W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Elżbiety, Katarzyny, Klemensa , 25 listopada 2017

Każde kopnięcie w kostkę, każde niesprawiedliwe słowo boli

2017-11-08

Z Jackiem Wójcickim, prezydentem Gorzowa, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_20095.jpg

- Mija trzeci rok od wygrania przez pana wyborów i złożenia ślubowania. Czy to był najtrudniejszy dla pana rok na stanowisku prezydenta Gorzowa?

- Nie. Najtrudniejszy jest zapewne dopiero przede mną i to przynajmniej z dwóch powodów. Przyszły rok jest wyborczy i do tego obłożony realizacją dużych miejskich inwestycji. Jeżeli chodzi o przeszłość, to najciężej pracowało się mi w pierwszych dwunastu miesiącach. Z wielu powodów. Najpierw musiałem poznać w szczegółach specyfikę funkcjonowania urzędu, zaraz potem rozpocząć zadania związane z rozpoczęciem przygotowań do budowy Wieloletniego Planu Inwestycyjnego.

- Podobno miał pan pełne szuflady projektów inwestycyjnych pozostawionych przez poprzednika?

- Ostatnio wiceprzewodniczący rady miasta Robert Surowiec powiedział, że prezydent Tadeusz Jędrzejczak zostawił pełne szuflady projektów a ja nie potrafię nawet nimi zarządzać. Potrzebne jest małe sprostowanie. W tych szufladach nie leżały żadne projekty, a jedynie koncepcje i założenia. Nie było w tym żadnej winy mojego poprzednika, bo trudno mu było kilka lat do przodu przygotowywać szczegółowe dokumentacje. On przyjął założenia, zaś dopiero ja razem z moim zespołem rozpoczęliśmy realizować procedury projektowe. Bardzo bolą mnie takie opinie wygłaszane z ust osób, które powinny znać prawdę.

- Nie za szybko podjął pan decyzję o zawieszeniu kursowania tramwajów?

- Każdy z nas stara się podejmować najlepszą decyzję w danym momencie. Z perspektywy czasu łatwo jest krytykować. Decyzję o zawieszeniu ruchu tramwajowego podejmowaliśmy w końcówce rozstrzygnięcia przetargu na remont ulicy Kostrzyńskiej. W tym czasie rozpoczęliśmy roboty budowlane związane z przebudową torowiska na ulicy 11 Listopada. Do tego niedługo wchodzimy z remontem na ulicę Sikorskiego. Należy przy tym pamiętać, że przygotowanie linii zastępczej, w tym taboru, kadry, rozpisania nowych rozkładów, przygotowanie tras, wymaga sporo czasu i dużego nakładu pracy. Dlatego decyzja o wycofaniu z ruchu tramwajów musiała zostać podjęta z odpowiednim wyprzedzeniem. Z dzisiejszego punktu widzenia, w innych okolicznościach, moglibyśmy powiedzieć, że należało przeciągnąć ten czas o 2-3 miesiące, ale kto spodziewał się wycofania wykonawcy ulicy Kostrzyńskiej? To było całkowite zaskoczenie.

- Czy firma Balzola wycofała się z modernizacji ulicy Kostrzyńskiej tylko ze względu na niepewność wydłużenia terminu zakończenia inwestycji?

- W sprawie wydłużenia terminu zakończenia inwestycji czekamy na oficjalne potwierdzenie oraz na decyzję ze strony urzędu marszałkowskiego. Problem tkwi w czym innym. W czerwcu, kiedy mieliśmy podpisać umowę, cena stali za kilogram wynosiła 2,05 złotych, dzisiaj jest to 2,95 złotych. To jest gigantyczny wzrost, do tego o 30 procent w górę poszła cena masy asfaltowej. Daję tutaj tylko dwa przykłady, ale ogólnie wszystkie materiały budowlane ciągle idą mocno w górę. Balzola nie byłaby w stanie wykonać inwestycji na poziomie cenowym, na jakim zostałaby podpisana umowa. Niestety, protesty ekologów oraz późniejsze odwołania innych uczestników przetargu przyczyniło się, że cała procedura mocno przeciągnęła się i mamy taki efekt, jaki mamy. Zmiany w ustawie o zamówieniach publicznych faworyzują składających oferty. Zamawiający tak naprawdę mają pod górkę, choć doszło dodatkowe kryterium. Nie trzeba już wybierać na bazie najniższej ceny, ale pojawiły się inne przeszkody.

- Co więc będzie  z remontem Kostrzyńskiej?

- Rozmawialiśmy z kolejnym wykonawcą, lecz do porozumienia nie doszło. Musimy szybko rozpisać nowy przetarg. Sytuacja z przetargami jest jednak dramatyczna. Tuż przed naszą rozmową podpisałem unieważnienie przetargu na modernizację skweru przy ulicach Kostrzyńskiej i Dobrej z powodu braku ofert. Od wakacji jest to już szóste takie unieważnienie. Nie ma chętnych nawet na najdrobniejsze prace. Brukarze są chętni do podpisywania umów pod warunkiem, że realizację zaczną za dwa lata, ale już teraz otrzymają solidne zaliczki.

- Co jest z karami umownymi, bo ostatnio radni zwrócili uwagę, że zbyt wysokie kary za opóźnienia realizacji inwestycji nie zachęcają do składania ofert?

- Przez pół roku linczowano mnie za to, że dajemy za niskie kary, teraz jestem zewsząd atakowany, że wpisujemy do specyfikacji zbyt wysokie kary. Przyznałem się, że w przypadku remontu Walczaka i Warszawskiej ta stawka była rzeczywiście za niska, lecz nie możemy wpadać ze skrajności w skrajność. W dzisiejszych uwarunkowaniach należy do tematu podchodzić bardzo delikatnie. Rozmawiałem z szefami paru firm budowlanych i mówili mi wprost, że jak poziom kar będzie nierozsądny, to nawet nie przystąpią do przetargu. Na rynku brakuje ludzi, materiałów i dlatego wszyscy są przygotowani na opóźnienia. Nikt nie chce ponosić jednak za to kary finansowej, bo inwestycje staną się nieopłacalne.

- Przy rozpoczęciu jakich dużych miejskich inwestycji możemy mówić jeszcze o znaczących opóźnieniach?

- Na razie nie ma takich, a jeżeli w najbliższym czasie pojawią się, a z tym musimy się liczyć, to tylko w przypadku braku rozstrzygnięć przetargowych, o czym wspomniałem. Pod koniec ubiegłego tygodnia byłem w warszawskiej siedzibie PKP i rozmawiałem tam z dyrektorem ds. inwestycji Włodzimierzem Żmudą. Przyznał mi, że PKP rozpisało kilkanaście miliardowych kontraktów torowych, zabierając praktycznie wszystkie specjalistyczne firmy z rynku. To pokazuje, co dzieje się na rynku. Inne miasta także inwestują w infrastrukturę tramwajową, przez co mamy tak duże problemy ze znalezieniem rzetelnego wykonawcy. Szkoda, że te środki unijne należy wydać w określonym czasie, bo przez to wszystkie inwestycje nakładają się jednocześnie.

- Można temu jakoś zaradzić?

- Prowadzimy w urzędzie przegląd wszystkich projektów i te, które nie wymagają szybkiego rozliczenia w wyznaczonym terminie, zapewne w większości będą przesuwane. Pamiętajmy, że obecny wzrost cen powoduje także potrzebę wyższego wkładu własnego, a to z kolei ogranicza ilość inwestycji. Dlatego czasami coś warto odłożyć na inny termin, kiedy nie będzie już tak dużego boomu inwestycyjnego i ceny mocno spadną.

- Jako gospodarz miasta ma pan coś sobie do zarzucenia w sprawach prowadzonych inwestycji?

- Oczywiście, przy tak dużej ilości prac wszyscy popełniamy mniejsze lub większe błędy. Nie kryjemy się z tym, lecz przyznajemy się do tego oraz natychmiast wyciągamy wnioski. W przypadku ulicy Kostrzyńskiej nie wszystkie działania przebiegły prawidłowo. Dlatego wszcząłem wewnętrzną kontrolę. Chcę dokładnych wyjaśnień dotyczących poszczególnych etapów prowadzonej procedury przetargowej, także wyjaśnień dotyczących wadium, żebyśmy następnym razem nie popełnili już żadnego błędu.

- Marcin Kurczyna zachęca, żeby głęboko spojrzał pan w oczy prezydentowi Arturowi Radzińskiemu i żeby obaj panowie odpowiedzieli na pytanie, dlaczego nie wszystko układa się tak jak powinno?

- Często to czynimy i wiemy, gdzie tkwią błędy po naszej stronie. Choć czasami trudno nasze działania nazywać błędami, skoro nie możemy pozyskać dobrych fachowców do pracy w magistracie. Stale prowadzimy konkursy, ale chętnych za bardzo nie ma, mimo że staramy się oferować coraz wyższe płace. Pewnych granic nie możemy jednak przekroczyć, bo podwyżki wpływają na wydatki bieżące.

- Dlaczego nie jest pan zwolennikiem powołania spółki zajmującej się obsługą dużych inwestycji?

- Zawsze najważniejsi są ludzie. Mniej istotne jest, w jakim układzie będą pracować. Gdybyśmy mieli świetnych specjalistów, dobrych kandydatów na prezesa i członków zarządu myślę, że dawno byśmy powołali spółkę zarządzającą inwestycjami. Z pełną odpowiedzialnością jednak mówię, że zbudowanie profesjonalnie działającego podmiotu to nie jest kwestia roku czy nawet dwóch lat. Do tego potrzebny byłby duży partner zewnętrzny. Od razu jednak dodam, że prace nad powołaniem spółki trwają, gdyż chcemy jako miasto przejąć na siebie pewne zadania. Związane choćby z utrzymaniem czystości, zieleni, transportem odpadów, odśnieżaniem, administrowaniem cmentarza, itd. Z tego płyną korzyści, co już widać od chwili, kiedy Inneko przejęło na swoje barki zadanie sprzątania ulic. Jest dużo lepiej w tym obszarze.

- Jak przebiegają prace związane przygotowaniem dokumentacji dotyczącej remontu w Przemysłówce, kiedy rozpocznie się i zakończy remont oraz co ostatecznie w tym budynku się znajdzie?

- Dokumentację na remont części biurowej mamy praktycznie przygotowaną, teraz czekamy na możliwość złożenia projektu na termomodernizację budynku. Mam nadzieję, że w przyszłym roku remont się rozpocznie. Po jego zakończeniu przeniesiemy część naszych biur, znajdzie się tam też zapowiadane Centrum Usług Wspólnych. Realnie oceniając myślę, że do końca 2019 roku temat zostanie zamknięty.

- Czy zagrożone jest rozpoczęcie prac budowlanych w Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu w przyszłym roku?

- Nie. Na początku 2018 roku składamy projekt z pozwoleniem na budowę. Potem czeka nas procedura przetargowa i jeżeli wyłonimy wykonawcę, to zgodnie z planem prace budowlane ruszą na przełomie pierwszego i drugiego półrocza. Mam nadzieję, że w tym przypadku nie będzie problemów z wyłonieniem chętnego. Rynek firm zajmujących się remontami budynków jest bogatszy od rynku drogowego.

- Co dalej z marką i hasłem ,,Gorzów w sam raz’’?

- Po licznych głosach zewnętrznych, nie zawsze przychylnych, przeprowadziliśmy dyskusję w samym urzędzie oraz z twórcami marki, zastanawiając się, jak lepiej wykorzystać cały projekt. Przypomnę, że marka nie jest żadnym herbem czy flagą miasta. To jest coś, co opisuje miasto w danym momencie, stanowi strategię na wybrany czas i powinno być płynne oraz dostosowane do zmieniających się warunków. Hasło nie zostało wymyślone ot tak sobie, ale wynikało z badań przeprowadzonych wśród mieszkańców. Dla większości Gorzów jest ,,w sam raz’’. To pokazuje, iż nasze miasto jest optymalnym miejscem do życia, bo jest miastem wielu możliwości. Nie posiada za to jednego charakterystycznego wyróżnika, stanowiącego napęd promocyjny. Nie jesteśmy Krakowem słynącym z bogatych zabytków czy kultury. Nie jesteśmy stolicą Polski jak Warszawa, ani miastem portowym jak Szczecin czy Gdańsk. Dlatego chcemy pójść w kierunku modyfikowania marki na potrzeby zainteresowanej grupy mieszkańców. ,,Gorzów w sam raz’’ pozostanie hasłem przewodnim, ale zachowując wszystkie projekty graficzne będzie można stosować inne hasła. Na przykład ,,Gorzów miastem sportu’’, ,,Gorzów przyjazny dla biznesu’’, ,,Gorzów miastem parków’’ itd. Takie zmiany dają szersze możliwości wykorzystania marki.

- Pojawił się pomysł, żeby gorzowskie firmy działające w KSSSE porozumiały się w sprawie różnych godzin rozpoczęcia i zakończenia pracy. Co to ma na celu?

- Jedną z zalet naszego miasta, co podkreślają szczególnie osoby przyjezdne, jest łatwość szybkiego poruszania się z punktu A do punktu B. W tej chwili na przeszkodzie stoją remonty, ale poza godzinami szczytu przejazdy są płynne. Jeżeli do tego firmy skupione na terenie Strefy inaczej rozplanują czas rozpoczynania pracy na poszczególnych zmianach dużo prostszy będzie dojazd do nich. Już niektóre zakłady przesunęły ten czas o kwadrans i od razu przełożyło się to na rozładowanie korków, a i dojazd komunikacją miejską stał się łatwiejszy. Takie rozłożenie czasu w skali całego miasta byłoby bardzo korzystne dla wszystkich stron.

- Jest pan przygotowany już na prowadzenie kampanii wyborczej?

- Nie jestem. Każde – przepraszam za określenie – kopnięcie mnie w kostkę czy każde niesprawiedliwie wypowiedziane słowo bardzo mnie boli. Jestem przygotowany na merytoryczną dyskusję, ale na obronę przed inwektywami już nie. W ogóle uważam, że ta kampania, która tak naprawdę już ze strony moich konkurentów ruszyła, nie będzie sprzyjała rozwojowi miasta. Będzie za to powodować sporo konfliktów, a na tym miasta nie da się zbudować. Zachęcałbym konkurentów, żeby wstrzymali się na razie i ruszyli z kampanią w wyznaczonym czasie, kilka miesięcy przed wyborami. Proponuję również dyskusję na temat, co można zrobić lepiej i w jaki sposób? Prosiłbym również, żeby przed rozpoczęciem frontalnego ataku na moją osobę, każdy zapoznał się ze specyfiką funkcjonowania samorządu. Pamiętam jak prezydent Radziński, będąc kiedyś radnym, chwilami nie pozostawiał suchej nitki na działaniach urzędu. Kiedy przyszedł do nas szybko stwierdził, że od wewnątrz ta praca wygląda zupełnie inaczej.

- W najbliższym czasie powinniśmy poznać wyrok sądowy w sprawie narażenia gminy Deszczno na utratę 579 tysięcy złotych w czasie, kiedy był pan tam wójtem. Jakiego spodziewa się pan wyroku?

- Jedynego możliwego, czyli uniewinnienia. Sprawa dotyczy inwestycji wodociągowej w Prądocinie. Owszem, w tej sprawie można mówić o popełnionym błędzie, ale miał on miejsce na etapie wyboru wykonawcy. Przy czym było to w okresie obowiązywania starej ustawy o zamówieniach publicznych i musieliśmy wybrać najtańszego wykonawcę. Miał on odpowiednie referencje, ale potem okazało się, że firma nie miała ani doświadczenia, ani wiarygodności. Według dokumentów wszystko jednak grało. W pewnym momencie trzeba było podjąć decyzję o rezygnacji z usług tego wykonawcy, bo rozłożyłby nam inwestycję całkowicie. Gdybym dzisiaj znalazł się w podobnej sytuacji musiałbym postąpić tak samo. Prokurator zarzuca mi podwójne zapłacenie za wykonanie tej samej usługi. Pewne elementy kontraktu zostały jednak zdjęte z umowy z głównym wykonawcą i przekazane podwykonawcy. Natomiast faktem jest, że część pieniędzy za wykonanie prac zapłaciliśmy komornikowi, który zajął konto głównemu wykonawcy. W tym momencie nie mogliśmy zapłacić podwykonawcy ze względu na brak statutu nominowanego. Dlatego, gdybym nie przelał pieniędzy komornikowi, to dopiero naraziłbym gminę na poważne problemy. Z czasem sąd cywilny nakazał zapłacenie podwykonawcy i wyrok wykonaliśmy.

- Dziękuję za rozmowę.