W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Jana, Moniki, Wiktora , 21 maja 2018

W każdej sytuacji można dojrzeć dziurę w całym

2018-01-24

Z Piotrem Paluchem, radnym oraz trenerem młodych żużlowców Stali Gorzów, rozmawia Robert Borowy

medium_news_header_20749.jpg

- Co pan sobie pomyślał, kiedy jedna z ogólnopolskich telewizji pokazała rozpadającą się gorzowską Szkołę Podstawową nr 1?

- Nie jest żadną tajemnicą, że każda szkoła w naszym mieście ma określone problemy. Niestety, oświata przez ostatnie lata była niedofinansowana. Dzisiaj problem tkwi w czym innym. Mnóstwo pieniędzy, które można byłoby przekazać na remonty placówek szkolnych zostało przeznaczonych na dostosowanie szkół do reformy oświatowej. Na to nikt jakoś nie zwrócił uwagi, co nie zmienia opinii, że remontować trzeba nie tylko naszą najstarszą gorzowską szkołę. Jestem przekonany, że sukcesywnie te remonty będą prowadzone, bo problem jest świetnie znany władzom miasta i radnym.  

- Jest pan radnym już drugą kadencję. Czy ta praca pana pasjonuje?

- Tak, ponieważ lubię pomagać ludziom. Z drugiej strony nie potrafię wychodzić przed szereg i robić w trakcie sesji spektakli. Sprawy, z którymi zwracają się do mnie mieszkańcy Gorzowa, nie tylko z mojego okręgu wyborczego, staram się załatwiać w ciszy. I to mi daje satysfakcję.

- Z jakimi problemami najczęściej mieszkańcy się zwracają?

- Z bardzo przyziemnymi. Wszystkie one praktycznie są ukierunkowane na remonty dróg, chodników, montażu oświetlenia. Moją rolą jest przede wszystkim sprawdzić, czy dana potrzeba jest już wprowadzona w proces inwestycyjny czy jednak należy szybko się nad tematem pochylić, bo sprawa jest pilna, choć niewidoczna w magistracie. Mieszkańcy proszą mnie również o pilotowanie złożonych przez nich spraw bezpośrednio do urzędu.

- Należy pan do klubu radnych ,,Gorzów Plus’’, który popiera prezydenta Jacka Wójcickiego, ale czy pana zdaniem prezydent spełnia oczekiwania swoich wyborców?

- Oczywiście, że wyrażę tutaj swoje prywatne zdanie i będzie ono pozytywne dla prezydenta miasta. Gdziekolwiek nie spojrzymy, w mieście naprawdę wiele pozytywnych rzeczy się dzieje, inwestycje gonią inwestycje i to muszą potwierdzić nawet ci, którzy nie mają pozytywnego zdania o prezydencie. Tacy zawsze się znajdą i jest to zrozumiałe. Czasami przytrafiają się błędy, ale tak to bywa, jak szybko chce się załatwić wiele spraw jednocześnie. Rozumiem malkontentów, bo naturą takich ludzi jest to, żeby wszystko negować. W każdej sytuacji można dojrzeć dziurę w całym. Swoją drogą niedługo będą wybory i wtedy dowiemy się, czy mieszkańcy również doceniają pracę wkładaną przez prezydenta i jego otoczenie.

- Kampania wyborcza na tle licznych inwestycji może doprowadzić do wielu politycznych spięć. Nie obawia się pan, że czeka nas  lokalna wyborcza wojenka?

- Musimy przygotować się na lekkie boksowanie, ale dla mieszkańców ważniejsze będą remonty. Mówiąc żużlowym językiem, obecną sytuację porównałbym do przygotowania toru żużlowego do zawodów. Żeby dobrze go ułożyć najpierw trzeba mocno zbronować, a w dalszej kolejności odpowiednio ubić. Tak jest z inwestycjami. Najpierw trzeba wszystko rozkopać, potem będziemy podziwiać. Trochę cierpliwości.

- Dlaczego pański klub radnych jest mało aktywny na sesjach rady miasta?

- Nie działamy pod publiczkę, wszystkie sprawy omawiamy na wewnętrznych spotkaniach i na sesje przychodzimy z gotowymi rozwiązaniami. Mogę tu zdradzić, że dyskusje na poszczególne tematy czasami bywają u nas burzliwe. To nie jest tak, że nad wszystkimi sprawami przechodzimy do porządku dziennego. Wielokrotnie zdarza się, że występują różnice zdań, ale w takich sytuacjach zawsze wygrywa demokracja. Ponadto pamiętajmy, że w radzie uprawia się również politykę. W mniejszym wydaniu niż w parlamencie, ale zawsze. I radni też są gotowi poprzez jakieś rozwiązania, niekoniecznie z którymi się utożsamiają, zawierać kompromisy.

- Gorzów jest miastem rozwijającym się, czy bardziej zwijającym się, jak niektórzy sugerują?

- Więcej wiary i optymizmu. Uważam, że powoli, ale rozwijamy się, natomiast bez właściwej infrastruktury trudno będzie przyciągnąć do nas kolejny biznes. Dlatego tak istotne są obecnie prowadzone inwestycje, szczególnie drogowe. Duże firmy to zauważają, zaczynają coraz mocniej inwestować w strefie i dlatego z optymizmem spoglądam na dalszy rozwój miasta.

- Przejdźmy do żużla, bo pierwszą pana pracą jest szkolenie gorzowskiej młodzieży. Jak przebiegają przygotowania do sezonu żużlowego?

- Bardzo dobrze. Trenujemy od 1 grudnia i finałem zajęć ogólnorozwojowych będzie kilkudniowy obóz integracyjny w Karpaczu pod koniec lutego. Obecnie w zajęciach bierze udział pięciu licencjonowanych juniorów oraz dwóch chłopaków, którzy wiosną przystąpią do egzaminu licencyjnego. Są to Mateusz Bartkowiak i Kamil Pytlewski. Do tego jest jeszcze pięciu kolejnych adeptów. Czasami na naszych treningach pojawia się Bartek Zmarzlik, który ma indywidualny tok przygotowań. Podobnie jak wszyscy pozostali nasi seniorzy, którzy na bieżąco są monitorowani. Doskonale więc wiemy, co robią i jaką pracę wykonują na co dzień. Wszyscy jeszcze w grudniu przeszli odpowiednie badania, który pozwoliły przygotować plan treningowy w zależności od potrzeb każdego z zawodników. Na koniec tej części przygotowań ponowimy badania i poznamy efekty kilkumiesięcznej pracy.

- Jaki jest przykładowy tygodniowy plan zajęć i czy nie ma problemów z ich realizacją?

- Nie, zwłaszcza że pogoda nam dopisuje, dzięki czemu najczęściej w soboty chłopacy już jeżdżą na motocrossie. Pracujemy pięć razy w tygodniu, od półtorej do dwóch godzin każdorazowo. W poniedziałki ćwiczymy w sali, we wtorki mamy trening biegowy, potem przenosimy się do sali AWF-u i tam są zajęcia z gimnastyki oraz akrobatyki. W środy mamy trening funkcjonalny, czwartki są wolne przy czym zawodnicy odbywają w swoich miejscach zamieszkania trening biegowy. Piątki przeznaczyliśmy na sztuki walki w klubie  Pretorianie, a w soboty jest bieganie, odnowa biologiczna oraz wspomniana jazda na crossie, jeżeli tylko pogoda pozwala. Pewnym kłopotem jest to, że wielu chłopaków dojeżdża do Gorzowa z pobliskich miejscowości, a do tego na pierwszym miejscu jest szkoła. Zresztą nasi juniorzy świetnie o tym wiedzą, że jak tylko ktoś opuści się w nauce ma zakaz treningowy do chwili poprawienia wyników.

- Jak ważne są zimowe przygotowania w perspektywie sezonu żużlowego, zwłaszcza że dawniej nie przywiązywano większej uwagi do takich zajęć?

- Przypomnijmy sobie jednak, jak długo trwały wówczas kariery żużlowe? Edward Jancarz startował przez 20 lat i był uważany za jednego z weteranów. Większość jednak jeździła krócej, bo szybciej eksploatowała organizm. Jestem przekonany, że gdyby te treningi w okresie przygotowawczym były zbliżone do tego, co mamy teraz, ich kariery trwałyby zdecydowanie dłużej. Dzisiaj mamy zawodników świetnie radzących sobie po ,,czterdziestce’’, którzy nie boją się rywalizować z chłopakami dwukrotnie młodszymi od siebie, a przecież naprawdę na wynik często wpływ mają niuanse. W sytuacji, kiedy wszyscy mają zbliżony sprzęt, o wygranej decyduje przygotowanie fizyczne, refleks czy nawet waga. Zawsze powtarzam moim podopiecznym, że jeżeli zawodnik potrafi na czwartym okrążeniu minąć rywala to oznacza, że jest znakomicie przygotowany do ścigania.

- A co jest najważniejsze w takich przygotowaniach?

- Zbudowanie na początku okresu przygotowawczego bazy w postaci wytrzymałości i siły. Tym zajmowaliśmy się w grudniu, teraz powoli przechodzimy na lżejsze ćwiczenia, w trakcie których już zaczynamy budować gibkość i szybkość. W żużlu kondycja i siła nie musi być tak potężna jak w wielu innych dyscyplinach, ale bez odpowiedniej bazy nigdy nie zbuduje się właściwej formy sportowej. Mając dobrze wypracowane zimą podstawy można na bieżąco poprawiać poszczególne elementy, w tym także techniczne. Swoją drogą metody treningowe mocno w ostatnich latach się zmieniły. Pamiętam, że jak kiedyś trenowałem siłę, to najprostszym sposobem było przerzucanie ciężarów na siłowni. Teraz bardziej pracuje się z własnym ciałem, technicznie, dokładniej, żeby z jednej strony ten przyrost masy mięśniowej był właściwy, z drugiej tendencja idzie w kierunku utrzymania jak najbardziej szczupłej sylwetki.

- Jak ważną rolę w dzisiejszym żużlu odgrywa psycholog?

- Przed laty ta rola nie była doceniana, choć też pracowaliśmy z psychologami. Może bardziej w ogólnym zarysie, ale wtedy nie było aż tak dużej presji otoczenia, jaką mamy teraz. I dlatego ta praca psychologów z zawodnikami dzisiaj wygląda inaczej, przy czym przynosi ona oczekiwane efekty tylko wtedy, kiedy pomiędzy obydwoma stronami występuje odpowiednia więź, zrozumienie. Obie strony muszą nadawać, jak czasami żartuję, na tych samych falach. Zadaniem psychologa jest nie tylko mentalne przygotowanie żużlowca do zawodów, ale także radzenie sobie z wszystkimi sytuacjami, jakie mogą wystąpić. Dotyczy to zarówno tych dobrych chwili, czyli zwycięstw oraz tych gorszych, czyli porażek.

- A jak sobie radzić w sytuacji presji ze strony otoczenia, zwłaszcza nieprzychylnych opinii, które wylewają się na różnych forach internetowych?

- Nie jest to proste. Zachęcam moich chłopaków, żeby po prostu nie czytali hejtu, bo to jest zaśmiecanie umysłu. Wiem, że nie jest to takie proste, ale trzeba umieć sobie radzić z tą presją. Żużel jest inaczej dzisiaj traktowany przez środki masowego przekazu. Wszędzie jest go dużo, poczynając od telewizji, poprzez radio, gazety, kończąc na Internecie. Dawniej trochę pisano o naszym sporcie w gazetach, kilka razy pokazano w telewizji, coś tam powiedziano w radiu i koniec. Za rosnącą rozpoznawalnością idą jednak inne czynniki i dlatego tak ważne jest umiejętne odcięcie się od złych stron popularności. Nie wszyscy dobrze sobie z tym radzą.

- Dlaczego w polskim żużlu przepisy nie sprzyjają klubom, które dobrze szkolą?

- Jest to pewien problem, który wydawało się, że zostanie w części rozwiązany w tym roku, ale w ostatniej chwili propozycje prezesów drugiej ligi zostały zastopowane przez centralę. Chodzi o to, że kluby chciały powrotu do instytucji gościa w przypadku juniorów. Dla takich ośrodków jak nasz jest to znakomite rozwiązanie, ponieważ możemy wtedy wysyłać naszych młodzieżowców na spotkania w drugiej lidze bez potrzeby ich wypożyczania. Władze polskiego żużla na to nie przystały, ponieważ cały czas chcą one zmobilizować słabsze ośrodki do szkolenia. Nie jest to proste, skoro tym klubom brakuje pieniędzy na bieżącą działalność, a szkolenie naprawdę kosztuje sporo. 

- Ja jednak nie rozumiem, dlaczego Stal Gorzów, Falubaz Zielona Góra, Unia Leszno czy przykładowo Get Well Toruń potrafią szkolić od kilku dziesięcioleci, a w Krakowie, Poznaniu, Łodzi czy Krośnie to szkolenie właściwie nie funkcjonuje?

- To wynika z braku odpowiednio rozwiniętej bazy sportowej, ale i zapewne też z tradycji. Kluby, które słyną ze szkolenia zajmują się tym praktycznie od początku swojej działalności i mają zbudowane wzorce. W przypadku wymienionych wyżej ośrodków, w których szkolenie nie istnieje praktycznie, ta tradycja nie została nigdy odpowiednio rozwinięta. Pamiętam, jak reaktywowano klub w Łodzi. Tam zawodnicy spotykali się tylko na meczach, potem rozjeżdżali się po całej Polsce i nic więcej się w klubie nie działo. Podobnie zawsze było w Krakowie czy Poznaniu.  

- Brak szansy na jazdę w lidze negatywnie wpływa na motywację zawodników do dalszego rozwoju sportowego. Czy można coś zrobić, żeby zmienić ten stan rzeczy?

- Przydałaby się większa elastyczność w przepisach. Chodziłoby o to, żeby w razie wypożyczenia juniora z klubu do klubu miał on prawo powrócić do macierzystego zespołu w przypadku problemów kadrowych. W takiej sytuacji nie trzeba byłoby na siłę trzymać chłopaków na ławce rezerwowych.

- Już na początku sezonu Stal będzie miała siedmiu juniorów, z czego dwóch najmłodszych, o ile zdadzą licencję, nie będzie mogła startować jeszcze w lidze. Ale czy za rok nie warto byłoby pomyśleć o zgłoszeniu zespołu rezerw Stali do drugiej ligi, zamiast jeździć w kilkudziesięciu imprezach młodzieżowych?

- Oczywiście, że takie rozwiązanie byłoby znakomite, bo żadne starty młodzieżowe nie zastąpią meczów ligowych, nawet w najniższej klasie rozgrywkowej. Jako trener byłby za tym, ale nie oszukujmy się, o wszystkim decydują pieniądze. Koszty jazdy nawet w drugiej lidze są bardzo wysokie. Jazda w imprezach młodzieżowych również jest kosztowna, ale nie aż tak. Ze szkoleniowego punktu widzenia liga jest też lepsza, bo zawodnicy mają więcej startów w samych zawodach. W rozgrywanych od zeszłego roku drużynowych mistrzostwach Polski juniorów muszę dzielić te starty i wychodzi, że chłopacy mają po trzy w zawodach. Zdarzało się, że jechaliśmy setki kilometry do Rzeszowa czy Tarnowa i komuś przytrafił się defekt, i odjechał tylko dwa wyścigi. To zdecydowanie za mało. W meczu ligowym mieliby minimum po cztery, a ci najlepsi więcej.

- Czy jako radny uważa pan, że słusznym jest wykupywanie przez miasto licencji na organizowanie Grand Prix na żużlu w sytuacji, kiedy są widoczne braki finansowe choćby na wspomniane remonty placówek oświatowych?

- Docierają do mnie takie głosy i je szanuję, ale z drugiej strony nie możemy zamknąć się w światku samych obowiązków. W każdym mieście w budżecie znajdują się pieniądze na różne cele. Nie tylko na remonty, inwestycje, komunikację miejską, ale również na rozrywkę, w tym kulturę czy sport. Grand Prix od lat wzbudza w mieście bardzo duże zainteresowanie, jest świetnym nośnikiem marketingowym dla miasta, przyciąga na ostatni sierpniowy weekend wiele tysięcy kibiców, a na imprezie tej zarabiają właściciele lokali gastronomicznych, restauracji, hotelarze czy sklepy.

- Nie martwi pana coraz większy kryzys związany z Grand Prix, czego przykładem są kłopoty z organizacją zawodów w Australii czy wokół Drużynowego Pucharu Świata?

- Nie nazywałbym tego kryzysem, problemem są pieniądze. Firma zarządzająca tymi imprezami chce jak najwięcej zarobić, ale jest coraz mniej chętnych do łożenia sporych kwot. Szczególnie mam na myśli operatorów zagranicznych. BSI razem z Międzynarodową Federacją Motocyklową powinny zrozumieć, że żużel jest sportem o ograniczonych możliwościach finansowych i budowanie torów na wielkich stadionach w połączeniu z wysokimi opłatami licencyjnymi zaczyna przekraczać te możliwości. Trzeba powrócić do korzeni i organizować mistrzostwa na zdrowych finansowo zasadach, a nie dążyć do likwidowania imprez.

- Dziękuję za rozmowę.