W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Rozmowa tygodnia »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2018

Matematyczka jednak się nauczyła w tej szkole gotować

2018-02-14

Z Małgorzatą Pawłowską, dyrektor Zespołu Szkół Gastronomicznych im. Febronii Karamać w Gorzowie, rozmawia Renata Ochwat

medium_news_header_20944.jpg

- Pani dyrektor, jak się buduje szkołę, która w te chwili oceniana jest  jako najlepsza w województwie szkoła kształcącą w zawodzie?

- No i muszę sprostować, bo w rzeczywistości jesteśmy na drugim miejscu. Wydaje mnie się, że robimy dobrze to, co do nas należy. Poza tym jestem przekonana, że pasja, która jest w znakomitej części naszego zespołu, pasja zawodowa, wykracza poza ramy tego, co trzeba robić. I to zwyczajnie procentuje.

- Gastronomik zawsze był postrzegany jako taka szkoła dla kucht i kelnerek – dość pogardliwie, ale przez lata taki przydomek był. A teraz gastronomik to marka, dobra marka. Szkoła ważna, licząca się w rankingach, trudno się tu dostać. Z czego to wszystko wynika?

- Zwyczajnie cały zespół pracuje na taką sytuację. Docierają do mnie informacje o ludziach, którzy chcą u nas pracować, dobrych nauczycielach, bo szkoła ma właśnie takie opinie, ale też wymagania wobec nowych nauczycieli są bardzo wysokie. Taki poziom, taką poprzeczkę wypracowała obecna kadra. To jest kolejne potwierdzenie tego, że jesteśmy dobrze postrzegani – przez uczniów, ale i przez ludzi, którzy chcieliby u nas pracować.

- Użyła pani kreślenia – wymagania są wysokie. Co to oznacza?

- To znaczy na przykład przygotować do olimpiady przedmiotowej czy konkursu umiejętności zawodowych, a jeszcze skutecznie to zrobić, to to już jest wielka sprawa. I właśnie takie olimpiady czy konkursy są potwierdzeniem wielkiej pracy szkoły. A my mamy takich nauczycieli, którzy potrafią z uczniów wyłuskać wszystko to, co jest dobre. Bywa, że uczniowie sami sobie sprawy nie zdają z potencjału, jaki w nich drzemie. A nauczyciel potrafi zobaczyć i wyciągnąć. No i potem nasi uczniowie osiągają takie efekty, jakie osiągają. Bo i są to właśnie olimpiady przedmiotowe, jak olimpiada wiedzy o żywieni, hotelarska, wiedzy rolniczej – wszędzie tam nasi uczniowie odnoszą sukcesy. My się cieszymy z każdego takiego sukcesu. Trzeba zaznaczyć, że każdy sukces ucznia ma bardzo wielki wymiar.

- I stąd się wzięli wasi wybitnie już zawodowo utytułowani absolwenci, którzy są szaleni dumni, że chodzili do tej właśnie szkoły? Zresztą oni podkreślają, że gastronomik gorzowski jest najlepszy.

- Rzeczywiście. Myślę, że szefowie kuchni, którzy spełnili się i spełniają w zawodzie, jak Łukasz Konik, Paweł Salamon, Dawid Szkudlarek oraz oczywiście inni, ale przede wszystkim ta trójka, to już ekstraklasa w zawodzie. Oni są gwiazdami i wyznaczają trendy. A jak się z nimi rozmawia, to oni doceniają każdy etap kształcenia w tej szkole. I faktycznie, oni podkreślają, z jakiej szkoły wyszli, jakiej szkole są wdzięczni za zręby umiejętności zawodowych. Zresztą oni lubią tu wracać, a dwóch z nich jest u nas nauczycielami przedmiotów zawodowych.

- Ale  nie byłoby sukcesu szkoły, gdyby się pani kiedyś nie uparła i nie przeprowadziła kilka poważnych projektów międzynarodowych. Między innymi za pani kadencji powstała ta wzorcowa pracownia – hotel, którego zazdroszczą wam w kraju. Pani się chciało, żeby szkoła zaczęła być postrzegana dobrze.

- Przyznam się, że miałam pomysł na tę szkołę. Uważam, że podstawową rolą dyrektora jest motywowanie. Ale, że podkreślę, bez zespołu się tego nie osiągnie. Jeden człowiek może i ma pomysły, ale sam jeden z nimi nic nie zrobi. Liczy się zespół, a jak jeszcze jest zespół z pomysłami, co ma miejsce w tej szkole, to i sukces musi przyjść. Ja mam zasadę, że nigdy nikomu nie powiedziałam – nie da się, nie zrobimy tego. Zawsze trzeba ludziom dać szansę się wykazać. Zwykle z tego wychodzą tylko sukcesy. Uważam, że szkoła otwarta szeroko na świat, to jest szkoła sukcesu. I już w dużej mierze się to udało. Mamy bardzo szerokie kontakty za granicą. Także z kraju trochę ludzi do nas przyjeżdża i podpatruje. Ale jeszcze wrócę do współpracy międzynarodowej. Nasi uczniowie mają otwarte drzwi na oścież, wiedzą, że są obywatelami świata, obywatelami Unii Europejskiej i nie ma dla nich żadnych ograniczeń, poza takimi, jakie sobie sami nałożą. A nasi uczniowie są właśnie nastawieni na osiąganie sukcesu. Trafiają bowiem do nas ludzie, którzy już od pierwszego momentu wiedzą, czego chcą. Już rzadko kiedy, a właściwie wcale nie trafiają do nas ludzie, którzy chcą tu przesiedzieć te cztery lata, oni chcą coś konkretnego osiągnąć. Dokładniej, osiągnąć sukces już w tej szkole. Chcą się maksymalnie dużo nauczyć, na tyle, aby wybudować sobie przyczynek do dalszej kariery zawodowej. My im to umożliwiamy między innymi przez programy międzynarodowe, na które mogą wyjeżdżać. Ostatnio jeden z naszych absolwentów otwierał swój własny biznes i głośno nam dziękował, szkole, za takie a nie inne przygotowanie właśnie do zawodowego życia. I to jest znakomite.

- Pani dyrektor, ale znów was gdzieś wywiewa w Europę, gdzie tym razem?

- No tak. Przecież musi się dziać sporo, żeby młodzież była zainteresowana. Mamy tu kilka koleżanek, które od lat z wielką skutecznością piszą projekty w ramach Programu Erasmus Plus – tu chciałabym koniecznie wymienić panie Annę Ciupkę i Małgorzatę Ciechanowicz. Napisały szalenie interesujący projekt – co oznacza, że w tym roku nasi uczniowie pojadą do Hiszpanii, a w przyszłym do Portugalii. No i powstanie sala konferencyjna, która jest nam niezbędna.

- No i co się dziwić, że się ludzie drzwiami i oknami garną. Ale serio. Powiedziała pani ważną rzecz – a mianowicie to, że trafiają do was nastolatki, które bardzo dokładnie wiedzą, czego chcą. Czyżby znaczyło to, że już ci młodzi ludzie widzą, iż ta szkoła daje realne podstawy do dobrego zawodu, który z kolei pozwoli zarobić godziwe pieniądze na życie?

- Myślę, że tak. Ostatnie lata pokazują taki trend. Inna rzecz, że jest moda na gotowanie. I to bardzo dobrze, że tak jest. Ona otworzyła społeczną dyskusję o jedzeniu, o tym, czym się odżywiamy, jak, skąd pochodzą produkty. Ale też jesteśmy coraz bardziej świadomi swoich oczekiwań wobec ludzi pracujących w gastronomii. Ta świadomość konsumencka motywuje rynek. Ta moda stała się właśnie tłem tego, że wzrosło i wzrasta zainteresowanie kształceniem w takich szkołach jak nasza. Ale nasza szkoła w ogóle przyciąga. Jak już mówiłam, ze względu na kształcenie, ale też i na inne rzeczy, na możliwość realizowania własnych pasji. Jesteśmy jedną z nielicznych szkół w kraju, które mają Krajowy Certyfikat Promocji Zdrowia, uczestniczymy w wielu akcjach charytatywnych. Tu naprawdę wiele się dzieje. Podkreślę też mnogość olimpiad i konkursów zawodowych, które też dają określone profity samym uczniom. No i ukłony wobec nauczycieli, którzy potrafią, a potrafią wielu uczniów doprowadzić na taki szczyt wiedzy zawodowej.

- No tak, rozmawiamy o Zespole Szkół Gastronomicznych, o gotowaniu, o jedzeniu, o sukcesach w gotowaniu, a dowodzi tym wszystkim matematyczka…

- Matematyczka dowodzi, i czasami to przeszkadza. Bo chciałabym czasami, żeby jednak matematyka była najważniejsza. Ale jest jak jest. Pierwszeństwo ma gotowanie.

- I co?

- Muszę się pochwalić, że właśnie na tym polu, dotąd obcym, zaczęłam odnosić osobiste sukcesy. Podpatruję tu różne rozwiązania, korzystam z doświadczeń, jakie mogę tu obserwować, więc w domu wraz z mężem próbujemy w kuchni i nawet nam wychodzi. No i muszę powiedzieć, że ta matematyczka jednak się nauczyła w tej szkole gotować i jest na wiele wyższym poziomie, niż przed laty, kiedy zaczynałam przygodę z gastronomikiem.

- Dziękuję bardzo.

Fot. Archiwum prywatne Małgorzaty Pawłowskiej