W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

Za kilka lat gorzowianie docenią to, co teraz robimy

2017-04-19

Z Arturem Radzińskim, zastępcą prezydenta Gorzowa ds. gospodarki, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_18147.jpg

- Jako szef rodzinnej firmy, zajmującej się obrotem nieruchomościami, wiódł pan spokojniejsze życie niż teraz, jako wiceprezydent miasta?

- Tych dwóch zagadnień nie ma co porównywać. To są inne światy.

- To warto było przyjmować nową propozycję pracy? 

- Niewielu może uwierzy, ale ja od dawna żyję sprawami miasta. Na jawie i we śnie. Kiedy byłem radnym starałem się przejawiać maksymalną aktywność. Często składałem różne propozycje, mające zdynamizować rozwój miasta. Niewiele wtedy udało się tych spraw załatwić. Skoro teraz prezydent Jacek Wójcicki umożliwił mi realizację pomysłów, grzechem byłoby wycofać się bez racjonalnych argumentów. Jest jeszcze jedna sprawa. Pamiętam czasy, kiedy Gorzów był w dawnym województwie zielonogórskim. Byłem wtedy dzieckiem, ale już  zauważałem, że w rywalizacji z Zieloną Górą nasze miasto stało na przegranej pozycji.

- Stąd  wzięła się późniejsza pańska niechęć do Zielonej Góry?

- Ja nic do Zielonej Góry czy zielonogórzan nie mam. Zawsze chodziło mi tylko o to, żeby wszelka działalność zmierzała do zrównoważonego rozwoju obu największych miast regionu. Kiedy w 1999 roku powstawało województwo lubuskie miałem spore obawy, czy Gorzów będzie traktowany po partnersku. Dlatego, najpierw jako społecznik, wszedłem do lokalnej polityki. Kolejne lata pokazały, niestety, że miałem rację.

- Dlatego uznał pan, że warto przyjść do magistratu i zacząć…

- …przekonywać zielonogórskie środowisko, że tylko na uczciwej współpracy wszyscy mogą skorzystać. Powodów, dla których zgodziłem się zostać zastępcą prezydenta jest oczywiście więcej. Mam już uporządkowane życie rodzinne. Jestem szczęśliwym mężem i ojcem. Mam uporządkowane sprawy zawodowe. To w dużej mierze pozwoliło mi na podjęcie wyzwania, choć przyznaję, że w chwilach krytycznych też zastanawiam się ,,po co mi to wszystko było?’’. Zaraz odpowiadam sobie: ,,chłopie, może to jest ten jedyny raz w życiu, kiedy ktoś dał ci szansę zrobienia czegoś fajnego dla dużej grupy ludzi’’. Przyznaję, że są dni, kiedy jestem skrajnie zmęczony, ale jestem przekonany, że za kilka lat gorzowianie naprawdę docenią to, co teraz robimy w magistracie.

- Spodziewał się pan, że tak szybko znajdzie się pod obstrzałem z różnych stron?

- Decydując się na objęcie tak ważnego samorządowego stanowiska i wiedząc jaki obszar działania będzie mi podlegał, byłem, jestem i będę przygotowany na krytykę. Zwłaszcza ze strony polityków. Najłatwiej jest to czynić w chwili prowadzenia dużych inwestycji drogowych. Prosiłbym tylko o jej konstruktywny charakter. W strukturach miejskich odpowiadam za pięć pionów organizacyjnych, nadzoruję pracę praktycznie we wszystkich miejskich spółkach. W sumie odpowiadam za pracę około 720 pracowników. Kiedy zaczynałem ich poznawać szybko zorientowałem się, że wielu z nich to osoby o bardzo wysokich kwalifikacjach. Trzeba jedynie wyzwolić u nich pokłady dodatkowej energii i docenić, gdzie to możliwe, finansowo oraz w drodze wewnętrznego awansu. Jestem zwolennikiem szukania fachowców na zewnątrz tylko w ostateczności.

- Zgoda, ale nie zaprzeczy pan, że skoro flagowa inwestycja ostatnich miesięcy, czyli remont Walczaka i Warszawskiej ślimaczy się, to część winy znajduje się po stronie inwestora, w imieniu którego pan prowadzi nadzór?

- Niekoniecznie. Proszę pamiętać, w jakich okolicznościach powstawała umowa z wykonawcą. Był to jeszcze czas obowiązywania ułomnej ustawy o zamówieniach publicznych, gdzie w procedurach przetargowych de facto jedynym kryterium wyboru wykonawcy była najniższa cena. Wspominam o tym choćby dlatego, że kierowanie wobec mnie zarzutów w tej sprawie szczególnie przez radnego i prawnika, pana Jerzego Wierchowicza są o tyle niesprawiedliwe, że gdy był on posłem przez dwie kadencje, to w żadnym czasie nie podjął skutecznych starań, aby spowodować zmianę ułomnych przepisów tej ustawy. Dopiero niedawno zostały one zmienione przez obecny parlament, ale podpisując umowę z firmą Taumer musieliśmy dokonać jej wyboru jeszcze na podstawie starych zapisów.  Zresztą, kiedy byłem radnym wydawało mi się, że wszystko lub prawie wszystko wiem. Dzisiaj mogę to otwarcie powiedzieć, że wiedza u najbardziej nawet aktywnych radnych, w porównaniu do tego czym dysponują prezydenci i dyrektorzy poszczególnych wydziałów jest niewielka.

- Jakie ma pan więc kompetencje, żeby zajmować się nadzorem tak dużych inwestycji, które są realizowane w mieście?

- Oczywiście, nie chcę siebie oceniać, od tego jest prezydent i opinia publiczna. Niemniej w tym pytaniu jest zapewne kolejne odniesienie do kontestowania moich kompetencji  przez radnego Wierchowicza. Powiem tak: moi poprzednicy na stanowisku zastępcy prezydenta ds. gospodarki mieli bazowe wykształcenie  prawnicze i historyczne. Ja  jestem z wykształcenia inżynierem, a przez blisko 20 lat pracowałem jako specjalista i doradca rynku  nieruchomości. W swojej poprzedniej pracy wielokrotnie uczestniczyłem w inwestycjach budowlanych, odtwarzałem dokumentacje. Wcześniej zarządzałem firmą zatrudniającą ponad 200 osób, prowadzącą także inwestycje. Mam również skończone podyplomowe studia ekonomiczne. Nie czuję się więc obco w tym obszarze, w którym teraz działam. Zresztą, w mojej obecnej pracy potrzebne są zdolności menadżerskie i doświadczenie.

- Zgodzi się pan, że mieszkańcy jednak mają prawo narzekać na tempo niektórych prac inwestycyjnych?

- Każdy ma prawo wyrażać swój pogląd. Ja wszystkie opinie przyjmuję z pokorą. Jestem teraz urzędnikiem pracującym na rzecz lokalnej społeczności. Staram się odsuwać od siebie działania polityczne, skupiam się przede wszystkim na realizowaniu stawianych przede mną konkretnych zadań. Patrzę na wszystko realnie i wiem, że jako miasto nie jesteśmy bez winy w przypadku remontu omawianych tu ulic, gdyż błędem okazała się zbyt niska stawka kary umownej przyjęta w treści umowy z wykonawcą przed podjęciem przeze mnie pracy w Urzędzie Miasta. Ale nie tu tkwi źródło wszystkich kłopotów. Problemem jest podejście do inwestycji ze strony samej firmy. Jest ono mało profesjonalne, co widać nawet na obecnym etapie naszych rozmów. Gdyby np. Taumer od początku współpracy słuchał naszych rad w odniesieniu do podwykonawców, to zapewne dzisiaj zapomnielibyśmy o remoncie Walczaka i Warszawskiej.

- Jaki jest obecnie termin zakończenia prac modernizacyjnych omawianych ulic, ponieważ w przestrzeni publicznej mówi się o różnych datach?

- Powiem krótko, że w tej chwili priorytetem jest przejezdność z ulicy Jagiełły w kierunku Warszawskiej, co odciąży ulicę Teatralną. Dlatego potrzebne jest szybkie zakończenie budowy ronda i skończenie ulicy Warszawskiej. Póki co, podpisaliśmy aneks z datą wykonania do 2 maja. Ale, podobnie jak mieszkańcy, póki nie zobaczę, nie uwierzę. Rozważam zresztą, w przypadku dalszego opóźnienia prac,  wykupienie w głównych polskich mediach tekstów sponsorowanych, w których zaprezentujemy ,,profesjonalizm’’ krakowskiego przedsiębiorstwa. W przypadku ulicy Walczaka zapewne zostanie ona oddana nieco później, dopiero w czerwcu.

- Czy w związku z remontem estakady most Staromiejski będzie zamykany?

- Częściowe wyłączenia z ruchu są nieuniknione, choćby na czas remontu metalowej konstrukcji  znajdującego się nad wjazdem na most. Wyłączymy wtedy z ruchu na około cztery miesiące po jednym pasie z każdej strony. Podczas trwania remontu estakady ulica Spichrzowa będzie też  tylko częściowo przejezdna.

- Skąd wzięło się  gwałtowne przyśpieszenie prac przygotowawczych pod część inwestycji, które miały być realizowane w późniejszym czasie?

- Wynika to z tego, że rząd zachęca beneficjentów do szybszego wykorzystywania środków zewnętrznych. O tym głośno się nie mówi, ale istnieje groźba zmniejszenia budżetu unijnego z powodu wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty. Szybsze tempo wymusza realizację wielu inwestycji jednocześnie. Mało tego, kto pierwszy za to się bierze ma większe szanse na lepszy wybór wykonawców. Oczywiście, można zamknąć się w gabinecie, zacząć przymykać oczy na nowe konkursy i spokojnie skupić się na zrealizowaniu kilku dużych inwestycji. Tyle, że za kilka czy kilkanaście lat będziemy żałować, że nie zrobiliśmy jeszcze tego czy tamtego, a szanse ku temu były. Dlatego dzisiaj m.in. w wydziałach inwestycji, strategii miasta, zintegrowanych inwestycji terytorialnych, trwa gigantyczna praca nad przygotowaniem dokumentacji do składania wniosków na liczne konkursy dające możliwość pozyskania środków unijnych. Pracownicy często pracują po godzinach, aby zdążyć. Często w kilka tygodni wykonują pracę wymagającą normalnie kilkumiesięcznego zaangażowania.

- Czy już udało się zdobyć znaczące środki, których jeszcze kilka miesięcy temu nikt w magistracie się nie spodziewał?

- Oczywiście, największym sukcesem było pozyskanie prawie 50 milionów złotych na modernizację infrastruktury drogowej we wschodniej części miasta. Szkoda, że niektórzy radni nie chcą zauważyć lub zrozumieć, w jakim obecnie znajdujemy się czasie, jeżeli chodzi o zdobywanie środków unijnych. Pieniądze same z nieba nie spadają. Najpierw trzeba przygotować profesjonalnie wniosek z załącznikami, potem aplikować o środki, jeździć do Warszawy i lobbować. W sprawie drogi krajowej nr 22 jeździłem do ministerstwa razem z wojewodą Władysławem Dajczakiem. Przeprowadziliśmy kilka rozmów, przekonywaliśmy, jak ważna jest to dla Gorzowa inwestycja. Tylko cztery miasta w Polsce otrzymały takie dofinansowanie. Oczywiście, bardzo ważne było także polityczne wsparcie ze strony choćby minister Elżbiety Rafalskiej.

- Co zrobić, żeby przy okazji kolejnych dużych inwestycji nie powtórzyła się sytuacja, której jesteśmy teraz świadkami?

- Takie ryzyko jest niestety zawsze, ale należy je minimalizować. Już to robimy, gdyż znacznie zwiększyliśmy wysokość kar umownych. Będziemy też w procedurze przetargowej, zmniejszali rolę ceny przy wyborze wykonawcy. Wreszcie możemy to robić.

- A co ze zbrojeniem terenów inwestycyjnych?

- Niestety, zaszłości w tej sferze funkcjonowania miasta sięgają przynamniej kilku lat. Problemem są też przedłużające się prace planistyczne, a jest to kluczowe dla zbrojenia terenów pod działania nakierowane na pozyskanie inwestorów komercyjnych. W naszym interesie jest spełnienie wszystkich wymagań inwestorów, chcących rozwijać działalność w Gorzowie. W planie mamy rozwój terenów w kierunku Mironic oraz we wschodniej części miasta, wzdłuż wspomnianej drogi krajowej 22. Oczywiście terenów mamy więcej i  będą one przygotowywane pod konkretne inwestycje. 

- Dziękuję za rozmowę.