W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Cypriana, Emanueli, Władysława , 27 czerwca 2017

PiS zrobi wszystko, żeby nie oddać władzy

2017-04-04

Z Jerzym Wierchowiczem, prawnikiem i radnym klubu Nowoczesny Gorzów, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_18029.jpg

- Panie mecenasie, czy zachęcanie prezydenta Jacka Wójcickiego do szybkiej dymisji wiceprezydenta Artura Radzińskiego nie jest działaniem zbyt radykalnym, w sytuacji kiedy trudno go nawet obwiniać za złe przygotowanie kontraktu z firmą Taumer?

- Tu nie chodzi o samą umowę. Jeżeli przyjrzymy się poszczególnym zapisom, to nie dostrzeżemy tam poważniejszych błędów. Jedyną istotną uwagę można mieć, o czym od razu nasz klub radnych informował, do wysokości kary umownej. Wina prezydenta Radzińskiego tkwi w nadzorze. To w jego kompetencjach jest, żeby inwestycje przebiegały sprawnie i w przyjętych terminach. Oczywiście, czasami może dojść do niezawinionych przez nikogo opóźnień, ale w tym konkretnym przypadku widzimy, że problem tkwi w braku właściwego tempa prac. Dopiero w ostatnim czasie nastąpiło ożywienie na budowie. Sądzę, że przyczyniła się do tego nie tylko nasza zdecydowana interwencja, ale przede wszystkim mieszkańców. Czyli jak się naprawdę chce, to można.

- Czy ma pan jakieś inne uwagi do pracy prezydenta Radzińskiego?

- Uważam, że powinien on się skupić wyłącznie na inwestycjach drogowych, bo jest ich w mieście coraz więcej, a w kolejce czekają następne. Już w tej chwili koszty finansowe i społeczne licznych opóźnień są olbrzymie. Jeżeli byśmy policzyli, ile pieniędzy tracą nasi kierowcy na objazdach i staniu w korkach, to zapewne niejednemu włos stanąłby na głowie. Straty ponoszą przedsiębiorcy, handlowcy. Powiem więcej: żałuję, iż szybciej nie wystąpiliśmy z wnioskiem o odwołanie. Swoją drogą dziwię się panu prezydentowi Wójcickiemu, że powierzył panu Radzińskiemu zajmowanie się tak dużymi inwestycjami, skoro ten chyba nie ma żadnego doświadczenia w tym obszarze. Jeżeli jest inaczej, to chętnie przeproszę, ale w CV nigdzie nie zostało to ujawnione.

- Wierzy pan, że prezydent Wójcicki posłucha tego apelu?

- Nie wiem co zrobi, ale skutek już osiągnęliśmy w postaci wywołania alarmu i w konsekwencji tego prace nabrały szybszego tempa.

- Ze względu na miejsce pańskiej pracy codziennie może obserwować pan postępy prac na ulicy Warszawskiej. Wierzy pan, że do 31 maja uda się tam zakończyć remont, podobnie jak ulicy Walczaka?

- Oczywiście chciałbym, żeby chociaż ten termin został dotrzymany. Moja wiara nie ma jednak żadnego znaczenia, zwłaszcza że z ogromnym sceptycyzmem podchodzę do kolejnej już daty. Może dlatego, że przez wiele miesięcy widziałem na Warszawskiej jedynie bezruch i nie wiem, czy zaraz ci robotnicy, którzy teraz się pojawili nie znikną. Żadna wiara, żadne terminy, umowy czy kary nie zastąpią pracy. Solidnej, z zaangażowaniem dużych sił. Myślę, że gdyby wcześniej nasi prezydenci mocniej przydusili wykonawcę, dawno byśmy o tym remoncie zapomnieli.

- Niedługo poznamy wykonawcę ulicy Kostrzyńskiej oraz kilku innych. Na co trzeba zwrócić uwagę przy podpisywaniu kontraktu, żeby potem nie wpaść w taką pułapkę, jaką zastawiła na nas krakowska firma?

- Przede wszystkim trzeba dokładnie sprawdzić kandydata oraz jego podwykonawców. Należy wprowadzić zawarowane odbiory częściowe. Oczywiście wysokość kar umownych musi być dostosowana do wielkości kontraktu w ten sposób, żeby wykonawcy nie kalkulowało się zostawianie na wiele miesięcy budowy bez pracowników. Powtórzę jednak, że źródłem sukcesu nie zawsze musi być precyzyjna umowa. Ważniejszy się stały nadzór i wiedza, jakimi tak naprawdę siłami wykonawca przystępuje do prac.

- Pana zdaniem jest sens modernizować system tramwajowy w Gorzowie, kupować nowy tabor, kiedy nasze miasto włączyło się w program e-Bus, co oznacza stawianie w niedalekiej przyszłości na polskie autobusy elektryczne?

- To jest przykład na panujący w mieście chaos i brak długoterminowego planowania. Niestety, ale prezydent Wójcicki działa od ściany do ściany. Osobiście od początku byłem sceptyczny co do planu transportowego. Skoro jednak już stawiamy na rozwój tramwajów, to po co brniemy w niepewny program rozwoju autobusów elektrycznych? To pokazuje, że każdego dnia możemy spodziewać się nowych propozycji, nie tylko w dziedzinie rozwoju komunikacji miejskiej. W takich dziedzinach jak remonty dróg czy komunikacja muszą być podejmowane racjonalne i długofalowe decyzje. Jest jeszcze inny problem. Od pana prezydenta niczego nie można się dowiedzieć. Jego odpowiedzi zawsze są obfite, lecz pozbawione części merytorycznej. Nawet weźmy strategię promocji miasta. Wydaliśmy 150 tysięcy na ,,w sam raz’’ i kiedy zapytałem się prezydenta, co się dzieje z realizacją strategii, w odpowiedzi usłyszałem, że zostanie ona wykorzystana w ciągu najbliższych kilkudziesięciu miesięcy lub kilku lat. Przyznaję, że nic z tego nie rozumiem.

- Jak ocenia pan wybór gorzowskich ulic, których nazwy mają ulec zmianie w ramach dekomunizacji?

- Miałem okazję uczestniczyć w posiedzeniu miejskiej komisji do spraw nazewnictwa i cóż mogę powiedzieć? Miasto musi coś w tej sprawie zrobić, ponieważ jest to wymóg ustawowy. Jestem daleki od tego, żeby na siłę dekomunizować, gdyż jest to zmienianie historii. Oczywiście, że komuniści, którzy popełnili zbrodnie na polskim narodzie nie powinni być  patronami ulic. W Gorzowie już takie zmiany nastąpiły, a tych których teraz chce się dekomunizować to jest już takie działanie na siłę. Ale skoro to robimy, to chciałbym zachowania pewnej konsekwencji. Wyrzucamy ludzi poprzedniej epoki to postawmy na pamięć o bohaterach współczesnych czasów. Jak choćby na Tadeusza Mazowieckiego czy Bronisława Geremka. To ci ludzie mieli istotny wpływ na przeprowadzenia naszego kraju z komunizmu do demokracji. Zgłosiłem ich kandydatury, które nie przeszły. Ciągle wierzę, że ponad podziałami politycznymi w którymś momencie zostaną przez nas odpowiednio docenione. Cieszę się natomiast, że pamięta się o zasłużonych gorzowiankach.

- Czy dekomunizacja ulic to nie jest dobry czas, żeby od razu zająć się obiecaną przed rokiem zmianą nazwy naszego miasta?

- Każdy moment jest dobry, gdyż temat ten jest wałkowany od dłuższego czasu, ale prezydent znowu się ociąga i odsyła wszystkich na ,,święty nigdy’’. Ciągle słyszę od niego, że jest to ważna sprawa i że trzeba przeprowadzić konsultacje oraz referendum. Przyznaje również, że obiecał zająć się sprawą, ale to wciąż nie jest dobra pora. Typowe kunktatorstwo.

- Nowoczesna w województwie na 250 ludzi gotowych na wszystko. Ale pan raczej o powrocie do parlamentu to już chyba może zapomnieć?

- Zapewne mówi pan o przygotowywanej przez parlament niekonstytucyjnej ustawie zmieniającej ordynację wyborczą. Oczywiście, może to stanąć na przeszkodzie, choć nie trzeba być prawnikiem, żeby twierdzić, iż zapis powodujący działanie prawa wstecz jest niezgodny z ustawą zasadniczą. Ordynację można zmienić zwykłą większością głosów, trybunał konstytucyjny praktycznie nie istnieje, dlatego należy spodziewać się wszystkiego. Jeżeli będzie możliwość to zapewne jeszcze raz stanę do wyborów, choć to nie jest już celem mojego życia. Lubię po prostu działać, obecnie pracuję na rzecz naszego miasta i daje mi to sporo satysfakcji. Poczekamy na ordynację, bo zmian będzie zapewne więcej, gdyż PiS zrobi wszystko, żeby nie oddać władzy. Obojętnie jednak co zrobi, ale przypuszczam, że niezadowolenie społeczne osiągnie tak wysoki poziom, że dojdzie do zmian. A ci co nie będą mogli kandydować wystawią dobrych kandydatów i mając duże doświadczenie odpowiednio ich wypromują.

- Jako miasto wystarczająco pomagamy akademii gorzowskiej na starcie w jej rozwoju?

- Zdecydowanie nie. Zagwarantowanie w tegorocznym budżecie 300 tysięcy złotych to kropla w morzu potrzeb uczelni. Cieszę się, że prezydent ostatnio zareagował, przeznaczył z miejskiej puli 15 mieszkań dla przyjezdnej kadry dydaktyczno-naukowej. Cieszy również, że powstanie półmilionowy fundusz stypendialny, ale patrząc na stan naszego budżetu jest możliwe wyraźne zwiększenie środków. Przynajmniej na czas dochodzenia uczelni do pełni praw akademickich.

- A otwarcie pola golfowego dla wszystkich, a nie tylko wybranych, gorzowian poprawi kondycję finansową Inneko?

- Nie przypuszczam, żeby z tego powodu pole golfowe nagle zaczęło przynosić dochody. Ale dobrze się stało, że przeciętny mieszkaniec Gorzowa będzie mógł bez większych przeszkód teraz spróbować pograć. To powinno pozytywnie wpłynąć na popularyzację golfa, a o to nam wszystkim powinno chodzić.

- Czy naturalnym jest to, żeby miejskie przedszkole dzierżawiło teren prywatnemu przedsiębiorcy, jak to ma miejsce przy ul. Łużyckiej?

- Misja przedszkoli jest zupełnie inna i nie powinno dochodzić do takiej sytuacji. Mam nadzieję, że prezydent miasta, który nadzoruje działalność takich placówek powinien jak najszybciej zainterweniować i wyjaśnić sprawę. A argument, że z pieniędzy pozyskanych z dzierżawy można będzie ocieplić przedszkole jakoś mnie nie przekonuje.