W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Sławy, Sławosza, Żelisławy , 23 lipca 2017

Za chwilę wybuchnie jakiś pożar i będzie po kłopocie…

2017-05-09

Z mecenasem Jerzym Synowcem, radnym i działaczem społecznym, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_18336.jpg

- Panie mecenasie, ostatnimi czasy ukradziono główkę Zenona Bauera. Rzeźbkę Jancarza też ograbiono z czego tylko się dało. Ostatnio złodzieje ukradli tablicę przy pomniku Pawła Zacharka…

- Wcześniej kradziono wielokrotnie fajerki Szymonowi Giętemu. Chyba z pięć razy już to naprawialiśmy.

- Wobec tego widzi pan jeszcze sens robienia czegokolwiek, skoro tak traktowane są prace stawiane za prywatne pieniądze?

- Sens jest, zawsze jest. Tym bardziej, że te prace są robione na miarę Gorzowa, nie stoją na jakichś piedestałach, stały się już symbolem miasta. I jak ja mam zdjęcia z dzieciństwa z białym misiem jako pamiątką, tak teraz ludzie robią sobie zdjęcia w łódce Zacharka, z Jancarzem. Za 40 lub 50 lat to właśnie takie zdjęcia będą pamiątkami z Gorzowa. Gorzowianie kupili chyba te pomniki. One wrosły w pejzaż miasta i jeśli ich jeszcze troszkę przybędzie, to już generalnie będzie taka ciekawostka na skalę ogólnopolską. Każdy ma już takie pomniki, mam na myśli miasta, ale nigdzie nie ma tyle i to w dodatku tak silnie związanych z miastem. I wart pokreślić, że to są ważne postaci dla miasta. Weźmy taką Christę Wolf. Bo gdziekolwiek indziej by stanął jej pomnik, to byłoby kompletnie bez sensu. Natomiast w Gorzowie to jej siedząca postać sens ma. Powiem, że odtworzymy tę głowę Bauera. Tak samo będzie z tablicą Zacharka. Poza tym czekamy na sygnał od odlewnika, który ma podać termin odbioru postaci Furmana…

- Naprawdę? To już?

- Tak, to już. Towarzystwo Miłośników Gorzowa spłaciło w całości Andrzeja Moskaluka, autora rzeźby. Ustaliliśmy szczegóły z odlewnikiem, mamy zebrane pieniądze, więc lada dzień chyba odbierzemy gotową figurę. Ustawimy go tam, gdzie było zaplanowane, czyli w narożniku ulic Jagiełły i Dąbrowskiego, przy Jazz Clubie. Przyznam, że lokalizacja jakoś mnie się niespecjalnie podoba, ale nie będę wymyślał, że ma być inaczej. Cały czas myślimy też poważnie o Władysławie Andryce, żołnierzu wyklętym. Mamy zebrane materiały, zdjęcia. Ale ten projekt przesuniemy właśnie z uwagi na Furmana. Trzeba było coś z tym fantem zrobić, bo odlewnik zagroził, że potnie gotową figurę, bo przecież trwa to już chyba z pięć lat – przepychanka w sprawie pieniędzy na ten pomnik. Ale to nie wszystko, bo tak na koniec, ale to melodia przyszłego roku, a może kolejnych, chciałbym, żeby obok byłego Empiku stanął stolik nr jeden, przy nim siedzieliby Andrzej Gordon, Wiesław Strebejko i Bolesław Kowalski, a czwarte miejsce byłby dla takich, którzy chcieliby się do nich dosiąść. No i myślę, że to już wystarczy. Przecież nie chodzi o to, żeby zapomnikować Gorzów po wieczne czasy. Zresztą nie ma już więcej postaci, którym można stawiać pomniki, a niektóre muszą poczekać, aby im pomniki stawiać. Ale wracam do niszczenia. No drażni mnie to bardzo mocno. Bo to są pieniądze wyrzucone w błoto. Ci ludzie, którzy to kradną, dostają za to jakieś śmieszne grosze, bo ile można za taką tablicę w skupie złomu dostać – 50 czy 60 zł, raczej nie więcej. A my, odtwarzając, płacimy tysiące. I to zresztą jest kłopot, bo to trzeba gdzieś odlewać. Podobnie jest z głową Bauera. Zresztą na pewno widziała pani w Internecie taki gorszący obrazek. Tu co prawda niczego nie zrabowano, ale obsypano śmieciami i obrzydlistwem pomnik Włodzimierza Korsaka na Górczynie. Nie rozumiem potrzeby robienia czegoś takiego. Zastanawiam się, czy to jest specjalność nasza, gorzowska, czy też może jednak nie.

- Panie mecenasie złomiarze to jedna rzecz. Ale przecież są jeszcze ludzie, którzy prowadzą te punkty skupu i ja zwyczajnie nie wierzę, że oni nie widzą, co kupują.

- Każdy pyta, jak to się dzieje, że ludzie w skupach kupują takie rzeczy, jak choćby literki z nagrobków cmentarnych. Trzeba pamiętać, że właściciele punktów z reguły sami w nich nie pracują, zatrudniają tam ludzi pewno podobnych do tych złomiarzy. I to oni mają w nosie literki, głowy, tablice pamiątkowe. Oczywiście, że tak nie powinno być. Moim zdaniem, ten co to kupuje, jest jeszcze większą świnią, niż ten, co to sprzedaje. Bo ten który kradnie i sprzedaje dygotem przymuszony, żeby dostać grosz na piwo. A ten drugi nie musi zarobić tych kilkudziesięciu złotych za akurat coś takiego.

- Co zrobić, żeby zmienić mentalność tych ludzi?

- Wie pani, mnie zawiadomiono niedawno, że ktoś mocował się z rzeźbą kobiety na nagrobku mojej żony na cmentarzu komunalnym. Widziałem ciosy, które miały sprawdzić, jak rzeźba jest zamocowana. Pomyślałem sobie, że jak jeszcze to się komuś uda, to będzie ostateczne draństwo. Bo co jeszcze można ukraść? Bo jak ukradną Plutę, to mnie to specjalnie nie zdziwi (śmiech). Przecież może podjechać pod pomnik w nocy i ktoś zdemontuje i tę rzeźbę.

- Zaskakujące jest też i to, że ludzie jakoś słabo lub wcale nie reagują.

- Myślę, że ci, którzy kradną takie rzeczy, robią to, kiedy za dużo oczu ich nie obserwuje. To się odbywa w nocy, kiedy ruch jest mały. Monitoring w Gorzowie raczej słabo działa. No i tak się to dzieje. Nie sądzę, aby ludzie widzieli i nie reagowali… Ale trzeba powiedzieć, że głupota jednak występuje. Siedziałem kiedyś  Santa Fe na bulwarze i obserwowałem, jak dwóch chłopaków usiłowało uszkodzić Janusza Gorzowskiego. Podbiegali, szarpali, kopali, no starali się mocno. A matka robiła zdjęcia. Trwało to z 15 minut. Musiałem wyjść i powiedzieć tej kobiecie, że tak nie…

- Zaskakujące jest to, że ludzie niszczą takie rzeczy, a z drugiej strony jakoś wszyscy gremialnie narzekają, że Gorzów niepiękny jest i robi się coraz brzydszy.

- Miasto się obi brzydsze dlatego, że inni idą bardzo do przodu, a my niestety zostajemy z tyłu z tą naszą Teatralną i innymi ulicami, przy których może coś się dzieje, ale które jednak nie trzymają już poziomu europejskiego. Ale muszę powiedzieć, że dla równowagi, jak stworzyliśmy album „Sto miejsc wstydu”, to w tej chwili pracujemy nad albumem „Sto najładniejszych miejsc w mieście”.

- Uda się panu wyliczyć sto pięknych miejsc w mieście?!

- Szczerze mówiąc, stanęliśmy na 60. I nie chodzi o to, że nowy dom stoi. Bo nowy dom zawsze jest jakoś tam ładny, choć w nowym albumie znajdzie się kilka prywatnych domów. Ale faktycznie trochę mi brakuje do setki, choć uruchomiłem rodzinę i znajomych, żeby mi coś podpowiedzieli, bo o pewnych oczywistych rzeczach mogę nie wiedzieć.

- No dobrze, to teraz odrobinkę o czymś innym. Jak pan sądzi, skończą się kiedyś te remonty ulic?

- Nie. Nie skończą się. Inaczej, kiedyś tam skończy się remont Warszawskiej i Walczaka. Ale chodzi o to, żebyśmy my w Gorzowie zrozumieli jedną rzecz. Drogi to jest krwioobieg miasta. Bez tego żadne miasto nie może dobrze funkcjonować. Co więcej, nie może być dobrze odbierane. Trzeba robić trzy razy więcej niż się degraduje. A przecież po zimie z reguły kilka ulic staje się nieprzejezdnych. Choćby teraz – Kazimierza Wielkiego, Drzymały, Górczyńska, Teatralna, Spichrzowa – przecież to jest zupełny dramat. Co z tego, że my wyremontujemy trzy ulice, jak po zimie jest do remontu kolejnych 15. Właśnie na to warto zaciągać kredyty. Bo dobre drogi to jest komfort życia wszystkich ludzi.

- Zgadzamy się więc w tym, że brakuje takiego spojrzenia na miasto.

- Dokładnie. Proszę pomyśleć o miastach w Niemczech, Holandii, Belgii. Gdyby drogi nie były ważne, to by się tam tego nie robiło w taki sposób, w jaki oni to robią, czyli bardzo dokładnie. Bo to radość jest, kiedy się idzie dobrą drogą. A w Gorzowie to raczej deprechy można dostać, kiedy przyjdzie przejść Spichrzową albo innymi, zaśmieconymi, brudnymi…. Zresztą proszę spojrzeć, w Gorzowie jakoś tak uchodzi, że ktoś kupuje kamienicę, a potem o nią nie dba. Dla przykładu Czerwony Spichlerz czy wiele innych. I tak sobie niszczeją te budynki po pięć, siedem albo i więcej lat. A Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego nic w tej sprawie nie robi. Weźmy kino Słońce. To kultowe miejsce, przy którym wyrastałem. Tam się chodziło do kina. A dziś jak ten budynek wygląda? Nie chodzi o to zrujnowane podwórko. Sam budynek poobklejany jakimiś okropnymi banerami. Nie wiadomo, co to za budynek jest.

- A zaraz za tym budynkiem wchodzi się w tę ulicę, która kiedyś była wizytówką miasta i dramat się tylko pogłębia.

- Chodziłem tamtędy, bo się kiedyś spacerowało od kawiarni Nowa do katedry i z powrotem.

- A teraz?

- Teraz jest tam mocno nieciekawie.

- Poszedłby pan tamtędy na spacer?

- Nie. Nie byłem tam na spacerze od wielu lat. Może kiedyś z córką, jedną lub drugą na spacery raczej inne miejsca będę wybierał. Cieszę się z tego, że Kwadrat będzie zrewitalizowany. Bo to też było takie miejsce słabo odwiedzane. Fakt. Brakuje namysłu nad miastem. Proszę zobaczyć choćby coś takiego. Planuje się włożenie wielu instytucji miejskich do tego szkaradnego budynku po Przemysłówce i znów zostaniemy z wieloma pustymi, z którymi nie będzie dalej wiadomo, co zrobić. Wybudujemy Centrum Edukacji Zawodowej i kolejnych dziesięć budynków pustych nam przybędzie. To tak, jak z Grodzkim Domem Kultury, który teraz zwyczajnie niszczeje. Za chwilę wybuchnie jakiś pożar i będzie po kłopocie, a przy okazji po pięknym zabytku.

- No właśnie panie mecenasie. Przecież jest pan radnym…Czy radni nie mają jakiegoś przełożenia na władze miasta, żeby jednak nie podejmowały takich decyzji?

- Jest to problem. W tym systemie władzy samorządowej pozycja prezydenta jest na tyle mocna i niezależna od radnych, że my na sesjach zajmujemy się, owszem, zmianami w budżecie. Ale to są niektóre rzeczy. Jak ma prezydent sprzedać nieruchomość, to się musimy na to zgodzić. Ale jak chce kupić, to sobie może kupić i pięć takich Przemysłówek. I na to nie ma rady. Mało tego, my się często zajmujemy rzeczami, za które mi wstyd doprawdy. Na każdy garaż, gdzie trzeba czynsz obniżyć o 15 groszy, zgodę musi wyrazić Rada Miasta. Podobnie jest w przypadku sprzedaży komuś bez przetargu komórkę na węgiel. Natomiast właśnie takie rzecz, jak ta Przemysłówka czy Kwartał Kultury to obmyślają urzędnicy. Jak pani widzi, rola radnych jest czasami żenująca. Poza tym trzeba mieć większość, a w gorzowskiej radzie większość mają ludzie, którzy mają jakiś interes, aby się grzać w świetle władzy. Ciężko jest cokolwiek zrobić.

- Jednym słowem, trochę żałosny obraz miasta nam się maluje.

- Smutny, bo grupa ludzi, którym zależy, którzy potrafią rzeczkę Srebrną doprowadzić stanu czystości jest niewielu. A zresztą zaraz pojawią się inni, którzy traktorami będą tam zwozić śmieci. I to się tak układa, że niektórzy sprzątają rzeki i stawiają pomniki, a inni mają to za nic. No i ja tego nie rozumiem. Przecież wielu tu przyjechało z biedy, ze wschodu, jak choćby mój ojciec. Przecież on nie myślał o toalecie w domu. Dla nich wszystkich to był szok, że łazienka może być w mieszkaniu. Wydawałoby się, że już dorośliśmy do takich potrzeb, jakie mają na Zachodzie. Ale jednak nie. Proszę zobaczyć, piękny dom przy ul. Wyszyńskiego i Borowskiego. A ogrodzenie, to jak je Niemiec postawił, tak jest. A ponieważ się poprzewracało, to je ktoś tam jakimś kołkiem podparł i stary tapczan postawił, gdzie dziura. Przecież to wstyd, żeby tak to wyglądało. I nikomu poza mną jakoś to nie przeszkadza. A przecież 500 urzędników w magistracie pracuje.

- Zmieni się coś na lepsze? A jeśli tak, to kiedy?

- Ta sytuacja już się po woli zmienia. Bo przecież Gorzów jednak wygląda inaczej, niż dajmy na to na początku lat 90. Widziałem taki film właśnie o mieście zrobiony w tamtych czasach. To była reklamówka pokazująca, z czego byliśmy wówczas dumni. Tego miasta już zwyczajnie nie ma. Nie ma Stilonu, Silwany, bazaru na Hawelańskiej. I tak sobie myślałem, że to jakiś XVIII wiek, a nie lata 90. Chciałbym, żeby ten Gorzów był ładny. Już nawet nie dla siebie, bo ja się przyzwyczaiłem do niego. I pamiętam go jeszcze bardziej paskudniejszym, niż teraz. Chciałbym, żeby choć moja młodsza córka pokochała miasto tak jak ja. Ma jeszcze kupę lat, żeby do tego dorosnąć. Może dla niej warto upiększać to miasto.

- No i tego panu życzę. Dziękuję za rozmowę.