzewa.

- To jakiś ponury żart.

- Wszystkie drzewa z ulic pójdą, bo ulice będą remontowane, także i chodniki. A potem nie będzie można nic nasadzić.

- Ty chcesz mi powiedzieć, że Gorzów zamieni się w betonową pustynię?

- Tak, dlatego my właśnie o tym zagrożeniu mówimy. Cieszę się, że to nie zostało zrobione już. Właśnie jako stowarzyszenie będziemy prowadzić kampanię informacyjną o takim zagrożeniu. Bo to nie chodzi, żeby się przykuwać gdzieś tam, robić z siebie idiotę. Chcemy informować o tym, co się może stać. Chcemy robić spacery po mieście i mówić: - zobaczcie, fajnie jest, bo zielono, czujesz? No to dobrze, bo w przyszłym roku już tego nie będzie. I nie będzie nic w zamian. Bo inaczej się nie da, bo miasto jest kryte prawem i koniec. Takie są właśnie tłumaczenia magistratu.

- No to spójrzmy teraz na inną kwestię. Od pewnego czasu pracujesz w organizacji pozarządowej.

- Mam organizację pozarządową, a pracuję w tej chwili w Lubuskim Ośrodku Wsparcia Ekonomii Społecznej. Jestem animatorem.

- Jak ty to godzisz? Tu organizacja pozarządowa, tam animacja…

- Animacja społeczna to jednak jest to, co robię cały czas od lat. Byłem komuś potrzebny, to wszedłem w ten projekt. Teraz, co prawda z lekkim opóźnieniem, zaczynam diagnozę trzeciego sektora…

- Co to znaczy – diagnoza trzeciego sektora?

- Chcę zbadać, jaka jest faktyczna funkcja trzeciego sektora, czyli ile jest organizacji pozarządowych, jak działają, jaki jest ich potencjał, jak w ramach projektu możemy im pomóc, jak możemy ich poznać ze sobą. Trzeba zwyczajnie zobaczyć, co to za ludzie i jaki potencjał w nich tkwi. Znamy około 30 organizacji, które są duże, funkcjonują na rynku i są już instytucjami, ale jest też dużo małych. A jestem ciekawy, ile z nich jest martwych, ile jest żywych. I jakby tych ludzi ze sobą skontaktować, to może by się z tego coś jeszcze nowego i twórczego urodziło. Zobaczymy, gdzie są nisze. Bo wyobraź sobie, że jak powstało to poruszenie z drzewami, nagle ludzie zaczęli się dopytywać, gdzie jest jakaś organizacja chroniąca zieleń w Gorzowie. Wyszło, że nie ma.

- I dlatego ją sobie powołałeś?

- Nie ją sobie powołałem, bo ja nie jestem sobie od powoływania. To była inicjatywa, która zresztą się urodziła w tym lokalu (rozmawialiśmy w klubie MagnetOffOn) przy okazji jakiegoś piątkowego koncertu. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy i wspólnie doszliśmy do takich konkluzji, że potrzebne jest stowarzyszenie. Zresztą ja nie jestem w zarządzie. Jestem oczywiście na liście członków, bo jestem w to zaangażowany. Natomiast są inni, którzy podjęli rękawicę i są też środowiska, które ich w tym wesprą. Bo gorąco w to wierzą.

- No i doszliśmy do kolejnego wątku, czyli do MagnetOffOnu. Przecież ty tutaj prowadzisz regularną działalność koncertowo-klubową…

- Znowu nie ja.

- Jak to, nie ty?

- No nie ja, bo tu jest zaangażowanych wielu ludzi. Przecież tutaj są i muzycy, i artyści wszelkiej maści, i trochę cyganerii gorzowskiej, bo taka też jest. To jest taka enklawa i nisza dla nich. Co prawda, enklawa będzie jeszcze lepsza, kiedy w końcu zrobimy remont. Ale to ci ludzie tworzą to miejsce. Oni mają potrzebę, żeby mieć to swoje miejsce, aby robić swoje rzeczy związane ze sztuką. No i się tu dzieje, bo są wystawy, jacyś DJ-eje tu działają. Dzieją się różne rzeczy.

- Ale jednak to miejsce kojarzy się z tobą.

- No bo jakby zdobyłem to miejsce. Ale podkreślam, że to też była grupa ludzi. Po wyborach samorządowych, kiedy zostałem odsunięty od akcji, od działania, a jeszcze nie wygasłem, więc idąc za informacjami, które dochodziły do nas ze środowiska artystycznego, tego młodego, że nie ma nic takiego, nie ma takiego miejsca, bo GDK już nie żyje i Magnat już też nie żyje, i Lamus nie żyje, jednym słowem wszystko już nie żyje, powstał pomysł na to miejsce. Najpierw były próby uruchomienia czegoś w Warsztacie (przy ul. Spichrzowej – red.). Ale ze względu na fakt, że ten lokal był prywatny, w pewnym momencie wyszło, że w to miejsce nie można inwestować, znaleźliśmy to. Najpierw rolę zarządcy artystycznego spełniał Marcin Ciężki, ale nie wyszło. No i zajęło się tym trochę szersze środowisko artystyczne. I tak to działa.

- A ty wiesz, jak o tobie w mieście mówią?

- Nie.

- No to ja ci powiem. Nazywają cię Don Kichotem…, tylko Sancho Pansy ci brakuje i Rosynanta, czyli taki trochę straceniec.

- Uwielbiam hiszpańską literaturę, lubię bardzo Miguela de Cervantesa (śmiech), więc komplement. Straceniec, no cóż, życie. Wiesz, lepiej jest żyć dla idei, nawet jeśli nie jest łatwo, niż dla pieniędzy.

- Dziękuję bardzo.

Od redakcji:  W pierwotnej wersji  do rozmowy wkradło się przekłamanie związane z przynależności G. Witkowskiego do ruchu Ludzie dla Miasta, z powodu błędnego odczytania zapisu rozmowy, która nie była później autoryzowana – nie było takiego życzenia ze strony zainteresowanego. Za błąd i wynikające z tego nieporozumienie przepraszamy.