W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Filipa, Halki, Melanii , 22 października 2017

Nie za bardzo to wszystko idzie w dobrym kierunku

2017-09-12

Z posłanką Krystyną Sibińską z Platformy Obywatelskiej rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_19563.jpg

- Jak się obecnie żyje na Wiejskiej?

- Zupełnie inaczej niż w poprzedniej kadencji. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to jeden wielki chaos. Jadąc na posiedzenie sejmu nie wiem, na ile dni jadę, nad jakimi sprawami będziemy pracować, jakie i kiedy będą głosowania? Wszystko praktycznie dzieje się ad hoc. Nagle są wrzucane projekty, najczęściej poselskie, nad którymi ścieżka legislacyjna jest inna niż w przypadku projektów rządowych. Przykre jest także to, że na każdym kroku jest łamany regulamin sejmu. Do tego atmosfera jest fatalna. Kiedyś, nawet jak się nie zgadzaliśmy, dyskusje były prowadzone w formie dialogu.

- To dlaczego, skoro jest tak źle, frakcja rządząca cały czas ma wysokie poparcie społeczne, a opozycja nie potrafi przestawić rozsądnego programu działania?

- Na pewno swoje robi rozdawnictwo ze strony rządu. Wcześniej czy później poniesiemy tego konsekwencje. Największy problem będą miały nasze dzieci. Nie można bowiem na prawo i lewo rozdawać pieniądze, nie zabezpieczając na to środków z nowych źródeł finansowania. Wpływ na wysokie poparcie rządu mają też media, do niedawna znane jako publiczne, teraz zamienione na partyjne. Ale rzeczywiście ważniejsze jest to, żeby opozycja docierała do społeczeństwa i przekonywała, że obecnie prowadzona polityka jest zgubna dla kraju.

- I co w tym kierunku robi opozycja?

- Uważam, że powoli, ale docieramy do coraz szerszej grupy społeczeństwa. Jeżeli chodzi o sondaże, na razie nie przywiązywałabym do nich większej roli. Pytanie tylko, a na ile nasi rodacy znajdą w sobie siłę i odwagę, żeby w następnych wyborach odsunąć PiS od władzy? Oczywiście rządzący mają prawo realizować swój program, ale nie mają prawa demolować kraju, niszczyć konstytucji i skłócać nas z wszystkimi sąsiadami.

- Zostawmy wielką politykę, a skupmy się na Gorzowie. Jest pani inżynierem budownictwa. Kiedy widzi pani prowadzone u nas inwestycje, to co pani sobie myśli?

- Nie za bardzo to wszystko idzie w dobrym kierunku. Ręce opadają, kiedy patrzę na niektóre działania miasta w zakresie remontów dróg.

- Konkretnie, gdzie i jakie są popełniane błędy?

- Żeby prawidłowo zrealizować inwestycję potrzebne są dwa elementy. Przygotowanie projektu i nadzór. Bywa, że prace nad dobrym projektem trwają dłużej niż realizacja samej inwestycji. Nie będę tutaj szczegółowo omawiała poszczególnych punktów procedur administracyjnych, ale na jedną rzecz chcę zwrócić uwagę. Na umowę pomiędzy miastem i wykonawcą. Mądrzy prawnicy mówią, że umowę nie podpisuje się na czas współpracy a na czas konfliktu. Dlatego w każdych okolicznościach podstawą jest zabezpieczenie wszystkich interesów miasta.

- Zgoda, ale ważny jest chyba sam wybór wykonawcy?

- Nie zawsze jednak będziemy mieli taką pewność, nawet przy zachowaniu maksymalnej ostrożności. Procedury przetargowe są takie jakie są, choć w tej chwili lepsze niż były wcześniej. Nie trzeba już za wszelką cenę wybierać najtańszej firmy. Można zwracać uwagę na inne czynniki, w tym rekomendacje. Samorządowcy jednak najczęściej stawiają na najtańszych. Bez względu jednak na ten wybór, podstawą jest wspomniana umowa. Nie chodzi w niej tylko o wpisanie terminu realizacji, ale zabezpieczenie tego terminu poprzez roszczenia. O tym w Gorzowie chyba przy paru inwestycjach zapomniano.

- Co rozumie pani pod pojęciem ,,prawidłowego nadzoru’’?

- Tu nie ma żadnej filozofii. Nadzór należy prowadzić na bieżąco i na bieżąco należy interweniować. Przecież możemy odstąpić od umowy, nawet zerwać kontrakt, wprowadzić wykonawstwo zastępcze. Jeżeli wykonawca miał zrealizować inwestycję w cztery miesiące a nie może uporać się z nią w ponad rok, to coś tu nie zagrało w nadzorze. I to od samego początku. Żeby to wszystko było jednak należycie poukładane potrzebni są specjaliści najwyższej klasy.

- Okazuje się, że rozpoczęcie następnych inwestycji w rozsądnym czasie jest zagrożone z różnych powodów. Prezydent Artur Radziński mówi, że często na procedury administracyjne miasto nie ma wpływu. Przekonują pani takie wyjaśnienia?

- Wrócę do tego, co powiedziałam przed chwilą. Potrzebni są fachowcy, a tych w urzędzie miasta brakuje. To ludzie przygotowują specyfikacje, projekty, umowy, potem nadzorują. Rozmawiamy naprawdę o poważnych sprawach, a nie prostych remontach. Jeżeli przykładowo chodzi o ulicę Kostrzyńską, to mówimy o niej od ponad 20 lat i kiedy pojawia się szansa jej modernizacji nagle na przeszkodzie stają sprawy związane z środowiskiem naturalnym. To pokazuje kompletną amatorszczyznę. Przecież o tych wszystkich siedliskach, pędzliczku zielonawym, drzewach wiemy od tych 20 lat, albo i dłużej. Znamy terminy, w których jedne drzewa można wycinać, drugich nie. To wszystko powinno zostać przygotowane w pierwszej kolejności. Za głowę się łapię, jak słyszę, że mamy w mieście ruszać w jednym czasie z remontami Kostrzyńskiej, Myśliborskiej, Walczaka w kierunku Różanek czy planem transportowym. Kto nad tym zapanuje, skoro brakuje specjalistów. Albo sprawa boiska przy Krasińskiego. Okazuje się, że po badaniach geologicznych trzeba wzmocnić grunt i inwestycja jest zagrożona. Przecież ten grunt jest tam od zawsze. Może najpierw należało to sprawdzić. Przepraszam, ale chwilami mam wrażenie, że oglądam filmy Stanisława Barei.

- Trudno chyba winić miasto w sytuacji, kiedy niektóre inwestycje opóźniają się z powodów niezależnych od miasta?

- Pracując jeszcze w Urzędzie Gminy Witnicy zrealizowałam mnóstwo projektów inwestycyjnych z nieżyjącym już burmistrzem Andrzejem Zabłockim. Jakieś tam doświadczenie w tej branży więc mam i oczywiście zgadzam się, że każda większa inwestycja nigdy nie jest prosta. Zawsze można natrafić na niespodzianki w postaci choćby wykopalisk archeologicznych, osłabionych fragmentów gruntu, nie ewidencjonowanych przewodów. Niemniej na to wszystko administracyjnie trzeba być przygotowanym. I natychmiast reagować. Z tym bywa u nas różnie. Swoją drogą podziwiam mieszkańców, że są bardzo cierpliwi, zwłaszcza że często o remontach dowiadują się, jak na ich ulicę wjeżdża ciężki sprzęt.

- Cierpliwością będą musieli się wykazać również w przyszłym roku, kiedy na realizację inwestycji nałoży się twarda kampania wyborcza, a jej paliwem staną się zapewne wszystkie te niedociągnięcia i błędy popełniane przez obecną ekipę rządzącą?

- Oby kampania nie była prowadzona na placach budowy, bo to będzie oznaczało, że nie wszystko przebiega zgodnie z przyjętym harmonogramem. Nie uciekniemy jednak od kampanii, która jest swoistą rywalizacją różnych ugrupowań. Mam nadzieję, że nawet w twardej walce ponad wszystkim będzie interes Gorzowa i gorzowian. Ze swojej strony zadeklarowałam prezydentowi Jackowi Wójcickiemu pomoc w każdym zakresie, w jakim jest to możliwe. Efektem tego jest spore wsparcie w urzędzie marszałkowskim, za który politycznie odpowiada moja partia. Naturalnym jest, że każdemu zależy na tym, żeby jak najwięcej środków unijnych trafiło do naszego miasta. Jako posłanka partii opozycyjnej moje możliwości działania w sejmie są skromne, ale też staram się z innymi naszymi parlamentarzystami promować działania na rzecz Gorzowa. Więcej mogą zrobić politycy PiS. Szkoda, że nie udaje im się zdobyć środków na ważne z wojewódzkiego punktu widzenia inwestycje drogowe, zwłaszcza obwodnicę Kostrzyna, Strzelec Krajeńskich czy Krosna Odrzańskiego. A szanse ku temu były spore. Polityka, polityką, ale wierzę, ze kampania nie zaszkodzi rozwojowi miasta. Najważniejsze, żeby prezydent nie dawał ku temu postaw. Jak zacznie znowu pudrować, to da asumpt do krytykowania i zbijania politycznego kapitału.

- Czy jako gorzowianie jesteśmy aktywni w przekonywaniu PKP do elektryfikacji linii 203 z Kostrzyna do Krzyża?

- Przed 2-3 laty zbieraliśmy podpisy, nawet na Przystanku Woodstock, zachęcające do włączenia elektryfikacji naszej linii do Krajowego Programu Inwestycji Kolejowych. Razem z ówczesnym wiceprezydentem miasta Łukaszem Marcinkiewiczem zawieźliśmy te podpisy do Ministerstwa Infrastruktury, ale usłyszeliśmy, że elektryfikacja stoi pod dużym znakiem zapytania. Główny problem to koszty oraz brak chęci realizacji podobnej inwestycji po stronie niemieckiej. Nadal mamy na szczęście sojusznika w postaci PKP Intercity, które również złożyło taki wniosek. Dzisiaj sporo projektów kolejowych jest nieprzygotowanych, a pieniędzy do wydania naprawdę sporo. Dlatego zgadzam się, że cały czas powinniśmy się o to upominać, włączyć w te działania sąsiedniej gminy, ale Gorzów jako lider przedsięwzięcia powinien tutaj wykazać się większą aktywnością. Podstawy są, bo jeszcze za czasów wojewody Jerzego Ostroucha zostały podpisane w tej sprawie listy intencyjne.

- Spółka PKP PLK ogłosiła konkurs na zrealizowanie studium wykonalności dla tej inwestycji. Celem jest nie tylko wyliczenie kosztów całego przedsięwzięcia, ale przede wszystkim sprawdzenie jej zasadności. Czy pani zdaniem ta analiza może wypaść na naszą korzyść?

- Obawiam się, że dane dotyczące samych przepływów pasażerskich mogą nie być optymistyczne, ale trzeba stawiać na inne silne argumenty. Na potrzebę ochrony środowiska, a przede wszystkim korzyści gospodarcze, poprzez rozwój transportu towarowego. Jestem zdania, że mamy spore szansę przekonania inwestora. Dobrym przykładem jest remont estakady. Pamiętam, że dziewięć lat temu, jeszcze jako przewodnicząca rady miasta, spotkałam się z dyrektorem Józefem Matuszczakiem ze szczecińskiego oddziału Centrum Realizacji Inwestycji PKP PLK. Przeprowadziliśmy pierwsze rozmowy na temat tego remontu, ale nie było większych chęci. Nic dziwnego, skoro kosztuje to 100 milionów złotych. Już jako poseł na każdej komisji infrastruktury upominałam się o tę estakadę. Przywiozłam do Gorzowa odpowiedzialnego wtedy za kolejnictwo ministra Andrzeja Massela, żeby pokazać mu na żywo stan naszej estakady. I powiedziałam, że jak nie zostanie to zrobione, inspektorzy nadzoru budowlanego wyłączą z użytkowania. Cel został osiągnięty. Trzeba walczyć, ale wspólnie.

- Czy gorzowski szpital doczeka się zakupu urządzenia do  pozytonowej tomografii emisyjnej, znanego jako PET?

- Uważam, że ani przez chwilę nie powinniśmy zastanawiać się nad zakupem tego urządzenia i miasto powinno zaangażować się w ten projekt finansowo. Przypomnę, że zarówno w budżecie wojewódzkim, jak i naszym miejskim, są zapisane środki na bazę ratownictwa medycznego. Ze względu na przeciągające się rozstrzygnięcie przetargowe, w tym roku te środki nie zostaną wykorzystane. Dlatego narodził się pomysł, by oba urzędy przesunęły je na zakup PET. Zarząd województwa już zadeklarował przekazanie kwoty 1,6 mln złotych, ale gorzowski magistrat zwleka z podjęciem decyzji o wykorzystaniu podobnej kwoty na ten cel. Resztę, w razie potrzeby, dołoży szpital. Ten skaner jest bardzo potrzebny w diagnostyce onkologicznej, i nie tylko. W komplecie z budowaną radioterapią mielibyśmy naprawdę świetne warunki do przeprowadzania badań i leczenia naszych pacjentów. Dlatego mocno zachęcamy prezydenta do przekazania tych pieniędzy. Tu nie ma znaczenia, czyj to jest pomysł? Tu należy działań ponad podziałami partyjnymi.

- To gdzie tkwi problem?

- Oczywiście, wiąże się to z tym, że Gorzów musiałby w przyszłorocznym budżecie na nowo zaplanować środki na budowę bazy, ale przecież corocznie z budżetu są przekazywane pieniądze na rozwój szpitala. Może kłopot wynikł z tego, że jedno takie urządzenie znajduje się na terenie miasta, a posiada je firma prywatna. Do tej pory nie mogła ona podpisać umowy z NFZ na refundację badań, choć miała poparcie wśród różnych osób, w tym marszałka województwa. I teraz nagle okazuje się, że wojewoda lubuski zapewnia, iż taki kontrakt zostanie podpisany. Akurat w chwili, kiedy pojawiła się propozycja zakupu urządzenia dla szpitala. Jest to działanie wbrew interesom szpitala, ale zostawmy już to. Niech nawet będą dwa urządzenia, ale niech będą w interesie pacjentów.

- Dziękuję za rozmowę.