W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Elżbiety, Katarzyny, Klemensa , 25 listopada 2017

Wiadomo, że u nas się mniej zarabia niż w Niemczech

2017-10-18

Z Izabelą Jankowską, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Gorzowie, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_19903.jpg

- Mówi się od jakiegoś czasu, że nie ma bezrobocia, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Ale w Gorzowie na ulicach coraz częściej słychać język ukraiński. Ukraińcy pracują wszędzie – na budowach, w sklepach, w restauracjach. Jak więc jest z tym naszym rynkiem pracy?

- Jest tak, jak pani mówi. Faktycznie mamy coraz więcej osób z zagranicy i w 95 procent są to ludzie właśnie z Ukrainy, pracujący nie tylko w samym mieście, ale i w powiecie. Jest to spowodowane tym, że w pewnych branżach brakuje nam ludzi do pracy. Dotyczy to głównie produkcji, budowlanki, transportu, usług. Ale też dotyczy gastronomii, rolnictwa. W tych dziedzinach mówimy coraz częściej o braku rąk do pracy. Stąd obecność Ukraińców. Podam dla przykładu rynek gorzowski. Przepisy dziś mówią, że pracodawca może zatrudniać osobę z Ukrainy na okres sześciu miesięcy tylko na zasadzie oświadczenia i uzyskania wizy przez tę osobę. Możemy porównać tę sytuację do roku 2015, kiedy to w całym roku wydano 4820 oświadczeń, a w tym roku do 13 października,  wydaliśmy już 13 587 oświadczeń.

- Skokowa różnica.

- Rzeczywiście duża różnica. W ubiegłym roku, czyli w 2016 było prawie 12 tysięcy oświadczeń, a obecnie już mamy prawie 14 tys., a do końca roku zostały jeszcze dwa miesiące. Wiem, że listopad i grudzień będą takimi miesiącami, kiedy tych oświadczeń będzie przybywać z uwagi na to, że od przyszłego roku zmieniają się przepisy dotyczące zasad zatrudniania osób z zagranicy.

- Co to znaczy?

- Mamy już nową ustawę regulującą zatrudnianie. Okres zatrudniania będzie uzależniony od branży, w jakiej docelowo cudzoziemiec będzie pracował. Pojawi się możliwość zatrudnienia na dziewięć miesięcy lub jak obecnie na sześć miesięcy. Ale mają to być płatne zezwolenia, czyli każdy pracodawca będzie musiał za każdego obcokrajowca zatrudnionego przez siebie zapłacić określoną kwotę pieniędzy. Oczywiście to nie będą jakieś wielkie kwoty, ale jednak będą. Coraz częściej jest taka sytuacja, że pracodawca stara się o zatrudnienie cudzoziemca, konkretnie osoby z Ukrainy, załatwia wszystkie formalności, dana osoba dostaje wizę na pół roku, ale wjeżdżając do Polski, już jej nie ma.

- Ale jak to – jej nie ma?

- Znaczy to, że nie pojawia się u tego pracodawcy, który załatwił wszelkie formalności, bo woli pojechać gdzieś indziej do pracy, albo jedzie do Niemiec lub jeszcze dalej. Nowe przepisy mają uporządkować ten rynek. Zmiany mają spowodować, że dany cudzoziemiec ma pracować u tego pracodawcy, który wystąpił z propozycją, a nie gdzie bądź. Nie można ukrywać, że pracodawca poświęca czas i środki na pozyskanie pracownika, planuje mu pracę, a tu się okazuje, że dana osoba wcale się u niego nie pojawia.

- Pani dyrektor, z czego wynika fakt, że akurat tak dużo Ukraińców u nas pracuje? Przecież do granicy z Ukrainą mamy z 800 km.

- Po pierwsze mamy skutki niżu demograficznego. Mniej ludzi pojawia się na rynku pracy. Mamy znacznie więcej ludzi wykształconych. Oznacza to, że do prac prostych, produkcyjnych nie ma ludzi. Jakby było mało, mamy otwarty rynek pracy w Unii Europejskiej, co oznacza, że część ludzi z dobrymi zawodami, zwyczajnie wybiera tamte rynki pracy, bo może zarobić więcej. Przecież każdy z nas chce mieć lepiej. A wiadomo, że u nas się mniej zarabia niż w takich Niemczech. I tak samo, jak od nas wyjeżdżają za pracą, tak samo z Ukrainy ludzie jadą tu za pracą. Oni podobnie jak my, chcą lepiej zarabiać, lepiej żyć.

- Pani zdaniem to dobry trend – zatrudnianie cudzoziemców?

- Zawsze taki trend był. Może nie był on tak widoczny, jak teraz, ale nie jest to nic nowego. Od wieków ludzie migrowali za pracą. Proszę pamiętać, że praca też się zmienia. Kiedyś większość ludzi pracowała w rolnictwie. Potem ludzie pracowali w przemyśle, następnie w usługach. Takie są prawa rynku.

- Czy do pani urzędu docierają informacje, że gorzowianie mają dość zatrudniania cudzoziemców, bo ci zabierają im pracę?

- Jak do tej pory nie spotkałam się z takimi głosami. Proszę jedna pamiętać, że wszystko ma dwie strony. Pracodawcy widzą, że wielu Ukraińców, którzy przyjeżdżają do nas do pracy, ma świadomość – ile u nas się zarabia. Wiedzą, że u nas nie ma kierowców z wyższymi kategoriami i dlatego mają wyższe wymagania. Druga strona medalu jest taka, pracodawcy mówią, że jak już przyjedzie do niego do pracy Ukrainiec i potrzeba jest pracy po godzinach, w sobotę czy niedzielę, to on pracuje. To samo robili Polacy, nie przymierzając ja, jak na studiach wyjeżdżałam do pracy na zachodzie. Jak trzeba było po godzinach czy w wolne dni pracować, to się to robiło. Polacy za granicą do dziś w niektórych przypadkach tak się zachowują. Proszę pamiętać, że pieniądz ma dwie strony. Ale ważne jest też, żeby rozumieć, że skoro cudzoziemcy mieszkają u nas, pracują u nas, to muszą u nas żyć. Muszą zapłacić za mieszkanie, muszą kupić chleb, środki czystości. Ale i od czasu do czasu kupią i alkohol, jak i wszystkie inne rzeczy. A jak mają dłuższy okres pracy, przyjeżdżają nawet z rodzinami, czyli przyjeżdża żona i dziecko, które też ma swoje potrzeby. Nigdy nie jest tak, że tylko jedna strona ma dobrze, a druga źle. Zawsze musi być jakiś środek. W każdym razie nikt w mieście na razie nie narzeka, że ma sąsiadów Ukraińców lub innych cudzoziemców. Proszę pamiętać, że jak otwierano fabrykę telewizorów, to przyjeżdżało sporo ludzi z Chin, z Korei, i też słychać było słowa, że strasznie ich dużo, że nas zaleją, a tak się nie stało.

- Pani dyrektor, sądzi pani, że ten trend jest do odwrócenia? Mam na myśli taką sytuację, że lokalni pracodawcy zaczną płacić na tyle dobrze, że gorzowianom nie będzie się chciało szukać zarobków za granicą?

- Już w niektórych zawodach jest tak, że ludzie nie muszą migrować.

- Przykład?

- Głównie w branży komputerowej, w zawodach specjalistycznych.

- To jest zrozumiałe, ale ja mam na myśli pracę, która nie wymaga wysokiej specjalizacji.

- Trudno mi jest odpowiedzieć, jak gospodarka będzie się rozwijała. Czy kiedykolwiek zarobki ustalą się na poziomie takim, jak za granicą. Zresztą nie można brać samych zarobków, bo trzeba policzyć, ile z tych zarobków zostanie nam na czysto po zapłaceniu kosztów życia. Nie da się obecnie jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytanie.

- Sporo gorzowian dojeżdża do pracy do Niemiec. Czy PUP ma wiedzę, jak wielu pracowników może tak zarabiać na życie?

- Nie, bo takich danych się nie zbiera. Tym bardziej, że my się zajmujemy ludźmi, którzy chcą pracować lub szukają pracy.

- No to jak wygląda poziom bezrobocia w Gorzowie?

- W Gorzowie mamy stopę bezrobocia na poziomie 3,3%, a powiat to 5,1%. Można więc powiedzieć, że nie ma bezrobocia.

- Pamiętam, jak byłam tu dwa lata temu, to na dole kłębił się tłum ludzi, a dziś nie ma nikogo.

- Ale wciąż jest grupa ludzi, którym trzeba mimo wszystko pomóc w szukaniu pracy lub w pewien sposób przygotować ich do pracy. Często się teraz spotykamy z osobami, które są młode, ale nie mając wzorców, nie mają żadnych kwalifikacji, no i naszym zadaniem jest nauczyć tych ludzi czegoś, aby mogły podjąć pracę. Poza tym proszę pamiętać, że już nie ma dziś takich tzw. „złotych rączek”, które potrafią wszystko. Teraz każdy jest specjalistą. I czasami trzeba tych specjalistów nauczyć zmiany branży.

- Należy się cieszyć z tak niskiego bezrobocia?

- Ja uważam, że tak. Ale to też ma dwie strony. Jeśli rozwija się produkcja czy handel lub usługa, a pracodawca nie ma rąk do pracy, to się zaczyna zastanawiać, co jest. Bo ktoś szuka do pracy, a PUP ich nie ma. A jak było duże bezrobocie, to też wszyscy się zastanawiali, co w tych urzędach robią, że nic nie robią. Taki jest obecnie rynek pracy, że my musimy sięgać po obcokrajowców. A bywa także, że Polacy, którzy do nas trafiają, nie mają chęci do pracy, więc trzeba z takim człowiekiem dojść do takiego momentu, żeby zechciało mu się pracować. I to jest duże wyzwanie.

- Dziękuję bardzo.