W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Filipa, Halki, Melanii , 22 października 2017

O  klasie zespołu świadczy wynik ostatniego meczu

2017-10-11

Z Ireneuszem Maciejem Zmorą, prezesem KS Stal Gorzów, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_19844.jpg

- Od 12 lat żadnej drużynie nie udało się obronić mistrzostwa Polski w rozgrywkach PGE Ekstraligi, także Stali Gorzów. Dlaczego?

- Wszystkie oceny, opinie i analizy dotyczące minionego sezonu zawsze będą obracały się wokół końcówki rewanżowego meczu półfinałowego ze Spartą Wrocław na naszym stadionie. Uważam, że wrocławianie wcale nie byli od nas lepsi, ale to my zawaliliśmy końcówkę tego spotkania. Dlatego o braku podjęcia próby obrony mistrzowskiego tytułu w wielkim finale zadecydowała tylko krótkotrwała nasza słabość. Zapewne, gdybyśmy dojechali do tego finału mogłoby być różnie. Przypomnę, że jadąc bez Martina Vaculika na początku sierpnia wygraliśmy w Lesznie. Dlatego nie będę szukał usprawiedliwienia, że w decydujących spotkaniach zabrakło nam Nielsa Kristiana Iversena. Nawet bez niego powinniśmy pojechać w finale.

- Ciągle panu śnią się te cztery ostatnie wyścigi półfinałowe ze Spartą, czy może czas zagoił już rany?

- Jakoś nigdy nic mi się nie śni, ale czas tych ran nie zagoił. Powiem uczciwie, że ciągle boli mnie ta porażka. Może dlatego, że chyba wszyscy na stadionie w pewnej chwili czuliśmy, że już jesteśmy w wielkim finale. I nagle w kilka minut ktoś przyszedł i nam to święto zepsuł. Gdybyśmy od początku walczyli z wrocławianami na równi i gdzieś tam w końcówce szala przechyliłaby się na ich stronę, myślę, że taka rana szybko by się zagoiła. Bo to wciąż jest sport, jeden wygrywa, drugi przegrywa.

- Na ile te cztery wyścigi mają wpływ na ocenę całego sezonu w wykonaniu gorzowskich żużlowców?

- Wolę nie łączyć tych dwóch elementów. Ocena sezonu to jest bardzo szerokie spojrzenie na całą działalność klubu. Nie tylko sportową. Oczywiście, jeżeli ograniczymy się do kwestii czysto wynikowej, to te cztery biegi mają wpływ, bo straciliśmy szansę obrony mistrzowskiego tytułu, a w pewnym momencie taki cel zaczął nam przeświecać. Niemniej, pamiętajmy, że każdy medal ma swoją wartość. Kiedy największe emocje opadną, ból minie i przyjdzie chłodna ocena sezonu jestem przekonany, że wszyscy docenimy ten brązowy krążek.

- Zwłaszcza, że został zdobyty na lokalnym rywalu, a dekoracja miała miejsce na stadionie w Zielonej Górze?

- Tak, choć podkreślam, że nic nie jest w stanie zastąpić mistrzostwa Polski, to jednak jest jeszcze jedna sprawa. W sporcie jest takie powiedzenie, że o twojej klasie świadczy wynik ostatniego meczu. Zakończyliśmy sezon dwoma zwycięstwami nad Falubazem, co pozwala nam wejść w przerwę zimową w dużo pozytywniejszych nastrojach niż miałoby to miejsce w przypadku porażek. Jestem przekonany, że humory na twarzach kibiców, działaczy, sponsorów są duże lepsze teraz niż gdybyśmy zajęli przykładowo czwarte miejsce. Na pewno łatwiej będzie przygotowywać się do następnego sezonu. Nie zapominajmy, że mijający sezon jest kolejnym, w którym we wszystkich seniorskich rozgrywkach mistrzostw Polski zaznaczyliśmy swoją obecność zdobyciem medalu. W finale indywidualnych mistrzostw Polski srebro wywalczył Przemek Pawlicki a w parach po złoto sięgnęli Bartek Zmarzlik i Krzysiek Kasprzak. W roku 70-lecia działalności klubu wzbogaciliśmy więc dorobek o kolejne trzy krążki i obecnie mamy już 118 medali w mistrzostwach kraju. I to pokazuje, że ocena całego sezonu jest zupełnie inna niż tych pechowych czterech wyścigów, o których tak szeroko rozmawiamy.

- Podwójna wygrana z Falubazem cieszy, ale lubuskie derby miały obronić ideę rozgrywania meczów o brązowy medal. Frekwencja na obu meczach jednak nie powaliła. Jakie należy wyciągnąć wnioski?

- Poruszamy tu jeszcze inny temat. Moje zdanie od lat jest niezmienne. Meczów o brązowy medal nie powinno się jednak rozgrywać. Są to pojedynki dwóch pokaleczonych w półfinałach drużyn, a najlepsza liga świata powinna promować się przy pełnych trybunach. Zresztą spójrzmy na dane frekwencji. Średnia frekwencja całej ligi jest wyższa od ilości widzów na meczach o trzecie miejsce, co świadczy, że kibiców bardziej interesują mecze ligowe o dwa punkty niż spotkania o trzecie miejsce. Fani przegranych drużyn cierpią po porażkach w półfinale, a do tego te mecze o brąz są rozgrywane zaraz po półfinałach. Nie wszyscy przez kilka dni znajdują w sobie chęć ponownego powrotu na stadion. To jest również spore obciążenie dla budżetów domowych.

- Może na takie mecz należałoby obniżać ceny biletów?

- Jeżeli doczekamy takich czasów, że zawodnicy w meczach o brąz obniżą swoje oczekiwania finansowe, to czemu nie. Na razie w klubach trwa ciągła walka o zbilansowanie budżetów.

- Rozumiem, że w przypadku rezygnacji ze spotkań o brązowy medal, miejsce na podium należałoby się drużynie wyżej sklasyfikowanej po rundzie zasadniczej?

- Oczywiście. W tej chwili dla drużyn doskonale jeżdżących w rundzie zasadniczej nie ma praktycznie żadnej nagrody. Bo to, że rewanż jedzie się na własnym torze to żaden handicap, co pokazały tegoroczne play offy. W ani jednym przypadku gospodarz drugiego spotkania nie cieszył się z wygranej. Zarówno w półfinałach jak i w meczach o medale. Falubaz wygrał rundę zasadniczą i zakończył sezon bez medalu. A tak przynajmniej zwycięzca rundy zasadniczej miałby już gwarantowany medal na koniec sezonu. To byłoby dodatkową motywacją do walki do samego końca.

- Czy trener Stanisław Chomski pozostanie z zespołem na kolejny sezon?

- Decyzja należy do trenera. Przed rokiem, jako zarząd, umówiliśmy się z nim na dwuletnią umowę i nie zamierzamy tego okresu skracać.

- Zatem jakie zmiany kadrowe są szykowane w zespole na nowy sezon?

- Wzorem lat poprzednich budowę drużyny rozpoczniemy od zawodników, z którymi mamy ważne umowy. Są to Bartosz Zmarzlik, Martin Vaculik i wszyscy juniorzy. Jeżeli chodzi o pozostałych zawodników, to najpierw musimy przeprowadzić z nimi rozmowy. Od razu wyjaśnię, że żadnego z nich nie skreślamy. Z każdym odbędziemy rozmowę na temat dalszej współpracy i zobaczymy w jakim kierunku to wszystko pójdzie. Przecież musimy liczyć się z tym, że zawodnicy również mogą mieć swoje plany, niekoniecznie tożsame z naszymi.

- Czy nie jest fikcją zapis regulaminu zabraniający wcześniej rozmawiać zawodnikom z działaczami innych klubów na temat ewentualnych zmian barw klubowych?

- Generalnie jestem zwolennikiem rozwiązań, które funkcjonują w piłce, gdzie nawet pół roku przed wygaśnięciem kontraktu zawodnicy mogą rozmawiać na temat nowej umowy z innymi klubami. W przypadku żużla pole prowadzenia negocjacji tak naprawdę jest mocno zawężone i żeby uniknąć różnych podtekstów wprowadzono zakaz, ale trwa on zbyt długo. Myślę, że takie rozmowy, czy nawet podpisywanie kontraktów, powinno odbywać się zaraz po zakończeniu sezonu ligowego. Natomiast ze swoimi zawodnikami takie prawo powinno obowiązywać przez cały okres ważności umowy. Mamy takie regulacje jakie mamy i trzeba się do nich dostosować.

- Co oznaczał jeden z pańskich niedawnych wpisów na FB: ,,Przed nami ostatni mecz sezonu, a później czas podsumowań i snucie kolejnych planów na przyszłość. Niekoniecznie związanych ze Stalą’’? 

- Nawet prezes ma prawo do urlopu.

- Zapytałem jednak, bo na temat Stali w Gorzowie wszyscy chętnie lubią dyskutować. Ostatnio pojawiły się opinie, że klub ponownie przeżywa problemy finansowe. Czy to prawda?

- Bardzo cieszę się, że temat Stali jest zawsze gorący i sporo się o nas mówi. Może nie zawsze się cieszę, że nie wszyscy lubią stawiać nas w pozytywnym świetle i snują się po polu różnych plotek. Jako organizacja sportowa wciąż staramy się budować swoją siłę, krzepniemy na rynku, codziennie mamy do rozwiązania sporo problemów, ale dajemy sobie radę. Uważam, że przed nami jest mnóstwo pracy do wykonania, gdyż znajdujemy się na etapie nieustannego rozwoju. Co do finansów niedługo rozpocznie się proces licencyjny i nie widzę zagrożenia, żebyśmy mieli nie otrzymać licencji w pierwszym terminie.

- Pana zdaniem ekstraliga powinna ponownie zostać rozszerzona?

- Tak, ale pod pewnymi warunkami. Od lat mówię to samo i zdania nie zmieniam. Ze względu na brak odpowiednio dużej ilości wartościowych zawodników obserwujemy, że nawet ośmiodrużynowa liga staje się ligą dwóch prędkości. Poszerzenie spowoduje jeszcze większe zróżnicowanie. I ci co chcą walczyć o medale będą się wykrwawiali finansowo, a ci co nie mają takich ambicji będą jeździli za relatywnie niewielkie pieniądze i kosztem klubów z medalowymi ambicjami. Taka sytuacja byłaby bardzo szkodliwa, dlatego trzeba wprowadzać sztuczne mechanizmy. Mam tutaj na myśli powrót do KSM-u, czyli średniej meczowej. Osobnym problem pozostają niższe ligi, bowiem przy powiększeniu ekstraligi do 10 zespołów likwidacji uległaby II liga. Co z kolei spowodowałby rozwarstwienie poziomu sportowego, finansowego i organizacyjnego nowej powiększonej I ligi. Zatem, nie wierzę w poszerzenie najwyżej ligi, bo to bardzo negatywnie odbije się na klubach obecnej I i II ligi.

- Zawodnicy każdego roku publicznie dają do zrozumienia, że należą im się podwyżki. Jak długo mogą rosną budżety klubowe, skoro wydaje się, że pole do pozyskiwania sponsorów jest w żużlu mocno ograniczone?

- Rynek powoli się stabilizuje, budżety już nie rosną ponad miarę. Pocieszające jest, że ostatnie procesy licencyjne przebiegają coraz sprawniej, kluby nie mają większych kłopotów z rozliczeniem się z zawodnikami. Sytuacja może nie jest jeszcze idealna, ale zmierza w dobrym kierunku. A to co mówią zawodnicy, to już inny temat.

- Dużo kontrowersji wzbudza układanie ligowego kalendarza, a przede wszystkim wybór dni rozgrywania niektórych kolejek ligowych. Czy prezesi klubów rzeczywiście nie mają wpływu na optymalizację terminarza?

- Nie mają żadnego wpływu. Jeszcze kilka lat temu było losowanie par, teraz wszystko dobiera się ręcznie. Jest to spowodowane różnymi sytuacjami, głównie tym, że kalendarz żużlowy jest zapchany wieloma innymi imprezami. Poza tym kluby często nie mają wyłączności na korzystanie z obiektów i też muszą dostosować się do innych imprez na tych stadionach. W tym roku kalendarz dla nas był fatalnie ułożony, bo aż trzykrotnie w tym sezonie mieliśmy w ciągu tygodnia po dwie imprezy. I nic nie mogliśmy zrobić, a jest to przede wszystkim niekorzystne dla kieszeni kibica. Zapewne nie tylko mnie drażni również to, że po Grand Prix Challenge w Togliatti jest kolejka ligowa, a po niektórych sobotnich imprezach rozgrywanych w kraju meczów nie ma. Takich sytuacji należałoby unikać.

-  Jeżeli zwiększylibyśmy ligę, to w ogóle może brakować terminów?

- Dlatego czas najwyższy pójść śladem piłkarskiej ekstraklasy i zacząć rozkładać kolejkę ligową na kilka dni. Pod wieloma względami jest to korzystne dla życia całej ekstraligi. Oczywiście, proste to nie będzie, gdyż dochodzą imprezy międzynarodowe, ale taką próbę trzeba podjąć w interesie również promocji żużla ligowego. Kibice muszą dostać możliwość życia ligą przez cały weekend, poczynając nawet od piątku, a nie tylko w niedzielę.

- Co z rezerwowymi, bo już trzeba zacząć budować składy na nowy sezon, a decyzji odnośnie wprowadzenia ósmego zawodnika do drużyny nadal nie zapadła?

- Co ja mogę powiedzieć? To nie są decyzję, które podejmują prezesi klubów. Tym zajmuje się Polski Związek Motorowy. My możemy jedynie wnioskować lub rekomendować.

- Zapytam więc inaczej. Dobry to kierunek?

- Przepis ten ma swoje plusy i minusy. Minusem są zwiększone koszty dla klubów. Plusem mniejsza liczba zastrzeżeń dla rozgrywania meczów. Co to oznacza? W tej chwili zawodnicy startują w imprezach międzynarodowych i w przypadku przełożenia takich zawodów na niedzielę często trzeba u nas odwoływać mecze. Spore koszty przez to  ponosi również telewizja. W przypadku rezerwowych można byłoby od tego odstąpić poza turniejami Grand Prix czy rozgrywkami Drużynowego Pucharu Świata.

- Jest pomysł, żeby rezerwowym był zawodnik do 23 lat, ale nie musiałby to być  Polak. To chyba ciekawa koncepcja?

- Rezerwowi dają większe możliwości trenerom w taktycznym prowadzeniu meczów, a także pozwalają na większą elastyczność w kontraktowaniu polskich zawodników. Jak wiadomo, w składzie seniorskim musi być ich dwóch, co zmusza kluby najczęściej do kontraktowania aż trzech. W przypadku rezerwowych tych rozwiązań jest więcej, co zmniejsza pozycję negocjacyjną dla polskich zawodników. Oczywiście, póki nie ma jednak ostatecznej decyzji, póty możemy sobie jedynie luźno porozmawiać, bo wszystko może się nagle zmienić.

- Czy miniony sezon ligowy nie potwierdził opinii, że typowanie tylko jednego żużlowca na ,,zastępstwo zawodnika’’ to stanowczo za mało, bo powoduje, że czasami wysyła się na tor zawodników nie do końca zdrowych, bo nie ma kogo?

- Moje zdanie w tej sprawie również jest niezmienne od lat. W ramach ,,ZZ-etki’’ powinni mieć prawo jeździć wszyscy, przy czym dany zawodnik powinien mieć prawo zastępować kolegę o niższej średniej. Czyli z powodzeniem dotyczy to przynajmniej trzech zawodników.

- Nie tylko żużlem żyjemy, ale również niedawno rozpoczętymi rozgrywkami piłki ręcznej. Na początku października odbyła się sesja rady miasta poświęcona inwestycjom sportowym. Nie martwi pana, że budowa hali ciągle jest odsuwana w czasie?

- Martwi. Hala to takie gorzowskie yeti. Wszyscy o niej od lat mówią, ale oczywiście nikt jej nie może dojrzeć. Żeby zbudować odpowiednio wysoki budżet dla piłkarzy ręcznych potrzebujemy ku temu warunków, czyli mówiąc wprost - potrzebny jest funkcjonalny i nowoczesny obiekt. A bez odpowiednio wysokiego budżetu trudno będzie nam zagrać w superlidze, a takie mamy ambicje. Sala, w której maksymalnie możemy pomieścić 500 osób, nie jest magnesem dla sponsorów. Jeżeli chodzi o klub to organizacyjnie powinniśmy już w przyszłym roku być gotowi na podjęcie rękawicy, jaką jest gra na najwyższym poziomie krajowym. Ale powtórzę, bez nowej hali trudno będzie zrealizować to założenie.

- Dziękuję za rozmowę.