W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Anity, Elizy, Mirona , 17 sierpnia 2018

Jednopasmowa Kostrzyńska to poziom i horyzont miasta

2018-01-31

Z byłym prezydentem Gorzowa Tadeuszem Jędrzejczakiem, dziś członkiem zarządu województwa lubuskiego, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_20809.jpg

- Co to jest UTW, czyli Środkowoeurpejski Korytarz Transportowy, któremu pan przewodzi?

- To jest spółka zawiązana przez kilka regionów z Europy – to są Szwedzi, Polacy – tu trzy województwa, zachodniopomorskie, lubuskie i dolnośląskie plus dwa regiony na Węgrzech oraz trzy regiony w Chorwacji. To jest jeden z elementów Unii Europejskiej. Chodzi o budowę połączenia Szwecji z Polską aż do Adriatyku. Mam na myśli połączenia morskie, rzeczna, ale i kolejowe. No i dodam tylko, że ta inicjatywa istnieje od trzech lat.

- Gorzów jakoś w tym projekcie partycypuje?

- Nie, ponieważ jest to projekt na poziomie regonów, a nie miast. Jak już mówiłem, partycypuje województwo lubuskie. Płacimy składki za uczestnictwo w tym projekcie, to jest około 8 tys. euro rocznie. Dodam tylko, że mamy wspólny sekretariat na Węgrzech, ale jesteśmy krytycznie ustosunkowani do jego prac. Chcę zwołać spotkanie dyrektorów, marszałków i żupanów, aby ocenić pracę sekretariatu, ale i po to, żeby wytyczyć dalsze cele.

- Jak to się stało, że pan się zajął tymi akurat problemami?

- Mam to w zakresie obowiązków w Urzędzie Marszałkowskim. Odpowiadam za współpracę regionalną. Dlatego też to ja zasiadam w imieniu zarządu województwa w komitetach monitorujących, które zatwierdzają przydział pieniędzy w ramach współpracy terytorialnej Polska – Brandenburgia i Polska – Saksonia. Opowiadam też za kontakty międzynarodowe w województwie. Dodam jeszcze w kontekście tego Korytarza, że chcę zmienić trochę działania, zdynamizować. Powiem, że wybór na przewodniczącego jest dużym wyróżnieniem, bo my się nie znamy, nie spotykamy się codziennie. Dodam tylko, że też chcę przenieść sekretariat do Zielonej Góry.

- Jeździ pan po świecie, spotyka się z ciekawymi ludźmi, ale w mieście słychać, że jednak pan się szykuje do powrotu na urząd prezydenta miasta.

- Wie pani, do tego, że w mieście różne rzeczy opowiadają ludzie, którzy niczego nie osiągnęli, to ja już się dawno przyzwyczaiłem. Nie wiem, co kto opowiada. W każdym razie nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał, ani ja z nikim także. Inna rzecz, że ja nie wiem, czy ja chcę.

- Właśnie, a chce pan?

- Nie bardzo jest do czego wrócić. Szansa, która była przed Gorzowem w postaci projektów, które miały rozwiązać problem śródmieścia, problemy komunikacyjne, zostały zarzucone.

- Ale przecież udało się wyremontować ulice Warszawską i Walczaka…

- No i co z tego? Ja mówię o rozwoju, a nie o tym, że trzeba odnawiać ulice. Inna rzecz, że obie inwestycje cały czas nie są zakończone, bo ja cały czas tam widzę jakichś pracowników. Remontowanie ulic jest obowiązkiem miasta. Ja myślę o rozwoju miasta. Przypomnę, że pieniądze, jakie miasto pozyskało w ramach europejskiej perspektywy 2014-2020 nie były przeznaczone na remontowanie dziurawych dróg, a po to, abyśmy wykorzystywali je na rozwój miasta, na jego rozbudowę nowych obiektów, szkolnictwa, przebudowę układu komunikacyjnego, co miało podnieść konkurencyjność miasta i w efekcie podnieść poziom życia w mieście. Remont jednej ulicy nic w tej kwestii nie zmienia.

- Część mieszkańców twierdzi jednak, że pan krytykuje, bo zazdrości popularności obecnemu prezydentowi miasta.

- Jak ja mogę cokolwiek komu zazdrościć, zważywszy, że przez 16 lat byłem wybierany na prezydenta miasta w pierwszych turach? Ja bym się ma miejscu tych, którzy tak mówią, radził zastanowić, czego tu zazdrościć. Tego, że Kostrzyńska będzie jednopasmowa, że deptaku na Chrobrego nie będzie, że problem tramwajów nie został rozwiązany, że Centrum Edukacji Zawodowej będzie chrome i będzie kształcić w tych kierunkach, w których raczej pracy nie znajdą, że nie będzie Zespołu Szkół Artystycznych, że nie będzie Miejskiego Ośrodka Sztuki w nowym kształcie, że na Sikorskiego będzie deptak, który zablokuje ruch w centrum i będzie pustym, bo tam nie ma po co chodzić, że nie będzie nowego ratusza… Zresztą wymieniać można długo. Tak więc czego tu zazdrościć. Ja bym się wstydził na miejscu prezydenta za taki stan. Proszę mi pokazać jedną rzecz, która się udała, poza oczywiście festynami…

- No właśnie a propos festynów. Mieszkańcy są z nich zadowoleni. Panuje opinia, że w końcu włodarz miasta posłuchał ludzi i coś bezpośrednio dla nich robi. Bo panu zarzuca się realizowanie własnych wizji.

- Przecież to tak nie jest. Problem w rządzeniu polega na tym, że jeśli chce się przypodobać mieszkańcom, to właśnie tak się robi. Tylko ci sami mieszkańcy, idąc do domu po festynie, za kilka dni nie umieją odpowiedzieć na pytanie, jaką szkołę kończy ich syn czy wnuk i za jakie pieniądze będzie pracował, rozkładają ręce i mówią, że nie wiedzą i nie bardzo mają pomysł, gdzie można pieniądz zarobić. Bo w mieście liczą się trzy szkoły, I i II Liceum oraz Gastronomik, obecnie najlepsza szkoła zawodowa w województwie. Doszliśmy właśnie do absurdu. Miało powstać Centrum Edukacji Zawodowej, a projekt został zdemolowany, bo wyjęto z niego Zespół Szkół Elektrycznych, który miał przygotowywać do zawodów potrzebnych w XXI wieku. Brakuje przecież programistów, informatyków, ludzi, którzy rozumieją komputery. A przecież elektryk jest drugą po gastronomiku szkołą zawodową w mieście. Podobnie jest z Akademią, która powstała, aby kształcić specjalistów, a obecnie jest tak, że absolwenci tej uczelni nie mogą znaleźć pracy. Ci sami ludzie, którzy są tak zadowoleni z festynu na bulwarze, nie zdają sobie sprawy z tego, że dalszej rozbudowy bulwaru nie będzie, bo zamiast bulwaru będzie ścieżka rowerowa. Jak ludzie chcą takiego miasta, to je mają i są z niego zadowoleni. I dlatego albo prezydentem miasta jest ktoś, kto wskazuje, co jest dobre i będzie dobre za pięć, dziesięć, piętnaście i więcej lat, albo ktoś taki, kto sprowadza na festyny taką czy inna gwiazdę, bo tak gazeta napisała. Władza powinna dokonywać zmian, które będą służyć miastu przez lata.

- No proszę, już trzy lata nie jest pan prezydentem, ale jednak cały czas pan się przygląda temu, co się w mieście dzieje.

- Niewiele sią przyglądam. Bo w mieście niewiele się dzieje. Inna rzecz, że ten marazm mnie zwyczajnie złości. Bo człowiek, który jest odpowiedzialny za miasto, robi jego fotografię i nazywa problemy po imieniu. Przypomnę, kiedy ja zaczynałem, w mieście brakowało kanalizacji, brakowało obwodnicy, brakowało wody bieżącej w kranach.

- Ale ludzie szybko się przyzwyczajają i zapominają o niewygodach.

- Ja to dokładnie rozumiem. W momencie, kiedy się otwiera drogę, ludzie za dwa dni uważają, że ona zawsze tu była. Ale właśnie trzeba tak patrzeć na miasto, jak my kiedyś. Trzeba było podjąć trudne decyzje i kosztowne przy okazji, właśnie o budowie kanalizacji na terenie związku celowego MG6, modernizacji oczyszczalni ścieków, bo dziś nie byłoby ani bieżącej wody ani odbioru ścieków dla części Gorzowa i podgorzowskich gmin. Podobnie zresztą było z modernizacją Chróścika, aby odbiór odpadów odbywał się w cywilizowany sposób. A co mamy obecnie? Wory ze śmieciami leżą na ulicach. Zmieniono umowę na odbiór odpadów i mamy na ulicach magazyny śmieci. Dodam, że miastu przyglądam się rzadko, gazet prawie nie czytam…

- Nie wierzę, że nie czyta pan gazet.

- Nie czytam. „Lubuskiej” nie biorę do ręki od kilku lat, a „Wyborcza” dziś daje mało informacji o mieście, więc nie czytam.

- Ale fora internetowe i portale pan śledzi i jest pan obecny w tej przestrzeni.

- Fora internetowe lubię dlatego, że mam tam wielu znajomych, z którymi mogę podyskutować. Czasami mają ciekawe uwagi, czasami się z nimi nie zgadzam. A poza tym, co wieczorem człowiek w moim wieku może robić, jak nie przeglądać fora i portale internetowe. A wracając do miasta. To nie jest tak, że ja chodzę po mieście i się zastanawiam, co tu się wyczynia. Mnie denerwuje to, że polityka w mieście jest nieczytelna.

- Na czym pan opiera taki sąd?

- A choćby na tym, że ja nie mogę się dowiedzieć, dlaczego inwestycje w mieście są opóźniane. Nie mogę zrozumieć, dlaczego wyrzuca się z pracy fachowców i zastępuje miernotami i nikt z tego tytułu nie ponosi konsekwencji. Nie mogę zrozumieć, że się zarzuca ideę budowy choćby Kostrzyńskiej jako czteropasmówki.  Nie mogę tego zrozumieć, bo zaczyna mnie się wydawać, że ideą sprawowania władzy w mieście jest tylko sama władza, a nie dobro miasta oraz uśmiechanie się do ludzi. Tak się władzy nie powinno sprawować.

- OK. Mówi pan o Kostrzyńskiej. Ale kiedy pan forsował ideę budowy właśnie czteropasmowej ulicy, to zarzucono panu, że jest pan oderwany od rzeczywistości, bo po co nam autostrada do Łupowa.

- To radny Jerzy Synowiec wygłosił wówczas słynne wystąpienie, że po co nam autostrada do Jenina. Jeśli radny miasta uważa, że budowa czteropasmowego dojazdu do S3, to o czym mamy rozmawiać. Ja wówczas niczego nie forsowałem. Przypomnę tylko, że wydaliśmy 1 mln zł na projekt, który został odrzucony. A jest to działanie na szkodę miasta. Jednopasmowa Kostrzyńska to poziom i horyzont miasta.

- Ale pan zawsze twierdził, że radni tylko panu przeszkadzają w rządzeniu miastem.

- Ja zawsze uważałem, że część radnych zupełnie nie czyta dokumentów. Część zupełnie nie wiedziała, o co chodzi w mieście i raczej nie byli tym zainteresowani. Inna rzecz, że radni rzeczywiście bojkotowali pomysły Jędrzejczaka. Byłem i jestem przekonany, że niektórzy działali i działają na szkodę miasta.

- Poproszę przykład.

- Proszę bardzo. Jeśli ktoś podnosi rękę i głosuje za zakupem słynnego już budynku „Przemysłówki” to znaczy, że żyje w innej rzeczywistości albo go to zupełnie nie interesuje. To są właśnie decyzje szkodliwe, wbrew interesowi miasta. Inny przykład? Proszę bardzo. Kwestia budowy nowego ratusza na Zawarciu. Przecież nie chodziło o to, żeby Jędrzejczak miał dobre biuro, bo ja miałem wygodnie. Chodziło o ożywienie miasta oraz o wygodę mieszkańców.

- Ale akurat ten projekt się nikomu nie podobał.

- Tego to ja nie wiem. Bo się o tym projekcie nie wypowiadał oczywiście poza tymi, którzy się na tym nie znali. Proszę mi teraz pokazać, gdzie jest tak szumnie zapowiadana rozbudowa ratusza? A dlaczego? Ano dlatego, że w Gorzowie jest taka moda. Najlepiej uderzyć w miasto, napluć na miasto, to wtedy jest dobrze. Przecież absurdem jest, kiedy gdzieś tam czytam, że przyjechali znajomi, którzy nie byli w mieście 20 lat i ubolewają, że miasto zbrzydło i spsiało. A ktoś, kto mieszka w Gorzowie, tylko przytakuje. No co to jest za styl? Co to za podejście?

- No to co, wraca pan na fotel prezydenta miasta?

- Przecież tu nie ma do czego wracać. Miasto zostało zdemolowane finansowo, kadr nie ma, wszystkie projekty zostały zarzucone. Chciałaby pani, żebym budował jednopasmową Kostrzyńską? Albo Centrum Edukacji Zawodowej, które będzie tak naprawdę po to, żeby część nauczycieli miało pracę? Byłem zwolennikiem Filharmonii, Słowianki, Bulwarów. Byłem zwolennikiem nowego Miejskiego Ośrodka Sztuki. A tu się okazało, że nie będzie MOS, a Instytut Papuszy. No i ostatecznie nawet i tego nie będzie. Miał być kolejny pomysł. I co jest? Ano to, że miasto ponadstutysięczne nie ma miejsca na porządne wystawy, młodzież nie ma miejsca, żeby sobie potańczyć i pograć. Cofnęliśmy się rozwoju. Może jeszcze komuś po głowie chodzi, żeby zamknąć Filharmonię, bo przecież obcina się środki na tę instytucję. Przecież wystarczą dwa festyny za ciężkie pieniądze w roku. To jest dramat.

- Dziękuję.