W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

Start w europejskich pucharach dodaje nam wartości

2017-09-26

Z Romanem Sondejem, dyrektorem generalnym Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego oraz wiceprezesem AZS AJP Gorzów, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_19702.jpg

- Od pewnego czasu wieżowiec Urzędu Wojewódzkiego jest obstawiony rusztowaniami i trwają prace termomodernizacyjne. Z czego wynika ta konieczność?

- Budynek nie był praktycznie remontowany od czasu jego budowy, czyli od połowy lat 70. Odbywały się jedynie doraźne prace wewnątrz obiektu. Warunki pracy są w tej chwili takie, że przy każdym większym deszczu część pomieszczeń jest zalewanych. Z kolei w czasie upalnych dni mamy silne przegrzanie budynku, zimą kłopoty z dogrzaniem pomieszczeń.

- Jaki jest plan remontu?

- Założyliśmy wymianę całej elewacji zewnętrznej, docieplenie stropodachów, zmianę systemu wentylacji i ogrzewania oraz oświetlenie leadowe w całym obiekcie. Efektem tych zmian będzie nie tylko widoczna zmiana warunków pracy, ale również spore oszczędności. Wskaźnik wyliczony przez audytora pokazuje, że oszczędności na energii wyniosą ponad 60 procent w stosunku do obecnych wydatków. I choćby te dwa elementy pokazują, że inwestycja jest w pełni uzasadniona.

- Zgadza się, ale najpierw trzeba wyciągnąć pieniądze ze wspólnej kasy na ten remont.

- Oczywiście, przy czym od razu uspokajam, że nie są to w całości pieniądze, którymi dysponuje wojewoda. Potężny zastrzyk finansowy na inwestycję otrzymaliśmy z budżetu unijnego.

- Z punktu widzenia gorzowian jest to w sumie dobra informacja, ponieważ budynek UW jest jednym z charakterystycznych i… brzydszych. Czy po zmianie elewacji stanie się on jedną z perełek miejskich?

- Wierzę, że tak. Cała elewacja ulegnie zmianie i w niczym nie będzie przypominała obecnej. Kolorystycznie będzie to budynek w odcieniach szaro-niebiesko-granatowych. Będzie przypominała mozaikę znaną ze stadionu narodowego w Warszawie. Przy czym tam mamy barwy biało-czerwone, u nas będą kolory, o których wspomniałem. W tej chwili trwa produkcja nowych okien i one od razu będą posiadały szyby odpowiednio barwione, gdyż nie chcemy wykorzystywać do tego celu żadnej folii lub innej technologii.

- Kiedy poznamy ostateczny efekt tych prac?

- Ideą wykonawcy, którym jest Budimex, jest pokazywanie naszej inwestycji, jako rodzącego się motyla z kokonu rusztowań. Jak to rozumieć? Zaczęliśmy od ustawienia rusztowań z wszystkich stron i na całej wysokości. Pierwsze prace remontowe ruszyły na trzech najwyższych piętrach i sukcesywnie będziemy schodzić w dół, jednocześnie odkrywając efekty tych prac. Umowa z wykonawcą przewiduje, że odbiór nastąpi w pierwszym kwartale 2019 roku, przy czym w planie jest wykonanie jeszcze kilku prac nieznajdujących się obecnie w umowie i projekcie. Dlatego trzeba liczyć się z podpisaniem aneksu, ale nieprzekraczalny termin zakończenia termomodernizacji to połowa 2019 roku.

- Z jednej strony wszystko cieszy, z drugiej martwi teren wokół urzędu. Czy są plany jego uporządkowania?

- Choćby ze względów finansowych nie jesteśmy w stanie wszystkiego zrobić za jednym podejściem. Plany są jednak ambitne. W drugim etapie chcemy przeprowadzić termomodernizację łącznika pomiędzy UW i pocztą. Obiekt ten przystosujemy do obsługi niepełnosprawnych. Znajdzie się tam ponadto sala odpraw wydziału paszportowego i oddziału cudzoziemców. Czyli to, co znajduje się w tej chwili w dawnym banku banku, po drugiej stronie ulicy. Ta inwestycja nie jest zagrożona, bo już pozyskaliśmy na ten cel środki unijne. 

- Co z parkingami?

- Jest to palący problem, a główną przeszkodą jest to, że grunty wokół UW mają różnych właścicieli, poczynając od miasta, urzędów, kończąc na podmiotach prywatnych. Trzeba będzie szukać porozumień, żeby teren doprowadzić do porządku. Myślę, że dobrym pomysłem byłoby zbudowanie wielopoziomowego parkingu na placu znajdującym się między naszym urzędem, Urzędem Skarbowym i Sanepidem.

- Jak wygląda polityka płacowa w UW, co z podwyżkami dla pracowników, bo słyszymy np., że w gorzowskim magistracie były podwyżki płac?

- Nie ukrywam, że pomiędzy wszystkimi urzędami jest swego rodzaju konkurencja, bo każdemu zależy na jak najlepszych pracownikach. Nasza pozycja jest trochę inna niż Urzędu Miasta, gdyż my możemy poruszać się tylko w obszarze otrzymanego budżetu. Nie możemy prowadzić działalności gospodarczej, która mogłaby zwiększyć nasz budżet. Wszystko, co zarobimy odprowadzamy do budżetu centralnego. Musimy operować kwotami wynikającymi z ustawy budżetowej i tak czynimy. Uważam, że mamy, czym się pochwalić. Z chwilą przyjścia do urzędu udało się wprowadzić nowe regulacje płacowe na kilku poziomach. Eliminując sporo etatów kierowniczych pozostała kadra otrzymała podwyżki oraz dodatki funkcyjne. Budżet na tym nie ucierpiał. Ważniejsze było podniesienie najniższej płacy zasadniczej w urzędzie do wysokości 2.350 złotych i w pierwszym etapie skorzystało na tym aż 106 pracowników. W drugim etapie, daliśmy swobodę dyrektorom wydziałów do podniesienia średnio o 170 złotych pensji pracownikom, których zakres zadań został zwiększony. Natomiast w trzecim etapie, który miał miejsce w bieżącym roku, najniższa płaca wzrosła do 2.500 złotych.

- Pozostawmy sprawy urzędowe i przejdźmy do koszykówki, gdyż jest pan wiceprezesem klubu z ekstraklasową drużyną, która znowu weźmie udział  w europejskich pucharach. Czy klub stać na to?

- Decyzja zapadła po bardzo dokładnej analizie. Nowy zarząd klubu, który działa od roku, przyjmując na siebie obowiązki założył systematyczną tendencję rozwojową. Nikt nie był już zainteresowany stagnacją, jaka ogarnęła klub po wcześniejszych latach. Po dobrym i atrakcyjnym widowiskowo ostatnim sezonie musieliśmy zrobić następny krok. Żeby miało to sens, trzeba było zakontraktować koszykarki o sporych już umiejętnościach, a zarazem na miarę naszych finansowych możliwości. W takim momencie zawsze trzeba znaleźć odpowiedź na pytanie, jak przekonać dobre zawodniczki do przyjścia za niewielkie pieniądze? Jedyną drogą prowadzącą do tego celu jest gra w europejskich pucharach. Każda niemal koszykarka, z którą podejmowaliśmy rozmowy pytała, czy planujemy grę na europejskich parkietach.

- Tak, ale występy w pucharach niosą jednak za sobą duże koszty?

- Nie porywaliśmy się z motyką na słońce. Dokładnie przeanalizowaliśmy wszystkie koszty. Zacznijmy od tego, że w polskiej lidze nastąpiło ujednolicenie przepisów dotyczących gry zawodniczek z różnych krajów. To jest ważne, bo tym samym składem można teraz występować w lidze i pucharach. Wcześniej drużyny musiały mieć zakontraktowanych więcej koszykarek. Dalej, porozumieliśmy się z zespołami, z którymi zagramy w grupie, że każdy gospodarz bierze na siebie koszty utrzymania drużyny przyjezdnej. Oznacza to, że jadąc na wyjazd pokrywamy tylko podróż, reszta spada na gospodarzy. Oczywiście w Gorzowie my pokrywamy koszty noclegów, jedzenia i innych spraw, ale to nas będzie kosztowało zdecydowanie mniej niż gdybyśmy mieli płacić za siebie na wyjazdach.

- Jak ocenia pan klasę drużyn, z którymi nasze dziewczęta powalczą w EuroCup?

- Kiedy po losowaniu zobaczyłem, z jakimi zespołami przyjdzie nam zmierzyć się w grupie od razu zapytałem trenera Dariusza Maciejewskiego, czy nie pomyliliśmy się i czy przypadkiem nie trafiliśmy do koszykarskiej ligi mistrzów. Zagramy przecież ze znanymi markami: Besiktasem Stambuł, TTT Rygą i Olympiakosem Pireus. Potraktujemy te spotkania jako prezentację naszej drużyny i promocję miasta. Chcemy przypomnieć, że Gorzów to uznany ośrodek koszykarski. Liczę na zaangażowanie zawodniczek, atrakcyjne mecze, a wynik trzeba będzie wywalczy na parkiecie.

- Mamy kłopot z halą sportową, bo ta obecna nie spełnia wymogów występów w pucharach, zaś o nowej ciągle tylko marzymy. Jak rozwiązać ten problem?

- Grać w hali przy ulicy Chopina jeszcze możemy. Zwrócę uwagę, że choć jest tu mała widownia to jednak zaplecze jest znakomite. W obiekcie znajduje się siłownia, gabinety odnowy biologicznej, sauna, warunki są naprawdę dobre i spełniają wszystkie wymagania potrzebne do dobrego przygotowania sportowego. Z punktu widzenia rozgrywania meczów hala wciąż jest naszym atutem. Jest specyficzna, ma swój niepowtarzalny klimat, mnóstwo drużyn przyjeżdżających do nas nie kryje, że trudno im się tu walczy. Szczególnie, że ten kontakt widzów z placem gry jest bliski. A nasi kibice potrafią wspaniale dopingować, stwarzają super atmosferę i to jest bardzo duża wartość dodana. Do czasu kiedy w Gorzowie nie mamy większego obiektu, musimy sobie radzić i tu naprawdę duże podziękowania trzeba kierować w stronę Akademii im. Jakuba z Paradyża, która nam pomaga.

- Wierzy pan, że powstanie nowa hala, bo niektórzy mówią już wprost, że z tym obiektem jest jak z serialową żoną porucznika Columbo? Wszyscy o niej mówią, ale nikt jej nie widział.

- Tematem budowy nowej hali interesuję się szczegółowo, ponieważ na etapie opiniowania różnych koncepcji uczestniczyłem w rozmowach. Związane to było z tym, żeby wybrać takie rozwiązanie architektoniczne, aby spełniało ono oczekiwania wszystkich zainteresowanych. Nie tylko środowiska koszykarskiego, ale i piłki ręcznej czy siatkówki. Najważniejsze jest, żeby projekt został skonstruowany w ten sposób, aby został utrzymany kontakt kibiców ze sportowcami. Niestety, ale w Polsce powstało kilka obiektów, gdzie oglądanie meczów, choćby koszykówki, nie jest atrakcyjne. Widownia mocno odsunięta nie daje tej specyficznej atmosfery. Pamiętajmy, że różne dyscypliny mają różnego rodzaju wymiary boisk. Wracając jednak do meritum pytania powiem w ten sposób; nie wszystko zależy od klubów, najważniejszą rolę do odegrania ma miasto. Z naszej strony zrobiliśmy dużo. Dzięki zaangażowaniu minister Elżbiety Rafalskiej i przychylności ministra sportu Witolda Bańki udało się pozyskać gwarancję sfinansowania inwestycji w połowie. Wszystkie kluby gwarantują partycypowanie w utrzymaniu obiektu. Administratorem hali będzie spółka miejska, co jest dobrym pomysłem. Hala ma naprawdę szansę przynieść wiele korzyści również pozasportowych.

- Pozostała sprawa jej budowy. Czy nie przeraża pana, że termin jest ciągle przesuwany?

- Sytuacja jest w sumie czytelna. Jeżeli służby prezydenta zdążą do maja 2018 roku przygotować projekt, to wtedy zostanie podpisana umowa również z Ministerstwem Sportu i Turystyki. Wtedy będzie można zacząć inwestycję. Jeżeli nie zdążymy z projektem, wszystko może się posypać, ale powtórzę, tu piłeczka jest już po stronie prezydenta miasta.

- Ponownie trzeba było przemeblować skład, co nie jest do końca sprzyjające, gdyż co sezon trener Dariusz Maciejewski musi na nowo układać wszystkie klocki. Dlaczego nie potrafimy utrzymać w drużynie czołowych zawodniczek?

- To jest kwestia tylko pieniędzy. Dam taki przykład. Wartość rynkowa Stephanie Talbot po sezonie w polskiej lidze wzrosła trzykrotnie. A teraz, kiedy trafiła jeszcze do WNBA, o jej pozyskaniu mogą marzyć tylko potentaci. Taka jest specyfika tej dyscypliny. My wyszukujemy młode, ambitne zawodniczki, potem one się u nas promują i wybierają silniejsze drużyny. Mnie cieszy, że wszystkie koszykarki, które do nas przychodzą i potem odchodzą, zawsze ciepło się o nas wypowiadają. Są sytuacje, że też wracają. Najlepszym przykładem jest Julia Dureika, obecnie po wyjściu za mąż Rystikawa. Powróciła do nas po siedmiu latach i jestem przekonany, że będzie silnym ogniwem drużyny. Mamy młodą, 20-letnią Słowenkę Annemarię Prezelj i z nią podpisaliśmy kontrakt na dwa lata, co pozwoli odważniej na nią stawiać. Do tego podpisaliśmy jeden kontrakt zawodowy więcej niż w poprzednim sezonie, a to z kolei pozwoli na większe możliwości taktyczne prowadzenia zespołu.

- W ostatnim sezonie drużyna zajęła szóstą pozycję, będąc o krok od miejsce w czwórce. Jaki cel sportowy został wyznaczony zespołowi na bieżące rozgrywki ligowe?

- Jeżeli przypomnimy sobie ćwierćfinałowe boje z CCC Polkowice czy niedawny mecz rewanżowy żużlowców Stali ze Spartą Wrocław, śmiało możemy powielać teorię o nieprzewidywalności sportu. Nie naciskamy sztabu szkoleniowego i samych koszykarek, nie stawiamy przed nimi wielkiego celu. Chcemy zrobić kolejny krok do przodu i poprawić osiągnięcie z ostatniego sezonu. Miejsce powyżej szóstego uznamy za dobre. Oczywiście bardzo byśmy chcieli znaleźć się w strefie medalowej, ale takiej presji nie wywieramy. Dla nas jest najistotniejsze, żeby mecze w wykonaniu akademiczek cieszyły oko kibica. Wymagamy walki i pełnego zaangażowania w każdym spotkaniu. Jeżeli zawodniczki dadzą z siebie wszystko, to każdy wynik zostanie przyjęty pozytywnie.

- W minionym sezonie rozgrywki ligowe były ciekawe, o medale tak naprawdę walczyło siedem zespołów. Czy w tym sezonie liga również będzie tak wyrównana, że trudno w tej chwili wskazać faworytów?

- W tej kwestii nic się nie zmieniło, powiem więcej, liga może być jeszcze bardziej wyrównana niż ostatnio. Wiele drużyn z środka tabeli wzmocniło się i to zapowiada super emocje. Oczywiście trudno tutaj dorównać najbogatszej drużynie ligi CCC Polkowice, ale przypomnę, że na parkiecie nie grają pieniądze i wcale nie jest powiedziane, że to właśnie ten zespół jest murowanym kandydatem do mistrzostwa Polski.

- Dziękuję za rozmowę.